Też go spotkałaś?
Tosia się lekko zarumieniła. W ogóle nie znała Adama, a ten już poprosił ją o numer telefonu. Owszem, wydawał jej się bardzo sympatyczny, ale bała się. Postanowiła, że poda mu zły.
- Dzięki wielkie - uśmiechnął się chłopak.
- No to.. Ja będę szła - pożegnała się blondynka i ruszyła w swoją stronę.
Adam zrobił to samo. Znów włożył słuchawki do uszu i zaczął słuchać ulubionej piosenki.
Może to w końcu jakaś normalna dziewczyna, z którą spokojnie można się przyjaźnić. Hmm.. - pomyślał.
Znów szedł tą samą drogą, co przedtem. Spacerował chodnikiem, obok ulicy. Dookoła niego rosły drzewa, ustawione były domy różnej kolorystyki. Słońce powoli wschodziło. Była już 7:50. A może raczej dopiero? W każdym razie kroczył powoli w rytm muzyki. Ptaki latały i słychać było ich śpiew. Chłopak postanowił pójść w stronę parku. Wiatr wiał, przez co jego uczesane włosy, co chwilę inaczej były uformowane. Mijał kolejno kolorowe budynki ze ślicznymi ogródkami. Psy szczekały, gdy Adam obok nich przechodził. Patrząc na nie, przypomniał sobie o swoim psie - Figusiu, który był u babci. Doszedł do parku. Korony drzew robiły śliczny dach nad jego głową. Szedł betonową dróżką. Wzdłuż niej od czasu do czasu pojawiały się drewniane, brązowe ławki. Przez gałęzie drzew przebijały się promienie słoneczne. Ten piękny moment przerwał widok... Tosi z Kornelią!?
Co do cholery jasnej ta Kornelia tutaj robi? I.. Tosia?! - pomyślał rozproszony Adam. Był zafascynowany naturą i w mgnieniu oka wszystko zniszczyła jedna dziewczyna.
Muzyka się nagle wyłączyła.
- O co chodzi? - mruknął do siebie.
Zaczął się cofać.
- Posłuchaj.. - zaczęła Kornelia do Tosi, podczas, gdy Adam szedł w drugą stronę.
Dziewczyny nie zauważyły chłopaka.
- Mówiłam ci o moim kuzynie, prawda? - zapytała.
- Tak, co z nim? Wszystko w porządku?
- Otóż.. nie. On... - w jej oczach pojawiły się łzy.
- Co on?! Wyduś to z siebie! - rozkazała zaniepokojona Tosia.
- On.. Operacja się nie udała... - powiedziała załamanym głosem i od razu wpadła w ramiona dziewczyny.
- Był dla mnie jedynym szczęściem! Zawsze mogłam na nim polegać! Był członkiem rodziny, ale też przyjacielem! Jedynym przyjacielem! Dlaczego ja?! Dlaczego akurat mnie to spotyka? Dlaczego zawsze mam takiego pecha?! - łkała. Łzy spływały jej po policzkach. Nie mogła wytrzymać straty najlepszego przyjaciela. Było to uczucie, jakby ktoś wbijał jej nóż w plecy. Tęskniła za Maksem - tak miał na imię.
Tosia głaskała ją po ramieniu, żeby ją chociaż trochę pocieszyć, ale to nic nie dawało. Nic nie mówiła. Po prostu ją przytuliła. Wiedziała, że w takich sytuacjach nie ma sensu na jakiekolwiek słowa.
- Tosia.. - załamywał się głos Korneli.
- Tak?
- No i.. jak już wyszłam z gabinetu pana doktora z tą informacją, to nie wiedziałam co ze sobą zrobić, więc zaczęłam sobie po prostu chodzić po całym szpitalu.. - nadal łkała.
- Mhm... I?
- No i tak tak sobie szłam korytarzem i... i usiadłam na krześle w poczekalni obok takiego chłopaka. Słuchał sobie muzyki. Wyglądał na przejętego. Chciałam zapomnieć o tej złej rzeczywistości, więc do niego zagadałam.. - wciąż kontynuowała.
- Nie pamiętam, co dokładnie do niego mówiłam. Byłam strasznie roztrzęsiona. Pamiętam, że potem podszedł do niego lekarz i mówił o jakimś Franku, o jakichś złamanych nogach.. ech.. Po co ja ci to mówię?
- Nie no, mów. Wygadaj się. Teraz tego potrzebujesz - uśmiechnęła się Tosia.
- Dziękuję.. Chwilka.. Jak ten chłopak się nazywał.. coś na literę ,,A'' chyba.. Adrian? Arek? - zastanawiała się dziewczyna.
- No kurczę.. O! Już pamiętam! Adam!
Tosia zrobiła wielkie oczy. Zaczęła się dopytywać.
- Jak on dokładnie wyglądał?
- Noo.. ciemnobrązowe włosy miał, bordową bluzę.. ech.. Nie pamiętam dokładnie.. Chyba zielone oczy.
- Miał białe słuchawki? - zadała następne pytanie.
- Emm.. Tak! Skąd wiesz? - zdziwiła się Kornelia.
- Z twojego opisu wynika, że widziałam dokładnie takiego samego chłopaka dzisiaj w sklepie. Kupował Tymbarka. Gdy wychodził ze sklepu, wypadły mu białe słuchawki douszne, więc je podniosłam i oddałam. Przy okazji dowiedziałam się, że ma na imię Adam. Boję się rozmawiać z chłopakami... nie wiem czemu... - opowiedziała swoją historię.
- Naprawdę? Co za zbieg okoliczności. Nie no w sumie spoko chłopak, tylko, że chyba uważa mnie za psychiczną dziewczynę, która szuka przyjaciół na siłę. Ja chciałam z kimś tylko pogadać, ale za bardzo się nakręciłam i od razu chciałam zrobić z tego wielką przyjaźń. Ii.. No przestraszył się chyba, bo zaczęłam za nim iść. Wiem, gdzie mieszka. Gdy podeszłam pod jego klatkę, a on mnie zobaczył, kazał mi iść do domu... i nie chciał żadnej przyjaźni. - w oczach Kornelii znów pojawiły się łzy.
- Tęsknie za Maksiem - jej oczy błyszczały.
Tosia otarła jej łzy i znów ją przytuliła.
- Nie przejmuj się tym chłopakiem. Najważniejsze, żebyś ty uspokoiła się psychicznie. Zawsze jest ciężko po odejściu kogoś bliskiego. Musisz odpocząć. Chodź, przejdziemy się po parku. Co ty na to? - zaproponowała.
- Mhm... chętnie...
Adam był już prawie w domu. Szedł szybkim krokiem. Wyglądał jakby zobaczył ducha.
Widocznie ta cała Tośka się z nią przyjaźni - pomyślał.
Doszedł w końcu do domu. Ledwo co oddychał. Czuł się rozczarowany. Zdjął buty i pobiegł do siostry.
Bum, bum. Nastapił nieoczekiwany zwrot akcji. Super. Uwielbiam. Love. Idealne. Nie wiem co dalej
OdpowiedzUsuńPisz
O mateńko,genialne..nie mialam pojęcia,że może być taki zwrot akcji 👌 kocham kocham kocham! Mega! Nie zasnę teraz:D
OdpowiedzUsuńZajebiste jak zwykle :D czekam na kolejny rozdział, nie ładnie tak trzymać ludzi w napięciu :D
OdpowiedzUsuń