sobota, 24 października 2015

Jeszcze raz Wam dziękuję!

     Jak wiecie lub nie, bo wiadomo, że nie każdy był na live, Naruciak trafił na moje fanfiction i zamierza je czytać.
Jestem bardzo szczęśliwa i chciałabym wszystkim, którzy czytali lub będą czytać to fanfition, PO RAZ KOLEJNY PODZIĘKOWAĆ.
Ja wiem, że już mnóstwo razy użyłam słowa ,,dziękuję'' i na Asku, i na blogu, i w wielu miejscach, ale po prostu nie może się obejść bez tych podziękowań.
     Jest to dla mnie sukces, jakiego się nie spodziewałam.
Jak wiecie, z początku to opowiadanie było dla zabawy. Nie planowałam, że napiszę aż 33 rozdziały. Spodziewałam się max. 1tys. wyświetleń, ALE gdy ujrzałam pierwszy tysiąc, potem drugi, trzeci, czwarty, to wiedziałam, że po prostu muszę to skończyć i przede wszystkim CHCĘ to skończyć, ponieważ sprawiało mi to ogromną przyjemność! Na daną chwilę jest prawie 19TYS. wyświetleń. I gdyby nie WY, ciuraki, czytelnicy, to bym tego po prostu nie skończyła i olała...
Dziękuję również Tobie, Adam, że Ci się spodobało i postanowiłeś czytać moje wypociny, naprawdę! :D
     Minęło już troszkę czasu odkąd napisałam ostatni post i już widzę pomyłki. Pomyłki pod względem gramatycznym, językowym czy rzeczowym. Teraz wstydzę się tych błędów i myślę, że już robię ich mniej, aczkolwiek wciąż je popełniam. Polubiłam pisać własne opowiadania, tworzyć historie. Jest to ogromna frajda! I patrząc na to fanfiction to naprawdę nauczyłam się wielu rzeczy, ale nie tylko pod względem pisania! :)
     No cóż.. Mam nadzieję, że ten post jest spójny i sensowny, bo.. no po prostu woow... <3
Mogłabym DZIĘKOWAĆ I DZIĘKOWAĆ, naprawdę, ale nie chcę przesadzać :'D
To po prostu szok. Przytuliłabym teraz Was wszystkich pokolei, noo!! Hahah
Więc, jeśli możecie - napiszecie tutaj komentarz czy coś! Prześlijcie wirtualnego przytulasa xD
Chętnie z Wami popiszę, wymienię kilka słów, pośmieję się!
Jesteście niesamowici!
Ostatni raz powiem - Dziękuję!
Pozdrawiam c:

piątek, 10 lipca 2015

Liebster Blog Award

Hej, ciuraki! :D

Zostałam nominowana do Liebster Blog Award. Dziękuję za nominację, a teraz ja odpowiem na zadane dla mnie pytania :)

Pytania:

1. Dlaczego zdecydowałaś się pisać opowiadanie/imaginy?
2. Czy pisanie sprawia Ci przyjemność?
3. Ulubiona pora roku.
4. Czy zakochałaś/zauroczyłaś się kiedyś? ^^
5. Jaką miałaś dziś pierwszą myśl po przebudzeniu?
6. Szybko wpadają Ci pomysły do głowy?
7. Piosenka, która ostatnio chodzi Ci po głowie. (możesz podlinkować)
8. Twój ulubiony wykonawca/zespół muzyczny.
9. Twoje największe marzenie.
10. Opisz swoje życie jednym słowem (ewentualnie dwoma).

Odpowiedzi:

1. Zdecydowałam się pisać opowiadanie, bo chciałam spróbować czegoś nowego, sprawdzić czy mi się to spodoba i czy to dla mnie.
2. Czy sprawia mi przyjemność? To zależy. :D Jak mam wenę, to tak! Bardzo lubię wymyślać historie, odpływać w świat wyobraźni. :3
3. Lubię wszystkie pory roku, prócz później jesieni, ale taka najulubieńsza to chyba wiosna lub lato. :P
4. Tak :)
5. ,,Miałam dziwny sen...''
6. Zależy :) Jeśli chodzi o pomysł na jakieś opowiadanie to potrafię wymyślić coś na spontanie, żeby wyszło coś ciekawego, przy okazji śmiesznego lub poważnego, a może nawet i smutnego. :) Uwielbiam przemieniać pomysły w obraz! Tak, gdy rysuję to szybko wpadają mi pomysły do głowy! :) Jeśli mam coś wymyślić na siłę, to zwykle nic z tego nie wychodzi :\
7. Sylwia Przybysz feat. Mezo - Plan :D
8. Nie mam ulubionego wykonawcy ani zespołu muzycznego, ponieważ słucham wszystkiego, co mi wpadnie w ucho. Od popu, indie pop'u po dubstep, rap, rock :D
9. Nie mam marzeń. Bardziej cele do zrealizowania :) Owszem, gdy się marzy, jest cudownie! Można odpłynąć w krainę wyobraźni podczas słuchania swojej ulubionej piosenki. Życie bez marzeń byłoby straszliwie nudne i bezsensowne, ale trzeba się ''obudzić'' i zrobić coś w tym kierunku, być spełnionym! Im więcej zrealizowanych celów, tym człowiek jest szczęśliwszy! Tak, to jest mój cel: cały czas być szczęśliwą. :)
10. Dziwactwo :D

Nominuję:
1. http://niktniechceumrzecsamotnie.blogspot.com/#_=_
2. http://fanfiction-rembol.blogspot.com/#_=_

Pytania dla Was:

1. To może tak oryginalnie. Dlaczego postanowiłaś zacząć pisać opowiadanie? :)
2. Miałaś kiedykolwiek moment, że chciałaś zrezygnować z pisania? Jeśli tak, to dlaczego i jak sobie z tym poradziłaś?
3. Masz miejsce, które jest dla Ciebie ważne?
4. Czy masz piosenkę, przy której zaczynasz marzyć?
5. Od którego youtuber'a zaczęła się twoja ''przygoda'' z YouTube? Jaki był twój pierwszy youtuber?
6. Co cię inspiruje i motywuje do działania?
7. Lubisz słodycze? Jakie są twoje ulubione?
8. Jesteś optymistką, realistką czy pesymistką?
9. Grasz na jakimś instrumencie? Jeśli tak to na jakim i jak długo?
10. Masz jakieś zainteresowania prócz pisania?

I to na tyle :) Pozdrawiam cieplutko :*


piątek, 3 lipca 2015

Dziękuję!

No cóż...
Dotarliśmy do końca Fan Fiction. Pisało mi się naprawdę wspaniale. A Wy, moi kochani czytelnicy, dawaliście mi otuchę, wenę i motywację, aby napisać do końca to opowiadanie. Był moment, kiedy chciałam to całkowicie zakończyć, bo nie umiałam odróżnić hejtu od krytyki, które dostawałam na Asku. Te ,,hejty'' okazały się jednak dobrymi radami. :P Cieszę się, że jednak zostałam i skończyłam! :D Muszę Wam zdradzić małą tajemnicę. Owszem, to ja wymyślałam całą fabułę, ja pisałam wszystkie rozdziały, ja zmieniałam wygląd bloga itd., ale istnieje jeszcze tajemniczy pomocnik, mój kolega, Jacek, sprawdzał mi rozdziały, poprawiał mnie i jemu należą się również wielkie podziękowania! :) Dzięki niemu nauczyłam się pisać o wiele lepiej niż było to na początku. Jejuu.. Ile ja błędów na początku robiłam! xD Teraz też robię, ale wydaje mi się, że o wiele mniej :) Także podziękowania dla niego :D

Czy to koniec całej opowieści? Czy morał został dobrze wyciągnięty? Chciałam pokazać, że w życiu zawsze jest czas na rozmowę, wybaczenie, przyjaźń :) Czy będzie kontynuacja przygód Adama, Tosi, Franka i Kornelii? Teraz Wasza kolej! Wy możecie wymyślić ciąg dalszy! Możecie zrobić, co chcecie :) Może Tosia stanie się zła? A może Franek tym razem wpadnie pod tir? Nie życzę mu tego :D Mimo to, że to są tylko zmyślone przeze mnie postacie, to i tak się do nich przywiązałam... tak jakoś :') Będę tęsknić, ale oni nigdy nie znikną! Będą żyli w mojej wyobraźni :) W Waszej także :D 
Mój Ask związany z Fan Fiction będzie cały czas dostępny i będziecie zawsze mogli tam zadać jakieś pytanie dotyczące FF, czy może po prostu coś napisać :) Macie link po prawej u góry, pod wyświetleniami :D

Hmm.. Czy chcę jakoś wiązać przyszłość z pisaniem? Nie mam pojęcia :| Kiedyś pewien mądry człowiek powiedział ,,Próbuj różnych rzeczy. Nic nierobienie oznacza cofanie się''. I teraz zgadujcie, co to za człowiek :P Wracając, postanowiłam dostosować się do tych słów. Na ogół to uwielbiam rysować <3 Rysuję w sumie od... zawsze :D Uczę się cały czas i mam zamiar nauczyć się tego perfekcyjnie. W pewnym momencie pomyślałam: ,,Hm.. może spróbowałabym z pisaniem? Tylko o czym mam napisać? Od czego zacząć?'' Przed zaczęciem pisania mojego Fan Fiction natrafiłam się na jakieś FF o Jasiu Dąbrowskim, o Naruciaku również. Nie miałam w ogóle pojęcia co to jest Fan Fiction xD Zaczęłam to po prostu czytać i zainspirowałam się. ,,Oglądam YouTuberów.. lubię Naruciaka.. może zacząć od napisania Fan Fiction o nim?'' - pomyślałam. Na początku dosłownie nikt z moich znajomych nie wiedział, że coś takiego zaczęłam. To miało na zawsze pozostać tajemnicą, ale Jacek mnie odkrył gdzieś w 5 rozdziale. Postanowił, że mi pomoże, bo on uwielbia pisać :D Nie mam pojęcia, czy ktoś jeszcze wie.. Może ktoś mnie śledzi i nie chce powiedzieć? Nie wiem, nie wiem :P I tak to się zaczęło :)

Pod tym postem prosiłabym o jak największą ilość komentarzy, wręcz każę Wam coś napisać od siebie xD Chcę znać Wasze zdanie, chcę zobaczyć te ,,cyferki'' pokazujące wyświetlenia :)) I proszę też o podziękowania dla mojego kolegi :P Miło by było, gdyby to opowiadanie nie poszło w zapomnienie i żebyście polecali tego bloga przyjaciołom, znajomym, aby przeczytali :D A nóż im się spodoba :) Jeśli nie - ja zrozumiem :D
Szanujmy się wzajemnie i bądźmy dobrzy dla innych <3
A! I jeszcze jedno! 
DZIĘKUJĘ! <3

środa, 1 lipca 2015

Rozdział 33

I żyli długo i szczęśliwie...


