Sąsiadka zawsze pomoże
Tosia szła korytarzem do sali, w której leżał Adam. Weszła do pokoju nr 57 i usiadła po raz kolejny na krześle obok łóżka chłopaka. O dziwo nie nudziło się siedzenie i czekanie na obudzenie się kolegi. Miała na sobie czarne rurki i jasnoniebieską koszulkę. Oglądała jakieś nudne seriale, nie mające na celu żadnego przekazu. Nagle na korytarzu usłyszała krzyki jakiejś staruszki. Blondynka wyszła na moment z sali, aby zobaczyć, kto to jest. Kobieta miała na sobie typowy sweterek dla babci
o kolorze fioletowym oraz szarą spódnicę sięgającą za kolana. Na jej głowie widoczny był siwy kok. Poprawiała właśnie swoje okulary i pytała się czegoś lekarzy. Nagle zaczęła podążać w stronę Tosi. Już z daleka zaczęła pytać:
- Czy to jest sala nr 57? Czy tutaj leży Adaś Zimmermann?
- Emm.. tak - odpowiedziała dziewczyna. Nie wiedziała zbytnio o co chodzi. - Kim pani jest? Czyżby babcią Adama?
- Nie no coś ty. Gdybym miała mieć takiego wnuczka, to bym chyba zwariowała. Mama tego młodzieńca kazała mi przynieść dla niego jakieś konfitury i zupę. Słyszałam, że miał wypadek - powiedziała skrzeczącym głosem.
- Miał wypadek, ale teraz jest w śpiączce i nie wiadomo kiedy się obudzi - odpowiedziała. - Ale spytam jeszcze raz z ciekawości, kim pani jest dla Adama?
- No jestem jego sąsiadką. Uwielbiam mu uprzykrzać życie. - uśmiechnęła się lekko. Okazało się, że kobieta, to pani Grażynka Piotrkowska. ,,Ulubiona'' sąsiadka Adama.
- Aa, rozumiem. To niech pani wejdzie. Tylko nie wiem, czy przez sen będzie chciał zjeść cokolwiek. - zaśmiała się lekko, lecz kobietę rzadko coś bawiło. To ona była ,,królową'' żartów, które i tak nikogo nie śmieszyły. Staruszka podeszła do łóżka chłopaka.
- Smarku, mam dla ciebie coś dobrego - powiedziała to z takim spokojem, jakby myślała, że Adam po prostu leży i jest całkiem zdrowy.
- Smarku! - wyciągnęła ze swojej wielkiej czerwonej torby słoik z rosołem.
- Proszę pani, ale Adam jest w śpiączce. On naprawdę nic nie słyszy - stwierdziła Tosia.
- Oj tam śpiączka. Na pewno wszystko słyszy. Prawda smarku? - spytała kobieta, lecz nie doczekała się odpowiedzi.
- Śpiączka to śpiączka. To nie jest zwykły sen - powiedziała z lekkim gniewem w głosie blondynka.
- Dziewczę moje kochane, ja wiem co mówię. Mój mąż też był kiedyś w śpiączce i co? Teraz nie żyje, ale nie ważne.
Tosia zrobiła wielkie oczy.
- Ale spokojnie! To nie przez śpiączkę umarł. Miał coś z sercem. Smutna historia, ale to było dawno. Teraz się wyżywam na moich sąsiadach, zwłaszcza na Adasiu i sprawia mi to wielką przyjemność - uśmiechnęła się znów pani Grażynka.
- Niech mnie pani nie straszy! Ale nie robi mu pani nic złego, prawda? - zapytała dziewczyna.
- Spokojnie maleńka, tylko go wyzywam, gdy mnie denerwuje.
Pani Piotrkowska była szczerą kobietą. Nie bała się reakcji innych, jak nie trudno było zauważyć.
- Ehh, to jak było z tą śpiączką? - spytała Tosia.
