środa, 13 maja 2015

Rozdział 12

To się staje niebezpieczne... 

Kornelia bez zastanowienia weszła do sali, a tuż za nią lekarz. Dziewczyna ujrzała mamę Adama. Była nieco przestraszona.
- Co się stało, proszę pani? - zapytał zaniepokojony lekarz.
- Adam poruszył ręką. Myślałam, że się obudził - odpowiedziała ze smutkiem.
- To się zdarza. Takie tiki nerwowe. Ale niech pani się nie zamartwia na zapas. Pani syn na pewno na dniach się obudzi.
- Rozumiem - kobieta trzymała chłopaka za rękę. Doktor wyszedł.
W sali był telewizor. Pacjenci mogli sobie przynajmniej coś pooglądać, żeby się nie zanudzić na śmierć. Kornelia wzięła pilot i przełączyła na program informacyjny.
- Wczoraj w godzinach popołudniowych, blisko elbląskiego parku zdarzył się okropny wypadek. Takiego widowiska elblążanie dawno nie widzieli - rozbrzmiał głos telewizyjnego reportera.
Zaciekawiona ciemnowłosa dziewczyna zaczęła oglądać.
- Około siedemnastoletni chłopak został potrącony przez 10-cio tonowego tira. Sytuacja wyglądała naprawdę groźnie. Chłopak był jeszcze z dwójką przyjaciół. Jeden z przechodniów widział, że nastolatek, który ucierpiał, okazał się bohaterem. Poświęcił się dla nich, skacząc wprost pod koła pojazdu, lecz, czy uszedł z życiem? Aktualnie leży w szpitalu. Lekarze wciąż nadzorują stan pacjenta. Kierowca tira tłumaczył się, że nikogo nie zauważył na drodze. Czeka go sprawa w sądzie i grozi mu pójście za kratki.
- Boże... - mruknęła pod nosem Kornelia, po czym podeszła do śpiącego Adama. Całą głowę miał w bandażu. Widać było gdzieniegdzie plamki krwi.
- Może źle go oceniłam... - znów cicho rzekła.
- Mówiłaś coś? - spytała mama leżącego.
- Pani jest mamą Adama? - zapytała, ignorując zupełnie pytanie kobiety.
- Tak, jestem. A ty kim jesteś dla mojego syna?
- Właściwie to nikim. Widzieliśmy się chyba tylko dwa razy i znajomość nie zaczęła się dobrze.
- A co się stało? Opowiedz mi, kochana - mama Adama była naprawdę dobrą kobietą. Potrafiła wysłuchać każdego.
Kornelia wpadła na pewien pomysł.
- No.. To moja wina. Źle zaczęłam i on się do mnie zraził. Byłam załamana, bo mój kuzyn odszedł i... ehh, nie chcę o tym mówić - zesmutniała nastolatka. - Po prostu dziwnie i chamsko się zachowałam wobec Adama.
- Ojj, nie wmawiaj sobie. Przecież to nie przez ciebie Adaś teraz tutaj leży. - kobieta pogłaskała Kornelię po głowie.
- Muszę się też poskarżyć na niego. - znów zaczęła zgrywać tą lepszą. A wydawała się już taka urocza. - Wygonił mnie, gdy przyszłam pod jego klatkę, tak samo, jak jego przyjaciel Franek, powiedział, żebym się od niego odwaliła. To nie było zbyt miłe.
- Może byli po prostu zmęczeni? Nie martw się. - mama Adama była sympatyczna dla Kornelii, a ta tylko ,,zdobywała punkty'', żeby potem znów zrobić coś, czego prawdopodobnie będzie żałowała.
- Być może. No cóż, przepraszam za kłopot.
- Ale jaki tam kłopot, skarbie? Bardzo przyjemnie mi się z tobą rozmawia. Kiedyś musimy umówić się na jakąś herbatkę i porozmawiać na jakieś babskie tematy - kobieta była jak zahipnotyzowana. Czy ona naprawdę nie widziała, że coś jest nie tak z tą ,,uroczą'' dziewczyną?
