sobota, 30 maja 2015

Rozdział 19

Muszę, po prostu muszę


Tosi nagle napłynęły do oczu łzy.
Dlaczego on to zrobił? Co go podkusiło? Kornelia go zahipnotyzowała? - pomyślała.
- Tosiu, nie przejmuj się. Jakoś przetrwamy. Pamiętaj, że Adam stracił pamięć. Miejmy nadzieję, że wszystko jak najszybciej wróci do normy - szepnął Franek do dziewczyny.
- Dziękuję - odszepnęła patrząc głęboko w jego niebieskie oczy.
- Adam! Głupku! - krzyknęła ze złością Dominika.
- Co? - spytał, nie wiedząc o co chodzi, Adam.
- Kor - nel - lia! To! Ona jest zła! Rozumiesz?!
- Nie. Jak taka miła istota może być zła? Jest bardzo sympatyczna i urocza.
- O nie, nie nie. Jest zupełnie na odwr...
Franek zatkał jej buzię ręką i przeciągnął ją lekko na bok. Kucnął przed nią.
- Posłuchaj. Pamiętaj, że on jej aktualnie dokładnie nie zna i  nie wie, jaka jest. Ale wiesz, że tak naprawdę bardzo jej nie lubi? Jak tylko odzyska pamięć wszystko będzie dobrze. Serio - szepnął do dziewczynki i uśmiechnął się, a ta odwzajemniła gest.
- Odwr..? Co? - spytał Adam.
- Nie, nic. Już nie ważne. Życzę miłej randki jutro - powiedziała z pogardą siostra.
- To nie jest randka! - krzyknął.
- Och, no nie ważne. Chodźmy do domu. Jestem zmęczona. Już późno.
Cała czwórka powoli zaczęła kierować się w stronę wyjścia z parku. Ogarniała ich niezręczna cisza. Kompletnie nie wiedzieli, o czym porozmawiać. Dochodzili do dróżki, przez którą bardzo często przechodzili. Właśnie mijali miejsce, gdzie miał miejsce wypadek. Nagle Adam skulił się i złapał za swoją obandażowaną głowę.
- Boże.. jaki ból!
- Adam co się dzieje?! - spytała z ogromnym przerażeniem Tosia i Dominika jednocześnie. Franek również był niespokojny.
- Nie wiem... ale już przestało... to było straszne.
- I dziwne - rzekła dziewczyna. - Na pewno dobrze się czujesz? - spytała ponownie.
- Tak, tak. Teraz już tak - uśmiechnął się Adam.
- Przyśpieszmy.
- Racja - odparł.
Przyjaciele poruszali się szybciej. Było już dosyć ciemno. Tosia razem z Frankiem musieli skręcić w inną stronę, gdyż mieszkali w innym miejscu, niż Adam. Rodzeństwo dochodziło już do domu. Nie odzywali się w ogóle do siebie. Dominika była zła na brata.
Jak on mógł? - myślała.
Wchodzili już do klatki schodowej, weszli po schodach i otworzyli drzwi do mieszkania.
- Cześć mamo! - przywitała się córka.
- Hej. Jak było na spacerze? - uśmiechnęła się kobieta. Nie otrzymała odpowiedzi, bo Dominika szybko zdjęła buty i pobiegła schodami do swojego pokoju. Zatrzasnęła drzwi.
- Co jej jest? - zdziwiła się matka.
Adam zaczynał opowiadać mamie całą historię dzisiejszego dnia w skrócie. Kobieta słuchała go z zainteresowaniem.
- Zaraaz... - przerwała. - Kornelia? To ta dziewczyna, z którą rozmawiałam w szpitalu, podczas, gdy ty słodko sobie spałeś. - uśmiechnęła się. - Bardzo sympatyczna dziewczyna.
- No widzisz mamo! A Dominika wraz z Tośką i Frankiem uważają zupełnie inaczej.
Hmm... Nie wiem, co o tym myśleć.
- No dobra. Idę na górę.
Chłopak wszedł po schodach. Stanął na samej górze, a po chwili wrócił się z powrotem do mamy.
- Emm.. mamo?
- Tak?
- Gdzie my mamy łazienkę? - zaśmiał się.
- Aa, bo ty nie pamiętasz. Ciągle zapominam - posmutniała kobieta. - Naprzeciwko twojego pokoju Adaś.
- Dzięki - ponownie się zaśmiał i wrócił tam, gdzie był przedtem. Wszedł do pomieszczenia, które wskazała mu mama.
Ładną mamy łazienkę - pomyślał, po czym zaczął szykować się do gorącego prysznica. Wtem usłyszał rozmowę.
- Kobieto! Nie rozumiesz, że on nic nie pamięta? Jak mam mu to niby wytłumaczyć? - to był głos Dominiki. Widocznie z kimś rozmawiała. - Dobra. To nie twoja sprawa. Jakoś przeżyję. Mój starszy kolega powiedział mi, że wszystko wróci do normy. A jaki? A no taki.. nie ważne. Dobra, ja kończę, pa.
Adam posmutniał.
Dlaczego nic sobie nie przypominam? To jest takie dołujące. Nie rozumiem niczego, co się w tej chwili dzieje - rozmyślał. W końcu wszedł pod prysznic. Kąpał się około 10 minut. Wyszedł. Przebrał się w ubranie do spania i poszedł do swojego pokoju. Na łóżku zauważył dużego jasnobrązowego misia.
Jaki fajny misio - pomyślał. Ucieszył się na jego widok i wziął go w swoje ramiona. Razem z nim podszedł do komputera i wszedł na facebook'a. Na szczęście pamiętał tą stronę internetową.
- Uff, nie wylogowałem się przedtem. To dobrze, bo nie pamiętam hasła. Ech..
- Ujrzał zapełnioną skrzynkę z mnóstwem zaproszeń do znajomych, z wiadomościami i powiadomieniami. Postanowił, że wejdzie w zakładkę ,,wiadomości'' i przeczyta co nie co.
,,Cześć Naruciak! Mam do Ciebie takie pytanie...''. Adam czytał i nie dowierzał, że ma takich wspaniałych widzów.
 Muszę sobie wszystko przypomnieć! W ogóle nie pamiętam, żebym miał jakiekolwiek konto na YouTube! - pomyślał i znów posmutniał.