Panika ogarniała wszystkich, którzy znajdowali się w samochodzie. Ciężarówka nadjeżdżająca z naprzeciwka była coraz bliżej. Kornelia, mimo braku prawa jazdy, trzymała kierownicę bardzo mocno i nie puszczała jej. Chciała zrobić cokolwiek, aby nie doszło do wypadku. W końcu sprawiła, że auto zjechało z jezdni na prawą stronę. Słychać było przeraźliwie głośny pisk opon. Niebezpieczny zakręt spowodował, że w powietrzu zaczął unosić się dym z kurzu. Auto wleciało w jakieś przyuliczne krzaki i trafiło w drzewo. Nastała cisza. Kornelii serce waliło jak młotem. Nie mogła złapać tchu. Oddychała głośniej niż zdyszany pies. Nadal trzymała kierownicę. Ciężarówka, która miała w nich trafić, dopiero przed momentem przejechała obok. Dziewczyna nie mogła uwierzyć, że udało jej się ujść z życiem. Usłyszała kaszel Adama.
- Co.. to.. BYŁO?! - krzyknął. 
- Właśnie! - dopowiedziała Tosia. 
- Kierownica jest tylko dla kierowcy, dziewczyno! - rzekł zdenerwowany Karol. 
- Mogliśmy zginąć! - Adam wciąż krzyczał. 
- Zdaję sobie z tego sprawę, więc dlatego tak zareagowałam! - odpowiedziała.
- Na co zareagowałaś?! Wskoczyłaś na przód i zaczęłaś kręcić kierownicą, jak głupia! 
- O mało co w nas ciężarówka nie wjechała!! 
- Zaraz.. co?! C-ciężarówka? 
- Naprawdę nikt z was nie widział ciężarówki? - zdziwiła się.
- Ja widziałem... - odezwał się w końcu Daniel. 
- Daniel, widziałeś?! 
- Tak - odparł cicho.
- To w takim razie.. moja wina - powiedział Karol. - Nie patrzyłem na drogę, a Kornelia nas uratowała...?
- Na to wygląda - rzekł dumnie Weza. 
- K-Kornelia.. dziękuję i przepraszam, że cię oskarżyłem! - powiedział głośno Karol.
Tosia z Adamem przez chwilę siedzieli cicho. Milczenie przerwała Kornela. 
- Oj no, każdemu się zdarza wybuchnąć złością - uśmiechnęła się w stronę chłopaka i dziewczyny, a ci odwzajemnili gest. 
- Głupio mi teraz - stwierdził Adam. - Uratowałaś nas! - rozszerzył oczy. 
- Dziękuję ci! - oznajmiła Tosia i przytuliła koleżankę. Poleciały łzy szczęścia. 
Samochód zaczął dziwnie się dymić. To pewnie z powodu tego uderzenia. Cała piątka, siedząca w aucie szybko wysiadła. 
- Moje auto! - załamał się Karol. 
- Przepraszam.. - odparła z przykrością Kornela. 
- Nie przepraszaj, to nie twoja wina - uśmiechnął się, a dziewczyna się zarumieniła.
- Auto to tylko auto. Zwykły materiał. Ważne, że przeżyliśmy i jesteśmy tu razem - powiedział z radością Adam. 
- Masz rację, stary - odparł. - Ale chwila.. Nie możemy zostawić tak tego auta. Trzeba je odholować! Zadzwonię do mojego  ubezpieczyciela. On się zajmie samochodem.
Karol zrobił to, co do niego należy. Po parunastu minutach ujrzał pojazd, w którym siedział ubezpieczyciel oraz którego zadaniem było odholowanie auta.
- Może załatwić wam podwózkę? - zaproponował mężczyzna.
- Nie, w sumie to mamy blisko, przejdziemy się - uśmiechnął się.
- Na pewno?
- Tak, tak.
- No to jak chcecie. Jest gorąco. Na pewno tego chcecie?
- Tak! - odparła cała piątka.
- No dobrze, to ja zabieram to auto, a wam życzę udanego spaceru - po tych słowach, mężczyzna zajął się swoim zadaniem i już po chwili odjechał z zepsutym samochodem Karola.
- Moje kochane auto.. będę tęsknić - mówił w połowie poważnie, w połowie żartobliwie. - No dobra! To idziemy w stronę domu! - rzekł. 
Jak powiedział, tak zrobili. Poszli piechotą. Mieli czas na bliższe poznanie siebie. Kornelii bardzo przyjemnie rozmawiało się z Karolem i Danielem. Przechadzali się wszyscy przez przyuliczne krzaczki i strumyki. Tosia również zapoznała się z przyjaciółmi Adama. Doskonale się dogadywali. Po pół godzinie dotarli wreszcie na rynek elbląski. Plany się pozmieniały i poszli własnie tam. Słońce przygrzewało. Nic, tylko jechać nad wodę, no ale cóż. Stało się, co się stało. Czasu się nie cofnie. Postanowili, że pójdą na lody. Weszli do pierwszej lepszej lodziarni. Ich oczom ukazał się Franek razem ze swoimi rodzicami i 3-letnią siostrą Sandrą. 
- O, hej! - Adam przywitał się z przyjacielem. 
- Cześć! Co tutaj robicie w czwórkę? - zapytał.
- W piątkę - uśmiechnął się.
- Aa.. jeszcze Kornela, no tak, nie zauważyłem - rzekł sucho. 
- Mieliśmy jechać z Karolem nad staw, ale.. stało się coś! 
- Co takiego? Zapomnieliście czegoś? 
- Nie, co ty! Coś niespodziewanie przerażającego i jednocześnie wspaniałego! 
- No to słucham - zaciekawił się. 
- Kornelia stała się bohaterką! 
Franek prawie zadławił się koktajlem, który właśnie pił.
- W jaki sposób?! 
- To może tak w skrócie. Jechaliśmy autem, śpiewając, śmiejąc się, nie zwracając w ogóle uwagi na drogę. Tak, wiem. Powinniśmy uważać... No i nagle Kornelia zauważyła ciężarówkę, jadącą prosto na nas. Rzuciła się na kierownicę i zrzuciła nas na pobocze ratując nam życie. Tyle. 
- Poważnie?! - ogromnie się zdziwił. - Żartujesz! - wypluł napój, który trzymał w ustach.
- Słowo youtubera! 
- Skoro tak... Ty nigdy mnie nie okłamałeś... Nie wierzę.. 
- To uwierz - Adam uśmiechnął się.
- Kornelia! - pobiegł do koleżanki w błyskawicznym tempie. 
- Uratowałaś mojego przyjaciela! I przyjaciółkę! I Karola! I Daniela! Matko! Dziękuję ci i przepraszam za wszystko! - oznajmił tak, jakby to było wyznanie miłości. 
- Jejku.. nie masz za co przepraszać... - złapała za swój kosmyk włosów i przeniosła go za ucho. 
- Mam! Byłem wredny dla ciebie. Kompletnie nie znałem twojej sytuacji. Myślałem, że masz coś z głową. Myliłem się. Jeszcze raz ci dziękuję i przepraszam i nie mów, że nie mam za co, bo doskonale wiesz, że mam za co! - przytulił ją na koniec. 
- Jak miło.. dz-dziękuję... - zarumieniła się. 
Adam i reszta patrzyli na to z dumą i radością.
- Ceść - odezwał się głos małej dziewczynki. Była to siostra Franka. Sepleniła, co sprawiało, że każdy mógłby się przy niej rozkleić. 
- Oo, jaka słodka! To twoja.. siostrzyczka? - zapytała Kornelia. 
- Tak, mój mały skarb - wziął siostrę na ręce. - Nazywa się Sandra. 
- Siandla - dziewczynka powtórzyła za bratem. 
- Hmm.. Adam..? - Kornela zwróciła się nagle do kolegi. 
- Tak? - odparł.
- Bo.. mój kuzyn, Maks.. on bardzo chciałby cię poznać. Ogląda cię - zaśmiała się i poprawiła swoje długie, ciemnobrązowe włosy. 
- Nie widzę przeszkody. Też chętnie go poznam. Uwielbiam rozmawiać z widzami! - odparł z radością. Ile ma lat? - zaśmiał się. 
- Niedawno skończył 16. Jest rok młodszy ode mnie - odpowiedziała. - To poczekaj, zadzwonię do niego i powiem, żeby tutaj przyszedł. 
- Zadzwońmy tez po Dominikę i Gosię, co? Zjemy sobie całą grupą lody, pochodzimy po mieście, bliżej się wszyscy poznamy, będzie fajnie! - zaproponowała Tosia. 
- No to zadzwonię - odparł Adam. Spodobała mu się inicjatywa przyjaciółki. Już mógł ją nazywać przyjaciółką. Ufał jej w 100% i wiedział, że zawsze może na niej polegać, tak samo, jak na Franku. Dziwne. Mało kto poznaje nowych przyjaciół w zaledwie tydzień, lecz Tosia była tego na pewno warta. 
Po około dwudziestu minutach siedzenia w lodziarni grupka ujrzała wchodzącego Maksa razem z Dominiką i Małgosią. 
- Heej kuzynka! - Maks przywitał się z Kornelią, przytulając ją, jak to często robił. 
- No i są również nasze zguby - uśmiechnęła się Tosia w stronę Dominiki i Gosi.
- Czemu zguby? - dziewczynki uśmiechnęły się.
- A nie wiem, tak jakoś mi się powiedziało.
- To Naruciak! - ucieszył się Maks. 
- Tak, to on. Adam, najzwyklejszy człowiek, tak samo, jak ty, więc spokojnie. Na luzie - uśmiała się, widząc, jak jej kuzyn się cieszy na widok youtubera. 
- Ty pewnie jesteś Maks? Ja jestem Adam.. ale chyba o tym wiesz - Adam podszedł do chłopaka i zaśmiał się.
- T-tak, tak, to ja. Jeju, oglądam cię od.. w sumie to od niedawna, ale bardzo podoba mi się twój styl montażu, twoje filmy, humor, czasem też powiesz coś mądrego. Super!
- Właśnie ostatnio jakoś zaniedbałem to i mniej nagrywałem... ale obiecuję, że to się zmieni! - odparł z radością. 
- Każdy ma prawo odpocząć, spoko - pocieszał. 
- No dobra, to ja teraz zjadłbym gofra! Kto chce również? - spytał nagle Karol.
- Karolek! Weza! To oni też tutaj są?! Wow! - Maks nie potrafił opanować emocji. 
- Maks, ogarnij się! Normalni ludzie - Kornelia cały czas się śmiała. 
- To nie jest takie proste. Karola oglądam już od bardzo, bardzo dawna, Wezę również! 
- Cześć miszczu! - przywitał się Karol.
- Miszczu? A nie przypadkiem ,,mistrzu''? - zdziwiła się Kornelia.
- Tak, miszczu! Jego widzowie! 
- To widzę, że każdy youtuber nazywa swoich widzów po swojemu - zaśmiała się.
- I to jest piękne! Nie ma tego monotonnego słowa ,,widz'', tylko oryginalne nazwy!
- Haha, rozumiem. 
- Dobrze, więc już wszyscy ochłońmy. Dużo emocji, jak na jeden dzień. Kornelia, bohaterko, gdzie chcesz iść? - spytał Franek.
- Bohaterko? - Maks znów się rozemocjonował.
- Później ci opowiem - dziewczyna nie mogła wytrzymać ze śmiechu. - I proszę, nie nazywajcie mnie ,,bohaterka''. Jestem Kornelia - uśmiechnęła się. - To skoro Karol chce na gofry, to idziemy na gofry! - zaproponowała. 
Grupa znajomych wyszła z lodziarni i pognała w stronę najbliższego stoiska z goframi. Wszyscy się bardzo polubili. Teraz nie było piękniejszej rzeczy niż ich przyjaźń. 
Kornelia nauczyła się, że nie warto wyrzucać emocji, wyżywając się na innych i że wystarczy tylko powiedzieć, co leży na sercu, a prawdziwi przyjaciele zrozumieją i pomogą. Franek zauważył, że nie można oceniać problemów pochopnie. Należy przyjrzeć się sprawie, pogłówkować, dowiedzieć się czegoś więcej i pomóc, jeśli jest taka potrzeba. Tosia stała się odważniejsza. Przed poznaniem Adama była ogromnie skryta w sobie, bała się odrzucenia i nigdy nie chciała się z nikim sprzeczać, nawet jeśli sytuacja tego wymagała. Gosia jest małym aniołkiem. Małym, ale dużo znaczącym. Teraz jest inaczej. Lepiej. 
Mijały dni, tygodnie, miesiące, a nawet lata, lecz przyjaźń Adama, Franka, Kornelii i Tosi wciąż tylko i wyłącznie rosła w siłę, dając dowód, że to właśnie ona leczy rany i nigdy nie odchodzi. Prawdziwa przyjaźń nie zna granic. Prawdziwa przyjaźń się nie kończy. Prawdziwa przyjaźń to prawdziwy sens życia i trzeba o nią walczyć. Zawsze. 

________________________________________________________________________
No to co? Mamy koniec. Po 33 rozdziałach nasze opowiadanie dobiegło końca. Ale zaraz? Jaki koniec? Już? Tak, już. Nie chciałam z tego robić niekończącego się tasiemca i myślę, że to odpowiednia ilość rozdziałów :P Na tym blogu pojawi się JESZCZE JEDEN WAŻNY POST! :D 
KOMENTUJCIE, co sądzicie o takim końcu i wyczekujcie ostatniego posta :) 
Dziękuję Wam! <3




poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rozdział 32

 Zapomnieliśmy o nim. To impuls! 


Poważna rozmowa wciąż trwała. Kornelia starała się jak najmniej płakać, lecz nie wychodziło. Nie posiadała nawet zwykłych chusteczek higienicznych, więc musiała wycierać swoje łzy dłonią.
- Dodatkowo moi rodzice mają mnie w dupie. Po prostu w dupie - zaczęła kolejny temat. Moja mama pracuje jako aptekarka, to jest jedyne źródło pieniędzy. Tata całymi dniami siedzi na kanapie przed telewizorem i nie zwraca na nic uwagi. Matka wciąż się na niego drze, że ma znaleźć pracę, że ma coś zrobić w domu. W mieszkaniu jest wieczny nieporządek. Mama nigdy nie ma czasu sprzątać, a ojciec.. o nim nie chcę już wspominać. Ja boję się cokolwiek powiedzieć, zwrócić jakąkolwiek uwagę, bo oni.. ech... każą mi wyjść lub zająć się sobą. Rzadko co w domu jem obiad. Zwykle idę gdzieś na miasto czy gdziekolwiek. W rzeczywistości jest o wiele gorzej niż jak ja o tym mówię. Może się wydawać, że to nic takiego, ale uwierzcie mi... to istne piekło. Nie mam wsparcia wśród bliskich... taka jest prawda - upuściła głowę. Na podłogę zlatywały pojedynczo łezki. - I w końcu... w końcu stał się cud - spojrzała swoimi zaszklonymi oczami w okno. - Szłam sobie chodnikiem, gdy nagle ujrzałam pędzącą karetkę. W środku zauważyłam Dominikę. Zawróciłam się i postanowiłam pójść w stronę szpitala, lecz w pewnym momencie ambulans zatrzymał się. Ze środka wyszła mama Adama, Dominika i właśnie Adam. Schowałam się szybko za drzewo. Bałam się, że mnie zauważą, chociaż.. Dominika mnie już pewnie zobaczyła. Nie wychodziłam zza drzewa. Gdy Adam i reszta zniknęli z mojego pola widzenia, wyszłam z ukrycia. Wtem zadzwonił do mnie telefon. Spojrzałam na ekran. Wyświetlił się numer mojego kuzyna. Pomyślałam: ,,Ale jak to?!''. Wahałam się, czy odebrać. W końcu odebrałam. Przyłożyłam telefon do ucha i usłyszałam... - uśmiechnęła się lekko. Nadal była wpatrzona w okno. Załamanym głosem kontynuowała. - Usłyszałam głos Maksa - rozpłakała się po raz kolejny. Franek przewrócił oczami, a Tosia spojrzała na niego złowrogo, dając mu do zrozumienia, że ma dalej słuchać. - Powiedział, że wychodzi ze szpitala, że jest całkiem zdrowy, że już nie będę musiała go odwiedzać, bo to on będzie odwiedzał mnie. O nic nie pytałam. Byłam w szoku. Ogromnym szoku. Rozryczałam się przy słuchawce. On zaproponował mi od razu spotkanie. Zgodziłam się. Dziękuję Bogu za tak wspaniały cud. Nie wiem jak, nie wiem w jaki sposób to się stało, ale po prostu... po prostu dziękuję - zatrzymała się na chwilę.
- Chcesz chusteczkę? - zaproponowała Tosia.
- Mhm - Kornela pociągnęła nosem.
Dziewczyna wytarła dosłownie wszystkie łzy, wydmuchała się.
- A co z raną Tosi? - zapytał Franek.
- Już mówię, już - nadal trzymała chusteczkę w dłoni i kontynuowała. - Co się stało potem? Siedziałam z Maksiem w pokoju. Byliśmy znudzeni. Nie pamiętam, jak to się stało, ale Maks postanowił pooglądać jakieś filmiki na YouTube. Przekonał mnie, żebym coś z nim pooglądała. Usiadłam z nim przy biurku, a on wpisał w wyszukiwarce ,,Naruciak'' - Adam zaciekawił się. - Skądś kojarzyłam ten pseudonim, tylko nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Zaczęłam oglądać. Nie mogłam uwierzyć, kogo zobaczyłam. To był Adam. Wpadłam w szał. Nie chciałam o nim już nic więcej słyszeć, a tu, jak na złość, pojawia się on! Nie tłumacząc się wybiegłam z pokoju i popędziłam do domu Adama. Dobiegłam. Zapuk... a nie.. zaraz... ja nie zapukałam. Wbiegłam do waszego domu. Jako ostatnia dowiedziałam się, że Adam jest youtuberem. I chyba wiem, dlaczego mi nikt nie chciał mówić. Zdenerwowałam się. Nie byłam sobą, po raz kolejny zresztą...
- A no racja - rzekł Adam.
- Ech... Następnego dnia rano chciałam wymyślić jakiś plan. Niedługo potem ujrzałam wchodzącą do sklepu Tosię. Bez zastanowienia wyszłam na dwór i zaczęłam ją obserwować. Gdy wychodziła zaczepiłam ją i.. właśnie nie pamiętam, jak to się dokładnie stało...złapałam ją i...
- Zaczekaj - przerwała Tosia. - Ja to opowiem, abyś się już tak nie męczyła. - wstała i zaczęła opowiadać. - Otóż spotkałam Kornelię przy sklepie, prawdopodobnie obok jej mieszkania, bo nie mam pojęcia, gdzie ona mieszka. Złapała mnie. Na początku chciała mnie przekonać, że żałuje za wszystko, co zrobiła. Nie uwierzyłam jej, więc się na mnie wkurzyła, złapała za szyję i przycisnęła do ściany.
- Co?! - wstał Franek.
- Uspokój się! Usiądź - Tosia zmieniła ton. - Wyrywałam się, aby mnie puściła. Nie miałam siły się wydostać z jej sideł. Po chwili ujrzałam w jej rękach moją butelkę od Tymbarka, usłyszałam rozbijające się szkło, poczułam ból. Ciemność. Pisk w uchu. Obudziłam się w ciemnej piwnicy. I potem przeprowadziłam z nią szczerą rozmowę. Tyle.
- Zamknęła cię z piwnicy, a ty nie walczyłaś?! Nie próbowałaś się wydostać?! Zgłupiałaś?! - krzyczał Franek.
- Nie..
- Ona mogła ci coś jeszcze zrobić, a ty..ech! Szkoda słów!
- Franek uspokój się! - powiedział Adam. - Spróbujmy pojąć tą całą sytuację.
- Ja jej wierzę - odezwał się cieniutki, dziewczęcy głos.
Wszystkie twarze odwróciły się w stronę dziewczynki. Była to Gosia.
- Wierzysz jej? - spytał Franek.
- Tak. Wierzę. Powiem więcej. Rozumiem ją.
- Jak to?
- Nie będę się zagłębiać z szczegóły. Wiem, jak to jest być samotnym. Rozumiem jej sytuację. Nie mówmy o mnie. Ja już wyszłam z tego. Jest dobrze, ale teraz pomóżmy Kornelii - dziewczynka podeszła starszej koleżanki i mocno ją przytuliła. Kornelii zrobiło się tak przyjemnie ciepło. Dawno nie czuła takiej bliskości z drugą osobą. Przytuliła dziewczynkę jeszcze mocniej i nie mogła się od niej oderwać.
- T-to takie miłe - Kornela się wzruszyła i wszyscy dookoła niej także.
- Wybaczmy jej! - Małgosia oznajmiła i odsunęła się od dziewczyny.
Nikt się nie odzywał. Nikt nie wiedział, co odpowiedzieć. Cisza.
- Gdybyście byli na jej miejscu, to byście wiedzieli, o co chodzi. Nigdy nie przeżyliście tego, co ona - obraziła się i ruszyła w stronę drzwi.
- Gosiu, zaczekaj! - w ostatnim momencie odezwała się Tosia. - Może masz rację. Może to wszystko to prawda. W końcu Kornelia nigdy nie była w takim stanie. Może powinniśmy jej wybaczyć, ale trzymać ją na dystans? Dać jej szansę do wykazania się, aby udowodniła, że zasługuje na wybaczenie? Co wy na to?
Nastąpiła długa cisza. Wybaczyć czy nie? Kto by wybaczył takie okropne czyny? W sumie, człowiek, który jest na skraju psychiki, mógłby zrobić dosłownie wszystko, ale w końcu Tosia była najlepszą przyjaciółką Kornelii.
- Jestem za - ciszę przerwała Dominika.
- Ja również - rzekł Adam.
- No to ja też - powiedział Daniel.
- I ja - uśmiechnęła się mama Adama.
Franek złapał się za głowę. Nie miał zielonego pojęcia, co odpowiedzieć. Z jednej strony chciał się zgadzać z Tosią, lecz z drugiej nie mógł zapomnieć tego, że Kornelia tak skrzywdziła jego przyjaciółkę. Wszyscy patrzyli na chłopaka z litością.
Cholernie trudna decyzja - myślał.
- No dobra! - w końcu się zdecydował. - Ale na dystans.
- Dziękuję wam z całego serca - rzekła cicho Kornelia.
- Ale pamiętaj. Jedno złe posunięcie i trafiasz na naszą czarną listę.
- Postaram się już nie dać żadnej plamy! - powiedziała dumnie z łezką w oku.
Tak zaczął się początek wspólnej znajomości. Nikt nie ufał jeszcze w 100% Kornelii. Bali się, że znów z czymś wyskoczy, że to kolejny podstęp, więc obserwowali ją i pilnowali na każdym kroku. Z dnia na dzień coraz lepiej rozmawiało się z dziewczyną.

