poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rozdział 32

 Zapomnieliśmy o nim. To impuls! 


Poważna rozmowa wciąż trwała. Kornelia starała się jak najmniej płakać, lecz nie wychodziło. Nie posiadała nawet zwykłych chusteczek higienicznych, więc musiała wycierać swoje łzy dłonią.
- Dodatkowo moi rodzice mają mnie w dupie. Po prostu w dupie - zaczęła kolejny temat. Moja mama pracuje jako aptekarka, to jest jedyne źródło pieniędzy. Tata całymi dniami siedzi na kanapie przed telewizorem i nie zwraca na nic uwagi. Matka wciąż się na niego drze, że ma znaleźć pracę, że ma coś zrobić w domu. W mieszkaniu jest wieczny nieporządek. Mama nigdy nie ma czasu sprzątać, a ojciec.. o nim nie chcę już wspominać. Ja boję się cokolwiek powiedzieć, zwrócić jakąkolwiek uwagę, bo oni.. ech... każą mi wyjść lub zająć się sobą. Rzadko co w domu jem obiad. Zwykle idę gdzieś na miasto czy gdziekolwiek. W rzeczywistości jest o wiele gorzej niż jak ja o tym mówię. Może się wydawać, że to nic takiego, ale uwierzcie mi... to istne piekło. Nie mam wsparcia wśród bliskich... taka jest prawda - upuściła głowę. Na podłogę zlatywały pojedynczo łezki. - I w końcu... w końcu stał się cud - spojrzała swoimi zaszklonymi oczami w okno. - Szłam sobie chodnikiem, gdy nagle ujrzałam pędzącą karetkę. W środku zauważyłam Dominikę. Zawróciłam się i postanowiłam pójść w stronę szpitala, lecz w pewnym momencie ambulans zatrzymał się. Ze środka wyszła mama Adama, Dominika i właśnie Adam. Schowałam się szybko za drzewo. Bałam się, że mnie zauważą, chociaż.. Dominika mnie już pewnie zobaczyła. Nie wychodziłam zza drzewa. Gdy Adam i reszta zniknęli z mojego pola widzenia, wyszłam z ukrycia. Wtem zadzwonił do mnie telefon. Spojrzałam na ekran. Wyświetlił się numer mojego kuzyna. Pomyślałam: ,,Ale jak to?!''. Wahałam się, czy odebrać. W końcu odebrałam. Przyłożyłam telefon do ucha i usłyszałam... - uśmiechnęła się lekko. Nadal była wpatrzona w okno. Załamanym głosem kontynuowała. - Usłyszałam głos Maksa - rozpłakała się po raz kolejny. Franek przewrócił oczami, a Tosia spojrzała na niego złowrogo, dając mu do zrozumienia, że ma dalej słuchać. - Powiedział, że wychodzi ze szpitala, że jest całkiem zdrowy, że już nie będę musiała go odwiedzać, bo to on będzie odwiedzał mnie. O nic nie pytałam. Byłam w szoku. Ogromnym szoku. Rozryczałam się przy słuchawce. On zaproponował mi od razu spotkanie. Zgodziłam się. Dziękuję Bogu za tak wspaniały cud. Nie wiem jak, nie wiem w jaki sposób to się stało, ale po prostu... po prostu dziękuję - zatrzymała się na chwilę.
- Chcesz chusteczkę? - zaproponowała Tosia.
- Mhm - Kornela pociągnęła nosem.
Dziewczyna wytarła dosłownie wszystkie łzy, wydmuchała się.
- A co z raną Tosi? - zapytał Franek.
- Już mówię, już - nadal trzymała chusteczkę w dłoni i kontynuowała. - Co się stało potem? Siedziałam z Maksiem w pokoju. Byliśmy znudzeni. Nie pamiętam, jak to się stało, ale Maks postanowił pooglądać jakieś filmiki na YouTube. Przekonał mnie, żebym coś z nim pooglądała. Usiadłam z nim przy biurku, a on wpisał w wyszukiwarce ,,Naruciak'' - Adam zaciekawił się. - Skądś kojarzyłam ten pseudonim, tylko nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Zaczęłam oglądać. Nie mogłam uwierzyć, kogo zobaczyłam. To był Adam. Wpadłam w szał. Nie chciałam o nim już nic więcej słyszeć, a tu, jak na złość, pojawia się on! Nie tłumacząc się wybiegłam z pokoju i popędziłam do domu Adama. Dobiegłam. Zapuk... a nie.. zaraz... ja nie zapukałam. Wbiegłam do waszego domu. Jako ostatnia dowiedziałam się, że Adam jest youtuberem. I chyba wiem, dlaczego mi nikt nie chciał mówić. Zdenerwowałam się. Nie byłam sobą, po raz kolejny zresztą...
- A no racja - rzekł Adam.
- Ech... Następnego dnia rano chciałam wymyślić jakiś plan. Niedługo potem ujrzałam wchodzącą do sklepu Tosię. Bez zastanowienia wyszłam na dwór i zaczęłam ją obserwować. Gdy wychodziła zaczepiłam ją i.. właśnie nie pamiętam, jak to się dokładnie stało...złapałam ją i...
- Zaczekaj - przerwała Tosia. - Ja to opowiem, abyś się już tak nie męczyła. - wstała i zaczęła opowiadać. - Otóż spotkałam Kornelię przy sklepie, prawdopodobnie obok jej mieszkania, bo nie mam pojęcia, gdzie ona mieszka. Złapała mnie. Na początku chciała mnie przekonać, że żałuje za wszystko, co zrobiła. Nie uwierzyłam jej, więc się na mnie wkurzyła, złapała za szyję i przycisnęła do ściany.
- Co?! - wstał Franek.
- Uspokój się! Usiądź - Tosia zmieniła ton. - Wyrywałam się, aby mnie puściła. Nie miałam siły się wydostać z jej sideł. Po chwili ujrzałam w jej rękach moją butelkę od Tymbarka, usłyszałam rozbijające się szkło, poczułam ból. Ciemność. Pisk w uchu. Obudziłam się w ciemnej piwnicy. I potem przeprowadziłam z nią szczerą rozmowę. Tyle.
- Zamknęła cię z piwnicy, a ty nie walczyłaś?! Nie próbowałaś się wydostać?! Zgłupiałaś?! - krzyczał Franek.
- Nie..
- Ona mogła ci coś jeszcze zrobić, a ty..ech! Szkoda słów!
- Franek uspokój się! - powiedział Adam. - Spróbujmy pojąć tą całą sytuację.
- Ja jej wierzę - odezwał się cieniutki, dziewczęcy głos.
Wszystkie twarze odwróciły się w stronę dziewczynki. Była to Gosia.
- Wierzysz jej? - spytał Franek.
- Tak. Wierzę. Powiem więcej. Rozumiem ją.
- Jak to?
- Nie będę się zagłębiać z szczegóły. Wiem, jak to jest być samotnym. Rozumiem jej sytuację. Nie mówmy o mnie. Ja już wyszłam z tego. Jest dobrze, ale teraz pomóżmy Kornelii - dziewczynka podeszła starszej koleżanki i mocno ją przytuliła. Kornelii zrobiło się tak przyjemnie ciepło. Dawno nie czuła takiej bliskości z drugą osobą. Przytuliła dziewczynkę jeszcze mocniej i nie mogła się od niej oderwać.
- T-to takie miłe - Kornela się wzruszyła i wszyscy dookoła niej także.
- Wybaczmy jej! - Małgosia oznajmiła i odsunęła się od dziewczyny.
Nikt się nie odzywał. Nikt nie wiedział, co odpowiedzieć. Cisza.
- Gdybyście byli na jej miejscu, to byście wiedzieli, o co chodzi. Nigdy nie przeżyliście tego, co ona - obraziła się i ruszyła w stronę drzwi.
- Gosiu, zaczekaj! - w ostatnim momencie odezwała się Tosia. - Może masz rację. Może to wszystko to prawda. W końcu Kornelia nigdy nie była w takim stanie. Może powinniśmy jej wybaczyć, ale trzymać ją na dystans? Dać jej szansę do wykazania się, aby udowodniła, że zasługuje na wybaczenie? Co wy na to?
Nastąpiła długa cisza. Wybaczyć czy nie? Kto by wybaczył takie okropne czyny? W sumie, człowiek, który jest na skraju psychiki, mógłby zrobić dosłownie wszystko, ale w końcu Tosia była najlepszą przyjaciółką Kornelii.
- Jestem za - ciszę przerwała Dominika.
- Ja również - rzekł Adam.
- No to ja też - powiedział Daniel.
- I ja - uśmiechnęła się mama Adama.
Franek złapał się za głowę. Nie miał zielonego pojęcia, co odpowiedzieć. Z jednej strony chciał się zgadzać z Tosią, lecz z drugiej nie mógł zapomnieć tego, że Kornelia tak skrzywdziła jego przyjaciółkę. Wszyscy patrzyli na chłopaka z litością.
Cholernie trudna decyzja - myślał.
- No dobra! - w końcu się zdecydował. - Ale na dystans.
- Dziękuję wam z całego serca - rzekła cicho Kornelia.
- Ale pamiętaj. Jedno złe posunięcie i trafiasz na naszą czarną listę.
- Postaram się już nie dać żadnej plamy! - powiedziała dumnie z łezką w oku.
Tak zaczął się początek wspólnej znajomości. Nikt nie ufał jeszcze w 100% Kornelii. Bali się, że znów z czymś wyskoczy, że to kolejny podstęp, więc obserwowali ją i pilnowali na każdym kroku. Z dnia na dzień coraz lepiej rozmawiało się z dziewczyną.

Minęły cztery dni.
Było czwartkowe popołudnie. U Adama siedziały Tosia z Kornelią. Dogadywały się, jak to kiedyś było. Wyglądały tak szczęśliwie. Chłopak pokazywał im podstawy montażu. Dziewczyny rozmawiały na przeróżne, niektóre dziwne tematy. Robiły głupie miny. Jak przyjaciółki. Wtem cała trójka usłyszała dzwonek do drzwi.
- Kto to może być? - spytał Adam.
- A bo ja wiem? - odezwała się Tosia.
- Pójdę otworzyć, a wy mi niczego nie ruszajcie - uśmiechnął się.
- Dobrze, dobrze - odparła Kornela.
Chłopak wyszedł z pokoju i zszedł po schodach na dół, aby otworzyć drzwi.
Zapraszałem kogoś? - myślał.
Złapał za klamkę, nacisnął ją i nie mógł uwierzyć, kogo ujrzał za wejściem.
- K-Karol?! - szczęka mu opadła - Przyjechałeś aż z Knurowa? Czemu nic nawet nie wspomniałeś? - cieszył się.
- Stary, przecież rozmawiałem nawet z twoją mamą! Podobno straciłeś pamięć. Zmartwiłem się i postanowiłem przyjechać.
Pod drzwi podeszła mama Adama.
- Ups... - odezwała się kobieta.
- Co ,,ups''? - spytał syn.
- Zapomniałam ci powiedzieć, że Karol do nas przyjeżdża. Zadzwoniliśmy do niego, gdy straciłeś pamięć.
- Aaa.. rozumiem! W sumie to nawet lepiej, że przyjechał! W końcu razem spędzimy czas, ponagrywamy. Weza jest u mnie. Tylko, że teraz siedzi w toalecie, ale nie ważne. Za moment powinien wyjść - zaśmiał się. - Mam pomysł! Może się gdzieś przejedziemy? Nad jakiś staw za miasto czy coś? - zaproponował.
- W sumie czemu nie - Karol pozytywnie zareagował.
- Możemy zabrać moje koleżanki? - spytał grzecznie.
- Tsa.. koleżanki - zrobił minę pedofila. - Możesz, możesz. Zmieścimy się w piątkę w moim aucie.
- W piątkę?
- No jeszcze Daniel, tak? - uśmiechnął się. - To zwołaj wszystkich, aby się szykowali, a ja pójdę przyszykować moje auto.
Jak Karol kazał, tak Adam zrobił. Wszyscy na wieść, że Karolek przyjechał ucieszyli się natychmiastowo. Już po dziesięciu minutach grupka była gotowa do wyjścia. Błyskawicznie znaleźli się przy BMW Karola. Kornela z Tosią były speszone. Ile razy w życiu słyszały o tym, że nie można wsiadać do cudzych samochodów?
- Co tak stoicie? Wchodźcie! Karol to mój przyjaciel! Na pewno nic nam się nie stanie! - zapewnił Adam, a dziewczyny z miłą chęcią wsiadły na tylne siedzenia w aucie razem z Naruciakiem. Weza usiadł z przodu z Karolem.
- No to kierunek staw! - ucieszył się kierowca i wyjechał z parkingu.
Jechali obwodnicą. W radiu leciała jedna z ulubionych piosenek Karola i Adama Maroon 5 - ,,Sugar''.
- Sugar! Yes, please! - cała trójka, siedząca z tyłu śpiewała bardzo głośno.
Nawet Karol, kierowca, który powinien się skupić na jeździe, śpiewał. W samochodzie panowała pozytywna atmosfera. Nagle Kornelia przestała śpiewać. Wyczuła, że zaraz stanie się coś złego. Nigdy wcześniej tak mocno nie czuła niebezpieczeństwa.
Co się dzieje?! - myślała niespokojnie. Złapała się za głowę.
Wszyscy nadal śpiewali, nie spodziewając się niczego. Wszyscy, prócz Kornelii. Wtem dziewczyna zauważyła ciężarówkę jadącą wprost na nich. Przestraszyła się. Serce waliło jej jak młotem. Nie chciała ginąć w tak młodym wieku. Postanowiła, że zrobi coś totalnie nienormalnego.
- Karol, uważaj!! - krzyknęła i pod wpływem impulsu rzuciła się na przednie siedzenie, zasłaniając kompletnie drogę Karolowi. Wszyscy siedzący w aucie wpadli w panikę. Kornelia nerwowo kręciła kierownicą we wszystkie strony.
- KORNELA, CO TY DO DIABŁA ROBISZ?! - krzyczał Adam.