- Mój kochany mąż, Henryk, leżał sobie po operacji nogi w łóżku szpitalnym, ponieważ miał wypadek, na szczęście nie groźny. - zaczęła. - Był w śpiączce. Przez cały ten czas, gdy spał, ja rozmawiałam z nim. Gdy Henryk w końcu otworzył oczy, powiedział, że śniło mu się, jak z nim gadałam.
- Ciekawe... - zainteresowała się Tosia.
- A co? Adaś ci się podoba, prawda? - spytała, mówiąc szeptem i z uśmieszkiem pani Grażynka.
- Nie! - krzyknęła dziewczyna. - W żadnym wypadku! Kolegujemy się tylko. Znam go dopiero kilka dni - zarumieniła się lekko.
- Ja swoje wiem. Swoje lata przeżyłam i wiem jak jest. - dokuczała blondynce pani Piotrkowska.
- Co się stało...? Gdzie jestem...? - odezwał się męski, zaspany głos.
- O Boże, Adam! - krzyknęła z radości Tosia, a pani Grażynka uśmiechnęła się.
- Co? Jaki Adam? - zapytał chłopak nadal zaspany.
- No.. Nazywasz się przecież Adam - zaśmiała się.
- Poważnie? A jak się tutaj znalazłem i kim ty jesteś?
- Adam, weź sobie nie żartuj. Już prawie na zawał zeszłam. Przynajmniej w takiej sytuacji powinieneś być poważny.
- Ale ja naprawdę nie mam pojęcia kim jesteś, dziewczyno. Tak samo jak nie wiem kim jest ta starsza kobieta za tobą. - powiedział brunet, wstając powoli z łóżka i trzymając się za głowę.
- Dlaczego mam na głowie bandaż? Jestem w szpitalu? Leżałem w łóżku szpitalnym? O co chodzi?! - chłopak był niebywale rozkojarzony.
Tosia nie wiedziała co odpowiedzieć. Myślała, że Adam sobie z niej żartuje. W tym momencie do sali wszedł lekarz.
- Oo! Widzę, że nasz śpiący królewicz się obudził! - uśmiechnął się doktor.
Mina Tosi i pani Grażynki nie były już tak radosne jak kilka sekund temu.
- Co to za mimika? Pan Adam się obudził. Możecie go uściskać! Śmiało! - rzekł.
- Ale... on mówi, że nas nie zna i że nie wie, że ma na imię Adam. Co to ma znaczyć panie doktorze?
- O nie... Tak powiedział? - zapytał przestraszony lekarz.
- Mhm.. - odrzekła pani Grażynka, trzymając w ręku swój rosół domowej roboty.
- Panie Adamie, czy pan wie, co się działo przed wypadkiem? - zapytał doktor chłopaka.
- Jakim wypadkiem? Nic nie rozumiem - odrzekł Adam.
- Nie jest dobrze. Ten wypadek spowodował coś jeszcze większego niż tylko rozbicie głowy - zwrócił się w stronę Tosi lekarz.
- Boże... - do oczu dziewczyny zaczęły napływać łzy.
- Stracił pamięć. Nie jesteśmy w stanie określić kiedy ją odzyska, przykro mi - powiedział z dziwnym spokojem.
- Jaką tam pamięć?! Stuknie się go patelnią w głowę i wszystko sobie przypomni! - powiedziała pani Grażynka.
- Nie! W żadnym wypadku proszę tego nie robić! Może się tylko pogorszyć. W takiej sytuacji należy tylko czekać... znowu... - powiedział pan doktor. - Panie Adamie. Rozumiem, że nie wie pan o co chodzi w tym momencie, ale proszę zaufać tym dwóm paniom. One pana zaprowadzą do pana domu. Może sobie pan wszystko przypomni.
- Rozumiem... - skłamał Adam.
Biedny Adaś :< genialny rozdział,czekam na kolejne! <3
OdpowiedzUsuńO jacie :c swoją drogą kocham panią Grażynkę xD szkoda Adama :'|
OdpowiedzUsuńO jacie :c swoją drogą kocham panią Grażynkę xD szkoda Adama :'|
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńSuper! Czekam na wiecej! Biedny Adaś :c
OdpowiedzUsuń