Minęły cztery dni.
Było czwartkowe popołudnie. U Adama siedziały Tosia z Kornelią. Dogadywały się, jak to kiedyś było. Wyglądały tak szczęśliwie. Chłopak pokazywał im podstawy montażu. Dziewczyny rozmawiały na przeróżne, niektóre dziwne tematy. Robiły głupie miny. Jak przyjaciółki. Wtem cała trójka usłyszała dzwonek do drzwi.
- Kto to może być? - spytał Adam.
- A bo ja wiem? - odezwała się Tosia.
- Pójdę otworzyć, a wy mi niczego nie ruszajcie - uśmiechnął się.
- Dobrze, dobrze - odparła Kornela.
Chłopak wyszedł z pokoju i zszedł po schodach na dół, aby otworzyć drzwi.
Zapraszałem kogoś? - myślał.
Złapał za klamkę, nacisnął ją i nie mógł uwierzyć, kogo ujrzał za wejściem.
- K-Karol?! - szczęka mu opadła - Przyjechałeś aż z Knurowa? Czemu nic nawet nie wspomniałeś? - cieszył się.
- Stary, przecież rozmawiałem nawet z twoją mamą! Podobno straciłeś pamięć. Zmartwiłem się i postanowiłem przyjechać.
Pod drzwi podeszła mama Adama.
- Ups... - odezwała się kobieta.
- Co ,,ups''? - spytał syn.
- Zapomniałam ci powiedzieć, że Karol do nas przyjeżdża. Zadzwoniliśmy do niego, gdy straciłeś pamięć.
- Aaa.. rozumiem! W sumie to nawet lepiej, że przyjechał! W końcu razem spędzimy czas, ponagrywamy. Weza jest u mnie. Tylko, że teraz siedzi w toalecie, ale nie ważne. Za moment powinien wyjść - zaśmiał się. - Mam pomysł! Może się gdzieś przejedziemy? Nad jakiś staw za miasto czy coś? - zaproponował.
- W sumie czemu nie - Karol pozytywnie zareagował.
- Możemy zabrać moje koleżanki? - spytał grzecznie.
- Tsa.. koleżanki - zrobił minę pedofila. - Możesz, możesz. Zmieścimy się w piątkę w moim aucie.
- W piątkę?
- No jeszcze Daniel, tak? - uśmiechnął się. - To zwołaj wszystkich, aby się szykowali, a ja pójdę przyszykować moje auto.
Jak Karol kazał, tak Adam zrobił. Wszyscy na wieść, że Karolek przyjechał ucieszyli się natychmiastowo. Już po dziesięciu minutach grupka była gotowa do wyjścia. Błyskawicznie znaleźli się przy BMW Karola. Kornela z Tosią były speszone. Ile razy w życiu słyszały o tym, że nie można wsiadać do cudzych samochodów?
- Co tak stoicie? Wchodźcie! Karol to mój przyjaciel! Na pewno nic nam się nie stanie! - zapewnił Adam, a dziewczyny z miłą chęcią wsiadły na tylne siedzenia w aucie razem z Naruciakiem. Weza usiadł z przodu z Karolem.
- No to kierunek staw! - ucieszył się kierowca i wyjechał z parkingu.
Jechali obwodnicą. W radiu leciała jedna z ulubionych piosenek Karola i Adama Maroon 5 - ,,Sugar''.
- Sugar! Yes, please! - cała trójka, siedząca z tyłu śpiewała bardzo głośno.
Nawet Karol, kierowca, który powinien się skupić na jeździe, śpiewał. W samochodzie panowała pozytywna atmosfera. Nagle Kornelia przestała śpiewać. Wyczuła, że zaraz stanie się coś złego. Nigdy wcześniej tak mocno nie czuła niebezpieczeństwa.
Co się dzieje?! - myślała niespokojnie. Złapała się za głowę.
Wszyscy nadal śpiewali, nie spodziewając się niczego. Wszyscy, prócz Kornelii. Wtem dziewczyna zauważyła ciężarówkę jadącą wprost na nich. Przestraszyła się. Serce waliło jej jak młotem. Nie chciała ginąć w tak młodym wieku. Postanowiła, że zrobi coś totalnie nienormalnego.
- Karol, uważaj!! - krzyknęła i pod wpływem impulsu rzuciła się na przednie siedzenie, zasłaniając kompletnie drogę Karolowi. Wszyscy siedzący w aucie wpadli w panikę. Kornelia nerwowo kręciła kierownicą we wszystkie strony.
- KORNELA, CO TY DO DIABŁA ROBISZ?! - krzyczał Adam.


____________________________________________________________________
Dzisiaj już musiał być dłuższy rozdział, bo nie miałam jak go skrócić :P Ale to chyba dobrze, prawda? :P Chwila niepewności! Co się stanie? Jak myślicie?! Czy Kornelia dobrze postąpiła? Czy to nie będzie jej kolejny błąd? Tego dowiedzie się w następnym rozdziale, a jak na razie piszcie swoje propozycje w KOMENTARZACH pod rozdziałem! :D

sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział 31

Wytłumaczmy sobie wszystko ostatni raz


Tosia szła uliczkami, szlochając. Robiła wszystko, aby nikt nie zauważył, że po jej policzkach spływają łzy. Wyciągnęła ze swojej białej torebki chusteczki higieniczne i przetarła oczy. Tuż za nią biegł zmachany Franek. Postanowił, że ruszy za nią i nie pozwoli, by pozostała sama.
- Tośka! Zatrzymaj się, proszę! - krzyczał.
Ta nie słuchała go. Nadal szła. Przyśpieszała kroku. Prawie biegła.
- Błagam, Tosiu! - wciąż krzyczał, również zaczął biec.
W końcu dziewczyna uznała, że nie może uciekać. Zatrzymała się, odwróciła. Franek również przystanął. Ujrzał zapłakaną twarzyczkę Tosi. Natychmiast do niej podbiegł. Złapał dziewczynę za nadgarstek.
- O co chodzi? - spytał spokojnie i spojrzał jej głęboko w oczy.
- O to, że Kornelia musi wszystko naprawić. Sama. Powiedziała mi wszystko - ocierała łzy chusteczką.
- Ale co ci powiedziała?
- Całą prawdę - w końcu się uśmiechnęła.
- P-prawdę? Jaką prawdę?
- Zobaczysz - posłała tajemniczy, ale słodki uśmiech.
Franek odwzajemnił gest. Po chwili, jak to na przyjaciół przystało, przytulili się.
- Hmm.. nie wiem, co o tym myśleć. Miejmy nadzieję, że będzie dobrze - powiedział szeptem Franek.
- Mam pomysł. Chodźmy do Adama, co? - zaproponowała.
- Z miłą chęcią. A u niego opatrzymy bardziej twoją ranę. Nie można tego tak zostawić. Może się wdać jakieś zakażenie czy coś w tym rodzaju - stanął dumnie.
- Oj już dobrze - zarumieniła się.
Skierowali się w stronę domu swojego przyjaciela.
Tymczasem Adam z Danielem kończyli nagrywać ,,Poniedziałkowego Naruciaka''. Wyszło im świetnie i bardzo pozytywnie. Tak jak powinno być. Postanowili odpocząć i usiedli na łóżku.
- Adam.. ty rzeczywiście masz tutaj straszny syf. Tak teraz zauważyłem - powiedział, śmiejąc się Daniel.
- Nie kazałem ci tutaj przychodzić - odparł z uśmiechem.
- Oj, już dobra. U mnie nie lepiej.
Do pokoju weszła Dominika.
- Skończyliście już? - spytała, poprawiając włosy. - Stwierdzam, że tak, bo skoro sobie tak leżycie... hmm... poróbmy coś! Nudzi mi się.
- Tobie to zawsze się nudzi. Zadzwoń po Gosię. Masz do niej numer? - spytał Adam.
- O, właśnie! Dzięki Adam! - krzyknęła z radości i pobiegła od razu w stronę wyjścia. Nie dzwoniła, ponieważ wiedziała, że Małgosia na pewno będzie mogła wyjść, zwłaszcza, że są wakacje. Szybko zeszła na dół po schodach i ubrała buty. Błyskawicznie znalazła się na zewnątrz. Dziewczynka w oknie swojego bloku zauważyła panią Grażynkę , która prawdopodobnie teraz oglądała telewizję. Gdy kobieta zajrzała na zewnątrz, Dominika pomachała do niej.
- Witam panią Piotrowską! - krzyknęła.
Pani Piotrkowska zerwała się ze swojego bujanego fotela, otworzyła okno i wychyliła się przez nie.
- Żeby tak machać ręką do starszej pani?! Co to za wychowanie! Trochę szacunku dla starszych osób, mały smarku! - wydarła się, ale tak, że było ją słychać na całym osiedlu.
- Przepraszam! - Dominika speszyła się lekko, szybko odwróciła wzrok  i pognała w stronę domu koleżanki.
W pewnym momencie zauważyła Franka z Tosią, idących w kierunku jej domu.
- Hejka! - krzyknęła z daleka.
Dziewczyna pomachała do niej i natychmiast na jej twarzy pojawił się szczery uśmiech.
- Cudna dziewczynka - rzekła do Franka.
- Masz rację - odparł i również pomachał do dziewczynki.
Dominika doszła do nich.
- Gdzie idziecie? - złączyła ręce i zaśmiała się.
- A do ciebie, a dokładniej, do Adama - odpowiedział Franek.
- Rozumiem. Ja lecę go Gośki. Adam spędza czas z Wezą, także tak trochę mi się nudzi - po tych słowach, dziewczynka podążyła dalej w swoją stronę, zostawiając Tosię z przyjacielem.
Natomiast oni poszli do Adama. Już po paru minutach byli u przyjaciela. Jego mama otworzyła im drzwi i weszli do środka. Usłyszeli Wezę, który coś wrzeszczał. Pewnie grał w jakąś grę. Franek z przyjaciółką wszedł po schodach na górę, aby dowiedzieć się, co robią chłopaki.
- Hej Adam - odezwał się damski głos.
Daniel zauważył, że Tosia stoi przy drzwiach i patrzy, jak Adam siedzi, gapiąc się w komputer.
- Ekhem! - chrząknęła.
Chłopak odwrócił się natychmiast od ekranu komputerowego i grzecznie się przywitał.
- Hej, hej. Grałem sobie w CS'a, sorry.
- Widzę przecież. Przyszłam z Frankiem cię odwiedzić. Na dworze robi się pochmurno, więc czemu mielibyśmy nie wpaść?
- Pewnie, zapraszam - uśmiechnął się. - Ale..
- Hm?
- Mam straszny bałagan w pokoju - złapał się za kark.
- Zauważyłam - roześmiała się.
- To może ja to wszystko ogarnę, co? - zawstydził się.
Nie usłyszał odpowiedzi, bo w pewnym momencie wszyscy usłyszeli dzwonek do drzwi.
- Dominika już wróciła? - spytał Adam. - Poczekajcie tu, idę otworzyć.
Chłopak wyszedł szybko z pokoju i zszedł po schodach, aby otworzyć drzwi wejściowe. Złapał za klamkę i nacisnął ją. Widok Kornelii zupełnie go przeraził.
- Co ty tu robisz?! - spytał zdenerwowany.
- Ja.. jest ktoś u ciebie? - nie odpowiedziała na poprzednie pytanie, lecz zadała kolejne. Cała się trzęsła z przerażenia.
- Są wszyscy... prawie... Nie odpowiedziałaś na moje pytanie - skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Chcę wam wszystkim coś powiedzieć - rzekła cicho.
Na górze, przy schodach stanęła Tosia, gdyż rozpoznała głos Kornelii. W głębi serca ogromnie się cieszyła, że postanowiła się wszystkim wytłumaczyć, ale z drugiej strony bała się, że nikt jej nie uwierzy. Obawiała się jednak, że ona może jednak coś knuć.
A co, jeśli to wszystko, co kolejny podstęp? - myślała.
- Nam? - spytał Adam.
- Tak. Wam. A dokładnie tobie, Frankowi, Tosi, Dominice, Gosi, twojej mamie... - wymieniała Kornelia. Nadal bała się reakcji.
- Dominiki i Gosi nie ma.
- T-to ja mogę zadzwonić po Dominikę! - odezwała się nagle z góry Tosia.
Nie czekając na odpowiedź, wyciągnęła telefon z kieszeni swoich spodni i wybrała numer do Dominiki.
Zadzwoniła do niej. Już po paru sekundach było wiadomo, że razem z Gosią zaraz będą u Adama.
Chłopak wpuścił niepewnie Kornelię do swojego mieszkania. Dziewczyna czuła się nieswojo. Miała wejść na górę, do jego pokoju, więc weszła. Doszła do pokoju. Jej uwagę najbardziej przyciągnął widok kamery, lamp i zielonego tła. Nie mogła również nie zauważyć ogromnego bałaganu. Już miała się zaśmiać, lecz przypomniała sobie, że sytuacja jest zbyt poważna na zabawę. Usiadła niepewnie na łóżku i zaczęła obserwować. Franek przypatrywał się jej z wielką nienawiścią. Nic dziwnego. Usłyszał, że ta skrzywdziła jego przyjaciółkę Tosię. Już po chwili również Tosia z Adamem weszli do pomieszczenia. Nastała długa, niezręczna, grobowa cisza. Wszyscy patrzyli na Kornelię, jak na morderczynię. Czekali, aż Dominika z Małgosią wrócą z podwórka. Weza bawił się swoją czapką, Adam sprawdzał coś w telefonie, podobnie, jak Tosia, a Franek nadal przypatrywał się Kornelii. Dziewczyna myślała, że zaraz zemdleje. Nigdy nie czuła się tak okropnie. Wydawało się jej, że znajdowała się na sali rozpraw i że zaraz ''sędzia'' wygłosi wyrok. Okropną ciszę przerwał dzwonek.
- Otworzę! - krzyknął Adam i natychmiast pobiegł do drzwi.
W pokoju nadal trwała ta okropna cisza. Tosia uśmiechnęła się lekko, nie wiadomo z jakiego powodu, lecz po chwili znów spoważniała. Niebawem przyszli Gosia, Dominika i jej brat. Do nich postanowiła wstąpić również mama rodzeństwa. Teraz było już przerażająco. W pokoju znajdowało się 7 osób. Dodatkowo walały się wszędzie jakieś śmieci, co powodowało jeszcze większy zaduch w pomieszczeniu.
- No więc... - zaczął Franek. - O co chodzi? - zapytał groźnie, przymrużając oczy.
Kornelia chciała zachować jak największy spokój, ale bała się, że nie wytrzyma i po prostu się rozklei. Zaczęła na spokojnie.
- Chciałabym wytłumaczyć moje okropne zachowanie. Tosi już o tym mówiłam. Później wytłumaczę tą ranę na jej głowie.
- No to słuchamy - rzekł Adam.
- Postaram się to powiedzieć podobnie, jak Tośce. O co w ogóle chodzi? - w jej głosie już było słychać rozklejenie. - Cz-czuję się samotna. Po prostu samotna. Z Tosią przyjaźniłam się... chyba od urodzenia. Tak, od urodzenia. Byłyśmy najlepszymi kumpelkami. Mówiłyśmy sobie wszystko. Mam też kuzyna. Nazywa się Maks. Z nim również przyjaźniłam się od zawsze, lecz nigdy tak bliżej nie zapoznałam go z Tosią. Zresztą, nie ważne. Około miesiąc temu dowiedziałam się, że Maks jest ciężko chory i grozi mu nawet śmierć - w tym momencie dziewczynie poleciała pierwsza łza. Zatrzymała się na chwilę.
Błagam, nie rycz - myślała Kornelia. Po chwili kontynuowała.
- No i.. i trafił do tego cholernego szpitala. Odwiedzałam go niemal codziennie. Codziennie z nim rozmawiałam, przynosiłam mu najróżniejsze smakołyki. Z dnia na dzień coraz trudniej było mu się wysłowić, a ja czułam, że dzieje się ze mną coś dziwnego. Nie mogłam żyć ze świadomością, że mogę stracić najlepszego przyjaciela - lały się kolejne łzy. Niestety, to było nieuniknione. - Było mi okropnie źle. Byłam zła na siebie, bo nie mogłam nic z tym zrobić. A Tosia? Tośka nie zauważyła żadnej zmiany we mnie, mimo tego, że moim zdaniem, zachowywałam się inaczej. Ogólnie, zaczęła ze mną mniej rozmawiać - łkała.
- Co? J-ja wtedy myślałam, że to właśnie ty nie chcesz ze mną rozmawiać i masz mnie dość! Myślałam, że coś ci zrobiłam i nie chcesz mnie znać... - wtrąciła się Tosia.
- Rozumiem... ale daj mi skończyć, zanim... zanim się całkiem rozkleję - mówiła. - Odwiedzałam tego Maksa, jak już mówiłam, coraz gorzej się z nim rozmawiało. On nie miał siły. Ja również nie miałam siły. Po dwóch tygodniach, gdy kolejny dzień z rzędu chciałam go odwiedzić, spotkałam na korytarzu chłopaka. Brunet, bordowa bluza, słuchał muzyki na słuchawkach. Zamknął się w sobie. Wydawał się taki przyjazny i spokojny. To był właśnie Adam - lekko się uśmiechnęła, a Adam bardzo się zaciekawił. - Pewnie to pamiętasz, Adam. Chciałam pogadać z kimkolwiek, więc przyczepiłam się do niego, ale źle zaczęłam rozmowę i uznał mnie za wariatkę. Też bym uznała siebie za wariatkę. Następnego dnia spotkałam się z Tośką. Okazało się, że również ciebie spotkała, Adam. Zaczęła o tobie opowiadać, a ja jeszcze bardziej się zmartwiłam, że już całkiem stracę przyjaciółkę, że zakocha się w tobie - w tym momencie Tosia wlepiła na moment wzrok w podłogę, lecz po chwili kontynuowała słuchanie. - Potem poznała też Franka. Wydawało się, że go bardzo, bardzo polubiła. I w końcu stał się ten wypadek. Adam stracił pamięć. Chyba byłam na granicy swojej psychiki. Postanowiłam, że omamię Adama. Udało mi się z nim umówić. Wyglądało na to, że mu się podobam. Byłam głupia. Jak mogłam zrobić takie głupstwo? - złapała się za głowę. - I ten cały czas wszyscy skupiali uwagę na nim. Cały czas liczył się tylko Adam i Adam. Nie wiedziałam wtedy, że jestem okropnie zazdrosna i robiłam wszystko, co było najgorsze. Cholera. Gdybym tylko mogła cofnąć ten pieprzony czas - rozpłakała się.
- Spokojnie, Kornela.. mów dalej... - powiedziała mama Adama.


____________________________________________________________________-
Muszę zakończyć rozdział na tym momencie, bo boję się, że będzie za długi, a Kornelia ma jeszcze mnóstwo do powiedzenia :)) Jak myślicie, uwierzą Kornelii? Wybaczą jej? Czy wy byście jej wybaczyli? Co sądzicie o jej sytuacji? Czekam na wasze KOMENTARZE pod rozdziałem :)



środa, 24 czerwca 2015

Rozdział 30

Jak to naprawić?


Dziewczyny siedziały na kocu, wpatrując się w szarą ścianę. Co jakiś czas zerkały w małe okienko.
W pewnym momencie Tosia odezwała się.
- Czy coś ci jeszcze leży na sercu? - zapytała.
- Jest mi cholernie przykro, za to, co wam wszystkim zgotowałam - Kornelia cały czas ocierała łzy.
- Nie dziwię się.
Dziewczyna schyliła głowę, lecz po chwili ją podniosła i spojrzała na Tosię.
- Byłam głupia. Wszyscy cierpią przez moje grzechy.
- Przyznam, że ten cios butelką nie należał do przyjemnych przeżyć.
- Przepraszam! Ja.. - Koleżanka nie pozwoliła dokończyć Kornelii.
- Dość tego przepraszania. Co mi po twoich przeprosinach? Musisz udowodnić, że zasługujesz na wybaczenie.
- Gdy pójdę do Adama, on nie będzie chciał ze mną rozmawiać. Tak samo reszta jego przyjaciół.
- Nic na to nie poradzę. Musisz wziąć sprawę w swoje ręce. Nie będę tobą dyrygować, jak ty dyrygowałaś mną - skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. - Powtórzę. Musisz się zająć tym sama. Nikt inny tego nie załatwi lepiej niż ty.
Kornelia zaczęła jeszcze bardziej płakać.
- Nie rycz, proszę! - Tosia podniosła ton.
- Nikt mi nie uwierzy po tym, co im zrobiłam!
- Niestety, muszę ci tylko odpowiedzieć, że to twój problem. Sama go stworzyłaś, to sama go rozwiążesz.
- Wredna jesteś - odwróciła się.
- Tylko stwierdzam fakty. Kornelia, przyjaźniłyśmy się kiedyś. Przecież wiem, jaka jesteś i pamiętam, że potrafiłaś nas wyciągnąć w każdych kłopotów.
- Może i tak... - rozszerzyła swoje zaszklone oczy. - Ale chwila.. przyjaźniłyśmy się..?
- Tak. Przyjaźniłyśmy się. Czas przeszły. Nie mogę ci jeszcze zaufać. Nie jestem pewna, czy znów czegoś nie knujesz.
- Ech - westchnęła Kornelia.
- To co? Załatwiamy to od razu? - uśmiechnęła się szeroko.
- Nie! To znaczy.. nie jestem na to gotowa. Boję się im spojrzeć prosto w twarz.
- Kornelia?! Co ty robisz w piwnicy? Mówiłaś, że idziesz się przejść? - odezwał się głos Maksa z góry.
- O kurde! - Kornelia przestraszyła się.
- Kto to? - zapytała Tosia.
- To Maks! Tośka, musisz się ukryć!
- Maks? Mówiłaś, że on nie żyje! - Natychmiastowo wstała, zdenerwowała się. - Kolejne kłamstwo! - krzyknęła.
Maks wszedł do piwnicy. Ujrzał dwie dziewczyny. Jedna stała, druga siedziała.
- Kornelia? Kto to jest? - zapytał zdziwiony.
- Nieżywy zapytał - mruknęła Tosia.
- Słucham? - najwyraźniej Maks to usłyszał.
- Nic, nic. Chcę, żeby twoja kuzynka, Kornelia mi coś wytłumaczyła - skrzyżowała ręce i spojrzała na chłopaka.
- A mogę wiedzieć, o co chodzi?
- Podobno nie żyjesz.
- Słucham!? Kornelia, coś ty nagadywała? - podniósł ton.
- Myślałam, że lekarzom nie uda się ciebie uratować. Byłeś w ciężkim stanie - spuściła głowę.
Maks szybko podszedł do niej, kucnął, złapał ją obydwoma rękami za głowę i zbliżył się tak, że ta słyszała jego oddech.
- Zrobiłaś ze mnie trupa? - zacisnął zęby. - Dlaczego? Skąd wiedziałaś, że mogę nie przeżyć?!
- L-lekarze tak mówili.
- A walić lekarzy! Z nimi to nigdy nie wiadomo! Ja bym się tak szybko nie poddał kuzyneczko - puścił jej głowę, oddalił się od niej, a następnie postał przyjazny uśmiech.
- Przepraszam? - wtrąciła się Tosia.
Kuzynostwo przeniosło wzrok na dziewczynę.
- Kornelia, dlaczego mnie okłamałaś? - spytała spokojnie, poprawiając włosy.
- Myślałam, że już po nim, był w ciężkim stanie, ale... stał się cud i żyje.
- Nie wiem, czy ci wierzyć. Co mu w ogóle było?
- Długa historia... - zaczęła.
- Dobra, nie. Nie chcę słuchać tych kolejnych kłamstw. Wychodzę stąd. Przyjdź, jak przemyślisz te wszystkie sprawy. Zadzwoń do mnie. Wtedy spotkamy się u Adama - szybkim krokiem w końcu wyszła z piwnicy. Ucieszył ją blask słońca, tym bardziej, że tak długo siedziała w ciemnym pomieszczeniu.
- Kim jest Adam? - spytał Maks.
- A taki jeden... youtuber - powiedziała z sarkazmem.
- Adam youtuber? Czekaj.. masz na myśli ,,tego'' youtubera? - zachwycił się.
- Tak, chodzi o Naruciaka - przewróciła oczami i powoli wstała z koca. - Jest źle - posmutniała.
- Źle zrobiłaś. Twoja koleżanka ma rację.
- Ech! Wszystko się wali i to wyłącznie moja wina! Gdybym wcześniej pomyślała, jakie to może mieć konsekwencje! Jestem idiotką.
- Nie wyzywaj siebie od idiotek, bo to nic nie da. Musisz zacząć działać i naprawiać swoje błędy.
- Tylko jak?! - złapała go za ramiona i popatrzyła w jego lśniące oczy. - Jak? - powiedziała już ciszej, łza spłynęła jej po policzku.
- Kornelia! Nie maż się, tylko pomyśl. Może wystarczy zwykła szczerość, hm? - odszedł od kuzynki i zostawił ją samą w piwnicy, aby ta przemyślała jego słowa.
Nie umiem... Nie potrafię - myślała.
Tymczasem Tosia szła sama ulicami Elbląga. Sprawdzała coś w telefonie. Nagle poczuła przed sobą opór i o mało co się nie przewróciła. Dziewczyna wpadła na niebieskookiego blondyna.
- Franek! Hej! - przytuliła go po przyjacielsku, a ten uściskał ją jeszcze mocniej.
- Co ci się stało w głowę?! - przestraszył się, bo tylko na to zwrócił największą uwagę.
- Nic, nic. Nie zamartwiaj się - uśmiechnęła się.
- Jak to nic?! Przecież to jest świeża rana i nie wygląda na taką, którą mogłaś sobie zrobić niechcący!
- Ech - westchnęła i spuściła głowę.
- Nie wzdychaj, tylko powiedz prawdę. Kto ci to zrobił? - spytał, a już po zadaniu pytania uświadomił sobie jedną rzecz. - Kornelia?! - złapał Tosię za ramiona.
- To nic takiego, naprawdę - wykręcała się.
- Tośka! Powiedz, kto ci to zrobił! Kornelia, prawda?! - wzburzył się.
- No.. no tak... - odsunęła się.
- Zabiję!
- Nie! - krzyknęła dziewczyna.
- Słucham? Po tym, co ci zrobiła, ty jej jeszcze bronisz? Oszalałaś?! Co ona ci powiedziała?
- Wiem, dlaczego się tak zachowywała! - rozpłakała się i pobiegła w drugą stronę.
- Zaraz.. stój! Nie uciekaj! - krzyczał, ale Tosia nie słuchała. Widocznie przestraszyła się reakcji Franka.
Gdybym tylko wiedział, gdzie mieszka Kornelia. No jasnej cholery. No zabiję ją. Żeby tak moją Tosię? - myślał. - Tfu! Jaką moją? Franek, ogarnij się! 