____________________________________________________________________
Dzisiaj już musiał być dłuższy rozdział, bo nie miałam jak go skrócić :P Ale to chyba dobrze, prawda? :P Chwila niepewności! Co się stanie? Jak myślicie?! Czy Kornelia dobrze postąpiła? Czy to nie będzie jej kolejny błąd? Tego dowiedzie się w następnym rozdziale, a jak na razie piszcie swoje propozycje w KOMENTARZACH pod rozdziałem! :D

sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział 31

Wytłumaczmy sobie wszystko ostatni raz


Tosia szła uliczkami, szlochając. Robiła wszystko, aby nikt nie zauważył, że po jej policzkach spływają łzy. Wyciągnęła ze swojej białej torebki chusteczki higieniczne i przetarła oczy. Tuż za nią biegł zmachany Franek. Postanowił, że ruszy za nią i nie pozwoli, by pozostała sama.
- Tośka! Zatrzymaj się, proszę! - krzyczał.
Ta nie słuchała go. Nadal szła. Przyśpieszała kroku. Prawie biegła.
- Błagam, Tosiu! - wciąż krzyczał, również zaczął biec.
W końcu dziewczyna uznała, że nie może uciekać. Zatrzymała się, odwróciła. Franek również przystanął. Ujrzał zapłakaną twarzyczkę Tosi. Natychmiast do niej podbiegł. Złapał dziewczynę za nadgarstek.
- O co chodzi? - spytał spokojnie i spojrzał jej głęboko w oczy.
- O to, że Kornelia musi wszystko naprawić. Sama. Powiedziała mi wszystko - ocierała łzy chusteczką.
- Ale co ci powiedziała?
- Całą prawdę - w końcu się uśmiechnęła.
- P-prawdę? Jaką prawdę?
- Zobaczysz - posłała tajemniczy, ale słodki uśmiech.
Franek odwzajemnił gest. Po chwili, jak to na przyjaciół przystało, przytulili się.
- Hmm.. nie wiem, co o tym myśleć. Miejmy nadzieję, że będzie dobrze - powiedział szeptem Franek.
- Mam pomysł. Chodźmy do Adama, co? - zaproponowała.
- Z miłą chęcią. A u niego opatrzymy bardziej twoją ranę. Nie można tego tak zostawić. Może się wdać jakieś zakażenie czy coś w tym rodzaju - stanął dumnie.
- Oj już dobrze - zarumieniła się.
Skierowali się w stronę domu swojego przyjaciela.
Tymczasem Adam z Danielem kończyli nagrywać ,,Poniedziałkowego Naruciaka''. Wyszło im świetnie i bardzo pozytywnie. Tak jak powinno być. Postanowili odpocząć i usiedli na łóżku.
- Adam.. ty rzeczywiście masz tutaj straszny syf. Tak teraz zauważyłem - powiedział, śmiejąc się Daniel.
- Nie kazałem ci tutaj przychodzić - odparł z uśmiechem.
- Oj, już dobra. U mnie nie lepiej.
Do pokoju weszła Dominika.
- Skończyliście już? - spytała, poprawiając włosy. - Stwierdzam, że tak, bo skoro sobie tak leżycie... hmm... poróbmy coś! Nudzi mi się.
- Tobie to zawsze się nudzi. Zadzwoń po Gosię. Masz do niej numer? - spytał Adam.
- O, właśnie! Dzięki Adam! - krzyknęła z radości i pobiegła od razu w stronę wyjścia. Nie dzwoniła, ponieważ wiedziała, że Małgosia na pewno będzie mogła wyjść, zwłaszcza, że są wakacje. Szybko zeszła na dół po schodach i ubrała buty. Błyskawicznie znalazła się na zewnątrz. Dziewczynka w oknie swojego bloku zauważyła panią Grażynkę , która prawdopodobnie teraz oglądała telewizję. Gdy kobieta zajrzała na zewnątrz, Dominika pomachała do niej.
- Witam panią Piotrowską! - krzyknęła.
Pani Piotrkowska zerwała się ze swojego bujanego fotela, otworzyła okno i wychyliła się przez nie.
- Żeby tak machać ręką do starszej pani?! Co to za wychowanie! Trochę szacunku dla starszych osób, mały smarku! - wydarła się, ale tak, że było ją słychać na całym osiedlu.
- Przepraszam! - Dominika speszyła się lekko, szybko odwróciła wzrok  i pognała w stronę domu koleżanki.
W pewnym momencie zauważyła Franka z Tosią, idących w kierunku jej domu.
- Hejka! - krzyknęła z daleka.
Dziewczyna pomachała do niej i natychmiast na jej twarzy pojawił się szczery uśmiech.
- Cudna dziewczynka - rzekła do Franka.
- Masz rację - odparł i również pomachał do dziewczynki.
Dominika doszła do nich.
- Gdzie idziecie? - złączyła ręce i zaśmiała się.
- A do ciebie, a dokładniej, do Adama - odpowiedział Franek.
- Rozumiem. Ja lecę go Gośki. Adam spędza czas z Wezą, także tak trochę mi się nudzi - po tych słowach, dziewczynka podążyła dalej w swoją stronę, zostawiając Tosię z przyjacielem.
Natomiast oni poszli do Adama. Już po paru minutach byli u przyjaciela. Jego mama otworzyła im drzwi i weszli do środka. Usłyszeli Wezę, który coś wrzeszczał. Pewnie grał w jakąś grę. Franek z przyjaciółką wszedł po schodach na górę, aby dowiedzieć się, co robią chłopaki.
- Hej Adam - odezwał się damski głos.
Daniel zauważył, że Tosia stoi przy drzwiach i patrzy, jak Adam siedzi, gapiąc się w komputer.
- Ekhem! - chrząknęła.
Chłopak odwrócił się natychmiast od ekranu komputerowego i grzecznie się przywitał.
- Hej, hej. Grałem sobie w CS'a, sorry.
- Widzę przecież. Przyszłam z Frankiem cię odwiedzić. Na dworze robi się pochmurno, więc czemu mielibyśmy nie wpaść?
- Pewnie, zapraszam - uśmiechnął się. - Ale..
- Hm?
- Mam straszny bałagan w pokoju - złapał się za kark.
- Zauważyłam - roześmiała się.
- To może ja to wszystko ogarnę, co? - zawstydził się.
Nie usłyszał odpowiedzi, bo w pewnym momencie wszyscy usłyszeli dzwonek do drzwi.
- Dominika już wróciła? - spytał Adam. - Poczekajcie tu, idę otworzyć.
Chłopak wyszedł szybko z pokoju i zszedł po schodach, aby otworzyć drzwi wejściowe. Złapał za klamkę i nacisnął ją. Widok Kornelii zupełnie go przeraził.
- Co ty tu robisz?! - spytał zdenerwowany.
- Ja.. jest ktoś u ciebie? - nie odpowiedziała na poprzednie pytanie, lecz zadała kolejne. Cała się trzęsła z przerażenia.
- Są wszyscy... prawie... Nie odpowiedziałaś na moje pytanie - skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Chcę wam wszystkim coś powiedzieć - rzekła cicho.
Na górze, przy schodach stanęła Tosia, gdyż rozpoznała głos Kornelii. W głębi serca ogromnie się cieszyła, że postanowiła się wszystkim wytłumaczyć, ale z drugiej strony bała się, że nikt jej nie uwierzy. Obawiała się jednak, że ona może jednak coś knuć.
A co, jeśli to wszystko, co kolejny podstęp? - myślała.
- Nam? - spytał Adam.
- Tak. Wam. A dokładnie tobie, Frankowi, Tosi, Dominice, Gosi, twojej mamie... - wymieniała Kornelia. Nadal bała się reakcji.
- Dominiki i Gosi nie ma.
- T-to ja mogę zadzwonić po Dominikę! - odezwała się nagle z góry Tosia.
Nie czekając na odpowiedź, wyciągnęła telefon z kieszeni swoich spodni i wybrała numer do Dominiki.
Zadzwoniła do niej. Już po paru sekundach było wiadomo, że razem z Gosią zaraz będą u Adama.
Chłopak wpuścił niepewnie Kornelię do swojego mieszkania. Dziewczyna czuła się nieswojo. Miała wejść na górę, do jego pokoju, więc weszła. Doszła do pokoju. Jej uwagę najbardziej przyciągnął widok kamery, lamp i zielonego tła. Nie mogła również nie zauważyć ogromnego bałaganu. Już miała się zaśmiać, lecz przypomniała sobie, że sytuacja jest zbyt poważna na zabawę. Usiadła niepewnie na łóżku i zaczęła obserwować. Franek przypatrywał się jej z wielką nienawiścią. Nic dziwnego. Usłyszał, że ta skrzywdziła jego przyjaciółkę Tosię. Już po chwili również Tosia z Adamem weszli do pomieszczenia. Nastała długa, niezręczna, grobowa cisza. Wszyscy patrzyli na Kornelię, jak na morderczynię. Czekali, aż Dominika z Małgosią wrócą z podwórka. Weza bawił się swoją czapką, Adam sprawdzał coś w telefonie, podobnie, jak Tosia, a Franek nadal przypatrywał się Kornelii. Dziewczyna myślała, że zaraz zemdleje. Nigdy nie czuła się tak okropnie. Wydawało się jej, że znajdowała się na sali rozpraw i że zaraz ''sędzia'' wygłosi wyrok. Okropną ciszę przerwał dzwonek.
- Otworzę! - krzyknął Adam i natychmiast pobiegł do drzwi.
W pokoju nadal trwała ta okropna cisza. Tosia uśmiechnęła się lekko, nie wiadomo z jakiego powodu, lecz po chwili znów spoważniała. Niebawem przyszli Gosia, Dominika i jej brat. Do nich postanowiła wstąpić również mama rodzeństwa. Teraz było już przerażająco. W pokoju znajdowało się 7 osób. Dodatkowo walały się wszędzie jakieś śmieci, co powodowało jeszcze większy zaduch w pomieszczeniu.
- No więc... - zaczął Franek. - O co chodzi? - zapytał groźnie, przymrużając oczy.
Kornelia chciała zachować jak największy spokój, ale bała się, że nie wytrzyma i po prostu się rozklei. Zaczęła na spokojnie.
- Chciałabym wytłumaczyć moje okropne zachowanie. Tosi już o tym mówiłam. Później wytłumaczę tą ranę na jej głowie.
- No to słuchamy - rzekł Adam.
- Postaram się to powiedzieć podobnie, jak Tośce. O co w ogóle chodzi? - w jej głosie już było słychać rozklejenie. - Cz-czuję się samotna. Po prostu samotna. Z Tosią przyjaźniłam się... chyba od urodzenia. Tak, od urodzenia. Byłyśmy najlepszymi kumpelkami. Mówiłyśmy sobie wszystko. Mam też kuzyna. Nazywa się Maks. Z nim również przyjaźniłam się od zawsze, lecz nigdy tak bliżej nie zapoznałam go z Tosią. Zresztą, nie ważne. Około miesiąc temu dowiedziałam się, że Maks jest ciężko chory i grozi mu nawet śmierć - w tym momencie dziewczynie poleciała pierwsza łza. Zatrzymała się na chwilę.
Błagam, nie rycz - myślała Kornelia. Po chwili kontynuowała.
- No i.. i trafił do tego cholernego szpitala. Odwiedzałam go niemal codziennie. Codziennie z nim rozmawiałam, przynosiłam mu najróżniejsze smakołyki. Z dnia na dzień coraz trudniej było mu się wysłowić, a ja czułam, że dzieje się ze mną coś dziwnego. Nie mogłam żyć ze świadomością, że mogę stracić najlepszego przyjaciela - lały się kolejne łzy. Niestety, to było nieuniknione. - Było mi okropnie źle. Byłam zła na siebie, bo nie mogłam nic z tym zrobić. A Tosia? Tośka nie zauważyła żadnej zmiany we mnie, mimo tego, że moim zdaniem, zachowywałam się inaczej. Ogólnie, zaczęła ze mną mniej rozmawiać - łkała.
- Co? J-ja wtedy myślałam, że to właśnie ty nie chcesz ze mną rozmawiać i masz mnie dość! Myślałam, że coś ci zrobiłam i nie chcesz mnie znać... - wtrąciła się Tosia.
- Rozumiem... ale daj mi skończyć, zanim... zanim się całkiem rozkleję - mówiła. - Odwiedzałam tego Maksa, jak już mówiłam, coraz gorzej się z nim rozmawiało. On nie miał siły. Ja również nie miałam siły. Po dwóch tygodniach, gdy kolejny dzień z rzędu chciałam go odwiedzić, spotkałam na korytarzu chłopaka. Brunet, bordowa bluza, słuchał muzyki na słuchawkach. Zamknął się w sobie. Wydawał się taki przyjazny i spokojny. To był właśnie Adam - lekko się uśmiechnęła, a Adam bardzo się zaciekawił. - Pewnie to pamiętasz, Adam. Chciałam pogadać z kimkolwiek, więc przyczepiłam się do niego, ale źle zaczęłam rozmowę i uznał mnie za wariatkę. Też bym uznała siebie za wariatkę. Następnego dnia spotkałam się z Tośką. Okazało się, że również ciebie spotkała, Adam. Zaczęła o tobie opowiadać, a ja jeszcze bardziej się zmartwiłam, że już całkiem stracę przyjaciółkę, że zakocha się w tobie - w tym momencie Tosia wlepiła na moment wzrok w podłogę, lecz po chwili kontynuowała słuchanie. - Potem poznała też Franka. Wydawało się, że go bardzo, bardzo polubiła. I w końcu stał się ten wypadek. Adam stracił pamięć. Chyba byłam na granicy swojej psychiki. Postanowiłam, że omamię Adama. Udało mi się z nim umówić. Wyglądało na to, że mu się podobam. Byłam głupia. Jak mogłam zrobić takie głupstwo? - złapała się za głowę. - I ten cały czas wszyscy skupiali uwagę na nim. Cały czas liczył się tylko Adam i Adam. Nie wiedziałam wtedy, że jestem okropnie zazdrosna i robiłam wszystko, co było najgorsze. Cholera. Gdybym tylko mogła cofnąć ten pieprzony czas - rozpłakała się.
- Spokojnie, Kornela.. mów dalej... - powiedziała mama Adama.


____________________________________________________________________-
Muszę zakończyć rozdział na tym momencie, bo boję się, że będzie za długi, a Kornelia ma jeszcze mnóstwo do powiedzenia :)) Jak myślicie, uwierzą Kornelii? Wybaczą jej? Czy wy byście jej wybaczyli? Co sądzicie o jej sytuacji? Czekam na wasze KOMENTARZE pod rozdziałem :)



środa, 24 czerwca 2015

Rozdział 30

Jak to naprawić?