- Teraz muszę iść. Praca i obowiązki wzywają - rzekła mama, po czym wstała z krzesła, ucałowała syna i wyszła z sali. Kornelia usiadła na miejsce kobiety i zaczęła mówić do Adama, choć ten nic nie słyszał.
- Taki z ciebie bohater? Ja wiem co knujesz! Chcesz zabrać mi przyjaciółkę! Ten twój Franek zresztą też! Musiałam zmyślać, że mój kuzyn nie żyje. Tak! Mój kuzyn, Maks, tak naprawdę żyje. Okłamywałam wszystkich. Jest po prostu ciężko chory, ale wyjdzie z tego. Jestem ciekawa kiedy się obudzisz. Gdy to się stanie, zniszczę was. Wasza reputacja spadnie na dno. Zobaczycie! - uśmiechnęła się złowieszczo.
Adam znów poruszył ręką. Tik był większy niż poprzedniego razu. Wyglądało na to, że niedługo może się wybudzić ze śpiączki. Kornelia całkowicie to zignorowała. Wstała z krzesła i szybkim krokiem wyszła z sali. Szła korytarzem w stronę wyjścia.
- O hej! - ciemnowłosa usłyszała znajomy dziewczęcy głos. Był to głos Tosi. Nie zauważyła jej, gdy się z nią przed momentem mijała.
- Matko, nie zauważyłam cię. Przepraszam i cześć! - przywitała się Kornelia. Wyglądała na roztrzepaną.
Dziewczyny stanęły na środku korytarza i zaczęły rozmawiać.
- Coś się stało? Dowiedziałaś się o Adamie, prawda? - spytała blondynka.
- Tak. Bardzo mi przykro z tego powodu - kłamała. - Oglądałam wiadomości. Dzielny z niego chłopak. Uratował ciebie i Franka.
- Ech, żałuję, że nie patrzyłam na ulicę. Zagadałam się z Frankiem i [...]
W tym momencie Kornelia przestała jej słuchać. Jej mina totalnie zrzedła.
Znów o tym tępym blondynie. Mam tego po dziurki w u nosie. Franek to, Franek tamto. To samo z Adamem. A co ze mną? Nie jesteśmy już przyjaciółkami? - pomyślała zdenerwowana.
- [...] i tak to się niestety zakończyło... - dokończyła swą wypowiedź Tosia.
Kornela uśmiechnęła się sztucznie.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Ja muszę już lecieć. Miałam jechać z mamą na zakupy.
- No dobrze, to ja jeszcze pójdę do Adama. Spytam się lekarza co i jak. A nóż nagle się obudzi. Ktoś cały czas musi przy nim być. O wszystkich nowych informacjach będę ci mówiła. - rzekła zielonooka.
- Dziękuje, pa - znów sztucznie się uśmiechnęła i wyszła ze szpitala.
Blondynka podążyła zaś w stronę sali nr 57. Po drodze spotkała lekarza, który zajmował się siedemnastolatkiem.
- Przepraszam? - zatrzymała doktora Tosia.
- Tak, słucham? - odparł.
- Czy stan Adama się jakoś zmienił?
- No cóż, dzisiaj, gdy siedziała przy nim jego mama, on poruszył ręką, lecz to nie jest nic wielce znaczącego. Takie odruchy zdarzają się podczas śpiączki. Prawdopodobnie jego organizm szykuje się do wybudzenia - uśmiechnął się lekarz.

5 komentarzy:

  1. Super meega Ale denerwuje mnie ta Kornelia
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Super mega :D Od początku nie lubiłam tej Kornelii. Tak przeczuwałam że ona z czymś takim wyskoczy xdd czekam na next :DD

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy tylko mi splynely łzy po policzkach? :')

    OdpowiedzUsuń