____________________________________________________________________
30 rozdział! Trzecia okrągła liczba! I jest ponad 10.000 wyświetleń! Dziękuję z całego serduszka <3
Jak myślicie? Co zrobi Kornelia? A co zrobi Maks? Tego dowiecie się już niebawem 8)
KOMENTUJCIE, bo to mi daje ogromną wenę i motywację <3

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rozdział 29

W końcu? Nareszcie?


Daniel z Adamem zeszli na dół. Już mieli siadać przy stole, lecz zadzwonił telefon.
- Co jeszcze?! - krzyknął chłopak i nerwowo wyciągnął iPhone'a z kieszeni. Odebrał. - Tak, słucham?
- Hej Adam! Co dzisiaj robisz? - odezwał się męski głos Franka.
- Nagrywam...
- Aa, no to się nie spotkamy? - był zawiedziony.
- Nie no, spokojnie. Muszę ogarnąć parę spraw, bo akurat przed włączeniem kamery wszystko zaczęło się walić.
- Co? Dlaczego? Coś się stało? - zaniepokoił się.
- Tło mi się popsuło, nie wiem gdzie są lampy, w kamerze nie ma baterii.. - wymieniał Adam.
- Aa, to o to chodzi! Myślałem, że coś poważniejszego.
Adam burknął coś pod nosem.
- No to sobie spokojnie nagrywaj. Weza nadal u ciebie?
- Tak, tak. Właśnie je.. - chłopak popatrzył na Daniela z dziwnym wyrazem twarzy. - Skąd ty masz te parówki?! - spytał ze zdziwieniem. - Franek, zadzwonię później - rozłączył się i podszedł do stołu.
- Jakieś tam zostały jeszcze - odparł Weza, skupiając się bardziej na jedzeniu niż na rozmowie.
- Ech - Adam złapał się za kark. Usiadł przy stole i wziął losową kanapkę, która leżała na talerzu.
Dominika siedziała naprzeciw brata i patrzyła się, jakby zaraz chciała coś powiedzieć.
- Adam? - zaczęła, przeżuwając ostatni kawałek chleba. - Co w moim pokoju robią twoje lampy? - uśmiechnęła się, ukazując swoje zęby.
- Dominika! - wstał z krzesła, odłożył kanapkę.
- Ja ci ich nie ruszałam. Przysięgam - odsunęła się od stołu.
Aa, to o te lampy chodziło... - myślał Daniel.
- To skąd one tam się wzięły? - zapytał grzecznie Adam.
- Nie wiem! Daj mi zjeść.
- Sama zaczęłaś temat, to skończ - wzburzył się.
- Nie. Nie mam pojęcia, kto tam postawił twoje lampy.
- Mogę coś powiedzieć? - spytał nagle Weza.
- Nie! - krzyknęło jednocześnie rodzeństwo.
Daniel, nie zwracając uwagi, kontynuował jedzenie.
- Mówiłem ci tyle razy, żebyś nie zabierała moich rzeczy.
- Ale to nie ja! Mówiłam już! Adam, nie denerwuj mnie.
- To ty mnie nie denerwuj!
Kłótnia trwała. Nie zapowiadało się, że jej koniec szybko nadejdzie. Weza dopiero przed momentem przypomniał sobie, iż poprzedniego dnia, gdy Adama nie było w swoim pokoju, zaniósł lampy do pokoju Dominiki, bo uważał, że są one niepotrzebne. Ale filmy bez oświetlenia? Daniel się trochę zapomniał.
- Mogę coś powiedzieć?! - krzyknął drugi raz.
- Co?! - ponownie rodzeństwo odpowiedziało chórem.
- To ja przeniosłem te lampy - powiedział, poprawiając swoją czapkę.
- Weza! - krzyknął Adam. - Mogłeś tak od razu! - zaśmiał się.
- Przecież mówiłem i nie chciałeś mnie słuchać - nadal jadł.
- Ups - odparła Dominika i zaśmiała się głośno.
Adam zaczął ją gilgotać, aż ta spadła z krzesła.
- Oj, nic ci nie jest? - spytał brat. Ujrzał Dominikę z kawałkiem chleba na czole.
- Nie! Idź już, poradzę sobie - uśmiechała się. Ściągnęła kanapkę z głowy. - Ja już tego nie zjem - wstała.
- Okej. Daniel, zjadłeś już? - spytał Adam.
- Nie no, chwila! - popił chleb herbatą. - Dobrze! Możemy iść!
Dwójka odsunęła się od stołu i pognała w stronę pokoju.
- Chyba starczy tyle baterii - powiedział do siebie Adam, patrząc na swoją kamerę.
Odłączył kabel, następnie poprawił zielone tło i poprosił Daniela, żeby przyniósł lampy z pokoju Dominiki. Zaczęły się nagrywki.
Tymczasem Kornelia z kuzynem grali w szachy.
- Boże, co za nudy - jęczał Maks.
- A masz coś lepszego do roboty?
Na tym skończyła się rozmowa. Kontynuowali rozgrywkę. Chłopak wygrywał.
- Ii.. szach, mat! - krzyknął z radości.
- Eh, masz rację. Straszne nudy - odparła bez emocji. - Wychodzę.
- Gdzie wychodzisz? Mogę się przejść z tobą - uśmiechnął się.
- Nie ważne. Nie. Ty zostań. Możesz pogrzebać w moich rzeczach. Ale nie przeglądaj ubrań.
Maks skinął głową i usiadł przy komputerze. Tak naprawdę Kornelia nigdzie nie chciała wyjść. Postanowiła sprawdzić, jak się miewa Tosia. Przed wejściem do piwnicy, zaszła do kuchni, w celu zrobienia jakichś przekąsek. Po tym skierowała się do ciemnego pomieszczenia. Otworzyła drzwi kluczem. Dziewczyna siedząca w środku natychmiast się zerwała, otarła rękawem łzy i podbiegła w stronę wyjścia.
- Ej, ej. A ty gdzie? - Kornela zatrzymała ją ręką. - Przecież cię widzę - uśmiechnęła się. - Przyniosłam ci coś do jedzenia - na jej twarzy ponownie zagościł uśmiech.
- Co ja? Pies?!
- Nie to nie. Nie chcę, żebyś umarła z głodu. Tyle.
- Słuchaj. Ja nadal nic z tego nie rozumiem. Chyba nie będziesz mi kazała spać w piwnicy, co?
- Aż tak wredna nie jestem - odparła z sarkazmem.
- Pff.
- Spokojnie. Będziesz spała u mnie w pokoju.
- Co?! Nie. Masz mnie wypuścić z tej pieprzonej piwnicy do domu! - krzyknęła, rzucając się na prawo i lewo. Kornela przytrzymywała ją rękami tak, że dziewczyna nie miała jak uciec. Tosia już po chwili ochłonęła. - Ech! A wytłumaczysz mi kiedyś dokładnie, o co chodzi? Bardzo przeraziło mnie to, że przed walnięciem mnie butelką powiedziałaś, że ,,chcesz Adama''.
- Haha - zaśmiała się głośno, po czym zatkała buzię swoją ręką.
- Co cię tak bawi? - skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i przymrużyła oczy.
- Źle to wtedy sformułowałam.
- Co to znaczy?
- Miałam na myśli... - zatrzymała się. Nie wiedziała jak dokończyć to zdanie. - Właściwie.. nie wiem - spuściła głowę.
Jej dawna przyjaciółka złapała ją za brodę. Podniosła jej głowę i spojrzała prosto w oczy. - Kornelciu...
- Jak? Kornelcia? Jeszcze nikt mnie tak nigdy nie nazwał - uśmiechnęła się lekko.
- Posłuchaj. Chociaż raz mnie posłuchaj. Proszę. - nadal patrzyła w jej oczy. - Jak się czujesz? - zadała zwykle, ale istotne pytanie. - Co w tej chwili czujesz?
- Ja.. - zaczęła.
- Hmm?
- Ja.. ja nie wiem! - rzuciła się Tosi w ramiona i zaczęła płakać. Bardzo mocno. Jak nigdy dotąd.
Dziewczyna objęła ją mocno. Nie mówiła nic. Zdała sobie sprawę, że teraz słowa są niepotrzebne. Zaprowadziła ją niżej schodami. Usiadła razem z Kornelią na koc, na którym wcześniej siedziała. Tosia objęła ją ramieniem. Cisza. Błoga, spokojna cisza, dająca dużo do myślenia.
- Tośka..? - zapytała Kornelia.
- Słucham cię - uśmiechnęła się w jej stronę.
- Nie wiem, co mam robić. Teraz mnie wszyscy nienawidzą.
- Oj tam zaraz wszyscy. Tylko Dominika, Gosia, Franek, Adam, jego mama...
- Dobra dość tego pocieszania!
- Wyjaśnimy wszystko, ale najpierw muszę się dowiedzieć, co ci jest.
- Ale ja sama nie wiem. Czuję się samotna.
- W jakim sensie samotna? - zaciekawiła się.
- Rodzice mają mnie w dupie. Zajmują się poszukiwaniami dobrze płatnych prac. Dodatkowo, gdy się dowiedziałam, że mój kuzyn może nie przeżyć, to się załamałam. Jest moim najlepszym przyjacielem i członkiem rodziny jednocześnie. Potem.. potem ty. Ty znalazłaś nowego ''kolegę''. I drugiego. Zaczęłaś spędzać z nimi coraz więcej czasu. Rozumiem, że Adam miał wypadek. Ale.. ale ja chciałam wam pomóc, lecz on mnie od razu odrzucił, bo uznał, że jest ze mną coś nie tak. Tak samo jak Franek. Potem ta cała Dominika, a Dominika wygadała wszystko tej swojej Gośce. I na koniec ich mama - dziewczyna łkała niemiłosiernie.
- Boże.. kochana, już, uspokój się - przytuliła ją natychmiast, jak to kiedyś było, gdy jeszcze się tak  przyjaźniły. Głaskała ją po głowie i próbowała pocieszyć. Wystarczyła tylko cisza. Przesiedziały tak kilkadziesiąt minut. Kornelia w końcu czuła spokój. W końcu mogła się wygadać. W końcu mogła wyrzucić z siebie to całe zło. W końcu. Nareszcie.


_________________________________________________________________________
Woo... ale dziwnie, prawda? Nie spodziewaliśmy się tego po Kornelii. To może dlatego była tak okropnie niedobra dla.. wszystkich! Jak myślicie, co będzie dalej? :)
Jak wam się podobał rozdział? Piszcie w KOMENTARZACH!
Z całego serduszka dziękuję za każde wsparcie i za każdą pozytywną opinię <3

sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 28

,,Pierwszy'' Poniedziałkowy


Kornelia zdała sobie sprawę z tego, co zrobiła. Roznosiło ją od środka. Popatrzyła się na swoją rękę, która była we krwi Tosi. Złapała się za głowę.
- Boże... - szepnęła, w jej oczach pojawiły się łzy. - Jestem potworem! Co ja zrobiłam? Co się ze mną dzieje?! - mówiła coraz głośniej.
Schyliła się do dawnej przyjaciółki i próbowała w jakikolwiek sposób zatamować krew. Nie potrafiła. Postanowiła, że weźmie ją na ręce i zaniesie do domu. Podniosła dziewczynę i zaczęła podążać w stronę domu. Dobrze, że mieszkała blisko. Była już przy drzwiach. Ciężko jej było cokolwiek zrobić, gdyż miała zajęte ręce, bo trzymała ranną. Nie zamknęła wcześniej drzwi.
Zaraz.. Rodzice są w domu, tak samo jak Maks - myślała. - Hmm.. piwnica!
Dziewczyna wpadła na nietypowy pomysł, aby zanieść Tosię do swojej piwnicy. Otworzyła drzwi, które prowadziły do ciemnego pomieszczenia. Zapaliła światło. Gdzieniegdzie biegały małe szczury. Dominującym elementem były pajęczyny, które zostały zrobione przez pająki.
- To chyba nie jest dobry pomysł - szeptała do siebie. - Ale nie mam innego wyjścia.
Kornelia położyła nieprzytomną przy ścianie. Następnie szybko weszła po betonowych schodach na górę, żeby załatwić jakikolwiek opatrunek. Na szczęście mama dziewczyny pracowała jako aptekarka i zawsze miała w szafce w kuchni bandaże, wodę utlenioną i inne potrzebne przedmioty.
- Gdzie te bandaże, gdzie one są? - mówiła do siebie, przewracając wszystko, co stało na półkach. - O! Są! - sięgnęła po opatrunki, które znajdowały się w szafce.
Następnie wróciła do piwnicy. Tosia nadal miała zamknięte oczy. Jej piękne blond włosy były coraz bardziej czerwone od krwi.
- Jak to się robiło? - panikowała Kornelia, zastanawiając się, jak opatrzyć ranę. - Obwinę to dookoła głowy i jakoś zawiążę. Może to jakoś zatamuje krwawienie - szeptała, bardzo głośno oddychając.
W pewnej chwili oczy Tosi otworzyły się. Dziewczyna była zdezorientowana i nie wiedziała, gdzie się znajduje. W końcu ujrzała przed sobą ciemną postać z długimi brązowymi włosami.
- Odejdź ode mnie! - krzyknęła dziewczyna i zakryła rękami twarz.
- Uspokój się! To ja! - odparła Kornelia.
- Kto ,,ja''?
- No ja, Kornelia.
- O nie.. czego ode mnie chcesz? - powoli wstała, chciała iść w stronę wyjścia, ale dziewczyna zatrzymała ją. - Pytam! Czego ode mnie chcesz?! - krzyknęła.
- Nie drzyj się! - szepnęła do niej, zatykając jej usta ręką. - Jesteś bezpieczna - uśmiechnęła się.
- Nie sądzę - wyrywała się Tosia. - Puść mnie! - nadal krzyczała przez palce Kornelii.
- Nie drzyj się, bo tylko na mnie plujesz! Uspokój się! Chcę ci wszystko wyjaśnić.
Dziewczyna spojrzała na przerażające szare oczy, próbowała się uspokoić, ale serce waliło jej, jak młotem.
- Posłuchaj... - zaczęła. Puściła Tosię.
- No.. słucham - ta przełknęła ślinę.
- Zrobiłam coś okropnego. Zdałam sobie z tego sprawę. Nie mam pojęcia co mnie napadło - tłumaczyła się.
- Nie.
- Co proszę? - zdziwiła się Kornelia.
- Chcesz mi wcisnąć kolejny kit, tak?
- Nie! W żadnym wypadku! Jak..
- Nie, Kornelia.. ja.. jakoś ci nie wierzę.
- Ale posłuchaj! - po raz kolejny w jej oczach znalazły się łzy.
- Słucham za każdym razem tych twoich bajeczek! Zawsze mnie okłamywałaś i robisz to do tej pory! Nie rozumiem, co w ciebie wstąpiło. Co ja ci złego zrobiłam?! - podniosła ton.
- No bo.. bo poczułam się samotna. Ty zaczęłaś zadawać się z Frankiem i Adamem i o mnie po prostu zapomniałaś...
- Powiedziałaś właśnie największą bzdurę, jaką w życiu słyszałam. O przyjaciołach nigdy bym nie zapomniała. Adam miał wypadek...
- Znów ten Adam! Adam, Adam i Adam - mówiła.
- Co ja poradzę?! Miał wypadek, trzeba było się nim zająć. Nie można zostawiać potrzebujących. Jesteś zazdrosna. Widzę to.
- Ech - westchnęła Kornelia.
- Skoro nie chcesz mnie słuchać, to do widzenia.
- Nie, nie! Stój. Zostaniesz tutaj.
- C-co? Dlaczego?
- Zrobimy eksperyment - wrócił złowieszczy uśmieszek Kornelii.
- Co ty znowu chcesz zrobić?!
- Jeżeli Franek lub Adam nie zaczną cię szukać, to będzie znaczyło, że twoja pomoc była bezużyteczna.
- Na pewno zaczną mnie szukać! - krzyknęła.
- Mówiłam już, nie drzyj się. Siadaj przy ścianie. Będziesz tutaj spała, bo u mnie w domu nie ma miejsca - popchnęła ją do ściany.
- Wiedziałam, że się nie zmieniłaś.
- Chcę tylko, aby nasza przyjaźń była taka, jak kiedyś.
- Takim zachowaniem na pewno nie udowodnisz, że jesteś tego warta.
- Ojj, cicho siedź! - to były jej ostatnie słowa. Po nich, Kornelia wyszła z piwnicy i zamknęła Tosię na klucz.
No super. I co teraz? - pomyślała siedząca przy ścianie dziewczyna. Zaczęła szukać wyjścia. Ujrzała tylko małe okienko, ale przez nie na pewno by się nie zmieściła. Tosia próbowała znaleźć jakieś wygodne miejsce. Spostrzegła jakiś stary, brązowy koc. Usiadła na nim, skuliła się i zaczęła szlochać.
W tym samym czasie Adam przygotowywał się do nagrania Poniedziałkowego Naruciaka razem z Wezą.
- Gdzie jest moja czapka?! - spytał Daniel, stojąc w przedpokoju.
Dominika wyszła z łazienki razem z czapką misia.
- To ta, prawda?  - uśmiechnęła się w stronę mężczyzny.
- Tak! Dzięki! - odwzajemnił gest.
- Daniel, gdzie jesteś? Możemy zaczynać nagrywanie! - krzyknął Naruciak.
- Już, już idę! Szukałem czapki!
Przyjaciele stanęli przed kamerą, za nimi było ustawione zielone tło.
- No to zaczynamy!
- No kurde! - powiedział Adam.
- Co się stało?
- Nie wiem, gdzie są lampy!
W tym momencie zielone tło zerwało się.
- No super. Co jeszcze się popsuje?! - powiedział z uśmiechem.
- Emm.. Adam? - zaczął Daniel. - W kamerze nie ma baterii - roześmiał się głośno.
Adam walnął się w czoło.
- Adam! Kto zjadł wszystkie parówki?! - wtargnęła nagle do pokoju Dominika.
Daniel wpatrzył się niewinnie w podłogę. Wszyscy wiemy, że to on rano je zjadł.
- To nie ja! Dominika! Mówiłem ci, żebyś nie wchodziła mi do pokoju w czasie nagrywania! - odparł brat.
- No dobrze już dobrze - wyszła.
- Poprawię to tło! - krzyknął Daniel.
- To ja poszukam tych głupich lamp! Przecież nie mogły tak po prostu zniknąć! Jeszcze do tego są tak duże, że nie da się ich nie zauważyć!
- Podłączę kamerę do ładowarki... - dodał Weza.
Pokój wyglądał jak złomowisko, dosłownie. Wszystko było wszędzie. Ani trochę czystej przestrzeni. Ogromny bałagan.
- Adam! Obiad! - krzyknęła z dołu mama.
- Do cholery jasnej! - Adam upuścił jakieś papiery z rąk. - Mamo! Nie teraz! Robię coś!
- Ty zawsze coś robisz! Chodź jeść!
Chłopak już się niczego nie czepiał. Razem z Danielem grzecznie wyszedł z pokoju i zszedł na dół.


________________________________________________________________________
Ta Kornelia to ciągle zmienia zdanie.. Zazdrość.. okropna zazdrość! Wpada w szał, gdy słyszy o Adamie i Franku. A tymczasem u Adama wszystko już w porządku! Jak wam się podobał rozdział? Czy Kornelia będzie miała serce? Piszcie w KOMENTARZACH oceny ^^


czwartek, 18 czerwca 2015

Rozdział 27

Co? Kornela! Dlaczego?! 


Nastał kolejny dzień, a dokładniej niedziela. Zapowiadało się naprawdę ciepło, jak to bywa w letnie dni. Weza już od 8:00 był na nogach. Nie wyspał się, ponieważ leżał w salonie na kanapie, ze względu na to, że nie było innych wolnych miejsc. Postanowił się rozejrzeć. Podszedł w stronę kuchni. Zobaczył lodówkę, więc ją otworzył. Szukał czegoś smacznego. Grzebał przy niej dość długo, nie zauważając, że chwilę potem stanęła za nim mama Adama i wszystko obserwowała.
- Hmm.. jakieś parówki, szyneczka, serek.. pychotka! - mówił do siebie Daniel.
- Ekhem! - chrząknęła kobieta.
Weza z przerażenia podskoczył i upuścił wszystko, co trzymał w rękach.
- Przepraszam! Nie zauważyłem pani - zaśmiał się, a po chwili kucnął, aby pozbierać to, co leżało na podłodze.
- Nie szkodzi Daniel. Dobrze się spało? - spytała z grzeczności.
- Powiedzmy...
- A powiedz mi, jak ci się powodzi tam w Anglii?
- Nie narzekam. Wszystko powolutku sobie idzie i jest dobrze - odpowiedział, wstając z artykułami spożywczymi w rękach.
W czasie rozmowy Wezy z kobietą, Adam właśnie się budził. Była godzina 9:30.
- Wow, ale wcześnie wstałem - powiedział do siebie.
Podniósł się i w pozycji siedzącej wziął telefon do ręki. Jak to zwykle, jeszcze przed utratą pamięci robił, sprawdził Snapchat.
- Ale mam spam! - rzekł znów do siebie. - To pewnie przez to, że nie byłem zalogowany przez dłużej niż dwa dni - stwierdził.
Zaczął przeglądać zdjęcia swoich widzów.
- Zaraz, zaraz... - zaczął się zastanawiać. - Nikt z ciuraków nie wie, że odzyskałem pamięć!
Natychmiast zerwał się z łóżka, razem z telefonem wziął jakieś ubrania i czym prędzej ruszył do łazienki. Dominika jeszcze spała. Poprzedniego dnia wieczorem Gosia siedziała u niej do bardzo późna, zresztą tak samo jak Franek z Tosią u Adama. Poszli do domu, gdy na dworze było już ciemno. Dla Małgosi było to nieco niebezpieczne, ale wszyscy mieli nadzieję, że nic jej nie będzie. Adam poszedł wziąć prysznic. Po tej czynności ubrał na siebie koszulę w kratę oraz czarne spodnie. Ułożył swoje włosy, przeczesując je ręką i znów wszedł na Snapchat'a, w celu poinformowania ''snapowiczów'' o powrocie Naruciaka.
- Ci, którzy mają snapa dowiedzą się szybciej - uśmiechnął się.
Tymczasem Kornelia właśnie wstawała. Spał u niej kuzyn. Dokładniej to na podłodze, ponieważ miała, jak już wcześniej było wspominane, miękką wykładzinę, na której można było z przyjemnością leżeć. Dziewczyna nie przeciągała się długo, bo musiała szybko obmyślić jakiś plan. Wstała z łóżka i od razu przebrała się w ubranie codzienne. Założyła granatową koszulkę oraz jeansy. Następnie usiadła przy komputerze. Włączyła sprzęt i założyła słuchawki, na wypadek, gdyby miała zamiar odtwarzać jakieś dźwięki, ale nie chciała obudzić Maksa. Postanowiła, że obejrzy sobie jakiś filmik Adama. Wpisała w wyszukiwarce YouTube ,,Naruciak'' i kliknęła w pierwszy, lepszy film. Okazało się, że miała okazję znów obejrzeć odcinek z serii ,, Poniedziałkowy Naruciak''.
Ta seria to chyba jakiś fenomen na jego kanale - myślała, oglądała dalej.
Niestety, już po dwóch minutach przerwała. Zajrzała w opis.
- O! Snapchat! Zaproszę go. Raczej się nie domyśli, że to ja - powiedziała szeptem i chwyciła za telefon. Po dodaniu Adama do znajomych, na stronie głównej od razu pojawił się jego snap z wiadmością ,,Naruciak powraca! Tęskniłem <3''.
- Hmm.. Czyli, że już wstał...
Dziewczyna odłożyła komórkę, wyłączyła komputer, oparła się ręką o biurko i zaczęła myśleć.
W tym samym czasie Tosia wybierała się do sklepu. Najbliższy spożywczak znajdował się blisko domu Kornelii, więc ta, zastanawiając się i zerkając co chwilę za okno, zauważyła dziewczynę.
- Eureka! - krzyknęła.
- Czego się drzesz?! - spytał obudzony Maks.
- Nic, nic. Śpij dalej.
Po tych słowach wykradła się cicho z pokoju i ukradkiem, póki rodzice jeszcze spali, wyszła z domu. Z uwagą obserwowała Tosię, ale tak, żeby ta jej nie zauważyła. Dziewczyna wchodziła do sklepu. Była w środku tylko przez kilka minut. Gdy wyszła, trzymała w dłoni Tymbarka. Najwyraźniej poszła kupić tylko picie.
Co robić? Co robić?! - myślała Kornelia. Aha! Wiem! - wpadła na dziwny, ale według niej dobry pomysł.
Po prostu, jak gdyby nigdy nic, zaczęła iść w stronę Tosi. Ta zdziwiona i lekko przestraszona przyśpieszyła kroku, ruszyła w stronę domu, udając, że nic nie słyszy.
- Tośka! Stój! - krzyknęła.
Dziewczyna posłuchała Kornelii. Powtórne udawanie, że nie dosłyszała, mogłoby się wydać podejrzane. Stanęła i powoli odwróciła się do dawnej przyjaciółki.
- Co u ciebie? - zapytała, jakby nigdy nic się nie stało.
- Emm... wszystko w porządku. Dlaczego pytasz i czego znowu chcesz? - zapytała nieśmiało.
- Niczego nie chcę. Tosiu.. chciałam cię przeprosić za moje czyny i...
- Nie! Tym razem nie dam się wkopać w te twoje niewinne, słodkie minki. Idę do domu - zbuntowała się, ale zanim jeszcze zdążyła postawić gdziekolwiek jakiś krok, Kornelia złapała ją lekko za szyję i przycisnęła do najbliższej ściany. Był poranek, więc ludzie nie przechadzali się zbytnio. Tym lepiej dla złej dziewczyny.
- Będziesz robić, co ci każę, rozumiesz?! - krzyknęła, zaciskając zęby. Jej ręka coraz mocniej ściskała szyję Tosi.
- Nigdy! - odparła załamującym się głosem. Ciężko jej było wypowiedzieć jakiekolwiek słowo z wiadomych przyczyn.
Dziewczyna zaczęła się wyrywać na wszystkie strony, machać rękami, nogami. Nic nie przynosiło skutku. Powodowało, że Kornelia wręcz jeszcze mocniej dusiła dawną przyjaciółkę.
- Czego właściwie chcesz?! - krzyczała Tosia z łzami w oczach.
- Adama... - szepnęła cicho do jej ucha, po czym popatrzyła się na nią przerażającym uśmiechem.
- Co?! - zdziwiła się. Ostatkiem sił wypowiadała nawet pojedyncze słowa.
Nienormalna dziewczyna nie odpowiedziała jej na to retoryczne pytanie. Wyrwała z ręki Tosi jej nowo kupionego Tymbarka i w celu ogłuszenia, trzasnęła impulsywnie szklaną butelką w głowę dziewczyny, powodując jej omdlenie. Kornelia puściła jej szyję, po ręce zaczęła spływać krew wydobywająca się z głowy dawnej przyjaciółki. Dodatkowo czuć było woń pysznego, jabłkowego napoju. Sprawczyni stanęła nieruchomo, w jej głowie zaczęło się tworzyć tysiące myśli. Tosia zsunęła się po ścianie. Nie było dobrze.


_______________________________________________________________
Dzisiaj rozdział krótszy, ale dzieją się dziwne rzeczy. Spokojnie - ze mną i z moim mózgiem wszystko w porządku :D Prędzej martwiłabym się o psychikę Kornelii. Jak myślicie? O co jej właściwie chodzi? Dlaczego taka jest? Mały spojler: Spokojnie, z Tosią NIE będzie tak, jak było z Adamem :3
Piszcie w KOMENTARZACH! Jestem ciekawa waszych wymysłów ^^

wtorek, 16 czerwca 2015

Rozdział 26

Dlaczego mi nie powiedziałeś?!