Dziewczyny siedziały na kocu, wpatrując się w szarą ścianę. Co jakiś czas zerkały w małe okienko.
W pewnym momencie Tosia odezwała się.
- Czy coś ci jeszcze leży na sercu? - zapytała.
- Jest mi cholernie przykro, za to, co wam wszystkim zgotowałam - Kornelia cały czas ocierała łzy.
- Nie dziwię się.
Dziewczyna schyliła głowę, lecz po chwili ją podniosła i spojrzała na Tosię.
- Byłam głupia. Wszyscy cierpią przez moje grzechy.
- Przyznam, że ten cios butelką nie należał do przyjemnych przeżyć.
- Przepraszam! Ja.. - Koleżanka nie pozwoliła dokończyć Kornelii.
- Dość tego przepraszania. Co mi po twoich przeprosinach? Musisz udowodnić, że zasługujesz na wybaczenie.
- Gdy pójdę do Adama, on nie będzie chciał ze mną rozmawiać. Tak samo reszta jego przyjaciół.
- Nic na to nie poradzę. Musisz wziąć sprawę w swoje ręce. Nie będę tobą dyrygować, jak ty dyrygowałaś mną - skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. - Powtórzę. Musisz się zająć tym sama. Nikt inny tego nie załatwi lepiej niż ty.
Kornelia zaczęła jeszcze bardziej płakać.
- Nie rycz, proszę! - Tosia podniosła ton.
- Nikt mi nie uwierzy po tym, co im zrobiłam!
- Niestety, muszę ci tylko odpowiedzieć, że to twój problem. Sama go stworzyłaś, to sama go rozwiążesz.
- Wredna jesteś - odwróciła się.
- Tylko stwierdzam fakty. Kornelia, przyjaźniłyśmy się kiedyś. Przecież wiem, jaka jesteś i pamiętam, że potrafiłaś nas wyciągnąć w każdych kłopotów.
- Może i tak... - rozszerzyła swoje zaszklone oczy. - Ale chwila.. przyjaźniłyśmy się..?
- Tak. Przyjaźniłyśmy się. Czas przeszły. Nie mogę ci jeszcze zaufać. Nie jestem pewna, czy znów czegoś nie knujesz.
- Ech - westchnęła Kornelia.
- To co? Załatwiamy to od razu? - uśmiechnęła się szeroko.
- Nie! To znaczy.. nie jestem na to gotowa. Boję się im spojrzeć prosto w twarz.
- Kornelia?! Co ty robisz w piwnicy? Mówiłaś, że idziesz się przejść? - odezwał się głos Maksa z góry.
- O kurde! - Kornelia przestraszyła się.
- Kto to? - zapytała Tosia.
- To Maks! Tośka, musisz się ukryć!
- Maks? Mówiłaś, że on nie żyje! - Natychmiastowo wstała, zdenerwowała się. - Kolejne kłamstwo! - krzyknęła.
Maks wszedł do piwnicy. Ujrzał dwie dziewczyny. Jedna stała, druga siedziała.
- Kornelia? Kto to jest? - zapytał zdziwiony.
- Nieżywy zapytał - mruknęła Tosia.
- Słucham? - najwyraźniej Maks to usłyszał.
- Nic, nic. Chcę, żeby twoja kuzynka, Kornelia mi coś wytłumaczyła - skrzyżowała ręce i spojrzała na chłopaka.
- A mogę wiedzieć, o co chodzi?
- Podobno nie żyjesz.
- Słucham!? Kornelia, coś ty nagadywała? - podniósł ton.
- Myślałam, że lekarzom nie uda się ciebie uratować. Byłeś w ciężkim stanie - spuściła głowę.
Maks szybko podszedł do niej, kucnął, złapał ją obydwoma rękami za głowę i zbliżył się tak, że ta słyszała jego oddech.
- Zrobiłaś ze mnie trupa? - zacisnął zęby. - Dlaczego? Skąd wiedziałaś, że mogę nie przeżyć?!
- L-lekarze tak mówili.
- A walić lekarzy! Z nimi to nigdy nie wiadomo! Ja bym się tak szybko nie poddał kuzyneczko - puścił jej głowę, oddalił się od niej, a następnie postał przyjazny uśmiech.
- Przepraszam? - wtrąciła się Tosia.
Kuzynostwo przeniosło wzrok na dziewczynę.
- Kornelia, dlaczego mnie okłamałaś? - spytała spokojnie, poprawiając włosy.
- Myślałam, że już po nim, był w ciężkim stanie, ale... stał się cud i żyje.
- Nie wiem, czy ci wierzyć. Co mu w ogóle było?
- Długa historia... - zaczęła.
- Dobra, nie. Nie chcę słuchać tych kolejnych kłamstw. Wychodzę stąd. Przyjdź, jak przemyślisz te wszystkie sprawy. Zadzwoń do mnie. Wtedy spotkamy się u Adama - szybkim krokiem w końcu wyszła z piwnicy. Ucieszył ją blask słońca, tym bardziej, że tak długo siedziała w ciemnym pomieszczeniu.
- Kim jest Adam? - spytał Maks.
- A taki jeden... youtuber - powiedziała z sarkazmem.
- Adam youtuber? Czekaj.. masz na myśli ,,tego'' youtubera? - zachwycił się.
- Tak, chodzi o Naruciaka - przewróciła oczami i powoli wstała z koca. - Jest źle - posmutniała.
- Źle zrobiłaś. Twoja koleżanka ma rację.
- Ech! Wszystko się wali i to wyłącznie moja wina! Gdybym wcześniej pomyślała, jakie to może mieć konsekwencje! Jestem idiotką.
- Nie wyzywaj siebie od idiotek, bo to nic nie da. Musisz zacząć działać i naprawiać swoje błędy.
- Tylko jak?! - złapała go za ramiona i popatrzyła w jego lśniące oczy. - Jak? - powiedziała już ciszej, łza spłynęła jej po policzku.
- Kornelia! Nie maż się, tylko pomyśl. Może wystarczy zwykła szczerość, hm? - odszedł od kuzynki i zostawił ją samą w piwnicy, aby ta przemyślała jego słowa.
Nie umiem... Nie potrafię - myślała.
Tymczasem Tosia szła sama ulicami Elbląga. Sprawdzała coś w telefonie. Nagle poczuła przed sobą opór i o mało co się nie przewróciła. Dziewczyna wpadła na niebieskookiego blondyna.
- Franek! Hej! - przytuliła go po przyjacielsku, a ten uściskał ją jeszcze mocniej.
- Co ci się stało w głowę?! - przestraszył się, bo tylko na to zwrócił największą uwagę.
- Nic, nic. Nie zamartwiaj się - uśmiechnęła się.
- Jak to nic?! Przecież to jest świeża rana i nie wygląda na taką, którą mogłaś sobie zrobić niechcący!
- Ech - westchnęła i spuściła głowę.
- Nie wzdychaj, tylko powiedz prawdę. Kto ci to zrobił? - spytał, a już po zadaniu pytania uświadomił sobie jedną rzecz. - Kornelia?! - złapał Tosię za ramiona.
- To nic takiego, naprawdę - wykręcała się.
- Tośka! Powiedz, kto ci to zrobił! Kornelia, prawda?! - wzburzył się.
- No.. no tak... - odsunęła się.
- Zabiję!
- Nie! - krzyknęła dziewczyna.
- Słucham? Po tym, co ci zrobiła, ty jej jeszcze bronisz? Oszalałaś?! Co ona ci powiedziała?
- Wiem, dlaczego się tak zachowywała! - rozpłakała się i pobiegła w drugą stronę.
- Zaraz.. stój! Nie uciekaj! - krzyczał, ale Tosia nie słuchała. Widocznie przestraszyła się reakcji Franka.
Gdybym tylko wiedział, gdzie mieszka Kornelia. No jasnej cholery. No zabiję ją. Żeby tak moją Tosię? - myślał. - Tfu! Jaką moją? Franek, ogarnij się! 


____________________________________________________________________
30 rozdział! Trzecia okrągła liczba! I jest ponad 10.000 wyświetleń! Dziękuję z całego serduszka <3
Jak myślicie? Co zrobi Kornelia? A co zrobi Maks? Tego dowiecie się już niebawem 8)
KOMENTUJCIE, bo to mi daje ogromną wenę i motywację <3

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rozdział 29

W końcu? Nareszcie?


Daniel z Adamem zeszli na dół. Już mieli siadać przy stole, lecz zadzwonił telefon.
- Co jeszcze?! - krzyknął chłopak i nerwowo wyciągnął iPhone'a z kieszeni. Odebrał. - Tak, słucham?
- Hej Adam! Co dzisiaj robisz? - odezwał się męski głos Franka.
- Nagrywam...
- Aa, no to się nie spotkamy? - był zawiedziony.
- Nie no, spokojnie. Muszę ogarnąć parę spraw, bo akurat przed włączeniem kamery wszystko zaczęło się walić.
- Co? Dlaczego? Coś się stało? - zaniepokoił się.
- Tło mi się popsuło, nie wiem gdzie są lampy, w kamerze nie ma baterii.. - wymieniał Adam.
- Aa, to o to chodzi! Myślałem, że coś poważniejszego.
Adam burknął coś pod nosem.
- No to sobie spokojnie nagrywaj. Weza nadal u ciebie?
- Tak, tak. Właśnie je.. - chłopak popatrzył na Daniela z dziwnym wyrazem twarzy. - Skąd ty masz te parówki?! - spytał ze zdziwieniem. - Franek, zadzwonię później - rozłączył się i podszedł do stołu.
- Jakieś tam zostały jeszcze - odparł Weza, skupiając się bardziej na jedzeniu niż na rozmowie.
- Ech - Adam złapał się za kark. Usiadł przy stole i wziął losową kanapkę, która leżała na talerzu.
Dominika siedziała naprzeciw brata i patrzyła się, jakby zaraz chciała coś powiedzieć.
- Adam? - zaczęła, przeżuwając ostatni kawałek chleba. - Co w moim pokoju robią twoje lampy? - uśmiechnęła się, ukazując swoje zęby.
- Dominika! - wstał z krzesła, odłożył kanapkę.
- Ja ci ich nie ruszałam. Przysięgam - odsunęła się od stołu.
Aa, to o te lampy chodziło... - myślał Daniel.
- To skąd one tam się wzięły? - zapytał grzecznie Adam.
- Nie wiem! Daj mi zjeść.
- Sama zaczęłaś temat, to skończ - wzburzył się.
- Nie. Nie mam pojęcia, kto tam postawił twoje lampy.
- Mogę coś powiedzieć? - spytał nagle Weza.
- Nie! - krzyknęło jednocześnie rodzeństwo.
Daniel, nie zwracając uwagi, kontynuował jedzenie.
- Mówiłem ci tyle razy, żebyś nie zabierała moich rzeczy.
- Ale to nie ja! Mówiłam już! Adam, nie denerwuj mnie.
- To ty mnie nie denerwuj!
Kłótnia trwała. Nie zapowiadało się, że jej koniec szybko nadejdzie. Weza dopiero przed momentem przypomniał sobie, iż poprzedniego dnia, gdy Adama nie było w swoim pokoju, zaniósł lampy do pokoju Dominiki, bo uważał, że są one niepotrzebne. Ale filmy bez oświetlenia? Daniel się trochę zapomniał.
- Mogę coś powiedzieć?! - krzyknął drugi raz.
- Co?! - ponownie rodzeństwo odpowiedziało chórem.
- To ja przeniosłem te lampy - powiedział, poprawiając swoją czapkę.
- Weza! - krzyknął Adam. - Mogłeś tak od razu! - zaśmiał się.
- Przecież mówiłem i nie chciałeś mnie słuchać - nadal jadł.
- Ups - odparła Dominika i zaśmiała się głośno.
Adam zaczął ją gilgotać, aż ta spadła z krzesła.
- Oj, nic ci nie jest? - spytał brat. Ujrzał Dominikę z kawałkiem chleba na czole.
- Nie! Idź już, poradzę sobie - uśmiechała się. Ściągnęła kanapkę z głowy. - Ja już tego nie zjem - wstała.
- Okej. Daniel, zjadłeś już? - spytał Adam.
- Nie no, chwila! - popił chleb herbatą. - Dobrze! Możemy iść!
Dwójka odsunęła się od stołu i pognała w stronę pokoju.
- Chyba starczy tyle baterii - powiedział do siebie Adam, patrząc na swoją kamerę.
Odłączył kabel, następnie poprawił zielone tło i poprosił Daniela, żeby przyniósł lampy z pokoju Dominiki. Zaczęły się nagrywki.
Tymczasem Kornelia z kuzynem grali w szachy.
- Boże, co za nudy - jęczał Maks.
- A masz coś lepszego do roboty?
Na tym skończyła się rozmowa. Kontynuowali rozgrywkę. Chłopak wygrywał.
- Ii.. szach, mat! - krzyknął z radości.
- Eh, masz rację. Straszne nudy - odparła bez emocji. - Wychodzę.
- Gdzie wychodzisz? Mogę się przejść z tobą - uśmiechnął się.
- Nie ważne. Nie. Ty zostań. Możesz pogrzebać w moich rzeczach. Ale nie przeglądaj ubrań.
Maks skinął głową i usiadł przy komputerze. Tak naprawdę Kornelia nigdzie nie chciała wyjść. Postanowiła sprawdzić, jak się miewa Tosia. Przed wejściem do piwnicy, zaszła do kuchni, w celu zrobienia jakichś przekąsek. Po tym skierowała się do ciemnego pomieszczenia. Otworzyła drzwi kluczem. Dziewczyna siedząca w środku natychmiast się zerwała, otarła rękawem łzy i podbiegła w stronę wyjścia.
- Ej, ej. A ty gdzie? - Kornela zatrzymała ją ręką. - Przecież cię widzę - uśmiechnęła się. - Przyniosłam ci coś do jedzenia - na jej twarzy ponownie zagościł uśmiech.
- Co ja? Pies?!
- Nie to nie. Nie chcę, żebyś umarła z głodu. Tyle.
- Słuchaj. Ja nadal nic z tego nie rozumiem. Chyba nie będziesz mi kazała spać w piwnicy, co?
- Aż tak wredna nie jestem - odparła z sarkazmem.
- Pff.
- Spokojnie. Będziesz spała u mnie w pokoju.
- Co?! Nie. Masz mnie wypuścić z tej pieprzonej piwnicy do domu! - krzyknęła, rzucając się na prawo i lewo. Kornela przytrzymywała ją rękami tak, że dziewczyna nie miała jak uciec. Tosia już po chwili ochłonęła. - Ech! A wytłumaczysz mi kiedyś dokładnie, o co chodzi? Bardzo przeraziło mnie to, że przed walnięciem mnie butelką powiedziałaś, że ,,chcesz Adama''.
- Haha - zaśmiała się głośno, po czym zatkała buzię swoją ręką.
- Co cię tak bawi? - skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i przymrużyła oczy.
- Źle to wtedy sformułowałam.
- Co to znaczy?
- Miałam na myśli... - zatrzymała się. Nie wiedziała jak dokończyć to zdanie. - Właściwie.. nie wiem - spuściła głowę.
Jej dawna przyjaciółka złapała ją za brodę. Podniosła jej głowę i spojrzała prosto w oczy. - Kornelciu...
- Jak? Kornelcia? Jeszcze nikt mnie tak nigdy nie nazwał - uśmiechnęła się lekko.
- Posłuchaj. Chociaż raz mnie posłuchaj. Proszę. - nadal patrzyła w jej oczy. - Jak się czujesz? - zadała zwykle, ale istotne pytanie. - Co w tej chwili czujesz?
- Ja.. - zaczęła.
- Hmm?
- Ja.. ja nie wiem! - rzuciła się Tosi w ramiona i zaczęła płakać. Bardzo mocno. Jak nigdy dotąd.
Dziewczyna objęła ją mocno. Nie mówiła nic. Zdała sobie sprawę, że teraz słowa są niepotrzebne. Zaprowadziła ją niżej schodami. Usiadła razem z Kornelią na koc, na którym wcześniej siedziała. Tosia objęła ją ramieniem. Cisza. Błoga, spokojna cisza, dająca dużo do myślenia.
- Tośka..? - zapytała Kornelia.
- Słucham cię - uśmiechnęła się w jej stronę.
- Nie wiem, co mam robić. Teraz mnie wszyscy nienawidzą.
- Oj tam zaraz wszyscy. Tylko Dominika, Gosia, Franek, Adam, jego mama...
- Dobra dość tego pocieszania!
- Wyjaśnimy wszystko, ale najpierw muszę się dowiedzieć, co ci jest.
- Ale ja sama nie wiem. Czuję się samotna.
- W jakim sensie samotna? - zaciekawiła się.
- Rodzice mają mnie w dupie. Zajmują się poszukiwaniami dobrze płatnych prac. Dodatkowo, gdy się dowiedziałam, że mój kuzyn może nie przeżyć, to się załamałam. Jest moim najlepszym przyjacielem i członkiem rodziny jednocześnie. Potem.. potem ty. Ty znalazłaś nowego ''kolegę''. I drugiego. Zaczęłaś spędzać z nimi coraz więcej czasu. Rozumiem, że Adam miał wypadek. Ale.. ale ja chciałam wam pomóc, lecz on mnie od razu odrzucił, bo uznał, że jest ze mną coś nie tak. Tak samo jak Franek. Potem ta cała Dominika, a Dominika wygadała wszystko tej swojej Gośce. I na koniec ich mama - dziewczyna łkała niemiłosiernie.
- Boże.. kochana, już, uspokój się - przytuliła ją natychmiast, jak to kiedyś było, gdy jeszcze się tak  przyjaźniły. Głaskała ją po głowie i próbowała pocieszyć. Wystarczyła tylko cisza. Przesiedziały tak kilkadziesiąt minut. Kornelia w końcu czuła spokój. W końcu mogła się wygadać. W końcu mogła wyrzucić z siebie to całe zło. W końcu. Nareszcie.