czwartek, 28 maja 2015

Rozdział 18

Jak wiedźma

Dominika wyszła zza drzewa nieco przestraszona.
- I ty się z nią przyjaźniłaś? - spytała z niedowierzaniem.
- Uwierz mi, nie wiedziałam, jaka jest naprawdę - tłumaczyła Tosia.
- Ja bym już dawno zauważyła takie dziwne zachowanie - wymądrzała się żartobliwie.
- Wiem, byłam tępa...
- Nie mów tak! Chodź, wróćmy może do chłopaków, co? - zaproponowała dziewczynka.
- No dobrze - uśmiechnęła się blondynka i obie wyruszyły z powrotem w stronę parku.
Myślały, że Kornelia poszła do sklepu, o którym mówiła. Jednak nie. Ciemnowłosa tylko czekała, żeby się wróciły do Franka i Adama. Schowała się za jeden z budynków, gdy tylko zniknęła z pola widzenia dziewcząt. Obserwowała je wciąż.
Szlag. Szkoda, że ich nie słyszę - pomyślała dziewczyna zza budynku. - Ale to nic. Ważne, że wiem, gdzie idą. Wydaje mi się, że do parku - uśmiechała się złowrogo do siebie.
- Co robisz pod moim sklepem?! - zabrzmiał głos jakiegoś sklepikarza. Widocznie budynek, pod którym stała Kornelia, był sklepem należącym do tego pana.
- Ja.. Upuściłam gdzieś tutaj pieniądze.. - skłamała. Była zmieszana. Bała się, że straci z pola widzenia dziewczyny.
- Precz mi stąd! To nie miejsce dla żebraków! - właściciel sklepu chyba nie dosłyszał, dlaczego Kornelia tutaj czyha i spłoszył ją, bo myślał, że jest zwykłą bezdomną, szukającą pieniędzy.
Dziewczyna oddaliła się od budynku i podbiegła do jakiegoś wielkiego drzewa, które zasłaniało jej całe ciało. Nadal obserwowała. Na szczęście nie zgubiła ich.
- Ile masz lat tak w ogóle? - rozmowa Tosi z Dominiką zaczęła się rozkręcać.
- Niedawno skończyłam 16 - odpowiedziała blondynka. - A ty? - uśmiechnęła się w stronę niższej od siebie brunetki.
- Ja 13, ale to chyba ci nie przeszkadza? - spytała lekko speszona.
- Nie no coś ty, w żadnym wypadku.
Szły dalej, już były w parku. Kornela przechodziła z drzewa do drzewa. W oddali zobaczyła bordową bluzę.
To Adam! - pomyślała. Znów na jej twarzy pojawił się ten złowieszczy uśmieszek.
Natychmiast przyśpieszyła przechadzanie się pomiędzy drzewami, aby dość do chłopaków. Miała plan.
- O, patrz! Muchomor! - Franek wskazał palcem na grzyba.
- Heh, rzeczywiście - Adam sztucznie się uśmiechnął.
- Coś nie tak? - spytał niebieskooki.
- Wiesz... może nie powinienem tak ostro zwracać się do Dominiki skoro dla niej to ważne miejsce - zaczął.
- Dla ciebie to również jest ważne miejsce. No owszem. Byłeś trochę za ostry.
- Dzięki, że pocieszasz - zakpił zielonooki, patrząc w ziemię.
- No ale taka prawda.
Adam podniósł głowę, zmarszczył swoje czoło i popatrzył się ze smutkiem na przyjaciela.
- Miszczowskie czoło! - Franek, ni z gruszki, ni z pietruszki, krzyknął z radością.
- Co proszę? - brunet nie zrozumiał ani trochę.
- Na YouTube jesteś trochę z tego kojarzony... Zresztą, nie ważne.
Nagle oboje ujrzeli dziewczynę w krótkich jeansowych spodniach i białej koszulce.
- O! Cześć chłopcy! - przywitała się, dobrze już znana Frankowi, Kornelia.
- Szukasz tutaj czegoś? - zapytał, z lekkim gniewem.
- Nie. Przechodziłam.
- Mhm... - nie dowierzał blondyn.
Adam był wpatrzony w Kornelię, jak królik w marchewkę, jak w najdroższy diament. Franek z ciemnowłosą cały czas się sprzeczali, rozmawiali, ale brunet jakoś nie zwracał na to uwagi, jakby odpłynął. Nagle kolega go szturchnął.
- Prawda Adam?! - spytał jego przyjaciel z dumą.
- Emm.. Ale co?  - rozkojarzony, nie wiedział, o co chodzi.
- Słuchałeś mnie, czy odzyskałeś pamięć, czy może coś jeszcze innego?
- Ja.. Nic nie słyszałem, to znaczy, nie wiem co się przed momentem stało... - jąkał się. - Mogę spytać się o imię tej dziewczyny?
- Jestem Kornelia, miło mi. Ty jesteś Adam, tak? - uśmiechnęła się. Dobrze jej wyszło, chociaż było to sztuczne.
- To ja cię znałem przed tym całym moim wypadkiem? - spytał. Dziwie się trząsł.
- Odrobinę, heh. Ale możemy poznać się na nowo - znów się uśmiechnęła, Adam odwzajemnił gest.
Nieopodal było już widać Dominikę razem z Tosią.
- Ej! Czy to nie Kornela?! - spytała, ze złością, trzynastolatka.
- Boże.. tak, to ona! O nie.. - przestraszyła się.
- Musimy coś zrobić! Ona będzie nim manipulować, jak tobą!
Tosia odwróciła głowę w stronę dziewczynki i popatrzyła się z oburzeniem, lecz po chwili złapała ją za rękę i pobiegły razem w stronę Adama.
Tymczasem...
- A masz może ochotę na jakąś herbatę, czy coś? - zaproponował brunet. Bał się reakcji.
- Chłopie, co ty robisz? - szturchnął chłopaka Franek.
- Cicho! - odparł.
Blondyn popatrzył się na niego krzywo i nie dowierzał.
- Pewnie! Bardzo lubię herbatę - ucieszyła się.
- To... masz jutro czas po piętnastej w kafejce miejskiej?
- Mhm - bardzo się ucieszyła, a pod nosem powiedziała cichutko ,,tak, udało się!'', Adam tego nie usłyszał.
- Stoop! - Tosia krzyknęła z kilku metrów dalej. Kornelia to olała.
- No to jesteśmy umówieni - odparła ciemnowłosa i odeszła od Adama, jak gdyby nigdy nic. Podczas chodu, uśmiechnęła się znów złowieszczo do siebie. Miała już się zaśmiać złowrogo, lecz przypomniała sobie, że Franek i reszta jest za nią.
Gdy Dominika razem z blondynką dobiegły, było już za późno. Brunet, jak zahipnotyzowany, wpatrywał się w długie włosy Kornelii.

wtorek, 26 maja 2015

Rozdział 17

To się posunęło za daleko 


Park był jak zawsze przepiękny, bo jak inaczej? Świeże powietrze, natura. To coś, przy czym można spokojnie wypocząć. W tym kierunku kierowała się czwórka znajomych. Franek wpadł na pomysł, aby zabrać Adama nad to jeziorko, przy którym zawsze szczerze ze sobą rozmawiają. Jak pomyślał, tak też zrobił. Weszli już w głąb parku, który miejscami wyglądał zupełnie jak las.
- Adam, pamiętasz ten park? - zaczęła Dominika. - Gdy miałeś 14 lat, zawsze się tutaj ze mną bawiłeś, graliśmy w piłkę, w paletki, rozkładaliśmy sobie kocyk, na którym jedliśmy pyszne kanapki, które zrobiła nam mama.
- Przykro mi - odparł chłopak.
Dominika automatycznie posmutniała.
Jak mamy mu niby cokolwiek przypomnieć, jak on nawet nie kojarzy najważniejszych faktów? - pomyślała.
- O! A tą wierzbę płaczącą musisz pamiętać! - siostra wskazała palcem na drzewo, o którym mówiła. Kiedyś się na niej huśtałeś i pod wpływem twojego ciężaru, cała gałąź się zerwała i uderzyłeś się w piszczel. Zawsze sobie coś robiłeś - uśmiechnęła się szczerze.
- Dominika, słuchaj, ja na prawdę nic nie kojarzę, przepraszam! - posmutniał. - Gdybym coś pamiętał, to od razu bym powiadomił, słowo! Ja tutaj widzę tylko drzewa i krzaki - odburknął.
Dominice stanęły łzy w oczach.
- Pół dzieciństwa tutaj spędziłam! A ty mi teraz mówisz, że widzisz tylko krzaki i drzewa!? To miejsce dla mnie wiele znaczy! - wybuchnęła płaczem dziewczynka i pobiegła w stronę domu. Widocznie nie wytrzymała. Od niedawna jest nietypowo dobra dla brata, a on jej wyskakuje z takim tekstem.
Tosi i Frankowi zrobiło się żal Dominiki. Blondynka postanowiła, że pobiegnie za nią i ją pocieszy, bo nie mogła patrzeć, jak sama biegnie i szlocha. Jeszcze by się jej coś stało, a to byłaby już totalna katastrofa dla tej rodziny. Niebieskooki podszedł do Adama i klepnął go lekko po plecach.
- Stary, nie przejmuj się. Ja wierzę, że wszystko sobie przypomnisz... Chodź, pójdziemy w tamtą stronę - wskazał palcem na miejsce, gdzie było umiejscowione jeziorko.
Spacerowali sobie powoli po parku. Franek był wyjątkowo cichy. Podejrzane.
Tymczasem Tosia dobiegała już do Dominiki.
- Dominika! Stój! Zatrzymaj się, proszę! - krzyknęła w biegu, ledwo dysząc.
Brunetka zwolniła odrobinę i przetarła łzy rękawem swojej bluzki koloru fiołkowego.
- Ej, proszę! - blondynka powtórzyła.
Dziewczynka posłuchała i stanęła. Miała spuszczoną głowę. Nie chciała, aby ktokolwiek zobaczył ją w takim stanie. Zwłaszcza w tym miejscu, gdzie aktualnie była, ponieważ nieopodal mieszkała jej koleżanka, za którą nie przepadała. Tosia w końcu dobiegła. Nie wiedziała do końca co zrobić, aby pocieszyć dziewczynę, złapała ją po prostu za brodę i ujrzała zapłakaną twarzyczkę. Dominika nie wytrzymała, wpadła w ramiona Tosi i wybuchła płaczem.
- Czy on sobie kiedyś coś przypomni?! Nie ma pamięci od zaledwie całego dnia, a ja się czuję, jakbym straciła brata - łkała.
- Kochana, Adam na pewno odzyska pamięć. Potrzeba dla niego tylko i wyłącznie czasu. Przynajmniej tak powiedział lekarz - pocieszała blondynka. - Popatrz mi prosto w oczy - rzekła.
Dominika spojrzała na piegowatą twarz Tosi. Zaczęła wpatrywać się w jej jasnozielone oczy.
- Poradzimy sobie. Nie będziemy płakać. Wszystko się ułoży. Zobaczysz - powiedziała ze spokojem w głosie, po czym uśmiechnęła się przyjaźnie i przytuliła dziewczynkę.
- Oo, jak słodko - dziewczyny usłyszały głos, który dobiegał prawdopodobnie z kilku metrów dalej.
Kto to był? Chyba łatwo można było się domyślić. Oczywiście, że Kornelia.
- O, cześć Kornela, co ty tutaj robisz? - przywitała się grzecznie, chciała się już do niej przytulić, jak to przyjaciółki, lecz ciemnowłosa odepchnęła ją. - Coś się stało? - spytała ze zdziwieniem jasnowłosa.
- Nie, nic. Jestem po prostu przeziębiona, nie chcę cię zarazić - skłamała.
Była ubrana w krótkie jeansowe spodnie, oraz białą koszulkę na ramiączkach. Jakoś nie było widać, że dba o swoje zdrowie, podczas ''przeziębienia''.
- Rozumiem... - Tosia popatrzyła się na nią z lekkim niedowierzaniem, ale zignorowała jej ubiór. - Co tutaj robisz? - skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i uśmiechnęła się.
- Szłam właśnie do sklepu no i nagle was zobaczyłam, więc postanowiłam podejść i porozmawiać, bo w sumie ostatnio rzadziej rozmawiamy, nieprawdaż? - powiedziała z nutką ironii.
- A więc to o to ci chodzi, heh. Posłuchaj...
- Nie, to ty mnie posłuchaj - przerwała Kornelia.
- Hę? - Tosię zamurowało.
Co jej znów odbija? - pomyślała blondynka.
- Wydaje mi się, że ostatnio masz mnie po prostu gdzieś. Ciągle tylko Adaś, Adaś, Adaś, Franuś, Franuś, Franuś - nabijała się. - Kiedy ostatnio ty w ogóle po mnie zadzwoniłaś? Lub nawet po prostu napisałaś? Zwykle to ja muszę robić ten pierwszy krok.
- Kornela, p-posłuchaj mnie!
- Nie! - znów przerwała. - Twoje wytłumaczenia są gówno warte!
Dominika schowała się za drzewem i wysłuchiwała tej rozmowy, w której widocznie podniosło się ciśnienie u obu stron.
- Nie rozumiesz, że nasza przyjaźń się wali przez tych twoich kochasiów?! - krzyczała.
- Jakich kochasiów?! Są są moi koledzy, a jeden jest po wypadku i trzeba mu pomagać, a nie zostawić go na pastwę losu! Sam sobie nie poradzi! Ty zawsze taka byłaś! - zbulwersowała się w końcu Tosia.
- Jaka? Zawsze próbowałam zachować przyjaźń na jak najdłużej? Gdybym co chwilę nie przemawiała ci do rozumu, to nasza przyjaźń już by się dawno zakończyła!
- Nie! Zawsze byłam twoją marionetką! Manipulowałaś mną! Dopiero teraz to odkryłam! Ty nigdy nie chciałaś pomagać innym! Gdy widziałyśmy małego, bezbronnego kotka na ulicy, potrzebującego pomocy, ty go olewałaś! Traktujesz wszystkich jak śmieci, a mnie jak swoją własność! - krzyczała.
- Ooo, a więc w końcu trafiła kosa na kamień. Dowiedziałam się wreszcie, co o mnie myślisz, jak słodko - zachichotała wrednie.
- Czas na drugą, prawdziwą twarz Kornelii. Wiedziałam, że kiedyś się ode mnie odsuniesz, Tosiu - prawiła. - Ale spokojnie, to dopiero początek. Przekonasz się w końcu jaka jestem. A, i jeszcze jedno. Jak powiesz cokolwiek temu twojemu Frankowi, czy Adasiowi, to nie żyjesz. - zacisnęła pięści, popatrzyła się na nią krzywo i gwałtownie się obróciła, uderzając swoimi długimi, ciemnymi włosami w Tosię. Odwróciła się jeszcze na moment, w jej oczach pojawiła się iskra, iskra złowieszczości.
- Nienormalna - odezwał się cieniutki głosik zza drzewa.



