Czas poznać prawdę
Adam stał na chodniku, blisko elbląskiej starówki. Obok niego znajdowała się jasnowłosa dziewczyna. Uśmiechała się, a ten rozmawiał z nią. Był już wieczór, słońce zachodziło, a mewy latały im nad głowami. Zaczęli iść dróżką, wzdłuż której ciągnęły się drzewa. Światło przebijało się przez nie. Okolica z pozoru wyglądała bezpiecznie, lecz to właśnie pozory mylą. Mieli przechodzić przez ulicę. W pewnej chwili niespodziewanie oczom siedemnastolatka ukazał się tir... W tym momencie Adam się obudził. Był lekko roztrzęsiony, ale wyspany.
Dziwny sen... - pomyślał.
- W końcu czuję, że żyję! Byłem taki przymulony. - powiedział chłopak, drapiąc się po głowie i sprawdzając, która godzina.
Była 15:00. Widocznie spał ponad 24 godziny. Musiał być bardzo zmęczony. Miał na sobie ubranie z wczoraj, bo nie był w stanie się przebrać. Rozglądnął się po pokoju i przestraszył się własnego bałaganu.
- Matko i córko! Musze tu w końcu posprzątać. - powiedział. - Gdzie mój telefon?! - zaczął przeszukiwać swoje łóżko. - Jest, mam!
Odłożył swój IPhone na biurko, po czym wyciągnął czyste ubrania z szafy i ruszył jak zwykle w stronę łazienki. Wziął prysznic. Była to pierwsza czynność, którą zawsze robił po przebudzeniu się. Po umyciu ubrał czarną bluzkę i jeansy. Wtem zadzwonił do niego telefon. Adam odebrał.
- Tak, słucham? - odezwał się brunet pogodnym głosem.
- Cześć Adam! Jak się czujesz? - spytał Franek.
- W końcu się wyspałem, jest fajnie. Chcesz może wyjść? Pójdziemy na kebaba, pogadamy. Czuję się o wiele lepiej.
- Pewnie! Muszę Ci coś powiedzieć. Może przyjdziesz do mnie, hm?
- Oo, dobry pomysł. Do zobaczenia.
Rozłączył się, po czym wyszedł z łazienki i zszedł po schodach. Zajrzał do kuchni, żeby zjeść cokolwiek, bo od kilkunastu godzin nic nie spożywał. Po posiłku ubrał buty i wybrał się do Franka. Jak zwykle założył słuchawki i zaczął rozmyślać. Po paru minutach był już na miejscu. Blondyn miał piękny dom z ogródkiem. Na jego podwórku rosły przeróżne rodzaje kwiatów, m. in. tulipany, chryzantemy, róże. Trawa była równo skoszona i zawsze zielona. Gdzieś obok znajdowało się małe jeziorko z fontanną, gdzie pływały złote rybki. Za domem stała studzienka, w której aktualnie nie było wody. Miejscami rosły drzewa i krzaczki. Sam budynek był koloru jasnożółtego z czarnym dachem. Widoczne były dwa balkony oraz drewniane okna. Dom miał 2 piętra. Do jego wejścia prowadziła dróżka z marmuru. Adam podszedł do drewnianych drzwi i zapukał.. Po chwili konstrukcję otworzył Franek.
- Hej - przywitał się blond włosy, po czym charakterystycznym ruchem ręki, zaprosił przyjaciela do środka.
- Cześć - odpowiedział brunet i zdjął buty. - Może wejdziemy na górę? - zapytał z uśmiechem.
- Najpierw zrobię nam może coś do jedzenia? Jakąś zapiekankę, czy coś? - zapytał. - Przyznam, że jestem trochę głodny.
- No spoko, to ja pójdę na górę i mi opowiesz to, co chciałeś powiedzieć. - powiedział siedemnastolatek, po czym wszedł po drewnianych schodach.