_________________________________________________________________________
Woo... ale dziwnie, prawda? Nie spodziewaliśmy się tego po Kornelii. To może dlatego była tak okropnie niedobra dla.. wszystkich! Jak myślicie, co będzie dalej? :)
Jak wam się podobał rozdział? Piszcie w KOMENTARZACH!
Z całego serduszka dziękuję za każde wsparcie i za każdą pozytywną opinię <3

sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 28

,,Pierwszy'' Poniedziałkowy


Kornelia zdała sobie sprawę z tego, co zrobiła. Roznosiło ją od środka. Popatrzyła się na swoją rękę, która była we krwi Tosi. Złapała się za głowę.
- Boże... - szepnęła, w jej oczach pojawiły się łzy. - Jestem potworem! Co ja zrobiłam? Co się ze mną dzieje?! - mówiła coraz głośniej.
Schyliła się do dawnej przyjaciółki i próbowała w jakikolwiek sposób zatamować krew. Nie potrafiła. Postanowiła, że weźmie ją na ręce i zaniesie do domu. Podniosła dziewczynę i zaczęła podążać w stronę domu. Dobrze, że mieszkała blisko. Była już przy drzwiach. Ciężko jej było cokolwiek zrobić, gdyż miała zajęte ręce, bo trzymała ranną. Nie zamknęła wcześniej drzwi.
Zaraz.. Rodzice są w domu, tak samo jak Maks - myślała. - Hmm.. piwnica!
Dziewczyna wpadła na nietypowy pomysł, aby zanieść Tosię do swojej piwnicy. Otworzyła drzwi, które prowadziły do ciemnego pomieszczenia. Zapaliła światło. Gdzieniegdzie biegały małe szczury. Dominującym elementem były pajęczyny, które zostały zrobione przez pająki.
- To chyba nie jest dobry pomysł - szeptała do siebie. - Ale nie mam innego wyjścia.
Kornelia położyła nieprzytomną przy ścianie. Następnie szybko weszła po betonowych schodach na górę, żeby załatwić jakikolwiek opatrunek. Na szczęście mama dziewczyny pracowała jako aptekarka i zawsze miała w szafce w kuchni bandaże, wodę utlenioną i inne potrzebne przedmioty.
- Gdzie te bandaże, gdzie one są? - mówiła do siebie, przewracając wszystko, co stało na półkach. - O! Są! - sięgnęła po opatrunki, które znajdowały się w szafce.
Następnie wróciła do piwnicy. Tosia nadal miała zamknięte oczy. Jej piękne blond włosy były coraz bardziej czerwone od krwi.
- Jak to się robiło? - panikowała Kornelia, zastanawiając się, jak opatrzyć ranę. - Obwinę to dookoła głowy i jakoś zawiążę. Może to jakoś zatamuje krwawienie - szeptała, bardzo głośno oddychając.
W pewnej chwili oczy Tosi otworzyły się. Dziewczyna była zdezorientowana i nie wiedziała, gdzie się znajduje. W końcu ujrzała przed sobą ciemną postać z długimi brązowymi włosami.
- Odejdź ode mnie! - krzyknęła dziewczyna i zakryła rękami twarz.
- Uspokój się! To ja! - odparła Kornelia.
- Kto ,,ja''?
- No ja, Kornelia.
- O nie.. czego ode mnie chcesz? - powoli wstała, chciała iść w stronę wyjścia, ale dziewczyna zatrzymała ją. - Pytam! Czego ode mnie chcesz?! - krzyknęła.
- Nie drzyj się! - szepnęła do niej, zatykając jej usta ręką. - Jesteś bezpieczna - uśmiechnęła się.
- Nie sądzę - wyrywała się Tosia. - Puść mnie! - nadal krzyczała przez palce Kornelii.
- Nie drzyj się, bo tylko na mnie plujesz! Uspokój się! Chcę ci wszystko wyjaśnić.
Dziewczyna spojrzała na przerażające szare oczy, próbowała się uspokoić, ale serce waliło jej, jak młotem.
- Posłuchaj... - zaczęła. Puściła Tosię.
- No.. słucham - ta przełknęła ślinę.
- Zrobiłam coś okropnego. Zdałam sobie z tego sprawę. Nie mam pojęcia co mnie napadło - tłumaczyła się.
- Nie.
- Co proszę? - zdziwiła się Kornelia.
- Chcesz mi wcisnąć kolejny kit, tak?
- Nie! W żadnym wypadku! Jak..
- Nie, Kornelia.. ja.. jakoś ci nie wierzę.
- Ale posłuchaj! - po raz kolejny w jej oczach znalazły się łzy.
- Słucham za każdym razem tych twoich bajeczek! Zawsze mnie okłamywałaś i robisz to do tej pory! Nie rozumiem, co w ciebie wstąpiło. Co ja ci złego zrobiłam?! - podniosła ton.
- No bo.. bo poczułam się samotna. Ty zaczęłaś zadawać się z Frankiem i Adamem i o mnie po prostu zapomniałaś...
- Powiedziałaś właśnie największą bzdurę, jaką w życiu słyszałam. O przyjaciołach nigdy bym nie zapomniała. Adam miał wypadek...
- Znów ten Adam! Adam, Adam i Adam - mówiła.
- Co ja poradzę?! Miał wypadek, trzeba było się nim zająć. Nie można zostawiać potrzebujących. Jesteś zazdrosna. Widzę to.
- Ech - westchnęła Kornelia.
- Skoro nie chcesz mnie słuchać, to do widzenia.
- Nie, nie! Stój. Zostaniesz tutaj.
- C-co? Dlaczego?
- Zrobimy eksperyment - wrócił złowieszczy uśmieszek Kornelii.
- Co ty znowu chcesz zrobić?!
- Jeżeli Franek lub Adam nie zaczną cię szukać, to będzie znaczyło, że twoja pomoc była bezużyteczna.
- Na pewno zaczną mnie szukać! - krzyknęła.
- Mówiłam już, nie drzyj się. Siadaj przy ścianie. Będziesz tutaj spała, bo u mnie w domu nie ma miejsca - popchnęła ją do ściany.
- Wiedziałam, że się nie zmieniłaś.
- Chcę tylko, aby nasza przyjaźń była taka, jak kiedyś.
- Takim zachowaniem na pewno nie udowodnisz, że jesteś tego warta.
- Ojj, cicho siedź! - to były jej ostatnie słowa. Po nich, Kornelia wyszła z piwnicy i zamknęła Tosię na klucz.
No super. I co teraz? - pomyślała siedząca przy ścianie dziewczyna. Zaczęła szukać wyjścia. Ujrzała tylko małe okienko, ale przez nie na pewno by się nie zmieściła. Tosia próbowała znaleźć jakieś wygodne miejsce. Spostrzegła jakiś stary, brązowy koc. Usiadła na nim, skuliła się i zaczęła szlochać.
W tym samym czasie Adam przygotowywał się do nagrania Poniedziałkowego Naruciaka razem z Wezą.
- Gdzie jest moja czapka?! - spytał Daniel, stojąc w przedpokoju.
Dominika wyszła z łazienki razem z czapką misia.
- To ta, prawda?  - uśmiechnęła się w stronę mężczyzny.
- Tak! Dzięki! - odwzajemnił gest.
- Daniel, gdzie jesteś? Możemy zaczynać nagrywanie! - krzyknął Naruciak.
- Już, już idę! Szukałem czapki!
Przyjaciele stanęli przed kamerą, za nimi było ustawione zielone tło.
- No to zaczynamy!
- No kurde! - powiedział Adam.
- Co się stało?
- Nie wiem, gdzie są lampy!
W tym momencie zielone tło zerwało się.
- No super. Co jeszcze się popsuje?! - powiedział z uśmiechem.
- Emm.. Adam? - zaczął Daniel. - W kamerze nie ma baterii - roześmiał się głośno.
Adam walnął się w czoło.
- Adam! Kto zjadł wszystkie parówki?! - wtargnęła nagle do pokoju Dominika.
Daniel wpatrzył się niewinnie w podłogę. Wszyscy wiemy, że to on rano je zjadł.
- To nie ja! Dominika! Mówiłem ci, żebyś nie wchodziła mi do pokoju w czasie nagrywania! - odparł brat.
- No dobrze już dobrze - wyszła.
- Poprawię to tło! - krzyknął Daniel.
- To ja poszukam tych głupich lamp! Przecież nie mogły tak po prostu zniknąć! Jeszcze do tego są tak duże, że nie da się ich nie zauważyć!
- Podłączę kamerę do ładowarki... - dodał Weza.
Pokój wyglądał jak złomowisko, dosłownie. Wszystko było wszędzie. Ani trochę czystej przestrzeni. Ogromny bałagan.
- Adam! Obiad! - krzyknęła z dołu mama.
- Do cholery jasnej! - Adam upuścił jakieś papiery z rąk. - Mamo! Nie teraz! Robię coś!
- Ty zawsze coś robisz! Chodź jeść!
Chłopak już się niczego nie czepiał. Razem z Danielem grzecznie wyszedł z pokoju i zszedł na dół.


________________________________________________________________________
Ta Kornelia to ciągle zmienia zdanie.. Zazdrość.. okropna zazdrość! Wpada w szał, gdy słyszy o Adamie i Franku. A tymczasem u Adama wszystko już w porządku! Jak wam się podobał rozdział? Czy Kornelia będzie miała serce? Piszcie w KOMENTARZACH oceny ^^


czwartek, 18 czerwca 2015

Rozdział 27

Co? Kornela! Dlaczego?! 


Nastał kolejny dzień, a dokładniej niedziela. Zapowiadało się naprawdę ciepło, jak to bywa w letnie dni. Weza już od 8:00 był na nogach. Nie wyspał się, ponieważ leżał w salonie na kanapie, ze względu na to, że nie było innych wolnych miejsc. Postanowił się rozejrzeć. Podszedł w stronę kuchni. Zobaczył lodówkę, więc ją otworzył. Szukał czegoś smacznego. Grzebał przy niej dość długo, nie zauważając, że chwilę potem stanęła za nim mama Adama i wszystko obserwowała.
- Hmm.. jakieś parówki, szyneczka, serek.. pychotka! - mówił do siebie Daniel.
- Ekhem! - chrząknęła kobieta.
Weza z przerażenia podskoczył i upuścił wszystko, co trzymał w rękach.
- Przepraszam! Nie zauważyłem pani - zaśmiał się, a po chwili kucnął, aby pozbierać to, co leżało na podłodze.
- Nie szkodzi Daniel. Dobrze się spało? - spytała z grzeczności.
- Powiedzmy...
- A powiedz mi, jak ci się powodzi tam w Anglii?
- Nie narzekam. Wszystko powolutku sobie idzie i jest dobrze - odpowiedział, wstając z artykułami spożywczymi w rękach.
W czasie rozmowy Wezy z kobietą, Adam właśnie się budził. Była godzina 9:30.
- Wow, ale wcześnie wstałem - powiedział do siebie.
Podniósł się i w pozycji siedzącej wziął telefon do ręki. Jak to zwykle, jeszcze przed utratą pamięci robił, sprawdził Snapchat.
- Ale mam spam! - rzekł znów do siebie. - To pewnie przez to, że nie byłem zalogowany przez dłużej niż dwa dni - stwierdził.
Zaczął przeglądać zdjęcia swoich widzów.
- Zaraz, zaraz... - zaczął się zastanawiać. - Nikt z ciuraków nie wie, że odzyskałem pamięć!
Natychmiast zerwał się z łóżka, razem z telefonem wziął jakieś ubrania i czym prędzej ruszył do łazienki. Dominika jeszcze spała. Poprzedniego dnia wieczorem Gosia siedziała u niej do bardzo późna, zresztą tak samo jak Franek z Tosią u Adama. Poszli do domu, gdy na dworze było już ciemno. Dla Małgosi było to nieco niebezpieczne, ale wszyscy mieli nadzieję, że nic jej nie będzie. Adam poszedł wziąć prysznic. Po tej czynności ubrał na siebie koszulę w kratę oraz czarne spodnie. Ułożył swoje włosy, przeczesując je ręką i znów wszedł na Snapchat'a, w celu poinformowania ''snapowiczów'' o powrocie Naruciaka.
- Ci, którzy mają snapa dowiedzą się szybciej - uśmiechnął się.
Tymczasem Kornelia właśnie wstawała. Spał u niej kuzyn. Dokładniej to na podłodze, ponieważ miała, jak już wcześniej było wspominane, miękką wykładzinę, na której można było z przyjemnością leżeć. Dziewczyna nie przeciągała się długo, bo musiała szybko obmyślić jakiś plan. Wstała z łóżka i od razu przebrała się w ubranie codzienne. Założyła granatową koszulkę oraz jeansy. Następnie usiadła przy komputerze. Włączyła sprzęt i założyła słuchawki, na wypadek, gdyby miała zamiar odtwarzać jakieś dźwięki, ale nie chciała obudzić Maksa. Postanowiła, że obejrzy sobie jakiś filmik Adama. Wpisała w wyszukiwarce YouTube ,,Naruciak'' i kliknęła w pierwszy, lepszy film. Okazało się, że miała okazję znów obejrzeć odcinek z serii ,, Poniedziałkowy Naruciak''.
Ta seria to chyba jakiś fenomen na jego kanale - myślała, oglądała dalej.
Niestety, już po dwóch minutach przerwała. Zajrzała w opis.
- O! Snapchat! Zaproszę go. Raczej się nie domyśli, że to ja - powiedziała szeptem i chwyciła za telefon. Po dodaniu Adama do znajomych, na stronie głównej od razu pojawił się jego snap z wiadmością ,,Naruciak powraca! Tęskniłem <3''.
- Hmm.. Czyli, że już wstał...
Dziewczyna odłożyła komórkę, wyłączyła komputer, oparła się ręką o biurko i zaczęła myśleć.
W tym samym czasie Tosia wybierała się do sklepu. Najbliższy spożywczak znajdował się blisko domu Kornelii, więc ta, zastanawiając się i zerkając co chwilę za okno, zauważyła dziewczynę.
- Eureka! - krzyknęła.
- Czego się drzesz?! - spytał obudzony Maks.
- Nic, nic. Śpij dalej.
Po tych słowach wykradła się cicho z pokoju i ukradkiem, póki rodzice jeszcze spali, wyszła z domu. Z uwagą obserwowała Tosię, ale tak, żeby ta jej nie zauważyła. Dziewczyna wchodziła do sklepu. Była w środku tylko przez kilka minut. Gdy wyszła, trzymała w dłoni Tymbarka. Najwyraźniej poszła kupić tylko picie.
Co robić? Co robić?! - myślała Kornelia. Aha! Wiem! - wpadła na dziwny, ale według niej dobry pomysł.
Po prostu, jak gdyby nigdy nic, zaczęła iść w stronę Tosi. Ta zdziwiona i lekko przestraszona przyśpieszyła kroku, ruszyła w stronę domu, udając, że nic nie słyszy.
- Tośka! Stój! - krzyknęła.
Dziewczyna posłuchała Kornelii. Powtórne udawanie, że nie dosłyszała, mogłoby się wydać podejrzane. Stanęła i powoli odwróciła się do dawnej przyjaciółki.
- Co u ciebie? - zapytała, jakby nigdy nic się nie stało.
- Emm... wszystko w porządku. Dlaczego pytasz i czego znowu chcesz? - zapytała nieśmiało.
- Niczego nie chcę. Tosiu.. chciałam cię przeprosić za moje czyny i...
- Nie! Tym razem nie dam się wkopać w te twoje niewinne, słodkie minki. Idę do domu - zbuntowała się, ale zanim jeszcze zdążyła postawić gdziekolwiek jakiś krok, Kornelia złapała ją lekko za szyję i przycisnęła do najbliższej ściany. Był poranek, więc ludzie nie przechadzali się zbytnio. Tym lepiej dla złej dziewczyny.
- Będziesz robić, co ci każę, rozumiesz?! - krzyknęła, zaciskając zęby. Jej ręka coraz mocniej ściskała szyję Tosi.
- Nigdy! - odparła załamującym się głosem. Ciężko jej było wypowiedzieć jakiekolwiek słowo z wiadomych przyczyn.
Dziewczyna zaczęła się wyrywać na wszystkie strony, machać rękami, nogami. Nic nie przynosiło skutku. Powodowało, że Kornelia wręcz jeszcze mocniej dusiła dawną przyjaciółkę.
- Czego właściwie chcesz?! - krzyczała Tosia z łzami w oczach.
- Adama... - szepnęła cicho do jej ucha, po czym popatrzyła się na nią przerażającym uśmiechem.
- Co?! - zdziwiła się. Ostatkiem sił wypowiadała nawet pojedyncze słowa.
Nienormalna dziewczyna nie odpowiedziała jej na to retoryczne pytanie. Wyrwała z ręki Tosi jej nowo kupionego Tymbarka i w celu ogłuszenia, trzasnęła impulsywnie szklaną butelką w głowę dziewczyny, powodując jej omdlenie. Kornelia puściła jej szyję, po ręce zaczęła spływać krew wydobywająca się z głowy dawnej przyjaciółki. Dodatkowo czuć było woń pysznego, jabłkowego napoju. Sprawczyni stanęła nieruchomo, w jej głowie zaczęło się tworzyć tysiące myśli. Tosia zsunęła się po ścianie. Nie było dobrze.