niedziela, 24 maja 2015

Rozdział 16

Przyjaźń na nowo? 

Kobieta rozłączyła się i trzymając telefon w ręku, spojrzała na syna.
- Adaś, Karol przyjedzie do nas w przyszłym tygodniu, w sobotę, bo w tym nie ma czasu - rzekła.
- Mamo, nie mów do mnie ,,Adaś'', proszę - zdenerwował się lekko chłopak, po czym uśmiechnął się.
- No ale dla mnie zawsze będziesz małym chłopcem, Adasiem - uśmiechnęła się mama, podeszła do siedzącego bruneta i kucnęła przed nim, żeby go przytulić.
Adam był lekko zawstydzony, zarumienił się. Do tego jeszcze jakaś dziewczyna, niejaka Tosia, musiała na to patrzeć. Blondynka chichotała pod nosem, Dominika także.
- Może się gdzieś przejdziemy? - zaproponowała siostra.
- W sumie to dobry pomysł - odpowiedział chłopak, odepchnął się od mamy, wstał, poprawił bluzę i fryzurę. - Możemy iść - uśmiechnął się.
Tosia, Dominika oraz oczywiście Adam pożegnali się z mamą chłopaka i wyszli z pokoju, zaczęli schodzić drewnianymi schodami. Zeszli już na sam dół. Brunet zwykle przed wyjściem brał coś do jedzenia z kuchni, lecz tym razem tego nie zrobił. Podszedł w stronę swoich butów, kucnął i zaczął je ubierać. Podobnie zrobiły dziewczyny. Po wykonaniu tej czynności, cała trójka wyszła na zewnątrz. Postanowili, że pójdą do parku. Tam przeważnie Adam spotykał się z Frankiem. Dominika znała całą drogę przez piękne, kolorowe budynki na pamięć. Tosia była nieco skrępowana, idąc razem z zielonookim i siostrą kolegi. Po pierwsze, chłopak jej nie pamiętał, a po drugie, z brunetką prawie się nie znały. Spacer się dłużył, gdyż co chwilę zapadała niezręczna cisza. Mieli szczęście. Blondynka w oddali ujrzała Franka, zupełnie o nim zapomniała. Już z daleka blondyn przywitał się, machając ręką. Odmachała Tosia z Dominiką. No tak, przecież Adam nic nie pamiętał. Franek był już przy całej trójce.
- Hej Adam! - przytulił się do niego po przyjacielsku. Brunet popatrzył na niego zmieszanie. - Nawet nie wiesz jak się cieszę, że się obudziłeś! Szczerze mówiąc, myślałem, że będziesz dłużej spać - zaśmiał się.
- Emm.. Znamy się? - odparł zielonooki.
Franek poczuł się, jakby wpadł w jakąś ogromną, czarną dziurę. Był wmurowany w podłoże i przez chwilę nic nie mówił.
- Franek, co ci jest? - spytała, z troską, Tosia. Nie usłyszała odpowiedzi.
Dziewczyna podeszła do blondyna i zaczęła nim trząść. W końcu się otrząsnął.
- Co się z tobą stało, Franek? - spytała ponownie z wielkim przejęciem.
- Co się stało Adamowi?! Co ci lekarze z nim zrobili? On mnie nie zna! Do cholery, znów się wszystko wali! - znów miał ten swój ,,napad''. Od niedawna z Franka psychiką dzieje się coś... dziwnego, lecz nie wiadomo dokładnie, co.
- Uspokój się, idioto! - Tosia krzyknęła, złapała go za ramiona, niechcący do przezwała. Nie chciała go tak nazwać. Samo jej to wyszło z ust. - Posłuchaj! - krzyknęła ponownie. - Z Adamem jest wszystko w porządku - dziewczyna zniżyła ton, popatrzyła głęboko w jego oczy, co uspokoiło z całą pewnością chłopaka.
Dominika z Adamem patrzyli na tą sytuację z zaciekawieniem.
- Wszystko jest w porządku - powtórzyła dziewczyna, mówiąc szeptem.
- Dziękuję - po tych słowach Franek przytulił się do Tosi. W dwójkę wyglądali przesłodko.
- Aww... - Dominika nie mogła się powstrzymać. Po tym odgłosie, natychmiast zatkała usta ręką i nadal obserwowała. Brunet stał nadal obok siostry, nie mając zielonego pojęcia, w czym rzecz. W pewnym momencie Tosia oderwała się od blondyna i wytłumaczyła mu całą sytuację.
- Otóż, Adam obudził się dzisiaj rano, ale okazało się, że stracił pamięć, po tym uderzeniu z tirem. Pamięta tylko początki swojego życia. Nie kojarzy nas, Elbląga, niestety. Ale, gdy byliśmy u niego w domu, stał się cud. Adam przypomniał sobie o niejakim Karolku...
- Oo, Karolek! Uwielbiam jego filmy! - przerwał Franek.
- Filmy? - zapytała.
- Pewnie! Razem z Naruciakiem.. zaraz.. ups..
- Spokojnie! Wiem już wszystko o youtubie Adama, Dominika mi wszystko opowiedziała - uśmiechnęła się w stronę dziewczynki.
- A nie mówiłam ci przypadkiem, że z Karolem też nagrywa? - przerwała siostra.
- Wiesz.. już nie pamiętam. Za dużo informacji na raz - uśmiechnęła się ponownie. - No więc.. na czy to ja? Aa, tak. Karol przyjeżdża do Adama za tydzień w sobotę.
- To fajnie.. Już troszkę nie nadążam, ale mam nadzieję, że wszystko się ułoży - odparł dumnie.
- No więc, Adam, to jest Franek. - Tosia popatrzyła na bruneta, pokazując palcem na Franka.
- Mimo mi - uśmiechnął się przyjaźnie Adam.
- Po tylu latach, poznajemy się na nowo - zaśmiał się niebieskooki. Brunet znów się uśmiechnął, bo nie wiedział jak odpowiedzieć.
W tym momencie ta przyjaźń wydawała się taka obca, inna, zupełnie inna niż była jeszcze niedawno.

piątek, 22 maja 2015

Rozdział 15

Nie wszystko stracone!