Kornelia stanęła nieruchomo i nie mogła uwierzyć własnym oczom.
Dlaczego nic mi nie powiedział?! - myślała. Zrobiła się czerwona ze złości.
- Kuzynka? Wszystko w porządku? - spytał zaniepokojony Maks.
- Jak ty go znalazłeś?
- Normalnie.
- Co znaczy ,,normalnie''? Maks, nie denerwuj mnie!
- Jest mnóstwo ludzi, którzy nagrywają na YouTube i właśnie niedawno znalazłem Naruciaka.
- Ja.. ja muszę iść - rzekła wkurzona dziewczyna, po chwili szybko wyszła z pokoju, zatrzaskując drzwi i zostawiając Maksa samego.
Ten był zmieszany. Nie rozumiał kuzynki. W tym samym czasie Adam z siostrą i mamą dochodzili już do domu.
- Jesteś na to gotowy, Adam? - spytała syna kobieta.
- Pewnie, że tak! A na co mam być gotowy? - szczerze się uśmiechnął.
- Mamy wyjątkowego gościa - nic więcej nie powiedziała.
Cała trójka weszła do klatki schodowej i zaczęli kierować się na właściwe piętro. Dominika pobiegła szybciej do właściwych drzwi i otworzyła je. Tuż przy wejściu stał rozweselony, zarumieniony Weza. Adam doszedł w końcu na samą górę. Pierwsze, co ujrzał, to właśnie jego przyjaciel Daniel. Podbiegł do niego, rzucił się w jego stronę i po koleżeńsku go przytulił.
- Weza, kumplu! Chciało ci się tutaj przyjeżdżać aż z Anglii?
Daniel Wieczorek na co dzień mieszka w Anglii. Tam ma dom, pracę i wiedzie mu się naprawdę dobrze.
- Adam! Usłyszałem o twoim wypadku i postanowiłem jak najszybciej przyjechać! Przypomniało mi się, jak kilkanaście miesięcy temu przez ciebie złamałem obojczyk - odparł Daniel.
Dokładnie tak. Gdy Weza robił specjalny filmik na 5 tysięcy widzów, co było bardzo dawno temu, to podczas jego kręcenia złamał obojczyk. Nieszczęśliwy wypadek, ale wyszedł z niego cały i zdrowy.
- Więc teraz jesteśmy kwita! - powiedział Weza.
- Jak to? - zdziwił się i oddalił od Daniela Adam.
- No przecież walnąłem cię drzwiami...
- Jakimi drzwiami?
Miny Dominiki, jej mamy i Wezy całkiem zrzedły.
- Żartowałem! - podskoczył i zaśmiał się głośno Adam. - A no jesteśmy kwita!
- Adam! Ja cię kiedyś zabiję za te głupie żarty! - krzyknęła Dominika.
Z salonu przybyli Franek, Tosia oraz Małgosia. Na widok wszystko pamiętającego przyjaciela niezmiernie się cieszyli. Chłopak rzucił się na Adama i Wezę, zapominając całkowicie o swojej złamanej nodze.
- Kim jest ten Weza? - szepnęła do siebie Tosia.
- To youtuber. Jeden z przyjaciół Adama! - wytłumaczyła z uśmiechem Gosia, gdyż usłyszała ciche pytanie starszej koleżanki.
Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i patrzyła nadal na ten uroczy widok, jakim jest przywitanie się Franka z Adamem.
Co chwila z wszystkich ust było słychać imię ,,Adam''. Cieszyli się, że wrócił i jego stan nie trwał dłużej niż przewidywano. W domu panowało lekkie zamieszanie.
- A kim jest ta dziewczynka? - spytał nagle chłopak, na którego zwracano teraz największą uwagę. - Nowa koleżanka Dominiki? - uśmiechnął się.
Gosia posmutniała.
No tak... On mnie nie pamięta, skoro poznał mnie, zanim odzyskał pamięć - pomyślała.
Dominika wnet zorientowała się, o co chodzi.
- Adam, to jest Gosia. Poznałeś ją dosłownie wczoraj i bardzo ją polubiłeś - wytłumaczyła. - Pomagała mi przywrócić tobie pamięć i jest bardzo sympatyczna i przede wszystkim, jest twoją widzką! - opisywała ją, a Małgosia przysłuchiwała się tej rozmowie. Jej uśmiech był coraz większy. - To może poznacie się jeszcze raz, na nowo? - zaproponowała.
- Z miłą chęcią - odparł chłopak i podszedł do dziewczynki. - Cześć, jestem Adam i dobrze... to znaczy, jestem Adam! A ty? - zaśmiał się.
- Wiem, co chciałeś powiedzieć! - uśmiechnęła się. - Ja jestem Gosia.
Adam wystawił jej rękę, jak do powitania, a dziewczynka zamiast odwzajemnić gest, przytuliła go.
- Ups, przepraszam, rozpędziłam się.
Chłopak nie odsunął jej od siebie, wręcz wtulił się jeszcze mocniej.
- Nie szkodzi. Lubię się przytulać - uśmiechnął się.
- To tak samo, jak ja!
Wtem do domu Adama wbiegła Kornelia. Bez pukania weszła do środka. Na szczęście nikogo nie uderzyła drzwiami.
- Adam! - krzyknęła. Wszyscy znajdujący się w pomieszczeniu doznali szoku.
O nie! Tylko nie ona! Tak na sam początek? - pomyślał z rozpaczą chłopak.
- Adam! - powtórzyła i szybkim krokiem, z pięścią na wierzchu, podeszła w jego stronę, odsuwając od niego Gosię. Ta popatrzyła się krzywo na nastolatkę i zaczęła uważnie obserwować, co się dzieje.
- Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? - spytała z oburzeniem Kornelia.
Ten był w kropce.
- Aa... mogę wiedzieć, o co ci chodzi? - był zmieszany.
- Jeszcze masz odwagę się pytać? Jedno uderzenie z liścia ci nie wystarczyło?!
- Uderzenie z liścia?! Kobieto, o co chodzi? - nie rozumiał jej słów.
- Mogę się wtrącić? - spytała nieśmiało Dominika.
- Nie! - odparła ze złością nastolatka. - Ty i tak już pewnie za dużo powiedziałaś, smarkulo.
Dziewczynce napłynęły łzy do oczu. Adam podszedł do niej natychmiast i kucnął przy siostrze.
- Nie słuchaj jej! - otarł kciukiem jej spływającą po policzku łzę.
- Chodzi o to, że Adam odzyskał pamięć... - dokończyła, mimo zakazu Kornelii, Dominika.
Reszta osób, które stały w tym samym pokoju, tylko przypatrywała się całej tej kłótni, zamiast reagować. W końcu Weza wziął się w garść.
- Zostaw go w spokoju. Co ci zrobił?! - krzyknął.
- On jest youtuberem! - wskazała palcem na Adama.
Nastała kilkusekundowa cisza. Po chwili wszyscy wpadli w śmiech, prócz Kornelii.
- Co was tak bawi? - denerwowała się. Nie usłyszała odpowiedzi, gdyż nikt nie był w stanie czegokolwiek powiedzieć.
- Twoje stwierdzenie - odezwał się w końcu Franek, łapiąc się za brzuch, bo nie mógł wytrzymać.
- Ale co w tym śmiesznego?
- To, że dowiedziałaś się o tym ostatnia - śmiał się na głos, tak samo, jak reszta.
- Nadal nie rozumiem, co w tym śmiesznego. To mógł mi od razu powiedzieć, a nie mnie okłamywać.
- Racja. Kłamstwo nie jest dobre, ale nie chciałem ci tego powiedzieć, bo zapewne wykorzystałabyś to - wytłumaczył Adam. Przestał się śmiać.
- O nie, nie, nie. Najpierw kradniesz mi przyjaciółkę, a potem dowiaduję się, że mnie cały czas okłamywałeś.
Kornelia już podnosiła swoją prawą rękę w celu uderzenia go w policzek. Adam odsunął się lekko do tyłu. Uderzenie zablokowała Tosia, która w ostatnim momencie złapała za rękę nieznośnej dziewczyny.
- Kornela! Co ty właściwie wyprawiasz? On ci nic złego nie zrobił. Ja go w 100% rozumiem - po tych słowach dziewczyna wpadła w szał.
- Wszyscy jak zwykle przeciwko mnie!
- Nie dziwię się - wtrąciła się nagle mama Adama. - Moja córka, Dominika, miała rację - popatrzyła się z uśmiechem na dziewczynkę, po czym z powrotem spojrzała na Kornelię. - Teraz już wiem, że jesteś po prostu fałszywa i dwulicowa - oznajmiła.
- Zemszczę się. Już nie tylko na Adamie, lecz na całej waszej nędznej rodzinie i przyjaciołach.
Zanim jeszcze wyszła, posłała groźne spojrzenie Gosi, po czym opuściła mieszkanie.
- Nienormalna... - stwierdziła Małgosia.
- Dokładnie tak samo sądzę - rzekła Dominika i spojrzała z przerażeniem na drzwi wejściowe.


_____________________________________________________________________
Mamy 26 rozdział! :D
Kojarzycie filmik Wezy z okazji 5 tysięcy widzów, gdy Daniel złamał obojczyk przez Naruciaka? Wykorzystałam to w rozdziale :P Czy Kornelia w końcu da im spokój? O co jej właściwie chodzi? Co wam się najbardziej podobało? :)
KOMENTUJCIE, bo to daje mi wenę, motywację, motywację, motywację i jeszcze raz motywację do dalszego pisania! :DD

niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 25

Adam uratowany! Tajemnica odkryta


Cała czwórka zaczęła się przygotowywać jak najszybciej tylko mogła. Dominika z Gosią musiały się streszczać, gdyż były jeszcze w piżamach, w ogóle nie przyszykowane.
- Szybko, szybko! - krzyczała mama.
Na podwórku z daleka było już słychać odgłos syren.
A może przesadziłam każąc dzwonić po karetkę? - myślała kobieta, ale po chwili otrząsnęła się i całkowicie zignorowała ten fakt.
- Wszyscy gotowi? - spytała. Na jej zapytanie wszyscy jednogłośnie odpowiedzieli ,,Tak''. Włącznie z Wezą.
Ona sama też ubrała buty. Pozostało tylko czekać na specjalistów. Dźwięk sygnału był coraz głośniejszy. W pewnej chwili ucichł, co wskazywało na to, iż karetka stanęła. W klatce schodowej już było słychać tupanie butami.
- Zaraz, zaraz... Gosia, ty u nas spałaś? - zdziwiła się kobieta.
Dominika walnęła ręką o czoło.
- Emm... - Gosia zaczęła coś mamrotać pod nosem, więc siostra Adama wytłumaczyła się za nią.
- Tak. Spała u mnie, bo.. bo jej pozwoliłam - uśmiechnęła się sztucznie.
- Ale ja nie pozwoliłam. Nawet się nie zapytałaś. Przecież wiesz, że na pewno bym się zgodziła, ale, jak już powiedziałam, w ogóle nawet nie wspomniałaś!
- Przepraszam mamo. Byłam wczoraj zdołowana i potrzebowałam towarzystwa - wzięła kosmyk swoich włosów i zaczęła go nawijać na palec.
- Był Adam.
- Adam, Adam... - burknęła.
- Przepraszam - wtrąciła się Małgosia.
- Nic nie szkodzi skarbie - kobieta pogłaskała ją po głowie. - Ale żeby mi to było ostatni raz!
- Obiecuję! - uśmiechnęła się Dominika.
Lekarze właśnie weszli do ich mieszkania. Od razu rzucił im się w oczy poszkodowany.
- Aa, to znów on! Co tym razem się stało? - uśmiechnął się lekko jeden z nich, ale nadal był poważny, bo wiedział, że to nie pora na żarty. Nie czekał na odpowiedź, tylko po prostu wziął razem ze współpracownikiem chłopaka na nosze. Wynieśli go powoli, tak, aby w klatce schodowej nie stało się nic dodatkowego. Po chwili byli już wszyscy na dole. W widocznym miejscu stała karetka. Cała szóstka, wraz z lekarzami i Adamem mieli zamiar wsiąść do pojazdu.
- Zaraz, stop. Do ambulansu może wejść tylko rodzina poszkodowanego - odezwał się jeden ze specjalistów.
- Ale przecież ostatnio ja mogłam wejść - wtrąciła się Tosia.
- Poważnie? To chyba mamy tutaj kogoś nieodpowiedzialnego. Przepraszam, ale musi wejść tylko i wyłącznie rodzina. - Tosi, Frankowi, Gosi i Wezie zrzedły miny.
- To my wejdziemy - odezwały się jednocześnie Dominika wraz z mamą.
No więc wszyscy weszli. Natychmiast ruszyli na sygnale w stronę szpitala. Siostra Adama obserwowała okolicę przez okno. Nagle ujrzała przechodzącą przez ulicę Kornelię. Ta ujrzała ambulans i jednocześnie patrzącą się Dominikę.
Czy to siostra tego idioty? - pomyślała. Co mu się znowu stało? - zaciekawiła się, toteż zmieniła swój kierunek i zaczęła iść w stronę szpitala.
- Mamo? Tam idzie Kornelia - szepnęła Dominika.
- Oo, to ta cudna dziewczyna, z którą rozmawiałam.
- Nie mamo! Ona nie jest cudna. Jest podła! - krzyknęła.
- Dlaczego tak sądzisz? - zdziwiła się kobieta.
- Nie mogę powiedzieć. Groziła mi, że jak komukolwiek powiem, to... - nie dokończyła.
W czasie rozmowy matki z córką Adam zaczął ruszać głową. Powoli otwierał oczy. Majaczył coś pod nosem, ale tak cicho, że nikt z siedzących w karetce nie słyszał.
- Nie wierzę. Kornelia nie może być aż taka zła. Rozmawiałam z nią i uwierz mi, że jest bardzo sympatyczna - uśmiechnęła się kobieta, wzięła córkę za brodę i podniosła ją. - Uśmiechnij się - rzekła cicho.
- Nie, zostaw mnie - zbuntowała się i odwróciła się w drugą stronę.
- Co się stało z Tosią i Frankiem!? - zerwał się nagle Adam. Ambulans szybko się zatrzymał. Nastała chwilowa cisza. Wszyscy byli w szoku. - Przeżyli?! Przejechał ich ten tir?! - zapytał z przerażeniem.
- Adam? - odezwała się Dominika. Serce waliło jej jak młotem. - Adam! To ty! - Popłakała się ze szczęścia i natychmiast rzuciła się na brata w celu przytulenia go.
- Mogę wiedzieć o co chodzi? - spytał się chłopak. - Głowa mnie strasznie boli.
- Adam! To ty uratowałeś Tosię i Franka przed przejechaniem przez tira! A może nawet przed śmiercią! Chociaż.. To chyba jedno i to samo - zaśmiała się.
- Co?! Ja?! Pamiętam tylko, że przechodziliśmy przez pasy. Ostatnie co zobaczyłem, to światła tira, a potem czułem już tylko ogromny ból. Na końcu ujrzałem ciemność. Myślałem, że po prostu śni mi się koszmar!
- Poświęciłeś się dla Franka i Tosi! Taka była historia.
Mama rodzeństwa stała nieruchomo. Jakby nie patrzeć, szok jej nie opuszczał. W końcu, podobnie jak Dominika, łzy szczęścia spłynęły jej po policzkach i uściskała syna.
- Adaś! Jak ja tęskniłam! Mimo, że to trwało tylko...zaraz... cztery dni?! - bardzo się zdziwiła. Myślała, że trwało to o wiele dłużej.
- Tak, cztery dni - roześmiała się Dominika, przecierając rękawem łzy.
- Co trwało cztery dni? Nie rozumiem - Adam był zmieszany.
- Słuchaj, straciłeś pamieć przez to, że skoczyłeś pod tira, ratując dzięki temu przyjaciół! Tak w skrócie.
- Skoczyłem pod tira?! Ale jestem tępy - zaśmiał się głośno. - Ale.. ale cieszę się, że nic nikomu nie jest. Bo nie jest, prawda? - zapytał.
- Wszyscy są cali i zdrowi... oprócz twojej głowy - zaśmiała się dziewczynka.
Adam dotknął ręką swojej głowy. Poczuł bandaż oraz straszny ból.
- Ała! Roztrzaskałem sobie głowę? Tylko?
- Chyba raczej aż! To miało wielki wpływ na twój mózg.. czy coś w tym rodzaju. Nie znam się, to się wypowiem - roześmiała się.
- Ej, kochani. Wyjdźmy z tej karetki. Adaś, poradzisz sobie? - zaproponowała mama.
- Tak, tak. Nie jestem dzieckiem - uśmiechnął się szczerze.
W czasie, gdy rodzina wysiadała z pojazdu, Kornelia akurat przechodziła.
- O nie - szepnęła do siebie, po czym schowała się za jakieś drzewo. Obserwowała. Zauważyła ich mamę. Przecież nie mogła zachowywać się wrednie przy niej. To by zniszczyło opinię kobiety na temat Kornelii. Postanowiła siedzieć w ukryciu, aż cała trójka zniknie z jej pola widzenia. Karetka już odjechała, a szczęśliwa rodzina ruszyła w stronę domu. Wyglądali na bardzo szczęśliwych i tacy byli. Jeśli chodziło o sprawę wypadku Adama, wszystko wróciło do normy. Pamiętał, że jest youtuberem. Miał świadomość, że widzowie się martwią i wiedział, że trzeba ich jak najszybciej powiadomić, iż wszystko jest dobrze. No właśnie. Ale czy wszystko wróciło na swoje miejsce? Kornelii nagle zadzwonił telefon.
- Maks?! - zdziwiła się. - Czemu dzwoni? Przecież jest w szpitalu.
Odebrała.
- Tak, słucham? - powiedziała z przerażeniem.
- Cześć kuzynko droga! Wyszedłem wczoraj ze szpitala! Lekarze powiedzieli, że mogę już normalnie funkcjonować! - odezwał się męski głos Maksa Zanikowskiego.
- Maksiu! - do oczu Kornelii zapłynęły łzy szczęścia. Nie zapominajmy, że dziewczyna cały czas stała za tym drzewem.
- Wiem, wiem. Też się cieszę! Co ty na to, abyśmy się gdzieś spotkali?
- Pewnie! Możemy nawet teraz! Zaraz! - fascynowała się. Nie mogła uwierzyć, że z nim rozmawia. - Zapraszam cię do siebie! Pamiętasz, gdzie mieszkam, prawda?
- Oczywiście, że tak! Zaraz u ciebie będę!
Rozłączył się. Kornelia szybko wyszła zza drzewa i szybkim krokiem pognała z stronę swojego domu. Dziewczyna mieszkała w ślicznej kamienicy za parkiem, w której chodnikami zawsze biegały wesołe dzieci. Grały w piłkę, w klasy, skakały na skakankach. Ogólnie mówiąc - radosne miejsce. Po paru minutach Kornelia była już w domu. Weszła do niego. Przywitała się ze swoimi rodzicami, którzy siedzieli na brązowej skórzanej kanapie w salonie. Jej rodzina nie była bogata. Ani mama, ani tata nie zarabiali zbyt dużo. Mieli jednopiętrowe mieszkanie. Dziewczyna zaszła więc do swojego pokoju. Było to chyba najładniejsze pomieszczenie w jej domu. Miała bordowo-białe ściany, na której gdzieniegdzie wisiały obrazy z malunkami kwiatów oraz białą puszystą wykładzinę. Naprzeciwko jej pokoju stało jasnobrązowe biurko z komputerem. Obok biurka, po prawej stronie stała biała, miękka kanapa, na której Kornelia spała. Nad łóżkiem znajdowało się okno. Zaś po lewej stronie od biurka stała biała szafa. Dziewczyna włączyła komputer i zaczęła poszukiwania jakichś ciekawych filmów na youtubie. Po chwili do jej pokoju zapukał Maks. Widocznie rodzice Korneli go wpuścili. W końcu to siostrzeniec mamy dziewczyny.
- Wejdź! - poprosiła kuzyna Kornelia.
Maks był blondynem. Jego włosy były lekko przyklapnięte, podobnie jak u Daniela. Miał szare oczy. Po Kornelii. Ona była od niego o rok starsza, czyli, że miał 16 lat - tak jak Tosia. Usiadł na kanapie, a po chwili rzekł.
- Skoro już przeglądasz tak jego youtube'a to pokażę ci genialnego youtubera.
- No to dawaj - uśmiechnęła się.
Maks wstał z kanapy i poprosił, aby Kornela zwolniła mu miejsce przy biurku. Chłopak zaczął wpisywać hasło w wyszukiwarce.
- ,,Naruciak'' - mówił do siebie, jednocześnie wpisując.
Gdzieś słyszałam to słowo - myślała dziewczyna.
Maks wybrał jeden z odcinków z serii ,,Poniedziałkowy Naruciak'' i zaczął oglądać. Kornelia, gdy to ujrzała, to nie mogła uwierzyć.
- To przecież Adam!! - krzyknęła. - Jak to możliwe?!