Gdy był już na górze, podszedł do ciemnobrązowych drzwi i je uchylił. Za nimi był pokój z granatowymi ścianami. Na nich były powieszone przeróżne plakaty ulubionych wykonawców Franka oraz płyty winylowe. Miał meble z ciemnego drewna. Biurko ustawione było pod oknem. Najważniejszym przedmiotem w jego pokoju był ewidentnie saksofon. Uwielbiał na nim grać. To było jego hobby. Nielicznym mówił o swoim talencie. Chodził kiedyś do szkoły muzycznej, ale nauczył się już tak wielu piosenek, tylu nut, że nie potrzebował już nauczyciela. Adam usiadł na brązowej kanapie i czekał. Po kilku chwilach brunet ujrzał w drzwiach swojego przyjaciela. Trzymał w rękach talerz z zapiekankami. Położył go na drewnianym stoliku przed kanapą, po czym usiadł obok siedemnastolatka.
- To co chciałeś mi powiedzieć? - klasnął w ręce Adam, wziął zapiekankę i zaczął ją jeść.
- Pamiętasz wczorajszy dzień? - zapytał Franek.
- No tak, niestety. - odparł.
- Wtedy w parku... gdy poszedłeś do domu, spotkałem Kornelię i Tosię.
Adam zadławił się zapiekanką.
- Nie chcę o nich słyszeć! - powiedział Adam, jednocześnie kaszląc.
- Ale posłuchaj, chociaż przez moment. - uspokoił go niebieskooki.
- Dobrze, tylko przez chwilę, bo nie wytrzymam dłużej.
- Chodzi bardziej o Kornelię.
- O Boże.. To jeszcze gorzej. - zażenował się brunet.
- No posłuchaj mnie! Nic nie mów, proszę.
- Wiem dlaczego ona się tak zachowuje. Tylko na początek mała prośba. Nie mów o tym nikomu. - poprosił.
- Rozumiem, dobrze. - przyrzekł.
- Gdy spotkałeś ją w szpitalu, ona była w wielkim szoku, bo dowiedziała się, że jej ukochany kuzyn zmarł.
Adam zrobił wielkie oczy. Znów prawie udławił się zapiekanką.
- Jak to? - nie dowierzał Adam.
- No tak to. Jest cały ogarnia ją rozpacz. Miałem okazję być świadkiem kłótni dziewczyn. Ale... Wydaje mi się, że Kornelia nie tylko po śmierci kuzyna taka jest. Jakoś... Nie ufam jej. Gdybyś Ty widział, jak zachowała się wobec Tosi. - opowiedział Franek.
- Jak? - zaciekawił się zielonooki.
- Chodzi o ich przyjaźń. Chodziło właśnie o tego jej kuzyna. Nie do końca zrozumiałem o co chodziło, ale po tym wszystkich widziałem, jak Tosia płacze.
- To czemu jej nie pocieszyłeś? - zapytał brunet.
- Pocieszyłem! I... nie ważne. Poczułem się wtedy dziwnie. Ona się na mnie tak popatrzyła.. Tak jakoś.. inaczej.
- Ktoś tu się chyba zauroczył! - Adam szturchnął Franka, uśmiechał się.
- Zamknij się. Wcale nie. Miłość jest dziwna i chora. Zakochałem się kiedyś. I żałuję. - odparł.
- Ojj... Pamiętam tamtą dziewczynę. Uprzedzałem Cię wtedy, że ona nie jest dla Ciebie, ale ty byłeś nią zaślepiony, haha! - zakpił brunet.
- Wiem, byłem głupi, więc nie popełnię drugi raz tego samego błędu. - uśmiechnął się Franek patrząc gdzieś w przestrzeń.
- No cóż, zdarza się. - również się uśmiechnął, kończąc jeść resztę zapiekanki. - więc co z tą Kornelią? - zapytał.
- No oburzyła się i poszła. Tyle, koniec opowieści. - odparł.
- Ahh, rozumiem. Tak czy tak, Kornelia jest... no powiem szczerze - dziwna.
- Racja... Ej może pogramy w coś? - zapytał blondyn.
- Dawaj GTA 5, haha, uwielbiam to. - zaśmiał się Adam.
- Dobrze! - zgodził się Franek, kończąc jeść kanapkę, po czym podszedł do biurka, aby włączyć komputer.
Grali sobie do późna. Bawili się jak dziesięcioletni chłopcy. Wyzywali się wzajemnie, ale dla zabawy. Nic, tylko zazdrościć takiej przyjaźni.
Super rozdział Ciekawe co będzie dalej z tą Kornelią
OdpowiedzUsuńPozdrawiam^^