Wszystko ze mną w porządku... chyba
- Dominika! - krzyknął z przerażeniem Adam, wchodząc po schodach.
Siostra miała w uszach czarne słuchawki. Leżała na swoim łóżku z
jasnoniebieskim kocem i nie słyszała, co się dzieje dookoła niej. Ten stanął
naprzeciw niej, a ona nie zauważyła nic nadzwyczajnego. W końcu dziewczyna obróciła się w jego stronę.
- Aaa!! - krzyknęła.
- Co się stało? - zapytał chłopak.
- Nie strasz mnie, idioto!
- Ej, nie wyzywaj, nie wyzywaj!
- No dobra. Będziesz mi płacił za psychologa - zakpiła.
- Co tak tutaj stanąłeś? - spytała.
- To ja prędzej potrzebuję lekarza - odparł.
- Co się stało?
- Kornelia.
Dominika od razu domyśliła się, o co chodzi. Wstała z łóżka,
podeszła do okna, zasłoniła swoje białe zasłony i wróciła do Adama.
- To jest już nienormalne - powiedziała. - Adam, nie przesadzasz
trochę?
- No nie! Ja ją widzę wszędzie. Ona mnie prześladuje. I jeszcze do
tego, dzisiaj rano, gdy byłem w sklepie, spotkałem taką blondynkę. Wyszedłem ze
sklepu i poszedłem do parku, a tam Kornelia właśnie z tą blondynką!
- Ej, ej, ej! Spokojnie, Adam! Bo widzę, że już nie wytrzymujesz.
Może zadzwoń do Franka? Spotkaj się z nim - zaproponowała Dominika.
- Masz rację. Dzięki, siostra. Nie wiedziałem, że potrafisz być
taka miła - uśmiechnął się przyjaźnie, po czym przytulił się do niej.
Wtem do pokoju weszła mama Dominiki i Adama. Chciała przynieść
córce śniadanie. Kobieta, gdy tylko zauważyła swoje pociechy, natychmiast
cofnęła się w stronę przedpokoju. Na jej twarzy pojawił się uśmiech.
Moje kochane dzieci... - pomyślała.
Dominice zrobiło się miło. Brat nigdy dla niej nie był taki uprzejmy.
Zastanawiała się, czy wszystko z nim w porządku.
Adam odszedł od niej, po czym wyciągnął swój telefon z kieszeni i
wybrał numer Franka.
- Halo? - odezwał się męski głos.
- Słuchaj, robisz coś dzisiaj? - zapytał Adam.
- Raczej nie, a czemu pytasz?
- Chciałbym się z tobą spotkać, pogadać, wyluzować się. Tak po
prostu - odparł.
- No dobrze, z miłą chęcią. Spotkajmy się tam, gdzie zawsze.
Rozłączył się. Adam znów podziękował siostrze, wyszedł z jej
pokoju i zszedł po schodach. Wstąpił do kuchni, żeby coś przekąsić. Wziął
jakiegoś batonika ze stolika i ruszył w stronę przedpokoju. Schylił się, żeby
ubrać buty, po czym wyszedł z domu. Schodził powoli klatką schodową,
zakładając, jak zwykle zresztą, słuchawki i włączając muzykę. Znalazł się już
na samym dole i zaczął iść w miejsce spotkania. Była to ta sama droga, którą szedł
przedtem. Słońce było już prawie całkiem w górze. Mijał sklep, w którym
przedtem był. Doszedł do parku. To miejsce wyglądało tak pięknie, jak kilka
godzin temu. Muzyka w uszach Adama po raz kolejny wszystko kolorowała i
upiększała. Z Frankiem miał spotkać się nad jeziorkiem. Było to dosyć
tajemnicze miejsce, gdyż położone w samym środku parku. Woda błyszczała,
pływały kaczki, dookoła rosły drzewa i krzewy. Chłopak znalazł się w końcu na
miejscu. Jego kolega już tam był. Adam usiadł na kamieniu, który stał przy
wodzie i zaczął obserwować ptaki.
- Co się stało? - zapytał ze spokojem Franek.
- Pamiętasz tę dziewczynę ze szpitala? - spytał jego przyjaciel.
- Poważnie? Ona? Co ci zrobiła?
