Franek! Uspokój się!
Padał deszcz i wiał silny wiatr, który poruszał drzewami. Ulica była cała mokra. Ludzie powoli zaczęli wchodzić z powrotem do domów. Adam leżał nieprzytomny, a Franek razem z Tosią stali i mokli. Kierowca tira był w przeogromnym szoku.
Jestem mordercą - pomyślał z przerażeniem.
Wmurowani w podłoże, patrzyli się, nie dowierzając, co się przed momentem stało. Jasnowłosej spływały łzy po policzkach. Jeden z sąsiadów zadzwonił po pogotowie. Franek miał nadal przed oczami sytuację, która miała miejsce chwilę przedtem. Widział jak Adam na niego skacze, a po chwili z całej siły uderza go tir, przez którego brunet leci 2 metry do przodu. Zauważył, że jego przyjaciel chciał jeszcze powiedzieć ,,uratowałem was'', lecz już nie miał siły. Uśmiechnął się tylko. Ostatnie co zobaczył, to radosne spojrzenie na niego, a następnie zielone oczy Adama, które się powoli zamykają. Franka bolała dodatkowo noga, lecz to nie było porównywalne do bólu wewnętrznego. Blondyn się otrząsnął i szybko podbiegł, kulejąc, do przyjaciela. Ten leżał bezbronnie na ulicy. Był ustawiony bokiem. Niebieskooki kucnął przy nim, po czym obrócił go w swoją stronę i to co zobaczył, doprowadziło Franka do szoku. Głowa Adama była cała we krwi. Blondyn miał odruch, jak gdyby zaraz miał zemdleć, lecz się powstrzymał. Bez zastanowienia się, zdjął swoją zieloną koszulę w kratkę, którą miał założoną na białą bluzkę i owinął nią głowę przyjaciela. Było to ryzykowne, ze względu na zakażenie, lecz dzięki temu powstrzymywało to chociaż odrobinę krwawienie. Kierowca tira stał kilka metrów dalej, obok swojego pojazdu. Miał myśli samobójcze. Franek nagle wstał i jak najszybciej tylko mógł, podszedł do mężczyzny.
- Czy pan do cholery jest ślepy?! Co pan robił w tym tirze, że pan nie widział człowieka przed sobą? A może pan nie wie, że ludzi się nie przejeżdża?! Ludzie mają pierwszeństwo! To jest mój przyjaciel, a ja do cholery nie wiem co mu jest! Czy pan wie, że on może zginąć, jeżeli za chwilę się mu nie pomoże?! - zbulwersował się Franek, wyżywając się na kierowcy.
- Bo ja.. akurat czegoś szukałem i.. nie zauważyłem... - odparł.
Franek był już czerwony jak burak.
- Pan mi teraz mówi, że pan sobie czegoś szukał, nie patrząc na ulicę?! Kto panu dał prawo jazdy!? KTO?! PYTAM SIĘ! Zabije! - chłopak nie był sobą.
- Franek, uspokój się! - krzyknęła Tosia. Była cała zapłakana. Jej tusz do rzęs spływał jej po policzkach. Nie był to najlepszy widok.
- Nie! Nikt mnie nie rozumie?! Jak można w takiej sytuacji być spokojnym?! Nie rozumiesz, że to mój najlepszy kumpel?! Przyjaźnię się z nim od 10 lat! Poznaliśmy się w wieku 7 lat! Nigdy się nie pokłóciliśmy! Może moje słowa brzmią trochę jak słowa homoseksualisty. Dobrze. Niech tak brzmi, ale to nie prawda. Ludzie widzą to oceniają. To jest mój kumpel, druh. Zawsze się wspieramy i śmiejemy z własnej głupoty. No ale, do cholery jasnej, teraz nikogo nie obchodzi, że on sobie leży i nie wiadomo co mu jest!
- Rozumiem Cię doskonale! Ale może powinieneś ochłonąć i zacząć działać? Bo jak na razie, to tylko stoisz i drzesz się na wszystkich dookoła! - zdenerwowała się lekko dziewczyna, wycierając chusteczką oczy. Nadal płakała.