Adam posmutniał i usiadł na swoje łóżko.
- Przyrzekam, z ręką na sercu, nic a nic nie pamiętam - rzekł, patrząc w stronę Tosi.
- Wierzę - odpowiedziała blond włosa.
- Zaraz... Jak ma na imię ta dziewczyna, którą spotkaliśmy po drodze? - zapytał chłopak.
- Chodzi ci o Kornelię? Ciemne włosy? Tak?
- Mhm - odparł z blaskiem nadziei w oczach. - Znam ją? - zapytał.
- Tak, niedawno poznana przez ciebie dziewczyna, to moja przyjaciółka - uśmiechnęła się, lecz zastanawiała się, dlaczego Adam wspomniał akurat o Kornelii. Po co mu to było potrzebne?
- A dlaczego się pytasz? - zapytała.
- A, tak jakoś. Miła się wydaje.
Nagle z dołu dobiegł głos mamy.
- Adaś! Kolejne fanmaile do ciebie przyszły - krzyknęła, zupełnie zapominając o stanie syna.
- Co? Jakie fanmaile? Co to znaczy? - spytał ze zdziwieniem brunet, lecz nie otrzymał odpowiedzi, ponieważ Dominika zbiegła od razu, po usłyszeniu wiadomości o nowych listach dla brata. Tosia też nie wiedziała o co biega, gdyż nie znała się na tych sprawach. Przecież dowiedziała się, że Adam jest youtuberem jakieś kilkanaście minut temu. Nastała niezręczna cisza. Skoro chłopak nic nie pamiętał, to o czym mieli rozmawiać? Słychać było tylko śpiew ptaków za oknem i dźwięk kosiarki gdzieś w oddali. Ciszę przerwała Tosia.
- W sumie, to masz naprawdę ładny pokój - uśmiechnęła się, chłopak to odwzajemnił, lecz się nie odezwał.
Siostra chłopaka wróciła do pomieszczenia. W rękach miała ogromne pudło, w którym znajdowało się bardzo dużo listów i paczek. Rzuciła je na podłogę i popatrzyła się na brata, tak, jakby chciała powiedzieć ,,otwórz, to dla ciebie''.
- Co? Że to niby moje? Ale co to jest? - spytał zmieszany.
- Ehh.. Jesteś youtuberem! Wiesz kto to jest, prawda?
- No niby tak...
- Twoi widzowie nazywają się ciuraki - dziewczyna kontynuowała.
- Haha, co? Kto wymyślił taką nazwę?
- Ty, razem ze swoimi widzami - siostrze nie było do śmiechu.
- Rozumiem... ale co to za listy?! - niecierpliwił się.
- Listy od twoich widzów! Masz skrytkę pocztową w Warszawie, z której odbierasz paczki i listy od ciuraków. Pamiętasz choć trochę?
- Nie - odparł ze smutkiem.
- Ehh... No cóż. Ale może weź jeden list i go przeczytaj, co? - zaproponowała Dominika.
- No dobrze.
Adam wstał z łóżka i podszedł do wielkiego pudła. Zasięgnął do niego po pierwszą lepszą paczkę i usiadł z nią z powrotem na łóżku. Zaczął ją powoli otwierać z wielkim zaciekawieniem. Na samym wierzchu znajdował się list. Chłopak wziął go do ręki i zaczął czytać.
,,Cześć Naruciak!'' - Kim jest Naruciak? To niby ja?
- Mhm - odparła Dominika.
Adam kontynuował czytanie. Nie robił tego na głos, aż nagle doszedł do pewnego momentu.
,,Uwielbiam połączenie Ciebie oraz Karolka! Jesteście genialni!'' - Zaraz... Karolek...?
- Tak, Karolek - odparła siostra.
- Karolek... Karoolek... Karol?! Ten Karol? Karol.. Dębowski? Dachowski? Ja go pamiętam! Dąbrowski!!
Dominice i Tosi oczy wyszły na wierzch.
- Pamiętasz Karolka?! Z nim często nagrywasz filmy! - krzyknęła siostra.
- Pamiętam go! Ale nie pamiętam żadnych filmów z nim.. Wiem tylko, że zobaczyłem go na żywo pierwszy raz na jakimś spotkaniu, gdzie było naprawdę dużo ludzi - ekscytował się chłopak.
- Jak to nie pamiętasz filmów? A Tosię pamiętasz? I ten pokój? I Elbląg? - dopytywała brunetka.
- Nie...
- Nie? Jak to możliwe? - posmutniała.
- Muszę zadzwonić do Karola! Muszę to zrobić! Gdzie on mieszka? Kto ma jego numer?! - Adam chciał jak najszybciej się z nim spotkać.
- Ty masz do niego numer... - odpowiedziała Dominika. - Daj mi swój IPhone.
- Jaki IPhone?
- Ech.. Zapomniałam, że teraz jesteś zacofany - zażartowała siostra i zaczęła szukać telefonu brata po całym jego pokoju.
Sprawdzała na szafkach, pod łóżkiem, na biurku. Nigdzie go nie było. A Adam, w pewnym momencie, jak gdyby nigdy nic, wyciągnął telefon ze swojej kieszeni i zaczął się nim bawić. Dominika spojrzała na brata, stanęła jak słup i uderzyła się w czoło swoją ręką.
- Dawaj mi to! - krzyknęła do brata.
- Aa, to tego szukałaś - zmieszał się chłopak.
Weszła w ,,kontakty'' i wybrała numer do Karolka. Chciała do niego sama zadzwonić, ale się wstydziła, więc zawołała mamę.
Adam siedział na łóżku.
Czy oni uważają mnie za upośledzonego? Chyba wiem, jak obsługiwać telefon komórkowy - pomyślał.
Mama bruneta weszła do pokoju.
- Co jest, córciu?
- Eh.. Mamo, Adam przypomniał sobie Karolka i chciałabym, żebyś do niego zadzwoniła, aby do nas przyjechał.
- Nie ma sprawy... - kobieta się odrobinę speszyła, lecz wzięła komórkę w rękę, wybrała numer i zadzwoniła.
Tosia, wraz z Adamem czuli się jak w wariatkowie. Jeszcze do tego Figuś szczekał i biegał po całym pokoju jak głupi. Nagle ze słuchawki odezwał się męski głos.
- Cześć Adam! Co tak rzadko dzwonisz, stary? - przywitał się Karol.
- Dzień dobry, z tej strony mama Adama - odezwała się kobieta, była bardzo roześmiana.
- Oj, przepraszam. Co panią do mnie sprowadza? - zapytał.
- Oj.. Długa historia. To może tak w skrócie. Adaś miał wypadek, leżał w szpitalu, stracił pamięć. Teraz nic nie pamięta.. No.. prawie. Przed momentem przypomniał sobie właśnie o tobie.
- Jezu.. - Karola zatkało.
- I mam ogromną prośbę. A raczej to Adam ma prośbę. Czy mógłbyś przyjechać tutaj do nas, do Elbląga? - zapytała mama bruneta.
- Ojj.. W tym tygodniu nie będę mógł tam dotrzeć.. Ale w przyszłym tygodniu, w sobotę będę miał czas. Na pewno przyjadę! Niezupełnie wszystko zrozumiałem, ale mam nadzieję, że gdy tam będę, to wszystko mi opowiecie!
- Dziękuję, nawet nie wiesz, jakie to dla nas i dla niego ważne - odparła kobieta.
- Dla przyjaciół wszystko - odpowiedział z radością Karol.

niedziela, 17 maja 2015

Rozdział 14

Pamiętasz? 