_______________________________________________________________
Dzisiaj rozdział krótszy, ale dzieją się dziwne rzeczy. Spokojnie - ze mną i z moim mózgiem wszystko w porządku :D Prędzej martwiłabym się o psychikę Kornelii. Jak myślicie? O co jej właściwie chodzi? Dlaczego taka jest? Mały spojler: Spokojnie, z Tosią NIE będzie tak, jak było z Adamem :3
Piszcie w KOMENTARZACH! Jestem ciekawa waszych wymysłów ^^

wtorek, 16 czerwca 2015

Rozdział 26

Dlaczego mi nie powiedziałeś?!


Kornelia stanęła nieruchomo i nie mogła uwierzyć własnym oczom.
Dlaczego nic mi nie powiedział?! - myślała. Zrobiła się czerwona ze złości.
- Kuzynka? Wszystko w porządku? - spytał zaniepokojony Maks.
- Jak ty go znalazłeś?
- Normalnie.
- Co znaczy ,,normalnie''? Maks, nie denerwuj mnie!
- Jest mnóstwo ludzi, którzy nagrywają na YouTube i właśnie niedawno znalazłem Naruciaka.
- Ja.. ja muszę iść - rzekła wkurzona dziewczyna, po chwili szybko wyszła z pokoju, zatrzaskując drzwi i zostawiając Maksa samego.
Ten był zmieszany. Nie rozumiał kuzynki. W tym samym czasie Adam z siostrą i mamą dochodzili już do domu.
- Jesteś na to gotowy, Adam? - spytała syna kobieta.
- Pewnie, że tak! A na co mam być gotowy? - szczerze się uśmiechnął.
- Mamy wyjątkowego gościa - nic więcej nie powiedziała.
Cała trójka weszła do klatki schodowej i zaczęli kierować się na właściwe piętro. Dominika pobiegła szybciej do właściwych drzwi i otworzyła je. Tuż przy wejściu stał rozweselony, zarumieniony Weza. Adam doszedł w końcu na samą górę. Pierwsze, co ujrzał, to właśnie jego przyjaciel Daniel. Podbiegł do niego, rzucił się w jego stronę i po koleżeńsku go przytulił.
- Weza, kumplu! Chciało ci się tutaj przyjeżdżać aż z Anglii?
Daniel Wieczorek na co dzień mieszka w Anglii. Tam ma dom, pracę i wiedzie mu się naprawdę dobrze.
- Adam! Usłyszałem o twoim wypadku i postanowiłem jak najszybciej przyjechać! Przypomniało mi się, jak kilkanaście miesięcy temu przez ciebie złamałem obojczyk - odparł Daniel.
Dokładnie tak. Gdy Weza robił specjalny filmik na 5 tysięcy widzów, co było bardzo dawno temu, to podczas jego kręcenia złamał obojczyk. Nieszczęśliwy wypadek, ale wyszedł z niego cały i zdrowy.
- Więc teraz jesteśmy kwita! - powiedział Weza.
- Jak to? - zdziwił się i oddalił od Daniela Adam.
- No przecież walnąłem cię drzwiami...
- Jakimi drzwiami?
Miny Dominiki, jej mamy i Wezy całkiem zrzedły.
- Żartowałem! - podskoczył i zaśmiał się głośno Adam. - A no jesteśmy kwita!
- Adam! Ja cię kiedyś zabiję za te głupie żarty! - krzyknęła Dominika.
Z salonu przybyli Franek, Tosia oraz Małgosia. Na widok wszystko pamiętającego przyjaciela niezmiernie się cieszyli. Chłopak rzucił się na Adama i Wezę, zapominając całkowicie o swojej złamanej nodze.
- Kim jest ten Weza? - szepnęła do siebie Tosia.
- To youtuber. Jeden z przyjaciół Adama! - wytłumaczyła z uśmiechem Gosia, gdyż usłyszała ciche pytanie starszej koleżanki.
Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i patrzyła nadal na ten uroczy widok, jakim jest przywitanie się Franka z Adamem.
Co chwila z wszystkich ust było słychać imię ,,Adam''. Cieszyli się, że wrócił i jego stan nie trwał dłużej niż przewidywano. W domu panowało lekkie zamieszanie.
- A kim jest ta dziewczynka? - spytał nagle chłopak, na którego zwracano teraz największą uwagę. - Nowa koleżanka Dominiki? - uśmiechnął się.
Gosia posmutniała.
No tak... On mnie nie pamięta, skoro poznał mnie, zanim odzyskał pamięć - pomyślała.
Dominika wnet zorientowała się, o co chodzi.
- Adam, to jest Gosia. Poznałeś ją dosłownie wczoraj i bardzo ją polubiłeś - wytłumaczyła. - Pomagała mi przywrócić tobie pamięć i jest bardzo sympatyczna i przede wszystkim, jest twoją widzką! - opisywała ją, a Małgosia przysłuchiwała się tej rozmowie. Jej uśmiech był coraz większy. - To może poznacie się jeszcze raz, na nowo? - zaproponowała.
- Z miłą chęcią - odparł chłopak i podszedł do dziewczynki. - Cześć, jestem Adam i dobrze... to znaczy, jestem Adam! A ty? - zaśmiał się.
- Wiem, co chciałeś powiedzieć! - uśmiechnęła się. - Ja jestem Gosia.
Adam wystawił jej rękę, jak do powitania, a dziewczynka zamiast odwzajemnić gest, przytuliła go.
- Ups, przepraszam, rozpędziłam się.
Chłopak nie odsunął jej od siebie, wręcz wtulił się jeszcze mocniej.
- Nie szkodzi. Lubię się przytulać - uśmiechnął się.
- To tak samo, jak ja!
Wtem do domu Adama wbiegła Kornelia. Bez pukania weszła do środka. Na szczęście nikogo nie uderzyła drzwiami.
- Adam! - krzyknęła. Wszyscy znajdujący się w pomieszczeniu doznali szoku.
O nie! Tylko nie ona! Tak na sam początek? - pomyślał z rozpaczą chłopak.
- Adam! - powtórzyła i szybkim krokiem, z pięścią na wierzchu, podeszła w jego stronę, odsuwając od niego Gosię. Ta popatrzyła się krzywo na nastolatkę i zaczęła uważnie obserwować, co się dzieje.
- Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? - spytała z oburzeniem Kornelia.
Ten był w kropce.
- Aa... mogę wiedzieć, o co ci chodzi? - był zmieszany.
- Jeszcze masz odwagę się pytać? Jedno uderzenie z liścia ci nie wystarczyło?!
- Uderzenie z liścia?! Kobieto, o co chodzi? - nie rozumiał jej słów.
- Mogę się wtrącić? - spytała nieśmiało Dominika.
- Nie! - odparła ze złością nastolatka. - Ty i tak już pewnie za dużo powiedziałaś, smarkulo.
Dziewczynce napłynęły łzy do oczu. Adam podszedł do niej natychmiast i kucnął przy siostrze.
- Nie słuchaj jej! - otarł kciukiem jej spływającą po policzku łzę.
- Chodzi o to, że Adam odzyskał pamięć... - dokończyła, mimo zakazu Kornelii, Dominika.
Reszta osób, które stały w tym samym pokoju, tylko przypatrywała się całej tej kłótni, zamiast reagować. W końcu Weza wziął się w garść.
- Zostaw go w spokoju. Co ci zrobił?! - krzyknął.
- On jest youtuberem! - wskazała palcem na Adama.
Nastała kilkusekundowa cisza. Po chwili wszyscy wpadli w śmiech, prócz Kornelii.
- Co was tak bawi? - denerwowała się. Nie usłyszała odpowiedzi, gdyż nikt nie był w stanie czegokolwiek powiedzieć.
- Twoje stwierdzenie - odezwał się w końcu Franek, łapiąc się za brzuch, bo nie mógł wytrzymać.
- Ale co w tym śmiesznego?
- To, że dowiedziałaś się o tym ostatnia - śmiał się na głos, tak samo, jak reszta.
- Nadal nie rozumiem, co w tym śmiesznego. To mógł mi od razu powiedzieć, a nie mnie okłamywać.
- Racja. Kłamstwo nie jest dobre, ale nie chciałem ci tego powiedzieć, bo zapewne wykorzystałabyś to - wytłumaczył Adam. Przestał się śmiać.
- O nie, nie, nie. Najpierw kradniesz mi przyjaciółkę, a potem dowiaduję się, że mnie cały czas okłamywałeś.
Kornelia już podnosiła swoją prawą rękę w celu uderzenia go w policzek. Adam odsunął się lekko do tyłu. Uderzenie zablokowała Tosia, która w ostatnim momencie złapała za rękę nieznośnej dziewczyny.
- Kornela! Co ty właściwie wyprawiasz? On ci nic złego nie zrobił. Ja go w 100% rozumiem - po tych słowach dziewczyna wpadła w szał.
- Wszyscy jak zwykle przeciwko mnie!
- Nie dziwię się - wtrąciła się nagle mama Adama. - Moja córka, Dominika, miała rację - popatrzyła się z uśmiechem na dziewczynkę, po czym z powrotem spojrzała na Kornelię. - Teraz już wiem, że jesteś po prostu fałszywa i dwulicowa - oznajmiła.
- Zemszczę się. Już nie tylko na Adamie, lecz na całej waszej nędznej rodzinie i przyjaciołach.
Zanim jeszcze wyszła, posłała groźne spojrzenie Gosi, po czym opuściła mieszkanie.
- Nienormalna... - stwierdziła Małgosia.
- Dokładnie tak samo sądzę - rzekła Dominika i spojrzała z przerażeniem na drzwi wejściowe.


_____________________________________________________________________
Mamy 26 rozdział! :D
Kojarzycie filmik Wezy z okazji 5 tysięcy widzów, gdy Daniel złamał obojczyk przez Naruciaka? Wykorzystałam to w rozdziale :P Czy Kornelia w końcu da im spokój? O co jej właściwie chodzi? Co wam się najbardziej podobało? :)
KOMENTUJCIE, bo to daje mi wenę, motywację, motywację, motywację i jeszcze raz motywację do dalszego pisania! :DD

niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 25

Adam uratowany! Tajemnica odkryta


Cała czwórka zaczęła się przygotowywać jak najszybciej tylko mogła. Dominika z Gosią musiały się streszczać, gdyż były jeszcze w piżamach, w ogóle nie przyszykowane.
- Szybko, szybko! - krzyczała mama.
Na podwórku z daleka było już słychać odgłos syren.
A może przesadziłam każąc dzwonić po karetkę? - myślała kobieta, ale po chwili otrząsnęła się i całkowicie zignorowała ten fakt.
- Wszyscy gotowi? - spytała. Na jej zapytanie wszyscy jednogłośnie odpowiedzieli ,,Tak''. Włącznie z Wezą.
Ona sama też ubrała buty. Pozostało tylko czekać na specjalistów. Dźwięk sygnału był coraz głośniejszy. W pewnej chwili ucichł, co wskazywało na to, iż karetka stanęła. W klatce schodowej już było słychać tupanie butami.
- Zaraz, zaraz... Gosia, ty u nas spałaś? - zdziwiła się kobieta.
Dominika walnęła ręką o czoło.
- Emm... - Gosia zaczęła coś mamrotać pod nosem, więc siostra Adama wytłumaczyła się za nią.
- Tak. Spała u mnie, bo.. bo jej pozwoliłam - uśmiechnęła się sztucznie.
- Ale ja nie pozwoliłam. Nawet się nie zapytałaś. Przecież wiesz, że na pewno bym się zgodziła, ale, jak już powiedziałam, w ogóle nawet nie wspomniałaś!
- Przepraszam mamo. Byłam wczoraj zdołowana i potrzebowałam towarzystwa - wzięła kosmyk swoich włosów i zaczęła go nawijać na palec.
- Był Adam.
- Adam, Adam... - burknęła.
- Przepraszam - wtrąciła się Małgosia.
- Nic nie szkodzi skarbie - kobieta pogłaskała ją po głowie. - Ale żeby mi to było ostatni raz!
- Obiecuję! - uśmiechnęła się Dominika.
Lekarze właśnie weszli do ich mieszkania. Od razu rzucił im się w oczy poszkodowany.
- Aa, to znów on! Co tym razem się stało? - uśmiechnął się lekko jeden z nich, ale nadal był poważny, bo wiedział, że to nie pora na żarty. Nie czekał na odpowiedź, tylko po prostu wziął razem ze współpracownikiem chłopaka na nosze. Wynieśli go powoli, tak, aby w klatce schodowej nie stało się nic dodatkowego. Po chwili byli już wszyscy na dole. W widocznym miejscu stała karetka. Cała szóstka, wraz z lekarzami i Adamem mieli zamiar wsiąść do pojazdu.
- Zaraz, stop. Do ambulansu może wejść tylko rodzina poszkodowanego - odezwał się jeden ze specjalistów.
- Ale przecież ostatnio ja mogłam wejść - wtrąciła się Tosia.
- Poważnie? To chyba mamy tutaj kogoś nieodpowiedzialnego. Przepraszam, ale musi wejść tylko i wyłącznie rodzina. - Tosi, Frankowi, Gosi i Wezie zrzedły miny.
- To my wejdziemy - odezwały się jednocześnie Dominika wraz z mamą.
No więc wszyscy weszli. Natychmiast ruszyli na sygnale w stronę szpitala. Siostra Adama obserwowała okolicę przez okno. Nagle ujrzała przechodzącą przez ulicę Kornelię. Ta ujrzała ambulans i jednocześnie patrzącą się Dominikę.
Czy to siostra tego idioty? - pomyślała. Co mu się znowu stało? - zaciekawiła się, toteż zmieniła swój kierunek i zaczęła iść w stronę szpitala.
- Mamo? Tam idzie Kornelia - szepnęła Dominika.
- Oo, to ta cudna dziewczyna, z którą rozmawiałam.
- Nie mamo! Ona nie jest cudna. Jest podła! - krzyknęła.
- Dlaczego tak sądzisz? - zdziwiła się kobieta.
- Nie mogę powiedzieć. Groziła mi, że jak komukolwiek powiem, to... - nie dokończyła.
W czasie rozmowy matki z córką Adam zaczął ruszać głową. Powoli otwierał oczy. Majaczył coś pod nosem, ale tak cicho, że nikt z siedzących w karetce nie słyszał.
- Nie wierzę. Kornelia nie może być aż taka zła. Rozmawiałam z nią i uwierz mi, że jest bardzo sympatyczna - uśmiechnęła się kobieta, wzięła córkę za brodę i podniosła ją. - Uśmiechnij się - rzekła cicho.
- Nie, zostaw mnie - zbuntowała się i odwróciła się w drugą stronę.
- Co się stało z Tosią i Frankiem!? - zerwał się nagle Adam. Ambulans szybko się zatrzymał. Nastała chwilowa cisza. Wszyscy byli w szoku. - Przeżyli?! Przejechał ich ten tir?! - zapytał z przerażeniem.
- Adam? - odezwała się Dominika. Serce waliło jej jak młotem. - Adam! To ty! - Popłakała się ze szczęścia i natychmiast rzuciła się na brata w celu przytulenia go.
- Mogę wiedzieć o co chodzi? - spytał się chłopak. - Głowa mnie strasznie boli.
- Adam! To ty uratowałeś Tosię i Franka przed przejechaniem przez tira! A może nawet przed śmiercią! Chociaż.. To chyba jedno i to samo - zaśmiała się.
- Co?! Ja?! Pamiętam tylko, że przechodziliśmy przez pasy. Ostatnie co zobaczyłem, to światła tira, a potem czułem już tylko ogromny ból. Na końcu ujrzałem ciemność. Myślałem, że po prostu śni mi się koszmar!
- Poświęciłeś się dla Franka i Tosi! Taka była historia.
Mama rodzeństwa stała nieruchomo. Jakby nie patrzeć, szok jej nie opuszczał. W końcu, podobnie jak Dominika, łzy szczęścia spłynęły jej po policzkach i uściskała syna.
- Adaś! Jak ja tęskniłam! Mimo, że to trwało tylko...zaraz... cztery dni?! - bardzo się zdziwiła. Myślała, że trwało to o wiele dłużej.
- Tak, cztery dni - roześmiała się Dominika, przecierając rękawem łzy.
- Co trwało cztery dni? Nie rozumiem - Adam był zmieszany.
- Słuchaj, straciłeś pamieć przez to, że skoczyłeś pod tira, ratując dzięki temu przyjaciół! Tak w skrócie.
- Skoczyłem pod tira?! Ale jestem tępy - zaśmiał się głośno. - Ale.. ale cieszę się, że nic nikomu nie jest. Bo nie jest, prawda? - zapytał.
- Wszyscy są cali i zdrowi... oprócz twojej głowy - zaśmiała się dziewczynka.
Adam dotknął ręką swojej głowy. Poczuł bandaż oraz straszny ból.
- Ała! Roztrzaskałem sobie głowę? Tylko?
- Chyba raczej aż! To miało wielki wpływ na twój mózg.. czy coś w tym rodzaju. Nie znam się, to się wypowiem - roześmiała się.
- Ej, kochani. Wyjdźmy z tej karetki. Adaś, poradzisz sobie? - zaproponowała mama.
- Tak, tak. Nie jestem dzieckiem - uśmiechnął się szczerze.
W czasie, gdy rodzina wysiadała z pojazdu, Kornelia akurat przechodziła.
- O nie - szepnęła do siebie, po czym schowała się za jakieś drzewo. Obserwowała. Zauważyła ich mamę. Przecież nie mogła zachowywać się wrednie przy niej. To by zniszczyło opinię kobiety na temat Kornelii. Postanowiła siedzieć w ukryciu, aż cała trójka zniknie z jej pola widzenia. Karetka już odjechała, a szczęśliwa rodzina ruszyła w stronę domu. Wyglądali na bardzo szczęśliwych i tacy byli. Jeśli chodziło o sprawę wypadku Adama, wszystko wróciło do normy. Pamiętał, że jest youtuberem. Miał świadomość, że widzowie się martwią i wiedział, że trzeba ich jak najszybciej powiadomić, iż wszystko jest dobrze. No właśnie. Ale czy wszystko wróciło na swoje miejsce? Kornelii nagle zadzwonił telefon.
- Maks?! - zdziwiła się. - Czemu dzwoni? Przecież jest w szpitalu.
Odebrała.
- Tak, słucham? - powiedziała z przerażeniem.
- Cześć kuzynko droga! Wyszedłem wczoraj ze szpitala! Lekarze powiedzieli, że mogę już normalnie funkcjonować! - odezwał się męski głos Maksa Zanikowskiego.
- Maksiu! - do oczu Kornelii zapłynęły łzy szczęścia. Nie zapominajmy, że dziewczyna cały czas stała za tym drzewem.
- Wiem, wiem. Też się cieszę! Co ty na to, abyśmy się gdzieś spotkali?
- Pewnie! Możemy nawet teraz! Zaraz! - fascynowała się. Nie mogła uwierzyć, że z nim rozmawia. - Zapraszam cię do siebie! Pamiętasz, gdzie mieszkam, prawda?
- Oczywiście, że tak! Zaraz u ciebie będę!
Rozłączył się. Kornelia szybko wyszła zza drzewa i szybkim krokiem pognała z stronę swojego domu. Dziewczyna mieszkała w ślicznej kamienicy za parkiem, w której chodnikami zawsze biegały wesołe dzieci. Grały w piłkę, w klasy, skakały na skakankach. Ogólnie mówiąc - radosne miejsce. Po paru minutach Kornelia była już w domu. Weszła do niego. Przywitała się ze swoimi rodzicami, którzy siedzieli na brązowej skórzanej kanapie w salonie. Jej rodzina nie była bogata. Ani mama, ani tata nie zarabiali zbyt dużo. Mieli jednopiętrowe mieszkanie. Dziewczyna zaszła więc do swojego pokoju. Było to chyba najładniejsze pomieszczenie w jej domu. Miała bordowo-białe ściany, na której gdzieniegdzie wisiały obrazy z malunkami kwiatów oraz białą puszystą wykładzinę. Naprzeciwko jej pokoju stało jasnobrązowe biurko z komputerem. Obok biurka, po prawej stronie stała biała, miękka kanapa, na której Kornelia spała. Nad łóżkiem znajdowało się okno. Zaś po lewej stronie od biurka stała biała szafa. Dziewczyna włączyła komputer i zaczęła poszukiwania jakichś ciekawych filmów na youtubie. Po chwili do jej pokoju zapukał Maks. Widocznie rodzice Korneli go wpuścili. W końcu to siostrzeniec mamy dziewczyny.
- Wejdź! - poprosiła kuzyna Kornelia.
Maks był blondynem. Jego włosy były lekko przyklapnięte, podobnie jak u Daniela. Miał szare oczy. Po Kornelii. Ona była od niego o rok starsza, czyli, że miał 16 lat - tak jak Tosia. Usiadł na kanapie, a po chwili rzekł.
- Skoro już przeglądasz tak jego youtube'a to pokażę ci genialnego youtubera.
- No to dawaj - uśmiechnęła się.
Maks wstał z kanapy i poprosił, aby Kornela zwolniła mu miejsce przy biurku. Chłopak zaczął wpisywać hasło w wyszukiwarce.
- ,,Naruciak'' - mówił do siebie, jednocześnie wpisując.
Gdzieś słyszałam to słowo - myślała dziewczyna.
Maks wybrał jeden z odcinków z serii ,,Poniedziałkowy Naruciak'' i zaczął oglądać. Kornelia, gdy to ujrzała, to nie mogła uwierzyć.
- To przecież Adam!! - krzyknęła. - Jak to możliwe?!


______________________________________________________________
W końcu Adam odzyskał pamięć! Niby to trwało kilka dni, a wydawać by się mogło, że trwało miesiąc :P Pamiętacie Maksa? Musicie go pamiętać! Dzięki Maksiowi Kornelia coś odkryje i już pewnie wiecie, co, bo to się rozumie samo przez się :D
KOMENTUJCIE, bo dzięki temu, wiem, co się podoba, a co nie :3

piątek, 12 czerwca 2015

Rozdział 24

Misowata czapka


Gosia odsunęła się od ciepłego ciała Adama, zmyła rękawem resztki jajka z twarzy, uśmiechnęła się jeszcze do niego i popędziła do pokoju Dominiki. Chłopak zaś usiadł przy biurku i zaczął myśleć.
A co, jeśli ona nie ma racji? Jeśli sobie nigdy niczego nie przypomnę? Jeżeli to tak naprawdę wielka pomyłka, głupie żarty? Nie, nie możliwe - myślał. Po chwili otrząsnął się i pognał do łazienki. W tym samym czasie Dominika siedziała sobie na swoim łóżku, była wściekła. Wściekła na wszystko, dosłownie.
- Tak nie może być! Tak naprawdę my nic nie robimy, żeby on sobie cokolwiek przypomniał. To powoli zaczyna nie mieć w ogóle sensu - powiedziała siostra Adama.
- Nie mów tak! - Gosi zrobiło się smutno.
- To musi być coś porównywalnego do tego tira, albo przynajmniej coś podobnego. Tak mi się przynajmniej wydaje. Tylko, że... - nie dokończyła.
- Tylko, że co?
- Nie mam pojęcia, co może być porównywalne.
Dziewczęta posmutniały. Adam wychodził już umyty w łazienki. W całym domu było bardzo cicho. Chłopak wszedł do pokoju, gdzie znajdowały się dziewczynki. Zapukał lekko w drzwi, po czym je uchylił i zapytał.
- Dominika, Gosia ma zamiar u ciebie spać? - uśmiechnął się, trzymając w ręce ręcznik, który został po wycieraniu jego mokrych włosów. Nie trudno się domyślić, że żadnej odpowiedzi nie usłyszał.
- Dominika? - spytał ponownie.
- Wyjdź! Proszę! - krzyknęła jednocześnie łkając. Gosia natychmiast ją przytuliła. Bardzo lubiła się przytulać, co nie trudno było zauważyć.
Adam posłuchał siostry i lekko przestraszony wyszedł.
- Gosiek... - zaczęła dziewczynka.
- Tak?
- Możesz u mnie spać - uśmiechnęła się, chodź nadal miała łzy w oczach.
Adam, idioto! Zrób coś ze sobą! Czytanie tych listów nic nie daje. Te cholerne filmiki tak samo, zero efektów - zastanawiał się chłopak.
Rzucił się po chwili na łóżko i momentalnie zasnął. Co mu się śniło? Znów ta czapka wyglądająca jak miś. To już nie było dziwne. To było straszne. A najgorsze jest to, że Adam w ogóle nie wiedział, co ma przekazać ten sen. Nie mówił o nim nikomu. Obudził go śmiech dziewczynek. Wstał z ogromnym bólem głowy o około 11:00. Leżał długo w łóżku. Patrzył na swojego misia.
- No co się tak patrzysz? - zapytał Adam misia. - Ty to masz fajnie. Cały dzień sobie siedzisz lub leżysz. Potrafisz rozweselić każdego, a jesteś zwykłym pluszakiem - mówił do niego.
Wtem usłyszał pukanie do drzwi od pokoju. Osoba, która była za drzwiami bez pytania uchyliła drzwi.
- Tosia? Franek? Hej! Co tutaj robicie? Ja.. ja dopiero wstałem - zawstydził się.
- Przecież widzę - roześmiała się dziewczyna. - Wstawaj i się ubierz!
- To... może wyjdziecie stąd na moment?
- A! No tak! Tośka chodź, może zejdziemy do mamy Adama, hm? Adam się musi ogarnąć - Franek również się zaśmiał.
Dwójka przyjaciół dała Adamowi spokój i zeszli na dół. Czekała tam na nich mama Adama z przepysznymi kanapkami. Ci usiedli przy stole. Kobieta zaczęła temat.
- No! Będziemy mieć dzisiaj gościa. Adaś się pewnie ucieszy.
- Jakiego gościa? - zapytał z zaciekawieniem Franek.
- A zobaczycie - uśmiechnęła się i wzięła jedną z kanapek.
Tosia zastanawiała się kto to może być. Nie kojarzyła znajomych Adama, ponieważ znała go dopiero od niedawna. Wtem do kuchni przybyła Dominika wraz z Małgosią. Obie dziewczynki były rozczochrane, jeszcze w piżamach, ale za to bardzo roześmiane.
- Tosia! - ucieszyła się Dominika i natychmiast podbiegła do dziewczyny.
- Cześć, co wy takie szczęśliwe? Coś się stało? - spytała Tosia, jednocześnie witając się z Dominiką podając jej rękę.
- Nie, nic, nie ważne - nadal się uśmiechała.
Po chwili mama Dominiki wzięła córkę za rękę i zaczęła jej coś szeptać do ucha. Im dłużej kobieta mówiła, tym większy był uśmiech na twarzy dziewczynki.
- Jejku! Naprawdę?! - krzyknęła z radości, a mama na to skinęła głową. - Matko jak się cieszę!
Tosia, Franek i Gosia byli w kropce.
- O co chodzi? - spytał Gosiek.
- Będziemy mieli super gościa! - wciąż się entuzjazmowała.
- Ale kogo?
- Nie mogę powiedzieć, haha. Częstuj się kanapkami - zaproponowała.
- Skoro nalegasz - na jej twarzy pojawił się rumieniec szczęścia.
Cała ''rodzinka'' prócz Adama delektowała się śniadaniem.
Nagle wszyscy usłyszeli stukanie. To właśnie Adam schodził po schodach. Miał na sobie czarno-bordową bluzkę w wzorki na krótki rękaw oraz czarne spodnie.
- Cześć. Co tam u was? Tłoczno się zrobiło - zaśmiał się łapiąc się za kark.
- Nie narzekamy - odezwała się cała piątka.
- Chodź coś zjeść, co? - odezwała się mama.
- Będę gruby!
- Nie żartuj sobie. Śniadanie trzeba zjeść, a ty i tak świetnie wyglądasz, więc nie narzekaj - bunt na statku. Mama rozkazała, to nie było wyjścia.
Adam także dołączył do wspólnego śniadania i cała szóstka zaczęła rozmawiać i się śmiać. Po paru minutach do drzwi zadzwonił dzwonek.
- Ja otworzę! - krzyknęła Dominika i już po dwóch sekundach nie było jej przy stole. Poszła otworzyć drzwi. Za chwilę wróciła, wzięła z szafki w kuchni cukier i znów pobiegła do drzwi.
- A tej co? - zdziwił się Franek.
Zmachana Dika wróciła do stołu.
- To tylko pani Grażynka chciała pożyczyć cukier - roześmiała się głośno.
- Aaa - odparła Gosia. - A kim jest pani Grażynka? - zaśmiała się.
- To nasza bardzo kochana sąsiadka - odpowiedziała z sarkazmem.
Po śniadaniu wszyscy się rozeszli do swoich miejsc. Adam z Tosią i Frankiem do swojego pokoju, Dominika z Małgosią do swojego, a mama coś zaczęła gotować. Nikt jeszcze nie zdążył wejść na górę, a już, po raz kolejny zabrzmiało pukanie do drzwi. Kobieta, która gotowała, zostawiła teraźniejszą pracę i postanowiła zajrzeć przez dziurkę, kto to jest.
- O! Adam, to do ciebie! - krzyknęła.
- Do mnie? - zdziwił się chłopak. Zszedł z powrotem na dół. Już miał otwierać, lecz nie zdążył chwycić za klamkę, ponieważ tajemniczy gość gwałtownie, z całej siły otworzył drzwi uderzając jednocześnie Adama. Chłopak zobaczył tylko czapkę! Taka jak z tego snu!
- Weza! - majaczył. Upadł na ziemię. Po paru sekundach już nie oddawał oznak życia.
- Niespodzianka! - krzyknął Daniel, nie zauważając, że Adam leży na podłodze. Daniel, pod pseudonimem Weza był przyjacielem Adama z youtube'a. Miał ciemne, nieco przyklapnięte włosy, a na jego głowie widniała czapka wyglądająca jak miś. No tak! Przecież Weza słynie z tej czapki! Można było się domyślić!
- Boże! Adaś! - wydarła się mama, podbiegła szybko do syna i schyliła się do niego. - Zaczęła nim trząść. - Czemu się nie odzywa?! - spytała z ogromnym zaniepokojeniem. Ręce jej się trzęsły, a serce waliło jak młotem.
Czwórka przyjaciół zeszło na dół. Ujrzeli przestraszonego Daniela, mamę Adama, oraz samego Adama... leżącego Adama.
- Co się stało?! - spytał Franek.
- Weza walnął drzwiami Adama - odparła kobieta.
- To było niechcący! Przysięgam! - tłumaczył się Daniel.
- Niechcący to możesz nadepnąć komuś na nogę w kinie. Jak do tego doszło?
- Zbyt gwałtownie otworzyłem drzwi i tak wyszło. Przepraszam was!
- Niech ktoś dzwoni po karetkę! - kazała mama. Tosia wyciągnęła z kieszeni telefon i natychmiast wybrała numer 999.
- A wy się wszyscy ubierajcie. Jedziemy z Adamem do szpitala - rozkazała kobieta.
Jak powiedziała, tak wszyscy zrobili.


