To się posunęło za daleko
Park był jak zawsze przepiękny, bo jak inaczej? Świeże powietrze, natura. To coś, przy czym można spokojnie wypocząć. W tym kierunku kierowała się czwórka znajomych. Franek wpadł na pomysł, aby zabrać Adama nad to jeziorko, przy którym zawsze szczerze ze sobą rozmawiają. Jak pomyślał, tak też zrobił. Weszli już w głąb parku, który miejscami wyglądał zupełnie jak las.
- Adam, pamiętasz ten park? - zaczęła Dominika. - Gdy miałeś 14 lat, zawsze się tutaj ze mną bawiłeś, graliśmy w piłkę, w paletki, rozkładaliśmy sobie kocyk, na którym jedliśmy pyszne kanapki, które zrobiła nam mama.
- Przykro mi - odparł chłopak.
Dominika automatycznie posmutniała.
Jak mamy mu niby cokolwiek przypomnieć, jak on nawet nie kojarzy najważniejszych faktów? - pomyślała.
- O! A tą wierzbę płaczącą musisz pamiętać! - siostra wskazała palcem na drzewo, o którym mówiła. Kiedyś się na niej huśtałeś i pod wpływem twojego ciężaru, cała gałąź się zerwała i uderzyłeś się w piszczel. Zawsze sobie coś robiłeś - uśmiechnęła się szczerze.
- Dominika, słuchaj, ja na prawdę nic nie kojarzę, przepraszam! - posmutniał. - Gdybym coś pamiętał, to od razu bym powiadomił, słowo! Ja tutaj widzę tylko drzewa i krzaki - odburknął.
Dominice stanęły łzy w oczach.
- Pół dzieciństwa tutaj spędziłam! A ty mi teraz mówisz, że widzisz tylko krzaki i drzewa!? To miejsce dla mnie wiele znaczy! - wybuchnęła płaczem dziewczynka i pobiegła w stronę domu. Widocznie nie wytrzymała. Od niedawna jest nietypowo dobra dla brata, a on jej wyskakuje z takim tekstem.
Tosi i Frankowi zrobiło się żal Dominiki. Blondynka postanowiła, że pobiegnie za nią i ją pocieszy, bo nie mogła patrzeć, jak sama biegnie i szlocha. Jeszcze by się jej coś stało, a to byłaby już totalna katastrofa dla tej rodziny. Niebieskooki podszedł do Adama i klepnął go lekko po plecach.
- Stary, nie przejmuj się. Ja wierzę, że wszystko sobie przypomnisz... Chodź, pójdziemy w tamtą stronę - wskazał palcem na miejsce, gdzie było umiejscowione jeziorko.
Spacerowali sobie powoli po parku. Franek był wyjątkowo cichy. Podejrzane.
Tymczasem Tosia dobiegała już do Dominiki.
- Dominika! Stój! Zatrzymaj się, proszę! - krzyknęła w biegu, ledwo dysząc.
Brunetka zwolniła odrobinę i przetarła łzy rękawem swojej bluzki koloru fiołkowego.
- Ej, proszę! - blondynka powtórzyła.
Dziewczynka posłuchała i stanęła. Miała spuszczoną głowę. Nie chciała, aby ktokolwiek zobaczył ją w takim stanie. Zwłaszcza w tym miejscu, gdzie aktualnie była, ponieważ nieopodal mieszkała jej koleżanka, za którą nie przepadała. Tosia w końcu dobiegła. Nie wiedziała do końca co zrobić, aby pocieszyć dziewczynę, złapała ją po prostu za brodę i ujrzała zapłakaną twarzyczkę. Dominika nie wytrzymała, wpadła w ramiona Tosi i wybuchła płaczem.
- Czy on sobie kiedyś coś przypomni?! Nie ma pamięci od zaledwie całego dnia, a ja się czuję, jakbym straciła brata - łkała.
- Kochana, Adam na pewno odzyska pamięć. Potrzeba dla niego tylko i wyłącznie czasu. Przynajmniej tak powiedział lekarz - pocieszała blondynka. - Popatrz mi prosto w oczy - rzekła.
Dominika spojrzała na piegowatą twarz Tosi. Zaczęła wpatrywać się w jej jasnozielone oczy.
- Poradzimy sobie. Nie będziemy płakać. Wszystko się ułoży. Zobaczysz - powiedziała ze spokojem w głosie, po czym uśmiechnęła się przyjaźnie i przytuliła dziewczynkę.
- Oo, jak słodko - dziewczyny usłyszały głos, który dobiegał prawdopodobnie z kilku metrów dalej.