- A może chociaż zjesz mój rosół, smarku? - zapytała z obrazą pani Grażynka.
- Proszę pani, nie teraz. Musimy go zaprowadzić do domu - odparła Tosia. - Adam, tam jest twoja bluza, jakby coś - wskazała palcem na krzesło, gdzie było powieszone bordowe ubranie.
- Uu, jeżeli to jest moje, to mam fajny styl - zaśmiał się chłopak. Poczucia humoru na szczęście nie stracił. Tosia także się uśmiechała. Miała w oczach jeszcze łzy, ale wytarła je chusteczką, którą podała jej pani Piotrkowska.
- To idziemy? - spytała sąsiadka, chowając swój słoik z rosołem do torby.
- Mhm - odpowiedziała dziewczyna, po czym cała trójka wyszła z sali i zaczęła iść korytarzem szpitalnym w stronę wyjścia. Gdy już wyszli, Tosia razem z panią Grażynką prowadziły chłopaka przez miejsca, które Adam na pewno znał, ponieważ często przez nie przechodził. Mijali park, obok którego chłopak miał wypadek, ale niestety brunet nic nie kojarzył. Przyglądał się tylko Elblągowi.
- Bardzo ładne miasto - przerwał ciszę.
- Bo w nim mieszkasz - odrzekła sąsiadka. Nie chciało jej się za bardzo iść ze ,,smarkiem'', lecz nie miała innego wyjścia.
- Adam... - zaczęła Tosia.
- Słucham?
- Na prawdę nie kojarzysz żadnych miejsc i osób? Mnie? Pani Grażynki? O! A Franka kojarzysz?! Franek Mazurkiewicz! Musisz kojarzyć! Twój najlepszy przyjaciel! Znacie się od 10 lat! - usiłowała przypomnieć cokolwiek dziewczyna.
- Nie, naprawdę nie pamiętam, żebym kogoś takiego znał... Pamiętam tylko...
- Co?! - przerwała. - Oj, przepraszam, no mów.
- Pamiętam tylko mój dom w Gdyni, moją mamę, siostrę, Figusia. W sumie to całą rodzinę. To jest Elbląg, tak?
Jakiego Figusia? - zamyśliła się Tosia.
- Yy, tak! To jest Elbląg! Czyli, że jednak pamiętasz coś ze swojego życia. Mogę zapytać, kim jest Figuś?
- To mój piesek - uśmiechnął się brunet, patrząc się głęboko w oczy zielonookiej dziewczynie.
Nagle zabolała go mocno głowa. Złapał się za nią i schylił się nieco z bólu. Gdy przypatrywał się Tosi, mogło by się wydawać, że przez chwilę ją pamiętał, lecz po sekundzie znów zapomniał.
- Adam! Co się dzieje?! - spytała z niepokojem nastolatka.
- Nie, nic. Strasznie mnie głowa rozbolała. Chyba nic wielkiego.
- To więc nie pamiętasz Franka? - zapytała znów z odrobiną nadziei.
- Nie. Aa, właśnie. Nie zapytałem nawet jak masz na imię.
Sytuacja z pod sklepu się powtarza, heh. - pomyślała i uśmiechnęła się.
- Tosia
- Ładne imię. Rzadko się z takim spotykam - odparł.
Nagle cała trójka napotkała na swojej drodze... Kornelię! Była ubrana w jeansy, czarne trampki oraz koszulkę z długim rękawem tego samego koloru co buty.
- Oo! Adam, jak się spało? - zaczęła już z daleka ciemnowłosa.
- To ja ją znam? - spytał Tosię chłopak.
- Tak, to jest moja przyjaciółka. Ostatnio jej trochę odbija, ale ciii... - odpowiedziała blondynka.
Hmm... Ładna z niej dziewczyna - pomyślał siedemnastolatek.
- Nie doczekałam się odpowiedzi - rzekła Kornelia. Była już przy całej trójce.
- Kornela... Muszę ci coś powiedzieć. - zaczęła jasnowłosa.
- No dobrze, więc mów.
- Adam... no.. stracił pamięć. Nie pamięta ciebie, mnie, Franka.
W szarych oczach dziewczyny pojawił się błysk. Chyba wpadła na kolejny dziwny pomysł. Uśmiechnęła się złowieszczo do siebie samej.
- Ojj, Adam, poważnie? - zapytała z nutką ironii.
- Z tego co wiem, to tak - uśmiechnął się do niej, ale inaczej, niż to zwykle robił przy innych osobach.
Kornelia poczuła się nietypowo.
- A co jeśli oni sobie ze mnie żartują? Adam uśmiechnął się do mnie w dziwny, inny sposób. Co to do cholery znaczy? - pomyślała. Zaczęła powoli głupieć z tego wszystkiego.
- Słuchaj Kornela, naprawdę nie chcę się teraz żegnać, ale lekarz Adama kazał nam bezpiecznie odprowadzić go do domu - powiedziała Tosia.
- Rozumiem - odparła. - Ja idę jeszcze do szpitala w sprawie Maksa - skłamała. - To ja lecę, pa.
Kornelia poszła. Adam zaglądał co chwilę za nią. Gdy już znikła z pola widzenia, Tosia znów zaczęła rozmowę z nim. Pani Grażynka przez cały czas szła za nimi. Mijali kolorowe budynki z pięknymi ogródkami, czyli w sumie to, co zawsze. Do domu Adama doszli w około 10 minut. Pani Piotrkowska poszła w stronę swojego mieszkania. Dziewczyna z brunetem podeszła przed klatkę.
- Wiesz, pod którym numerem mieszkasz? - zapytała Tosia.
- Nie, przepraszam - odpowiedział.
- Nie przepraszaj. Zadzwonimy do sąsiada, może wie.
Blondynka wcisnęła byle jaki przycisk i rozległ się dźwięk dzwoniącego domofonu.
- Tak, słucham? - odezwał się męski głos.
- Dzień dobry, czy tutaj mieszka Adam Zimmermann?
- To ten co wiecznie się drze sam do siebie i gada do kamery? On mieszka piętro wyżej.
Gada do kamery? - pomyślała Tosia. Zdziwiła się.
- Dziękuję! - odpowiedziała.
Tym razem wcisnęła odpowiedni numer domu. Teraz odezwał się damski głos.
- Halo?
Adam od razu rozpoznał głos swojej mamy.
- Mamo, to ja, Adam!
Kobieta o mało co nie zaszła na zawał przy słuchawce od domofonu.
- Adaś! Wchodź! Jesteś sam? - zapytała roztrzęsiona.
- Nie.. Może też wejść koleżanka?
- Pewnie! Wchodźcie szybciutko! - mówiła to jak do 10-latka.
Chłopak razem z zielonooką wchodzili powoli po schodach. Nastolatek w ogóle nie poznawał swojej klatki schodowej. Doszli w końcu na właściwe piętro i do domu.
- Zapukaj - zaproponowała Tosia Adamowi uśmiechając się.
Jak kazała, tak też zrobił. Drewniana konstrukcja odchyliła się. Chłopak ujrzał swoją mamę.
- Mamo? Ale się zestarzałaś...
- Słucham? - nie zrozumiała mama.
Na schodach słychać było schodzącą Dominikę. Szła jak najszybciej się dało. Gdy już zeszła, wbiegła na swojego brata i przytuliła go.
- Widziałam cię w telewizji! Matko! Myślałam, że nie wrócisz do domu! - mówiła siostra, tuląc się do Adama.
- Dominika? Ale urosłaś! - rzekł Adam.
- Adam, co ty wygadujesz? Zachowujesz się dziwnie - stwierdziła mama chłopaka.
- Mogę się wtrącić? - zaczęła Tosia.
- Hm?
- On stracił pamięć.
- Co?! Jak to? - krzyknęła Dominika.
- Lekarz powiedział, że to się zdarza. Powinien sobie kiedyś wszystko przypomnieć. Mówił coś, że pamięta tylko swoje mieszkanie w Gdyni i coś w tym stylu.
- Jeju.. W Gdyni mieszkaliśmy kilka lat temu - odparła kobieta.
- Skoro on pamięta tylko początki ze swojego życia, to co z jego ciurakami?! - odezwała się Dominika.
- Jakimi ciurakami? - zdziwiła się Tosia.
- No ciuraki! Jego widzowie! YouTube! On nie pamięta, że jest youtuberem! Jak się wytłumaczymy jego widzom?!
Tosię olśniło.
Aa więc o to chodziło wtedy Frankowi! - pomyślała. Uświadomiła sobie, o czym mówił blondyn wtedy w parku.
- To on jest youtuberem?! - zapytała ze zdziwieniem Tosia.
- Mhm! Ma bardzo dużo widzów, którzy są wspaniali! Przynajmniej Adam tak mówi - rzekła Dominika.
- Ekhem... - chrząknął chłopak. - Mogę wiedzieć o co chodzi?
- Adam! Trzeba ci odświeżyć pamięć! Chodź na górę! I ty..
- Tosia - powiedziała jasnowłosa z uśmiechem.
- No właśnie! Tosia! Ty też chodź!
Zielonooka zdjęła buty, tak samo jak Adam i zaczęli podążać za Dominiką na górę. Weszli drewnianymi schodami. Siostra wskazała na drzwi, które były drewniane, tak samo jak schody. Za nimi znajdował się pokój Adama.
- Adam, wchodź tam! To twój pokój!
Chłopak posłuchał siostry. Wszedł do środka. Zobaczył zielone ściany. Po lewej stronie ujrzał niebieską szafę na ubrania z widoczną statuą wolności oraz białe półki, na których była powieszona gitara. Troszkę bardziej po prawej stronie, pod ścianą stało łóżko. Gdy Adam obrócił się całkowicie w prawo, na pierwszy rzut oka było widać miejsce, gdzie działa się cała ''magia''. Stało białe biurko, a na nim 2 monitory, softbox'y, czyli po prostu oświetlenie. Ogólnie mówiąc: cały sprzęt, który jest potrzebny youtuberowi.
- To wszystko jest moje? - zdziwił się Adam.
- Tak! Wszystko! Dosłownie! Jesteś youtuberem! Twoi widzowie to ciuraki! Pamiętasz?! - zapytała z nadzieją Dominika.
- Nie - odparł zakłopotany chłopak. Było mu bardzo przykro.




