Jeszcze jej tutaj brakowało
Tosia postanowiła usiąść przy łóżku, gdzie leżał Adam. Cały czas trzymała jego rękę i patrzyła, czy przypadkiem się nie obudził. Mijały godziny. Była już 21:30. Dziewczyna niespodziewanie spuściła głowę ze zmęczenia. Wylądowała na ramieniu śpiącego chłopaka i zasnęła. Leżała tak do rana. Gdy się obudziła, Adam nadal nie otwierał oczu. Spał słodko, niczym nowo narodzony kotek. Tosia się otrząsnęła i natychmiast wstała.
Jejku... Spałam tutaj? - pomyślała.
Poprawiła koszulkę, spojrzała jeszcze przez chwilę na chłopaka i wyszła w sali. Po korytarzu chodziło już pełno lekarzy i pacjentów.
Mama się pewnie martwi. Przyjdę tutaj potem - znów pomyślała, lecz w pewnej chwili poczuła rękę na swoim ramieniu.
- Adam?! - krzyknęła Tosia nie odwracając się.
- Emm.. Nie, to ja, Franek - odpowiedział z uśmiechem.
- Matko! Przestraszyłeś mnie - odwróciła się w stronę chłopaka. - Niechcący wczoraj zasnęłam i przenocowałam w szpitalu, a teraz zamierzałam wychodzić. Co tutaj robisz? - spytała.
- Przyszedłem odwiedzić Adama - uśmiechnął się ponownie. - Przepraszam Cię za moje wczorajsze zachowanie. Coś mi odbiło.
- Właśnie zauważyłam - rzekła z oburzeniem. - No ale mniej więcej Cię rozumiem. Trochę się bałam, że zaraz coś komuś zrobisz.
- Naprawdę było aż tak źle? - zapytał przestraszony.
- Mhm...
- To dlatego ludzie się na mnie tak dziwnie patrzą - odparł.
- No to idź już do Adama. Ja idę do domu. Muszę wziąć prysznic i się przebrać. Jestem zmęczona, plecy mnie bolą, bo nierówno leżałam.
Franek wszedł do sali a Tosia w stronę wyjścia. Minęła się z mamą bruneta, nawet o tym nie wiedząc, bo nie wiedziała, jak wygląda. Kobieta podeszła do jednego z lekarzy.
- Przepraszam, wie pan może, gdzie leży Adam Zimmermann? To mój syn. Miał wczoraj wypadek - spytała, trzymając ręce, jak do modlitwy.
- Tak, pewnie. Leży w sali nr 57. To tamte drzwi za panią - doktor wskazał na białą konstrukcję.
Mama podbiegła szybko, bez podziękowania, do miejsca, które wskazał doktor i weszła do środka.
- O mój Boże, Adaś! - krzyknęła ze łzami w oczach.
Obok bruneta siedział Franek.
- Jest w śpiączce - rzekł ze spokojem niebieskooki.
- Matko moja, co mu się stało? Jak do tego doszło?
- To stało się całkiem przypadkiem. Ja z koleżanką przechodziłem przez ulicę. Nie zauważyłem żadnego pojazdu, ale za to Adam go zauważył i żeby nas uratować skoczył na nas, aby nas zepchnąć z jezdni, a sam wpadł na tira. Historia w bardzo krótkim skrócie.
Mama bruneta nie dowierzała.
- Jak to.. na tira? - zrobiła wielkie oczy.
Nie czekając na odpowiedź, szybkim krokiem podeszła do syna. Popatrzyła na niego i łzy napłynęły jej do oczu.
- Jak mogłam do tego dopuścić... - szepnęła pod nosem.
Franek to usłyszał.
- To nie pani wina. Przecież nie może pani być wszędzie, gdzie pani syn. To prędzej moja zasługa. Gdybym był uważny, nie doszło by do tego.
- Nie obwiniaj się, skarbie - odrzekła z troską. - Miejmy nadzieję, że obudzi się jak najszybciej i szybko wróci do zdrowia - uśmiechnęła się.
Wtem do szpitala weszła Kornelia. Miała na sobie czarne rurki i białą koszulkę oraz znów te same czarne kozaki. Nie wiedziała kompletnie o wypadku Adama. Chciała się jeszcze czegoś spytać pana doktora w sprawie jej kuzyna, Maksa, który niedawno zmarł. Gabinet lekarza był w sali nr 58, czyli tuż obok bruneta.
- Wie pani... - zaczął Franek do mamy chłopaka. - Ja już pójdę. Wiem, że byłem krótko, ale mam kilka spraw do załatwienia. Pewnie przyjdę potem, lub jutro - uśmiechnął się i wyszedł. Gdy szedł korytarzem zauważył ciemnowłosą Kornelię.
- Zaraz.. to ty?! - powiedział już z daleka Franek.
- Franek? Co ty tutaj robisz? Śledzisz mnie? - spytała.
- Nie, w żadnym wypadku. Ty nie wiesz o Adamie, prawda?
- Co?
- No o Adamie.. Leży tutaj obok w sali.
- Co? Nie. Nic nie wiem. Co się stało? Chory na głowę? Hah! - zaśmiała się Kornela. Chłopakowi wcale nie było do śmiechu. Zrobił pokerową minę i ruszył w stronę wyjścia.
Dziwne... - pomyślała.
Z ciekawości, bez zastanowienia uchyliła odrobinę drzwi z numerem 57. Ujrzała śpiącego Adama z mamą u boku.
Boże... Co się stało? - pomyślała, po czym zauważyła, że stoi za nią pan doktor.
- Co pani robi? Pacjent potrzebuje odpoczynku. Zna go pani osobiście? - zapytał lekarz.
- Matko kochana!! - Kornelia nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ usłyszała krzyk szczęścia z sali, gdzie leżał Adam.
Ooo tak! czekam na następne Mistrzu <3 !!
OdpowiedzUsuńChcę więcej! :) mega :D
OdpowiedzUsuń