Kto to był? Chyba łatwo można było się domyślić. Oczywiście, że Kornelia.
- O, cześć Kornela, co ty tutaj robisz? - przywitała się grzecznie, chciała się już do niej przytulić, jak to przyjaciółki, lecz ciemnowłosa odepchnęła ją. - Coś się stało? - spytała ze zdziwieniem jasnowłosa.
- Nie, nic. Jestem po prostu przeziębiona, nie chcę cię zarazić - skłamała.
Była ubrana w krótkie jeansowe spodnie, oraz białą koszulkę na ramiączkach. Jakoś nie było widać, że dba o swoje zdrowie, podczas ''przeziębienia''.
- Rozumiem... - Tosia popatrzyła się na nią z lekkim niedowierzaniem, ale zignorowała jej ubiór. - Co tutaj robisz? - skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i uśmiechnęła się.
- Szłam właśnie do sklepu no i nagle was zobaczyłam, więc postanowiłam podejść i porozmawiać, bo w sumie ostatnio rzadziej rozmawiamy, nieprawdaż? - powiedziała z nutką ironii.
- A więc to o to ci chodzi, heh. Posłuchaj...
- Nie, to ty mnie posłuchaj - przerwała Kornelia.
- Hę? - Tosię zamurowało.
Co jej znów odbija? - pomyślała blondynka.
- Wydaje mi się, że ostatnio masz mnie po prostu gdzieś. Ciągle tylko Adaś, Adaś, Adaś, Franuś, Franuś, Franuś - nabijała się. - Kiedy ostatnio ty w ogóle po mnie zadzwoniłaś? Lub nawet po prostu napisałaś? Zwykle to ja muszę robić ten pierwszy krok.
- Kornela, p-posłuchaj mnie!
- Nie! - znów przerwała. - Twoje wytłumaczenia są gówno warte!
Dominika schowała się za drzewem i wysłuchiwała tej rozmowy, w której widocznie podniosło się ciśnienie u obu stron.
- Nie rozumiesz, że nasza przyjaźń się wali przez tych twoich kochasiów?! - krzyczała.
- Jakich kochasiów?! Są są moi koledzy, a jeden jest po wypadku i trzeba mu pomagać, a nie zostawić go na pastwę losu! Sam sobie nie poradzi! Ty zawsze taka byłaś! - zbulwersowała się w końcu Tosia.
- Jaka? Zawsze próbowałam zachować przyjaźń na jak najdłużej? Gdybym co chwilę nie przemawiała ci do rozumu, to nasza przyjaźń już by się dawno zakończyła!
- Nie! Zawsze byłam twoją marionetką! Manipulowałaś mną! Dopiero teraz to odkryłam! Ty nigdy nie chciałaś pomagać innym! Gdy widziałyśmy małego, bezbronnego kotka na ulicy, potrzebującego pomocy, ty go olewałaś! Traktujesz wszystkich jak śmieci, a mnie jak swoją własność! - krzyczała.
- Ooo, a więc w końcu trafiła kosa na kamień. Dowiedziałam się wreszcie, co o mnie myślisz, jak słodko - zachichotała wrednie.
- Czas na drugą, prawdziwą twarz Kornelii. Wiedziałam, że kiedyś się ode mnie odsuniesz, Tosiu - prawiła. - Ale spokojnie, to dopiero początek. Przekonasz się w końcu jaka jestem. A, i jeszcze jedno. Jak powiesz cokolwiek temu twojemu Frankowi, czy Adasiowi, to nie żyjesz. - zacisnęła pięści, popatrzyła się na nią krzywo i gwałtownie się obróciła, uderzając swoimi długimi, ciemnymi włosami w Tosię. Odwróciła się jeszcze na moment, w jej oczach pojawiła się iskra, iskra złowieszczości.
- Nienormalna - odezwał się cieniutki głosik zza drzewa.
Świetny ! :D
OdpowiedzUsuńKornela być bee!!! Tak jestem dziecinna :) Świetny rozdział jak zawsze! Szkoda mi Adama....Ale no cóż tak bywa....Czekam na kolejne rozdziały! Weny!
OdpowiedzUsuńEhh .. Ta Kornelia .. Bosh .. XD Super! Oby tak dalej! :3
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńJejku tak mi szkoda Dominiki :(
OdpowiedzUsuńOczywiście rodziny/przyjaciół Adama też ale jakoś ona najbardziej do mnie przemówiła nie wiem czemu
A Kornelia jest NIENORMALNA boje sie ze ona może na prawde cos komuś zrobić. Zachowuje się jak chora psychicznie :/
Czekam na kolejny
Maja xX