piątek, 15 maja 2015

Rozdział 13

Sąsiadka zawsze pomoże

Tosia szła korytarzem do sali, w której leżał Adam. Weszła do pokoju nr 57 i usiadła po raz kolejny na krześle obok łóżka chłopaka. O dziwo nie nudziło się siedzenie i czekanie na obudzenie się kolegi. Miała na sobie czarne rurki i jasnoniebieską koszulkę. Oglądała jakieś nudne seriale, nie mające na celu żadnego przekazu. Nagle na korytarzu usłyszała krzyki jakiejś staruszki. Blondynka wyszła na moment z sali, aby zobaczyć, kto to jest. Kobieta miała na sobie typowy sweterek dla babci
o kolorze fioletowym oraz szarą spódnicę sięgającą za kolana. Na jej głowie widoczny był siwy kok. Poprawiała właśnie swoje okulary i pytała się czegoś lekarzy. Nagle zaczęła podążać w stronę Tosi. Już z daleka zaczęła pytać:
- Czy to jest sala nr 57? Czy tutaj leży Adaś Zimmermann?
- Emm.. tak - odpowiedziała dziewczyna. Nie wiedziała zbytnio o co chodzi. - Kim pani jest? Czyżby babcią Adama?
- Nie no coś ty. Gdybym miała mieć takiego wnuczka, to bym chyba zwariowała. Mama tego młodzieńca kazała mi przynieść dla niego jakieś konfitury i zupę. Słyszałam, że miał wypadek - powiedziała skrzeczącym głosem.
- Miał wypadek, ale teraz jest w śpiączce i nie wiadomo kiedy się obudzi - odpowiedziała. - Ale spytam jeszcze raz z ciekawości, kim pani jest dla Adama?
- No jestem jego sąsiadką. Uwielbiam mu uprzykrzać życie. - uśmiechnęła się lekko. Okazało się, że kobieta, to pani Grażynka Piotrkowska. ,,Ulubiona'' sąsiadka Adama.
- Aa, rozumiem. To niech pani wejdzie. Tylko nie wiem, czy przez sen będzie chciał zjeść cokolwiek. - zaśmiała się lekko, lecz kobietę rzadko coś bawiło. To ona była ,,królową'' żartów, które i tak nikogo nie śmieszyły. Staruszka podeszła do łóżka chłopaka.
- Smarku, mam dla ciebie coś dobrego - powiedziała to z takim spokojem, jakby myślała, że Adam po prostu leży i jest całkiem zdrowy.
- Smarku! - wyciągnęła ze swojej wielkiej czerwonej torby słoik z rosołem.
- Proszę pani, ale Adam jest w śpiączce. On naprawdę nic nie słyszy - stwierdziła Tosia.
- Oj tam śpiączka. Na pewno wszystko słyszy. Prawda smarku? - spytała kobieta, lecz nie doczekała się odpowiedzi.
- Śpiączka to śpiączka. To nie jest zwykły sen - powiedziała z lekkim gniewem w głosie blondynka.
- Dziewczę moje kochane, ja wiem co mówię. Mój mąż też był kiedyś w śpiączce i co? Teraz nie żyje, ale nie ważne.
Tosia zrobiła wielkie oczy.
- Ale spokojnie! To nie przez śpiączkę umarł. Miał coś z sercem. Smutna historia, ale to było dawno. Teraz się wyżywam na moich sąsiadach, zwłaszcza na Adasiu i sprawia mi to wielką przyjemność - uśmiechnęła się znów pani Grażynka.
- Niech mnie pani nie straszy! Ale nie robi mu pani nic złego, prawda? - zapytała dziewczyna.
- Spokojnie maleńka, tylko go wyzywam, gdy mnie denerwuje.
Pani Piotrkowska była szczerą kobietą. Nie bała się reakcji innych, jak nie trudno było zauważyć.
- Ehh, to jak było z tą śpiączką? - spytała Tosia.
- Mój kochany mąż, Henryk, leżał sobie po operacji nogi w łóżku szpitalnym, ponieważ miał wypadek, na szczęście nie groźny. - zaczęła. - Był w śpiączce. Przez cały ten czas, gdy spał, ja rozmawiałam z nim. Gdy Henryk w końcu otworzył oczy, powiedział, że śniło mu się, jak z nim gadałam.
- Ciekawe... - zainteresowała się Tosia.
- A co? Adaś ci się podoba, prawda? - spytała, mówiąc szeptem i z uśmieszkiem pani Grażynka.
- Nie! - krzyknęła dziewczyna. - W żadnym wypadku! Kolegujemy się tylko. Znam go dopiero kilka dni - zarumieniła się lekko.
- Ja swoje wiem. Swoje lata przeżyłam i wiem jak jest. - dokuczała blondynce pani Piotrkowska.
- Co się stało...? Gdzie jestem...? - odezwał się męski, zaspany głos.
- O Boże, Adam! - krzyknęła z radości Tosia, a pani Grażynka uśmiechnęła się.
- Co? Jaki Adam? - zapytał chłopak nadal zaspany.
- No.. Nazywasz się przecież Adam - zaśmiała się.
- Poważnie? A jak się tutaj znalazłem i kim ty jesteś?
- Adam, weź sobie nie żartuj. Już prawie na zawał zeszłam. Przynajmniej w takiej sytuacji powinieneś być poważny.
- Ale ja naprawdę nie mam pojęcia kim jesteś, dziewczyno. Tak samo jak nie wiem kim jest ta starsza kobieta za tobą. - powiedział brunet, wstając powoli z łóżka i trzymając się za głowę.
- Dlaczego mam na głowie bandaż? Jestem w szpitalu? Leżałem w łóżku szpitalnym? O co chodzi?! - chłopak był niebywale rozkojarzony.
Tosia nie wiedziała co odpowiedzieć. Myślała, że Adam sobie z niej żartuje. W tym momencie do sali wszedł lekarz.
- Oo! Widzę, że nasz śpiący królewicz się obudził! - uśmiechnął się doktor.
Mina Tosi i pani Grażynki nie były już tak radosne jak kilka sekund temu.
- Co to za mimika? Pan Adam się obudził. Możecie go uściskać! Śmiało! - rzekł.
- Ale... on mówi, że nas nie zna i że nie wie, że ma na imię Adam. Co to ma znaczyć panie doktorze?
- O nie... Tak powiedział? - zapytał przestraszony lekarz.
- Mhm.. - odrzekła pani Grażynka, trzymając w ręku swój rosół domowej roboty.
- Panie Adamie, czy pan wie, co się działo przed wypadkiem? - zapytał doktor chłopaka.
- Jakim wypadkiem? Nic nie rozumiem - odrzekł Adam.
- Nie jest dobrze. Ten wypadek spowodował coś jeszcze większego niż tylko rozbicie głowy - zwrócił się w stronę Tosi lekarz.
- Boże... - do oczu dziewczyny zaczęły napływać łzy.
- Stracił pamięć. Nie jesteśmy w stanie określić kiedy ją odzyska, przykro mi - powiedział z dziwnym spokojem.
- Jaką tam pamięć?! Stuknie się go patelnią w głowę i wszystko sobie przypomni! - powiedziała pani Grażynka.
- Nie! W żadnym wypadku proszę tego nie robić! Może się tylko pogorszyć. W takiej sytuacji należy tylko czekać... znowu... - powiedział pan doktor. - Panie Adamie. Rozumiem, że nie wie pan o co chodzi w tym momencie, ale proszę zaufać tym dwóm paniom. One pana zaprowadzą do pana domu. Może sobie pan wszystko przypomni.
- Rozumiem... - skłamał Adam.

środa, 13 maja 2015

Rozdział 12

To się staje niebezpieczne... 