- Jeszcze nic - odparł.
- Co to znaczy, że jeszcze nic? - Franek nie do końca zrozumiał, o
co mu chodziło. Słowa Adama zabrzmiały jak wyrok.
- No prześladuje mnie.
- Stary, weź nie przesadzaj. To, że widujesz ją często już przez
dwa dni, nie znaczy, że cię prześladuje - lekko się zdenerwował.
- Kurde. Chyba masz rację. Ostatnio jakoś mniej śpię i wszystko
wyolbrzymiam. Ale... - zatrzymał się.
- Co znowu? Jakie ale?
- Widziałem dzisiaj rano taką blondynkę w sklepie, gdy kupowałem
picie.
- Uuu! - uśmiechnął się i potarł Adama po plecach.
- O co ci chodzi? Nie! Żadne ,,Uuu''. Ona się przyjaźni z tą całą
Kornelią.
- No nie. Człowieku, proszę, prześpij się. Zasnąłeś pewnie po 2:00
w nocy, a wstałeś przed 7:00. Mówię to dla twojego dobra, stary, błagam,
przesadzasz.
- No dobrze. Postaram się - odparł Adam.
- Nie ma ,,postaram się'', tylko masz mnie posłuchać.
- Okej, masz rację.
Franek się uśmiechnął.
- Ała! O Jezu.. - poczuł nagle ból w swojej złamanej nodze.
- Co się stało, ej? - przestraszył się Adam.
- Nie no spoko, poczułem tylko jakiś skurcz w nodze. Nic wielkiego
- odparł.
- Możesz normalnie iść?
- Tak, tak, spokojnie, nie przejmuj się moją nogą. Przecież sobie
poradzę.
- No dobrze. To może ja pójdę już do domu? Rzeczywiście czuję się
zmęczony.
- No! W końcu skumałeś. Idź. Ja tu zostanę jeszcze chwilę. Lubię
to miejsce.
- Rozumiem. To ja lecę, pa - Adam poszedł w stronę domu.
Franek stał jeszcze nad jeziorkiem, bo nie potrafił usiąść na
kamieniu, z powodu tego przeszkadzającego we wszystkim gipsu. Oglądał pływające
kaczki. Nagle usłyszał rozmowę. Były to ewidentnie głosy dwóch dziewczyn.
- No więc muszę tego chłopaka jakoś przeprosić. Zachowywałam się
przy nim jak jakaś psychiczna. Ech.. - rzekła jedna z nich.
Zaraz... Czy to nie ta dziewczyna ze szpitala? - pomyślał Franek. Nasłuchiwał nadal rozmowę dziewcząt.
Schował się za jakimiś krzakami, żeby one go nie zauważyły.
- No dobrze, jak uważasz. Mówiłaś, że wiesz, gdzie mieszka ten
cały Adam, prawda? - spytała jedna z dziewczyn.
- No tak.
One mówią o moim przyjacielu! - pomyślał znów Franek - Hmm.. Udam, że
byłem na grzybach i po prostu wyjdę z tych drapiących krzaków. Zaraz.. To są
pokrzywy!
- Ałaa!! Swędzi, piecze! - krzyknął, zapominając o tym, że miał
wyglądać jak zwykły grzybiarz... w bandażu...
Dziewczyny natychmiast odwróciły wzrok w kierunku, z którego
usłyszały ten wrzask. Ujrzały Franka, który się drapał. Wyglądał
komicznie.
No brawo Franek... I co teraz? – pomyślał zmieszany.
Ciekawy. Franek i pokrzywy xD Przez ten i poprzedni rozdział wpadłam w zaklopotanie. Wszystko co myslalam o Kornelii nagle się zmieniło. Pisz dalej
OdpowiedzUsuńUwielbiam ten FanFiction :) muszę wiedzieć co będzie dalej!
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej hihi <3
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej hihi <3
OdpowiedzUsuńWięcej! :D
OdpowiedzUsuńŚwietny fanfiction. Masz bardzo fajny styl pisania. Tylko.... na grzybach w lipcu? xD właśnie! Potrafisz też opisywać śmieszne sytuacje :) super opowiadanie :D
OdpowiedzUsuń