______________________________________________________________
W końcu Adam odzyskał pamięć! Niby to trwało kilka dni, a wydawać by się mogło, że trwało miesiąc :P Pamiętacie Maksa? Musicie go pamiętać! Dzięki Maksiowi Kornelia coś odkryje i już pewnie wiecie, co, bo to się rozumie samo przez się :D
KOMENTUJCIE, bo dzięki temu, wiem, co się podoba, a co nie :3

piątek, 12 czerwca 2015

Rozdział 24

Misowata czapka


Gosia odsunęła się od ciepłego ciała Adama, zmyła rękawem resztki jajka z twarzy, uśmiechnęła się jeszcze do niego i popędziła do pokoju Dominiki. Chłopak zaś usiadł przy biurku i zaczął myśleć.
A co, jeśli ona nie ma racji? Jeśli sobie nigdy niczego nie przypomnę? Jeżeli to tak naprawdę wielka pomyłka, głupie żarty? Nie, nie możliwe - myślał. Po chwili otrząsnął się i pognał do łazienki. W tym samym czasie Dominika siedziała sobie na swoim łóżku, była wściekła. Wściekła na wszystko, dosłownie.
- Tak nie może być! Tak naprawdę my nic nie robimy, żeby on sobie cokolwiek przypomniał. To powoli zaczyna nie mieć w ogóle sensu - powiedziała siostra Adama.
- Nie mów tak! - Gosi zrobiło się smutno.
- To musi być coś porównywalnego do tego tira, albo przynajmniej coś podobnego. Tak mi się przynajmniej wydaje. Tylko, że... - nie dokończyła.
- Tylko, że co?
- Nie mam pojęcia, co może być porównywalne.
Dziewczęta posmutniały. Adam wychodził już umyty w łazienki. W całym domu było bardzo cicho. Chłopak wszedł do pokoju, gdzie znajdowały się dziewczynki. Zapukał lekko w drzwi, po czym je uchylił i zapytał.
- Dominika, Gosia ma zamiar u ciebie spać? - uśmiechnął się, trzymając w ręce ręcznik, który został po wycieraniu jego mokrych włosów. Nie trudno się domyślić, że żadnej odpowiedzi nie usłyszał.
- Dominika? - spytał ponownie.
- Wyjdź! Proszę! - krzyknęła jednocześnie łkając. Gosia natychmiast ją przytuliła. Bardzo lubiła się przytulać, co nie trudno było zauważyć.
Adam posłuchał siostry i lekko przestraszony wyszedł.
- Gosiek... - zaczęła dziewczynka.
- Tak?
- Możesz u mnie spać - uśmiechnęła się, chodź nadal miała łzy w oczach.
Adam, idioto! Zrób coś ze sobą! Czytanie tych listów nic nie daje. Te cholerne filmiki tak samo, zero efektów - zastanawiał się chłopak.
Rzucił się po chwili na łóżko i momentalnie zasnął. Co mu się śniło? Znów ta czapka wyglądająca jak miś. To już nie było dziwne. To było straszne. A najgorsze jest to, że Adam w ogóle nie wiedział, co ma przekazać ten sen. Nie mówił o nim nikomu. Obudził go śmiech dziewczynek. Wstał z ogromnym bólem głowy o około 11:00. Leżał długo w łóżku. Patrzył na swojego misia.
- No co się tak patrzysz? - zapytał Adam misia. - Ty to masz fajnie. Cały dzień sobie siedzisz lub leżysz. Potrafisz rozweselić każdego, a jesteś zwykłym pluszakiem - mówił do niego.
Wtem usłyszał pukanie do drzwi od pokoju. Osoba, która była za drzwiami bez pytania uchyliła drzwi.
- Tosia? Franek? Hej! Co tutaj robicie? Ja.. ja dopiero wstałem - zawstydził się.
- Przecież widzę - roześmiała się dziewczyna. - Wstawaj i się ubierz!
- To... może wyjdziecie stąd na moment?
- A! No tak! Tośka chodź, może zejdziemy do mamy Adama, hm? Adam się musi ogarnąć - Franek również się zaśmiał.
Dwójka przyjaciół dała Adamowi spokój i zeszli na dół. Czekała tam na nich mama Adama z przepysznymi kanapkami. Ci usiedli przy stole. Kobieta zaczęła temat.
- No! Będziemy mieć dzisiaj gościa. Adaś się pewnie ucieszy.
- Jakiego gościa? - zapytał z zaciekawieniem Franek.
- A zobaczycie - uśmiechnęła się i wzięła jedną z kanapek.
Tosia zastanawiała się kto to może być. Nie kojarzyła znajomych Adama, ponieważ znała go dopiero od niedawna. Wtem do kuchni przybyła Dominika wraz z Małgosią. Obie dziewczynki były rozczochrane, jeszcze w piżamach, ale za to bardzo roześmiane.
- Tosia! - ucieszyła się Dominika i natychmiast podbiegła do dziewczyny.
- Cześć, co wy takie szczęśliwe? Coś się stało? - spytała Tosia, jednocześnie witając się z Dominiką podając jej rękę.
- Nie, nic, nie ważne - nadal się uśmiechała.
Po chwili mama Dominiki wzięła córkę za rękę i zaczęła jej coś szeptać do ucha. Im dłużej kobieta mówiła, tym większy był uśmiech na twarzy dziewczynki.
- Jejku! Naprawdę?! - krzyknęła z radości, a mama na to skinęła głową. - Matko jak się cieszę!
Tosia, Franek i Gosia byli w kropce.
- O co chodzi? - spytał Gosiek.
- Będziemy mieli super gościa! - wciąż się entuzjazmowała.
- Ale kogo?
- Nie mogę powiedzieć, haha. Częstuj się kanapkami - zaproponowała.
- Skoro nalegasz - na jej twarzy pojawił się rumieniec szczęścia.
Cała ''rodzinka'' prócz Adama delektowała się śniadaniem.
Nagle wszyscy usłyszeli stukanie. To właśnie Adam schodził po schodach. Miał na sobie czarno-bordową bluzkę w wzorki na krótki rękaw oraz czarne spodnie.
- Cześć. Co tam u was? Tłoczno się zrobiło - zaśmiał się łapiąc się za kark.
- Nie narzekamy - odezwała się cała piątka.
- Chodź coś zjeść, co? - odezwała się mama.
- Będę gruby!
- Nie żartuj sobie. Śniadanie trzeba zjeść, a ty i tak świetnie wyglądasz, więc nie narzekaj - bunt na statku. Mama rozkazała, to nie było wyjścia.
Adam także dołączył do wspólnego śniadania i cała szóstka zaczęła rozmawiać i się śmiać. Po paru minutach do drzwi zadzwonił dzwonek.
- Ja otworzę! - krzyknęła Dominika i już po dwóch sekundach nie było jej przy stole. Poszła otworzyć drzwi. Za chwilę wróciła, wzięła z szafki w kuchni cukier i znów pobiegła do drzwi.
- A tej co? - zdziwił się Franek.
Zmachana Dika wróciła do stołu.
- To tylko pani Grażynka chciała pożyczyć cukier - roześmiała się głośno.
- Aaa - odparła Gosia. - A kim jest pani Grażynka? - zaśmiała się.
- To nasza bardzo kochana sąsiadka - odpowiedziała z sarkazmem.
Po śniadaniu wszyscy się rozeszli do swoich miejsc. Adam z Tosią i Frankiem do swojego pokoju, Dominika z Małgosią do swojego, a mama coś zaczęła gotować. Nikt jeszcze nie zdążył wejść na górę, a już, po raz kolejny zabrzmiało pukanie do drzwi. Kobieta, która gotowała, zostawiła teraźniejszą pracę i postanowiła zajrzeć przez dziurkę, kto to jest.
- O! Adam, to do ciebie! - krzyknęła.
- Do mnie? - zdziwił się chłopak. Zszedł z powrotem na dół. Już miał otwierać, lecz nie zdążył chwycić za klamkę, ponieważ tajemniczy gość gwałtownie, z całej siły otworzył drzwi uderzając jednocześnie Adama. Chłopak zobaczył tylko czapkę! Taka jak z tego snu!
- Weza! - majaczył. Upadł na ziemię. Po paru sekundach już nie oddawał oznak życia.
- Niespodzianka! - krzyknął Daniel, nie zauważając, że Adam leży na podłodze. Daniel, pod pseudonimem Weza był przyjacielem Adama z youtube'a. Miał ciemne, nieco przyklapnięte włosy, a na jego głowie widniała czapka wyglądająca jak miś. No tak! Przecież Weza słynie z tej czapki! Można było się domyślić!
- Boże! Adaś! - wydarła się mama, podbiegła szybko do syna i schyliła się do niego. - Zaczęła nim trząść. - Czemu się nie odzywa?! - spytała z ogromnym zaniepokojeniem. Ręce jej się trzęsły, a serce waliło jak młotem.
Czwórka przyjaciół zeszło na dół. Ujrzeli przestraszonego Daniela, mamę Adama, oraz samego Adama... leżącego Adama.
- Co się stało?! - spytał Franek.
- Weza walnął drzwiami Adama - odparła kobieta.
- To było niechcący! Przysięgam! - tłumaczył się Daniel.
- Niechcący to możesz nadepnąć komuś na nogę w kinie. Jak do tego doszło?
- Zbyt gwałtownie otworzyłem drzwi i tak wyszło. Przepraszam was!
- Niech ktoś dzwoni po karetkę! - kazała mama. Tosia wyciągnęła z kieszeni telefon i natychmiast wybrała numer 999.
- A wy się wszyscy ubierajcie. Jedziemy z Adamem do szpitala - rozkazała kobieta.
Jak powiedziała, tak wszyscy zrobili.


______________________________________________________
Jak wam się podoba? Przepraszam, że nie było rozdziału przez więcej niż 2 dni, ale walczyłam o czerwony pasek + byłam lekko zmęczona. Ale już wracam z pisaniem!
Co wam się najbardziej podobało? Co to będzie?! Weza! A to niespodzianka! Jak myślicie? Będzie dobrze, czy jeszcze gorzej niż było? :D Piszcie w KOMENTARZACH opinie :D