Kornelia bez zastanowienia weszła do sali, a tuż za nią lekarz. Dziewczyna ujrzała mamę Adama. Była nieco przestraszona.
- Co się stało, proszę pani? - zapytał zaniepokojony lekarz.
- Adam poruszył ręką. Myślałam, że się obudził - odpowiedziała ze smutkiem.
- To się zdarza. Takie tiki nerwowe. Ale niech pani się nie zamartwia na zapas. Pani syn na pewno na dniach się obudzi.
- Rozumiem - kobieta trzymała chłopaka za rękę. Doktor wyszedł.
W sali był telewizor. Pacjenci mogli sobie przynajmniej coś pooglądać, żeby się nie zanudzić na śmierć. Kornelia wzięła pilot i przełączyła na program informacyjny.
- Wczoraj w godzinach popołudniowych, blisko elbląskiego parku zdarzył się okropny wypadek. Takiego widowiska elblążanie dawno nie widzieli - rozbrzmiał głos telewizyjnego reportera.
Zaciekawiona ciemnowłosa dziewczyna zaczęła oglądać.
- Około siedemnastoletni chłopak został potrącony przez 10-cio tonowego tira. Sytuacja wyglądała naprawdę groźnie. Chłopak był jeszcze z dwójką przyjaciół. Jeden z przechodniów widział, że nastolatek, który ucierpiał, okazał się bohaterem. Poświęcił się dla nich, skacząc wprost pod koła pojazdu, lecz, czy uszedł z życiem? Aktualnie leży w szpitalu. Lekarze wciąż nadzorują stan pacjenta. Kierowca tira tłumaczył się, że nikogo nie zauważył na drodze. Czeka go sprawa w sądzie i grozi mu pójście za kratki.
- Boże... - mruknęła pod nosem Kornelia, po czym podeszła do śpiącego Adama. Całą głowę miał w bandażu. Widać było gdzieniegdzie plamki krwi.
- Może źle go oceniłam... - znów cicho rzekła.
- Mówiłaś coś? - spytała mama leżącego.
- Pani jest mamą Adama? - zapytała, ignorując zupełnie pytanie kobiety.
- Tak, jestem. A ty kim jesteś dla mojego syna?
- Właściwie to nikim. Widzieliśmy się chyba tylko dwa razy i znajomość nie zaczęła się dobrze.
- A co się stało? Opowiedz mi, kochana - mama Adama była naprawdę dobrą kobietą. Potrafiła wysłuchać każdego.
Kornelia wpadła na pewien pomysł.
- No.. To moja wina. Źle zaczęłam i on się do mnie zraził. Byłam załamana, bo mój kuzyn odszedł i... ehh, nie chcę o tym mówić - zesmutniała nastolatka. - Po prostu dziwnie i chamsko się zachowałam wobec Adama.
- Ojj, nie wmawiaj sobie. Przecież to nie przez ciebie Adaś teraz tutaj leży. - kobieta pogłaskała Kornelię po głowie.
- Muszę się też poskarżyć na niego. - znów zaczęła zgrywać tą lepszą. A wydawała się już taka urocza. - Wygonił mnie, gdy przyszłam pod jego klatkę, tak samo, jak jego przyjaciel Franek, powiedział, żebym się od niego odwaliła. To nie było zbyt miłe.
- Może byli po prostu zmęczeni? Nie martw się. - mama Adama była sympatyczna dla Kornelii, a ta tylko ,,zdobywała punkty'', żeby potem znów zrobić coś, czego prawdopodobnie będzie żałowała.
- Być może. No cóż, przepraszam za kłopot.
- Ale jaki tam kłopot, skarbie? Bardzo przyjemnie mi się z tobą rozmawia. Kiedyś musimy umówić się na jakąś herbatkę i porozmawiać na jakieś babskie tematy - kobieta była jak zahipnotyzowana. Czy ona naprawdę nie widziała, że coś jest nie tak z tą ,,uroczą'' dziewczyną?
- Teraz muszę iść. Praca i obowiązki wzywają - rzekła mama, po czym wstała z krzesła, ucałowała syna i wyszła z sali. Kornelia usiadła na miejsce kobiety i zaczęła mówić do Adama, choć ten nic nie słyszał.
- Taki z ciebie bohater? Ja wiem co knujesz! Chcesz zabrać mi przyjaciółkę! Ten twój Franek zresztą też! Musiałam zmyślać, że mój kuzyn nie żyje. Tak! Mój kuzyn, Maks, tak naprawdę żyje. Okłamywałam wszystkich. Jest po prostu ciężko chory, ale wyjdzie z tego. Jestem ciekawa kiedy się obudzisz. Gdy to się stanie, zniszczę was. Wasza reputacja spadnie na dno. Zobaczycie! - uśmiechnęła się złowieszczo.
Adam znów poruszył ręką. Tik był większy niż poprzedniego razu. Wyglądało na to, że niedługo może się wybudzić ze śpiączki. Kornelia całkowicie to zignorowała. Wstała z krzesła i szybkim krokiem wyszła z sali. Szła korytarzem w stronę wyjścia.
- O hej! - ciemnowłosa usłyszała znajomy dziewczęcy głos. Był to głos Tosi. Nie zauważyła jej, gdy się z nią przed momentem mijała.
- Matko, nie zauważyłam cię. Przepraszam i cześć! - przywitała się Kornelia. Wyglądała na roztrzepaną.
Dziewczyny stanęły na środku korytarza i zaczęły rozmawiać.
- Coś się stało? Dowiedziałaś się o Adamie, prawda? - spytała blondynka.
- Tak. Bardzo mi przykro z tego powodu - kłamała. - Oglądałam wiadomości. Dzielny z niego chłopak. Uratował ciebie i Franka.
- Ech, żałuję, że nie patrzyłam na ulicę. Zagadałam się z Frankiem i [...]
W tym momencie Kornelia przestała jej słuchać. Jej mina totalnie zrzedła.
Znów o tym tępym blondynie. Mam tego po dziurki w u nosie. Franek to, Franek tamto. To samo z Adamem. A co ze mną? Nie jesteśmy już przyjaciółkami? - pomyślała zdenerwowana.
- [...] i tak to się niestety zakończyło... - dokończyła swą wypowiedź Tosia.
Kornela uśmiechnęła się sztucznie.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Ja muszę już lecieć. Miałam jechać z mamą na zakupy.
- No dobrze, to ja jeszcze pójdę do Adama. Spytam się lekarza co i jak. A nóż nagle się obudzi. Ktoś cały czas musi przy nim być. O wszystkich nowych informacjach będę ci mówiła. - rzekła zielonooka.
- Dziękuje, pa - znów sztucznie się uśmiechnęła i wyszła ze szpitala.
Blondynka podążyła zaś w stronę sali nr 57. Po drodze spotkała lekarza, który zajmował się siedemnastolatkiem.
- Przepraszam? - zatrzymała doktora Tosia.
- Tak, słucham? - odparł.
- Czy stan Adama się jakoś zmienił?
- No cóż, dzisiaj, gdy siedziała przy nim jego mama, on poruszył ręką, lecz to nie jest nic wielce znaczącego. Takie odruchy zdarzają się podczas śpiączki. Prawdopodobnie jego organizm szykuje się do wybudzenia - uśmiechnął się lekarz.

poniedziałek, 11 maja 2015

Rozdział 11

Jeszcze jej tutaj brakowało  

Tosia postanowiła usiąść przy łóżku, gdzie leżał Adam. Cały czas trzymała jego rękę i patrzyła, czy przypadkiem się nie obudził. Mijały godziny. Była już 21:30. Dziewczyna niespodziewanie spuściła głowę ze zmęczenia. Wylądowała na ramieniu śpiącego chłopaka i zasnęła. Leżała tak do rana. Gdy się obudziła, Adam nadal nie otwierał oczu. Spał słodko, niczym nowo narodzony kotek. Tosia się otrząsnęła i natychmiast wstała.
Jejku... Spałam tutaj? - pomyślała.
Poprawiła koszulkę, spojrzała jeszcze przez chwilę na chłopaka i wyszła w sali. Po korytarzu chodziło już pełno lekarzy i pacjentów.
Mama się pewnie martwi. Przyjdę tutaj potem - znów pomyślała, lecz w pewnej chwili poczuła rękę na swoim ramieniu.
- Adam?! - krzyknęła Tosia nie odwracając się.
- Emm.. Nie, to ja, Franek - odpowiedział z uśmiechem.
- Matko! Przestraszyłeś mnie - odwróciła się w stronę chłopaka. - Niechcący wczoraj zasnęłam i przenocowałam w szpitalu, a teraz zamierzałam wychodzić. Co tutaj robisz? - spytała.
- Przyszedłem odwiedzić Adama - uśmiechnął się ponownie. - Przepraszam Cię za moje wczorajsze zachowanie. Coś mi odbiło.
- Właśnie zauważyłam - rzekła z oburzeniem. - No ale mniej więcej Cię rozumiem. Trochę się bałam, że zaraz coś komuś zrobisz.
- Naprawdę było aż tak źle? - zapytał przestraszony.
- Mhm...
- To dlatego ludzie się na mnie tak dziwnie patrzą - odparł.
- No to idź już do Adama. Ja idę do domu. Muszę wziąć prysznic i się przebrać. Jestem zmęczona, plecy mnie bolą, bo nierówno leżałam.
Franek wszedł do sali a Tosia w stronę wyjścia. Minęła się z mamą bruneta, nawet o tym nie wiedząc, bo nie wiedziała, jak wygląda. Kobieta podeszła do jednego z lekarzy.
- Przepraszam, wie pan może, gdzie leży Adam Zimmermann? To mój syn. Miał wczoraj wypadek - spytała, trzymając ręce, jak do modlitwy.
- Tak, pewnie. Leży w sali nr 57. To tamte drzwi za panią - doktor wskazał na białą konstrukcję.
Mama podbiegła szybko, bez podziękowania, do miejsca, które wskazał doktor i weszła do środka.
- O mój Boże, Adaś! - krzyknęła ze łzami w oczach.
Obok bruneta siedział Franek.
- Jest w śpiączce - rzekł ze spokojem niebieskooki.
- Matko moja, co mu się stało? Jak do tego doszło?
- To stało się całkiem przypadkiem. Ja z koleżanką przechodziłem przez ulicę. Nie zauważyłem żadnego pojazdu, ale za to Adam go zauważył i żeby nas uratować skoczył na nas, aby nas zepchnąć z jezdni, a sam wpadł na tira. Historia w bardzo krótkim skrócie.
Mama bruneta nie dowierzała.
- Jak to.. na tira? - zrobiła wielkie oczy.
Nie czekając na odpowiedź, szybkim krokiem podeszła do syna. Popatrzyła na niego i łzy napłynęły jej do oczu.
- Jak mogłam do tego dopuścić... - szepnęła pod nosem.
Franek to usłyszał.
- To nie pani wina. Przecież nie może pani być wszędzie, gdzie pani syn. To prędzej moja zasługa. Gdybym był uważny, nie doszło by do tego.
- Nie obwiniaj się, skarbie - odrzekła z troską. - Miejmy nadzieję, że obudzi się jak najszybciej i szybko wróci do zdrowia - uśmiechnęła się.
Wtem do szpitala weszła Kornelia. Miała na sobie czarne rurki i białą koszulkę oraz znów te same czarne kozaki. Nie wiedziała kompletnie o wypadku Adama. Chciała się jeszcze czegoś spytać pana doktora w sprawie jej kuzyna, Maksa, który niedawno zmarł. Gabinet lekarza był w sali nr 58, czyli tuż obok bruneta.
- Wie pani... - zaczął Franek do mamy chłopaka. - Ja już pójdę. Wiem, że byłem krótko, ale mam kilka spraw do załatwienia. Pewnie przyjdę potem, lub jutro - uśmiechnął się i wyszedł. Gdy szedł korytarzem zauważył ciemnowłosą Kornelię.
- Zaraz.. to ty?! - powiedział już z daleka Franek.
- Franek? Co ty tutaj robisz? Śledzisz mnie? - spytała.
- Nie, w żadnym wypadku. Ty nie wiesz o Adamie, prawda?
- Co?
- No o Adamie.. Leży tutaj obok w sali.
- Co? Nie. Nic nie wiem. Co się stało? Chory na głowę? Hah! - zaśmiała się Kornela. Chłopakowi wcale nie było do śmiechu. Zrobił pokerową minę i ruszył w stronę wyjścia.
Dziwne... - pomyślała.
Z ciekawości, bez zastanowienia uchyliła odrobinę drzwi z numerem 57. Ujrzała śpiącego Adama z mamą u boku.
Boże... Co się stało? - pomyślała, po czym zauważyła, że stoi za nią pan doktor.
- Co pani robi? Pacjent potrzebuje odpoczynku. Zna go pani osobiście? - zapytał lekarz.
- Matko kochana!! - Kornelia nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ usłyszała krzyk szczęścia z sali, gdzie leżał Adam.

