Znam to miejsce!
Chłopcy grali na komputerze do późna. W końcu około trzeciej nad ranem głowa Franka spadła na biurko i blondyn zasnął, a Adam... Adam już leżał na podłodze i słodko spał chyba od godziny. Obudzili się po trzynastej. Brunet miał całą pogniecioną bluzkę, wiadomo z jakiego powodu. Jego przyjaciel powoli się podniósł. Ujrzał przed sobą komputer z włączoną grą GTA.
- Do której siedzieliśmy? - spytał zaspany Adam.
- A bo ja wiem... Noga mnie boli. - odparł.
- Aa.. Bo ty masz jeszcze złamaną, no tak, zapomniałem.
- Muszę się ogarnąć. Wyglądam jak siedem nieszczęść lub gorzej. - powiedział Franek.
- A ja znów spałem w tych samych ubraniach. Nie mam jak się przebrać. No cóż, zrobię to w domu.
- Wiesz.. wyszedłbym na dwór. Duszno mi strasznie. Nie mam pojęcia dlaczego. - rzekł blondyn. - Ale najpierw chcę coś zjeść.
Po tych słowach Franek powoli wstał, wziął kule i wyszedł z pokoju. Adam był tuż za nim. Zeszli na dół po schodach do kuchni.
- Hmm.. masło orzechowe! - krzyknął niebieskooki.
- Co? - zapytał nadal zaspany siedemnastolatek.
- No zjadłbym kanapki z masłem orzechowym. - odpowiedział. - Chcesz też?
- Chętnie.
Franek podszedł do białej lodówki, po czym ją otworzył. W środku było pełno jedzenia, lecz na obecną chwilę widział tylko swoje wymarzone masło orzechowe. Wyciągnął je i wziął chleb ze stołu. Pokroił go i posmarował. Oczywiście poczęstował przyjaciela. Zjedli, byli najedzeni, więc szybko ubrali buty i wyszli z domu. Słońce jak zwykle grzało. Było ciepło i bezchmurnie, lecz nie upalnie. Chłopcy maszerowali jak zwykle w stronę parku. Rozmawiali na różne tematy. Wiał lekki, przyjemny wiaterek. W czasie wędrówki przypadkiem zauważyli Tosię. Prawdopodobnie również sobie spacerowała, bo nie wyglądała, jakby się gdzieś śpieszyła.
- Schowaj mnie! - szepnął Franek do Adama.
- Dlaczego? Wstydzisz się Tosi? Ty tchórzu! Podejdź do niej i się przywitaj. - odparł.
- No ale po co? Prawie w ogóle się nie znamy. O czym mam niby z nią rozmawiać?
- No zacznij na luzie, przykładowo: ,,Robisz dzisiaj coś ciekawego?''. - odpowiedział.
- No ale... no dobra. - oburzył się.
Chłopak powoli szedł w jej stronę, a Adam go obserwował. Gdy był już blisko niej, przywitał się i wykorzystał radę Adama.
- Cześć. Zauważyłem Cię, więc postanowiłem podejść.
- Hej - odpowiedziała nieśmiało i uśmiechnęła się.
- Robisz dzisiaj coś ciekawego? Idziesz teraz gdzieś? - spytał.
- W sumie to nie. Robię sobie spacer tak po prostu.
Adam doszedł do nich i również się przywitał.
- Cześć, my się znamy z Tosią, heh. - powiedział brunet.
- Hej - odpowiedziała ponownie.
- Może się gdzieś przejdziemy w trójkę? - zapytał niebieskooki.
- W sumie to możemy. - odpowiedziała.
Ruszyli w stronę parku. Szli betonową dróżką i rozmawiali.
- Nazywasz się Tosia? - spytał.
- Mhm.
- Bardzo ładne imię. Ja jestem Franek.
Z początku rozmowa się jakoś nie kleiła. Tosia była wstydliwa, a blondyn zadawał jej wciąż pytania. W końcu powiedział: ,,A grasz na jakimś instrumencie? Ja gram na saksofonie, ale tylko nieliczni o tym wiedzą.''
- Naprawdę grasz na saksofonie!? - jej reakcja była niespodziewanie pozytywna. - Uwielbiam dźwięk saksofonu! Ja gram na skrzypcach. W sumie to się dopiero uczę, ale podstawy już umiem.
Widocznie znaleźli wspólny język. Ich wspólną pasją okazała się muzyka. Adam uśmiechał się dumnie.
- Chwila... - powiedział cicho brunet.
- Co się stało? - spytał Franek, przerywając na moment rozmowę z Tosią.
- Znam skądś to miejsce. - odparł.