______________________________________________________
Jak wam się podoba? Przepraszam, że nie było rozdziału przez więcej niż 2 dni, ale walczyłam o czerwony pasek + byłam lekko zmęczona. Ale już wracam z pisaniem!
Co wam się najbardziej podobało? Co to będzie?! Weza! A to niespodzianka! Jak myślicie? Będzie dobrze, czy jeszcze gorzej niż było? :D Piszcie w KOMENTARZACH opinie :D

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozdział 23

Dominika! Po co ci te jajka?!


Adam zdjął buty i podążył z Dominiką na górę. Dwójka usłyszała śmiech dziewczynki.
- No właśnie... - powiedziała cicho siostra.
- Co właśnie? Co to za śmichy chichy? - odparł chłopak.
- Muszę ci przedstawić moją nową koleżankę! - rzekła z dumą. - Gosia!! - zawołała znajomą. Już po pięciu sekundach dziewczynka znalazła się tuż przed rodzeństwem.
- Oo, my się już znamy! - rozweselił się Adam.
Małgosia zarumieniła się lekko.
Jego słowa się spełniły szybciej niż się spodziewałam - myślała, cieszyła się w głębi serca.
Dominika szturchnęła ją w ramię, żeby ta się otrząsnęła.
- Ała! Ee.. cześć! - na twarzy Gosi ukazał się szeroki uśmiech, dzięki któremu można było ujrzeć jej białe zęby.
- A czego się tak śmiałaś? - spytał z zainteresowaniem.
- Aa, taki filmik - rumieniec zagościł na jej policzkach ponownie.
No przecież się nie przyznam, że oglądam jego film - pomyślała.
No więc Adam wszedł do swojego pokoju. Dziewczynki zaszły zaś do pokoju Dominiki. Usiadły znów na łóżko i zaczęły myśleć nad całą sprawą z Kornelią.
- Ej Gosia, mogę na ciebie mówić Gosiek? - zaśmiała się szczerze.
- Ymm, no pewnie! - również się zaśmiała. - Koleżanki często wymyślają dla mnie przezwiska. Byłam już Gosik, Gosiak, Mosia...
- Mosia!? - zapytała, śmiejąc się.
- No bo Gosia... Małgosia i to jakoś się połączyło i wyszło Mosia, hahah.
- No chyba, że tak. Hmm..
- Nad czym się zastanawiasz? - spytał ,,Gosiek''.
- Mam pewien pomysł! - Dominika niespodziewanie wybiegła z pokoju do pomieszczenia, gdzie znajdował się Adam. On coś przeglądał. Chyba kolejne listy. Nadal był zdenerwowany i lekko przejęty.
- Adaaam? - siostra uchyliła lekko drzwi i zapukała z nie.
- Dika, nie teraz - odburknął.
- Adam, ja chcę się ciebie o coś tylko zapytać. Jedna jedyna rzecz.
- Eh, no dobrze, mów.
- Masz jajka?
Minęło około dziesięć sekund ciszy. Adam podniósł powoli głowę i zmarszczył czoło.
- Słucham?! - zdziwił się chłopak.
- No jajka.
- Dominika! Nie mam humoru na takie głupie żarty.
- Matko, Adam. Nie o takie jajka mi chodziło! Jajka, których się używa przykładowo do jajecznicy.
- Aaa - zaśmiał się lekko. - To czemu mnie się pytasz?! Pewnie są w kuchni!
- Ups, a no tak, racja. Przepraszam! - ta wyszła szybko z pokoju i zatrzasnęła drzwi.
- Jajka, jajka, pff. No gdzieś jakieś dwa jajka chyba mam - powiedział do siebie Adam i kontynuował czytanie listu od widza. - Cholera! Nie przypominam sobie niczego.
Tymczasem Dominika była już na dole w kuchni.
- Gdzie są jajka, gdzie są jajka?! - dziewczyna przeszukiwała całą kuchnię. - Mamo! Gdzie jajka?! - spytała.
Mama wstała w kanapy w salonie, weszła do kuchni, podeszła do lodówki, otworzyła ją i wyjęła szukane przez Dominikę jajka.
- Jajecznicę masz zamiar robić? - spytała się kobieta, podając jej produkt spożywczy do rąk.
- Niezupełnie. Muszę iść z nimi na górę!
- Dobrze, nie pytam o nic więcej. Tylko mi tam niczego nie uświńcie! - przestrzegła, podeszła do kanapy, na której wcześniej siedziała i usiadła. Dominika pognała z trzema jajkami w stronę schodów. Zaczęła na nie wchodzić jak najszybciej tylko mogła. Weszła do swojego pokoju. Mina Gosi była bezcenna.
- Po co ci te jajka? Latasz po całym domu jak... nie wiem kto.
- Okej, posłuchaj, już ci tłumaczę. Sorka za zamieszanie - zaczęła. - Najpierw mam pytanie do ciebie.
- No pytaj - Małgosia nieśmiało rzekła.
- Od jak dawna oglądasz Naruciaka? - zapytała Dominika.
- Ojj, od dawna. Prawie od początku. Gdzieś od marca 2014. Tak mi się wydaje.
- Czyli, że obejrzałaś wszystkie jego filmy?
- Em, tak - odpowiedziała z dumą.
- Na pewno znasz serię ,,Cze - cze - czelendż''! Ogólnie ,,czelendże''?
- Pewnie, że tak! - zaśmiała się, bo chyba domyślała się, o co chodzi koleżance.
- A znasz ten słynny czelendż z rozbijaniem jajek na głowie? - uśmiechnęła się bardzo szeroko.
- Tak! - krzyknęła z radości. - Będziemy robić to wyzwanie? - fascynowała się.
- Nie my! Adam!
- Coo? Przecież on nie będzie wiedział, o co chodzi!
- Racja, ale my mu przypomnimy, co kiedyś robił!
Gosiek rozszerzył oczy, buzia otworzyła jej się z radości bardzo szeroko. Już miała piszczeć, ale się powstrzymała.
- Chwila, a może mu pokażmy najpierw ten film.
- Matko! - stanęła nieruchomo Dominika.
- Co się stało? - zaniepokoiła się jej koleżanka.
- Mogłam mu od razu pokazać jakiś jego film z kanału. Lub w ogóle pokazać mu jego kanał.
- Może i tak... ale wiesz, lepiej późno niż wcale. Chodź! - zachęciła Małgosia.
- Okej, ale powoli. On ma teraz kiepski humor.
Dziewczynki wyszły z pokoju Dominiki, razem z tymi trzema jajkami. Skradały się cichutko. Siostra Adama złapała za klamkę od drzwi brata i ją pociągnęła. Uchyliła drzwi. Na łóżku ujrzała chłopaka.
- Adaam? - znów w ten sam sposób powiedziała siostra do niego.
- Czego znowu? Nie widzisz, że jestem zajęty? - był zły. Nie trudno się domyślić.
- Oj już przestań. Chcę ci coś pokazać. Możemy wejść na twój komputer? - zapytała nieśmiało.
- Dobrzee, a co chcesz mi pokazać? I po co ci te trzy jajka?! - nie doczekał się odpowiedzi. Jego siostra podbiegła szybko do sprzętu, a za nią powoli szła Gosia.
- Hej Gosiu! - przywitał się pogodnie Adam.
- Cześć - ona również.
- No więc.. wpisujemy ,,naruciakgaming'' i szukamy tego czelendżu z jajkami... - mówiła do siebie po cichu Dominika. - O! Jest! Adam, patrz! - krzyknęła.
Ten podszedł do komputera. Siostra puściła filmik i cała trójka zaczęła oglądać. Adam nie dowierzał.
- T-to ja?! - spytał zadziwiony.
- Cicho! Oglądamy do końca.
Rodzeństwo wraz z nową koleżanką byli skupieni i zapatrzeni jak nigdy dotąd. W końcu film dobiegł końca. Zabrzmiała muzyka z outra.
- Ale jestem idiotą - powiedział żartem Adam, śmiejąc się głośno i jednocześnie kaszląc.
- I za to między innymi właśnie cię lubimy - powiedziała cicho Gosia.
Dominika niespodziewanie rozbiła jajka na głowie Adama i Małgosi.
- O ty!! - krzyknęły jednocześnie obie ofiary potraktowane produktem spożywczym.
Chłopak wyrwał z ręki siostry ostatnie jajko i również je rozbił na jej głowie.
- No to jesteśmy kwita! - roześmiał się Gosiek.
Cała trójka zaczęła się śmiać. Wszyscy byli klejący, ale nic a nic im to nie przeszkadzało.
- Adam! Pamiętasz jak robiłeś te wyzwanie? Jak to montowałeś? - zapytała nagle Dominika.
Nastała błoga, nie wróżąca nic dobrego, cisza.
- Dika... posłuchaj... nie.
No i zrobiło się smutno.
- Do jasnej cholery! - Dominika kopnęła w biurko, przez co spadł jakiś kubek leżący na nim. Na szczęście się nie rozbił. Szybkim krokiem skierowała się w stronę wyjścia z pokoju. - Gośka! Chodź!
- Ech, Adam, nie przejmuj się - pocieszała go Małgosia. - Ja wierzę, że już niedługo odzyskasz pamięć. Trzeba tylko cierpliwości - popatrzyła się słodko na niego swoimi zaszklonymi, brązowymi oczami i odruchowo go przytuliła.


_________________________________________________-
Tyle jajek w tym rozdziale! Jak się podobało? Było bardzo radośnie, przyznam się, że sama się śmiałam podczas pisania tego xD Pod koniec troszkę smutno, ale nie martwcie się! :D
KOMENTUJCIE, bo TO mi daje największą motywacje! ;D
Piszcie, co wam się najbardziej podobało lub co zmienić :3

sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział 22

Nowa znajomość


- No dobrze. Więc czy ta dziewczynka może odejść? - szepnęła do Adama Kornelia mając w oczach złość.
- A co ona ci przeszkadza? Jest bardzo miła - Adam uśmiechnął się w stronę Gosi.
W końcu nastolatka uderzyła pięścią w stół. Nastała błoga cisza, którą po chwili przerwał Adam.
- Może lepiej rzeczywiście idź, ale nie martw się, na pewno się jeszcze kiedyś spotkamy - mrugnął do niej przyjaźnie, a Małgosia przytuliła go jeszcze na koniec, podziękowała i uciekła.
- Dlaczego to zrobiłaś? Przecież była bardzo urocza - zapytał.
- Bo umówiliśmy się razem, a ona nam przeszkodziła.
- Ehh, no dobrze. Uspokój się. Zamawiamy coś do picia? Ja bym chętnie wypił herbatę.
- To w takim razie ja też - Kornelii polepszył się humor.
No więc zamówili to, co chcieli i zaczęli gadać o nieistotnych pierdołach, które by niczego nie zmieniły. Adam gapił się na dziewczynę bez odrywania od niej oczu, popijając co moment herbatę. W tym samym czasie trzynastoletnia Gosia szła bardzo rozradowana w stronę domu. Miała kasztanowe włosy do pasa, brązowe oczy oraz zawsze zarumienione policzki. Upięła sobie na głowę kitkę. Ubrana była w czerwone, długie rurki oraz białą koszulkę z jakimiś kolorowymi wzorkami. Rozmyślała, czy słowa Adama się spełnią.
Jestem taka ciekawa, czy spotkam go kiedyś po raz drugi - myślała, nie patrząc zupełnie gdzie idzie.
Wtem wpadła na dziewczynę jej wzrostu. Przewróciła się na ziemię.
- Jak łazisz!? - odezwał się dziewczęcy głos.
- P-przepraszam. Nie zauważyłam cię - tłumaczyła się Małgosia - Zaraz... Czy ja cię skądś nie znam? - zdziwiła się.
- Ja ciebie na pewno nie znam - odparła.
- Chwilka... Dominika?! - wstała natychmiast z ziemi i podskoczyła z radości.
- Emm, tak. Pewnie ciurak, tak? - uśmiechnęła się do niej.
- Tak! Matko! Najpierw spotkałam Adama, teraz ciebie! Cudowny dzień! - ekscytowała się.
- Widziałaś Adama?! Co teraz robi? Jest z tą dziewczyną?! - wybuchła wnet Dominika.
- Eee, tak. A to źle? - spytała.
- Bardzo źle! Wręcz tragicznie! Nienawidzę jej. Ona wykorzystuje to, że mój brat stracił pamięć! Nawet sobie nie zdajesz sprawy do czego ona jest zdolna!
- Do czego? - dopytywała z zaciekawieniem.
- Teraz nie ma czasu na wyjaśnienia. Hmm.. Mama zawsze mówiła, że nie można wpuszczać do domu osób, których się nie zna, ale wydajesz się na sympatyczną i szczerą osobę! Chodź ze mną! - zaproponowała, a raczej rozkazała Gosi pójść do jej domu. - Aa i jeszcze jedno... Jak masz na imię? - roześmiała się Dominika.
- Gosia - uśmiechnęła się.
- Fajne imię. Dobra, chodź! - pociągnęła dziewczynkę za rękę i obie zaczęły biec w stronę domu Dominiki, jak i również Adama.
Małgosia kompletnie nie wiedziała, po co ona ją tam prowadzi, ale wcale nie narzekała.
Czy naprawdę wejdę do domu Naruciaka?! - cieszyła się w myślach.
- Aa i ostatnia rzecz - zaczęła siostra Adama w biegu. - Youtuber też człowiek - szczerze się uśmiechnęła i zaczęły biec jeszcze szybciej. Już po paru minutach były na miejscu. Gosia strasznie się bała. Nie wiedziała, czy tak po prostu może tam wejść. Dominika to zauważyła.
- Ejj, nie pękaj. Na daną chwilę jesteś moją koleżanką, a nie ''psycho-fanką'', hahah - zaśmiała się i zadzwoniła domofonem pod odpowiedni numer.
- Jestem po prostu widzką - uraziła się lekko, ale nie trwało to długo.
Obie weszły do klatki schodowej i zaczęły wchodzić na górę.
- To tutaj - Dominika wskazała ręką na drzwi swojego domu. - Zapraszam w moje skromne progi - uśmiechnęła się i odchyliła drzwi.
- Woo! Tu jest jeszcze fajniej, niż na jego filmach!
- Oj tam, zdejmuj buty. Chcę ci opowiedzieć o tej dziewczynie, która siedziała z Adamem w kawiarni.
- Oo, dzień dobry! - odezwała się mama Dominiki.
- D-dzień dobry - odpowiedziała nieśmiało Gosia.
- Cześć mamo! To jest Małgosia, poznałam ją dosłownie przed chwilą, ale jest naprawdę super! - wskazała palcem na koleżankę.
- To się cieszę! - kobieta posłała uśmiech do nowej znajomej Dominiki. - Może zrobić wam coś do jedzenia? - spytała.
- Nie - dziewczynki równocześnie odpowiedziały.
- Dobra, chodź już! - pociągnęła Gosię za rękę i pobiegła z nią po schodach do swojego pokoju.
Doszły na górę.
- Jejciu! Ten korytarz! Wszystko widziałam na filmikach! Jakie to śmieszne uczucie! - fascynowała się nadal nowa koleżanka Dominiki.
- Haha, wyobrażam sobie. Pomyśl sobie, że ja zawsze słyszę i widzę jak Adam nagrywa, a potem widzę to na jego materiałach. To dopiero jest dziwactwo.
Małgosia roześmiała się głośno.
- Okej, chodź do pokoju. Opowiem ci wszystko i tez znienawidzisz Kornelię.
Obie weszły do pokoju Dominiki. Rozsiadły się wygodnie na jej łóżku. Siostra Adama włączyła komputer w celu wejścia na facebook'a i pokazania zdjęcia tej wrednej istoty Kornelii Zanikowskiej.
- Dobrze... więc zanim komputer się włączy, ja ci wszystko opowiem. Jeszcze przed wypadkiem... - zaczęła.
Dziewczynka opowiadała Małgosi całą historię od początku do końca. W tym samym czasie Adam z Kornelią kończyli spotkanie, bo nie mieli już tematów do rozmowy. Wstali w krzeseł i ruszyli w stronę domów.
- Bardzo było miło - uśmiechnął się chłopak do nastolatki.
- Też tak uważam - odwzajemniła gest.
Spacerowali sobie bez słów przez kolorowe domki. Te miejsce było takie piękne, że można by było powtarzać to tysiące razy.
- No cóż... Ja już muszę tutaj skręcać - powiedziała Kornela. - Bardzo cię polubiłam - Adam zarumienił się, a ta już miała go pocałować w policzek, lecz chłopak odsunął się.
- Słuchaj... znamy się bardzo krótko - zaczął.
- I co z tego? - spytała oburzona.
- Nie może od razu przy pierwszym spotkaniu dochodzić do takich rzeczy.
- Jakich rzeczy? To tylko niewinny pocałunek.
- Dla ciebie może i niewinny - zrobił poważną minę, lecz po chwili uśmiechnął się. - No! To kiedy następne spotkanie?
Kornelia spuściła głowę. Adam złapał ją za brodę i podniósł lekko jej głowę.
- Co się stało? Nie bądź smutna - pocieszał.
Dziewczyna popatrzyła się na niego złowrogo, powoli podniosła swoją prawą rękę i niespodziewanie uderzyła z całej siły Adama w policzek w wyniku czego, ten schylił się i złapał się za obolałą część ciała.
- Za co to do cholery było? - zdenerwował się, ale nie dostał odpowiedzi, bo Kornelia szybkim krokiem ruszyła w stronę domu. - Ej! Zaczekaj! Gdzie tak pędzisz?! - krzyczał, a ta nic.
Adam był rozczarowany, zły, smutny i obolały. Czyli wszystko, co najgorsze. Skierował się na swoją kochaną starówkę.
Co jej niby zrobiłem?! Ona chciała się od razu całować! Pff, przesadziła lekko - myślał.
Tymczasem Dominika skończyła opowiadać historię Gosi.
- Kornelia jest nienormalna... gorzej! Psychiczna! Nie da się opisać słowami jej zachowania... - zdenerwowała się Małgosia.
- Racja. A ja obawiam się, że to dopiero początek...
Wtem do domu wszedł Adam, zdenerwowany Adam.
- K**wa mać! - wydarł się na cały dom, ale zorientował się, że wszyscy są w domu - Oj, przepraszam!
Przestraszona Dominika zbiegła szybko na dół.
- Co się stało?! - spytała zaniepokojona.
- Kornelia. To się stało - odpowiedział nerwowo.
Dziewczynka w głębi serca bardzo się rozradowała.
W końcu się na nią wkurzył! Tak! - myślała.
- Ale.. Co się dokładnie stało?
- Chciała mnie pocałować... - zaczął.
- Coo?! - przerwała.
- Mogę dokończyć? - był zdenerwowany.
- Tak, przepraszam.
- No a ja odmówiłem, bo to jeszcze nie czas na to. To chyba normalne.
- Mhm, a dlaczego jesteś taki zdenerwowany?
- Bo walnęła mnie w liścia i poszła bez słowa.
- Kolejny dowód na to, że ona jest zła!
- Dominika! Ty mnie lepiej jeszcze bardziej nie denerwuj, proszę.



____________________________________
Ta dam! Jak wam się podoba? Postanowiłam, że będę coś dopisywać na koniec no więc dopisuję. :)
Jak wam się podobał ten rozdział? Pierwsze poważne przekleństwo :P Co wy na to? Mogą się pojawiać, czy raczej ich unikać? Który moment najlepszy? :D
Czekam na KOMENTARZE, bo to one są dla mnie tak naprawdę najważniejsze, gdyż to dzięki nim wiem, co się podoba, a co nie :D

czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział 21

Kim ty w końcu jesteś?! 


- No cóż, ale Franek mi powiedział, że wszystko będzie dobrze - uśmiechnęła się Dominika i poklepała brata po plecach.
- Franek... To mój najlepszy kumpel, tak? - spytał nagle.
- Mhm! Znacie się od 10 lat! Nigdy się nie pokłóciliście, chyba - odpowiedziała.
- Rozumiem. To ja może dalej porozglądam się po pokoju? Albo nawet po całym domu?
- Tak! Ja chcę cię oprowadzić! Zawsze chciałam kogoś oprowadzić po moim własnym domu! - zafascynowała się.
- Serio?
- Nie - zaśmiała się. - Dobra, chodź - pociągnęła go za rękę i zaprowadziła go w stronę przedpokoju. - To może zaczniemy od sypialni rodziców?
Wskazała na drzwi, za którymi znajdował się ten pokój. Rodzeństwo podeszło w ich stronę i odchylili je. Weszli. W pomieszczeniu dominował kolor fioletowy. Śliczny, przytulny pokoik z łóżkiem na środku. W sumie, sypialnia jak sypialnia. Dominika kontynuowała oprowadzanie. Przechodziła z Adamem z pokoju do pokoju, opowiadała i wskazywała, gdzie i co dokładnie jest umieszczone. Tak upłynęło pół godzinki.
- Podoba mi się tutaj - uśmiechnął się.
- I dobrze. To jest twój dom i tak ma być.
- Zaraz!!
- Hm?
- Ja dzisiaj miałem się spotkać z Kornelią!
- Ech - Dominika zdenerwowała się. - Ale dopiero po piętnastej - była zła.
- A, no tak.
- Może odpowiesz ciurakom na pytania na Ask'u?
- Czym jest Ask?
- Jeju! Jaki portal na którym odpowiada się na pytania, że tak w skrócie powiem.
- No to może... - zaczęła.
- Nie pamiętam.
- Ej! Skąd wiesz, o co chciałam zapytać?
- Nie wiem. Po prostu domyślam się, że nie będę pamiętał - odparł z lekką pogardą.
- To co chcesz robić? - spytała. Była lekko wnerwiona. Ten stan tłumaczy tylko jedno: Kornelia.
- Nie mam pojęcia. Chyba pójdę spać.
- W środku dnia?!
- Tak.
- No dobrze. Więc idź.
Adam pognał do swojego pokoju i po prostu rzucił się na łóżko. Nie zasnął od razu, ponieważ zauważył list. List od widza. Wziął go w swoje ręce i zaczął czytać.
- To jest cudowne. Tyle w tym ciepłych słów.
Siedemnastolatek postanowił wziąć kolejne wiadomości. Zaczytał się w nich, nie mógł się oderwać.
Adam, przypomnij sobie cokolwiek! Dlaczego jesteś taki głupi?! - myślał, uderzając się jednocześnie kartką w głowę.
- Rzeczywiście chyba się prześpię - powiedział do siebie.
Zrobił, jak rzekł. Położył się na zieloną, miękką poduszkę i zasnął. Długo nie mógł zapaść w sen. Myślał, o dzisiejszym spotkaniu z Kornelią.
Jak to będzie? A co, jeśli jej się nie spodobam? Co, jeśli mnie wystawi? - rozmyślał. W końcu zasnął.
Ponownie śniła mu się ta czapka wyglądająca, jak pluszowy miś. Czy to coś znaczyło? Nie wiadomo. Dochodziła godzina 14:50. Adam nadal spał. Nagle wtargnęła do jego pokoju mama.
- Adam! Wołam cię na obiad już od dziesięciu minut... zaraz... Adam?
- Co się dzieje? - chłopak otworzył lekko oczy, rozciągnął się. - Która godzina?
- 14:50.
- 14:50... chwila... 14:50!! Matko i córko! Zaspałem!! Później to zjem! Lecę do Kornelii!
Szybko wstał, pościelił na szybko łóżko i wybiegł z pokoju omijając kobietę. Zbiegł po schodach, ubrał buty i bez zastanowienia wyszedł. Zaczął biec.
Zaraz... Gdzie do cholery jest miejska kafejka?! - pomyślał i stanął przy jakimś słupie. Tak to jest jak się ze stresu coś palnie. - był zły na siebie. Postanowił zadzwonić do siostry. Wybrał numer. Słychać było tylko sygnał.
Super. Nie odbierze, bo jest na mnie zła. Nadal jej nie rozumiem - wciąż rozmyślał. Następnie wybrał numer do mamy.
- Tak, słucham? - odezwał się głos kobiety.
- Mamo, gdzie jest miejska kafejka? - roześmiał się.
- Adam! To nie poszedłeś z siostrą? Nie możesz się sam szlajać po Elblągu, jak nawet nie wiesz, gdzie co jest.
- Na spotkanie z Kornelią miałem wziąć siostrę? Mamo, poważnie? - zirytował się.
- Okej, liczę, że się nie zgubisz. Gdzie teraz jesteś? - spytała mama.
- Obok takiego jasnoczerwonego domu. Na podwórku biega sobie owczarek niemiecki.
- Aa, to dom państwa Kowalskich! Jeśli będziesz iść prosto, cały czas chodnikiem, to powinieneś dojść do tej twojej kafejki. Zawsze cię tam zabierałam i...
- Mamo! Teraz nie czas na to! Dzięki, zadzwonię potem. I tak już jestem spóźniony.
- No tak, powodzenia synku - pożegnała się i rozłączyła.
Adam zaczął biec. Rzeczywiście, mama miała rację. Ku jego oczom zjawiła się śliczna, urocza kafejka, dookoła której rosły czerwone róże. Mały budynek zbudowany z drewna, lecz wyglądał na luksusowy i rzeczywiście taki był. Następnie zobaczył machającą do niego Kornelię. Siedziała już przy stoliku, a przy niej stał kelner w czarnym garniturze. Chłopak natychmiast podszedł do niej.
- Cześć! - przywitał się, jednocześnie siadając na krześle, naprzeciwko dziewczyny.
- Co ci się stało z włosami? - spytała.
O nie, zapomniałem się uczesać po spaniu. Ile ludzi mnie widziało, matko! - pomyślał.
- Oj, przepraszam. Spałem i... no zapomniałem kompletnie o moich włosach.
- Haha, nic nie szkodzi. Może coś zamówimy? - uśmiechnęła się.
Adam kończył układać swoje włosy. W ogóle nie słuchał, co Kornelia do niego mówi.
- Coś mówiłaś? - spytał.
- Ech, może coś zamówmy? Jakąś kawę, czy herbatę?
- Pew..
- Naruciak!! - z oddali wyłonił się dziewczęcy głos. - Naruciak!! - ponownie Adam z Kornelią to usłyszeli.
Dziewczyna okazała się ciurakiem. Była coraz bliżej Adama. W końcu znalazła się przy stole.
- Słyszałam o twoim wypadku. Nawet nie wiesz, jak mi było przykro, gdy o tym usłyszałam, byłam zrozpaczona - przytuliła go nagle.
- Ojej, miło mi. Jak masz na imię? - posłał przyjazny uśmiech.
- Jestem Gosia! Jeju, jak się cieszę, że cię w końcu spotkałam! - była bardzo rozradowana, skakała wręcz z radości.
- Kim jest do cholery ta dziewczynka? I dlaczego krzyczy do ciebie ,,Naruciak''?
- Jestem jego widzem! Spotyka się pani z nim, a nie wie pani, że... - dziewczyna nie dokończyła, bo Adam zatkał jej usta ręką, po czym uśmiechnął się do niej i dał jej do zrozumienia, że ma więcej nic nie mówić.
- Jej chodziło o to, że bardzo często mnie widzi na mieście - skłamał.
- Hmm.. a dlaczego Naruciak?
I tu pojawił się problem. Jak Adam miał to wytłumaczyć?
- Jestem uzależniona od anime i zamiast ,,Naruto'' krzyknęłam ,,Naruciak'', zamiast po prostu Adam - bardzo sztucznie to zabrzmiało ze strony jego widzki.
Widać było, że Kornelia nie dowierzała, ale zignorowała to.