Franek nie odpowiedział. Był zdenerwowany. W tym momencie nadjechała karetka na sygnale. Specjaliści wysiedli z samochodu, a następnie wzięli Adama na nosze i wsadzili do ambulansu. Za nimi wsiedli Tosia z Frankiem i pojechali w stronę szpitala. W czasie drogi stało się coś niespodziewanego. Serce Adama stanęło. Lekarze wpadli w panikę, lecz po kilku minutach byli już w szpitalu. Zabrali chłopaka na oddział i od razu pośpieszyli do sali operacyjnej. Tosia trzymała mocno kciuki, cały czas miała łzy w oczach. Modliła się, aby Adamowi nic nie było. Bała się też o stan psychiczny Franka. On zaś chodził po całym korytarzu i wmawiał sobie, że to przez Tosię.
Mogłem się tak nie wpatrywać w Tosię. Zauważyłbym tira, a Adam nie musiałby skakać. To przez nią. Znów się zaślepiłem i prawdopodobnie straciłem przyjaciela przez dziewczynę! Przez tamtą o mało co nasza przyjaźń się nie zakończyła, bo za dużo czasu spędzałem z Sylwią (dawna dziewczyna Franka) - myślał. Był zdenerwowany jak nigdy. Tymczasem w sali operacyjnej ciśnienie lekarzy wciąż wzrastało. Nie mieli innego wyjścia niż użycie defibrylatora. To była dosłownie walka o życie. Po około pół godzinie , jeden z lekarzy, który operował Adama, wyszedł na korytarz, gdzie czekała dwójka jego przyjaciół. Szedł powoli, jego wyraz twarzy nie wskazywał nic dobrego. Podszedł do Tosi i rzekł:
- Zabieg się udał.
Dziewczyna wewnątrz się rozweseliła.
- Co za ulga. Dziękuję panie doktorze. Nawet pan nie wie, jak się cieszę. - odparła.
- Domyślam się.
- A wiadomo co mu jest?! - zaczął nagle Franek, który stał metr od Tosi.
- Mniej więcej wiemy, lecz nie jesteśmy jeszcze pewni w 100% i nie możemy powiedzieć. - odpowiedział lekarz.
- Proszę mi powiedzieć! Chcę to wiedzieć! Chcę go zobaczyć, czy nic mu nie jest! Chcę z nim porozmawiać! NIECH PAN MI DA DO NIEGO DOSTĘP! - Franek nie był sobą. Wyglądał, jak opętany.
- DLACZEGO MI PAN NIE ODPOWIADA?! - krzyknął chłopak łapiąc lekarza za fartuch.
- Ochrona! Wyprowadzić go!! - krzyknął lekarz, bojąc się o siebie.
Ochroniarze przybyli w mgnieniu oka. Musieli zabrać Franka siłą ze szpitala. Nigdy wcześniej nie miał takiego przedziwnego zachowania.
- CHCĘ TYLKO POROZMAWIAĆ Z KUMPLEM! - to były ostatnie słowa, które niebieskooki wypowiedział przed wyjściem.
Tosia była przerażona.
- Przepraszam za niego panie doktorze. Tak bardzo mi za niego wstyd. Nie wiem co on teraz przeżywa, lecz wiem, że on cierpi. - powiedziała, patrząc się na lekarza zaszklonymi oczami.
- Pacjent też cierpi. Mogę pani powiedzieć tylko, że aktualnie Adam jest w śpiączce. Tyle na razie wiemy. Obandażowaliśmy mu głowę. Zrobimy dokładne badania i prawdopodobnie będziemy już wszystko wiedzieć. - odparł lekko zdenerwowany. - Czy chce pani go odwiedzić? Wie pani.. pani kolega, który wyszedł, raczej nie ma do niego już teraz dostępu.
- Z chęcią. - odrzekła.
Tosia razem z doktorem ruszyła w stronę sali, gdzie leżał Adam. Gdy dotarli, lekarz ją zostawił samą, a ta podeszła do łóżka bruneta. Wyglądał jakby spał. Słodki widok.
- Śpij spokojnie Adaś... - szepnęła dziewczyna, łapiąc go za rękę.
Super mega
OdpowiedzUsuńSuper! Czekam na więcej :)
OdpowiedzUsuńo mój boże...
OdpowiedzUsuńporyczałam się ;_; <3
genialne ff
czekam na więcej <333
nie wytrzymam, więc szybko pisz!! <3 ;___;