- No bo to Elbląg. Mieszkasz tu. To chyba normalne, że kojarzysz, gdzie jesteś.
- No ale... Byliśmy tutaj może kiedyś w tym samym składzie co teraz? W sensie.. Ja, Ty, Tosia?
- Nie. - odrzekł Franek, nie rozumiejąc przyjaciela.
- Ehh.. Nie ważne. Rozmawiajcie dalej.
Skąd ja znam to miejsce?! Kiedyś tutaj byłem, chyba razem z jakąś jasnowłosą dziewczyną. To była na pewno Tosia. Rozmawiałem z nią... - pomyślał Adam.
Brunet szedł tuż za przyjacielem i koleżanką, patrząc się w ziemię i przypominając sobie, o co chodzi z tym miejscem.
Chwila.. ulica? Zaraz, zaraz.. To był mój sen! Śniło mi się to! To ta ulica! Tir! Tam był tir! - przypomniał sobie w myśli.
Byli przed przejściem dla pieszych. Adam rozglądnął się dokładnie, szukając wielkich samochodów. Nie pamiętał, co się działo po tym, gdy ujrzał tira we śnie, więc chciał się po prostu upewnić. Na szczęście żadnego auta nie było. Ulica była pusta.
Zastanawiam się, o co chodziło w tym śnie... Tir? Może o to, że wpadnę na jakiś naprawdę genialny pomysł na film? Tiry są wielkie, pomysły też mogą być wielkie.. Nie rozumiem. - pomyślał.
Cała trójka miała przechodzić przez ulicę. Adam szedł wciąż za Frankiem i Tosią. Bardzo się rozgadali. Chłopak był dumny z przyjaciela. Ruszyli na ulicę. Wtem oczom Adama ukazał się ogromny czarny tir. Wiózł chyba jakieś meble, zresztą, nie ważne. Brunet był bezpieczny. Dopiero po dwóch sekundach zorientował się, że pojazd jedzie prosto na jego przyjaciela i koleżankę. Od nich i tira dzieliło kilkanaście metrów, lecz nie zauważyli tego. Chłopak nie miał pojęcia co zrobić. Za nic w świecie nie chciał stracić Franka i Tosi. Zbladł, nogi mu się trzęsły, był przerażony.
Adam, do cholery jasnej, myśl! - pomyślał.
Chłopak ruszył się niespodziewanie z miejsca. Pół świadomie wiedział, co robi, lecz z drugiej strony - nie. Obleciał go ogromny strach. Chciał ich jakoś ostrzec.
- Franek! Za Tobą! - krzyknął Adam. - Słyszysz mnie?!
On nic. Nadal rozmawiał z dziewczyną. Tir był coraz bliżej.
- DO CHOLERY JASNEJ, FRANEK! - tym razem zdzierał gardło jak tylko mógł.
Chłopak za nic nie chciał dopuścić do wypadku. Serce waliło mu jak młotem! To, co zrobił Adam, przebiło największe oczekiwania! Chłopak skoczył na dwójkę przyjaciół, aby ich odepchnąć! Ci upadli na chodnik. Nagle całe życie bruneta przeleciało mu przed oczami. Zobaczył swoją mamę, ojczyma, siostrę uśmiechających się do niego. Widział babcię z jego psem - Figusiem. Ujrzał wszystkie wspomnienia. Widział swoich widzów, całą karierę YouTube'a, wszystkie spotkania z ciurakami, Gdynię - swoje kochane miasto, gdzie mieszkał w dzieciństwie. Przypomniał sobie Karolka - to on pomógł mu z YouTube, oraz wielu innych przyjaciół. Zobaczył też siebie, jak windsurfing'uje, jak gra w tenisa, czy inne sporty, które uprawiał. Jednym określeniem - całe swoje życie. Nagle usłyszał dźwięk klaksonu. Wtem poczuł przeogromny ból. Tir z całej siły wjechał wprost na Adama. Nie było to zwykłe przejechanie, lecz dosłowne wjechanie w chłopaka. Ostatnią rzecz, którą brunet usłyszał był głośny pisk w uchu. Kierowca tira, dopiero po czasie zorientował się, co się stało. Był przerażony tym, co zrobił. Wycofał samochodem i wysiadł z niego. Ludzie powychodzili z domów. Zrobiło się strasznie głośno. Zaczęło padać. Adam leżał nieprzytomny na środku ulicy.
Boże ;-; Jak z calej sily uderzył to Adam juz nie żyje :o
OdpowiedzUsuńOMG 0.0 Świetny rozdział :D Czekam na kolejny ;)
OdpowiedzUsuń