sobota, 9 maja 2015

Rozdział 10

Franek! Uspokój się! 

Padał deszcz i wiał silny wiatr, który poruszał drzewami. Ulica była cała mokra. Ludzie powoli zaczęli wchodzić z powrotem do domów. Adam leżał nieprzytomny, a Franek razem z Tosią stali i mokli. Kierowca tira był w przeogromnym szoku.
Jestem mordercą - pomyślał z przerażeniem.
Wmurowani w podłoże, patrzyli się, nie dowierzając, co się przed momentem stało. Jasnowłosej spływały łzy po policzkach. Jeden z sąsiadów zadzwonił po pogotowie. Franek miał nadal przed oczami sytuację, która miała miejsce chwilę przedtem. Widział jak Adam na niego skacze, a po chwili z całej siły uderza go tir, przez którego brunet leci 2 metry do przodu. Zauważył, że jego przyjaciel chciał jeszcze powiedzieć ,,uratowałem was'', lecz już nie miał siły. Uśmiechnął się tylko. Ostatnie co zobaczył, to radosne spojrzenie na niego, a następnie zielone oczy Adama, które się powoli zamykają. Franka bolała dodatkowo noga, lecz to nie było porównywalne do bólu wewnętrznego. Blondyn się otrząsnął i szybko podbiegł, kulejąc, do przyjaciela. Ten leżał bezbronnie na ulicy. Był ustawiony bokiem. Niebieskooki kucnął przy nim, po czym obrócił go w swoją stronę i to co zobaczył, doprowadziło Franka do szoku. Głowa Adama była cała we krwi. Blondyn miał odruch, jak gdyby zaraz miał zemdleć, lecz się powstrzymał. Bez zastanowienia się, zdjął swoją zieloną koszulę w kratkę, którą miał założoną na białą bluzkę i owinął nią głowę przyjaciela. Było to ryzykowne, ze względu na zakażenie, lecz dzięki temu powstrzymywało to chociaż odrobinę krwawienie. Kierowca tira stał kilka metrów dalej, obok swojego pojazdu. Miał myśli samobójcze. Franek nagle wstał i jak najszybciej tylko mógł, podszedł do mężczyzny.
- Czy pan do cholery jest ślepy?! Co pan robił w tym tirze, że pan nie widział człowieka przed sobą? A może pan nie wie, że ludzi się nie przejeżdża?! Ludzie mają pierwszeństwo! To jest mój przyjaciel, a ja do cholery nie wiem co mu jest! Czy pan wie, że on może zginąć, jeżeli za chwilę się mu nie pomoże?! - zbulwersował się Franek, wyżywając się na kierowcy.
- Bo ja.. akurat czegoś szukałem i.. nie zauważyłem... - odparł.
Franek był już czerwony jak burak.
- Pan mi teraz mówi, że pan sobie czegoś szukał, nie patrząc na ulicę?! Kto panu dał prawo jazdy!? KTO?! PYTAM SIĘ! Zabije! - chłopak nie był sobą.
- Franek, uspokój się! - krzyknęła Tosia. Była cała zapłakana. Jej tusz do rzęs spływał jej po policzkach. Nie był to najlepszy widok.
- Nie! Nikt mnie nie rozumie?! Jak można w takiej sytuacji być spokojnym?! Nie rozumiesz, że to mój najlepszy kumpel?! Przyjaźnię się z nim od 10 lat! Poznaliśmy się w wieku 7 lat! Nigdy się nie pokłóciliśmy! Może moje słowa brzmią trochę jak słowa homoseksualisty. Dobrze. Niech tak brzmi, ale to nie prawda. Ludzie widzą to oceniają. To jest mój kumpel, druh. Zawsze się wspieramy i śmiejemy z własnej głupoty. No ale, do cholery jasnej, teraz nikogo nie obchodzi, że on sobie leży i nie wiadomo co mu jest!
- Rozumiem Cię doskonale! Ale może powinieneś ochłonąć i zacząć działać? Bo jak na razie, to tylko stoisz i drzesz się na wszystkich dookoła! - zdenerwowała się lekko dziewczyna, wycierając chusteczką oczy. Nadal płakała.
Franek nie odpowiedział. Był zdenerwowany. W tym momencie nadjechała karetka na sygnale. Specjaliści wysiedli z samochodu, a następnie wzięli Adama na nosze i wsadzili do ambulansu. Za nimi wsiedli Tosia z Frankiem i pojechali w stronę szpitala. W czasie drogi stało się coś niespodziewanego. Serce Adama stanęło. Lekarze wpadli w panikę, lecz po kilku minutach byli już w szpitalu. Zabrali chłopaka na oddział i od razu pośpieszyli do sali operacyjnej. Tosia trzymała mocno kciuki, cały czas miała łzy w oczach. Modliła się, aby Adamowi nic nie było. Bała się też o stan psychiczny Franka. On zaś chodził po całym korytarzu i wmawiał sobie, że to przez Tosię.
Mogłem się tak nie wpatrywać w Tosię. Zauważyłbym tira, a Adam nie musiałby skakać. To przez nią. Znów się zaślepiłem i prawdopodobnie straciłem przyjaciela przez dziewczynę! Przez tamtą o mało co nasza przyjaźń się nie zakończyła, bo za dużo czasu spędzałem z Sylwią (dawna dziewczyna Franka) - myślał. Był zdenerwowany jak nigdy. Tymczasem w sali operacyjnej ciśnienie lekarzy wciąż wzrastało. Nie mieli innego wyjścia niż użycie defibrylatora. To była dosłownie walka o życie. Po około pół godzinie , jeden z lekarzy, który operował Adama, wyszedł na korytarz, gdzie czekała dwójka jego przyjaciół. Szedł powoli, jego wyraz twarzy nie wskazywał nic dobrego. Podszedł do Tosi i rzekł:
- Zabieg się udał.
Dziewczyna wewnątrz się rozweseliła.
- Co za ulga. Dziękuję panie doktorze. Nawet pan nie wie, jak się cieszę. - odparła.
- Domyślam się.
- A wiadomo co mu jest?! - zaczął nagle Franek, który stał metr od Tosi.
- Mniej więcej wiemy, lecz nie jesteśmy jeszcze pewni w 100% i nie możemy powiedzieć. - odpowiedział lekarz.
- Proszę mi powiedzieć! Chcę to wiedzieć! Chcę go zobaczyć, czy nic mu nie jest! Chcę z nim porozmawiać! NIECH PAN MI DA DO NIEGO DOSTĘP! - Franek nie był sobą. Wyglądał, jak opętany.
- DLACZEGO MI PAN NIE ODPOWIADA?! - krzyknął chłopak łapiąc lekarza za fartuch.
- Ochrona! Wyprowadzić go!! - krzyknął lekarz, bojąc się o siebie.
Ochroniarze przybyli w mgnieniu oka. Musieli zabrać Franka siłą ze szpitala. Nigdy wcześniej nie miał takiego przedziwnego zachowania.
- CHCĘ TYLKO POROZMAWIAĆ Z KUMPLEM! - to były ostatnie słowa, które niebieskooki wypowiedział przed wyjściem.
Tosia była przerażona.
- Przepraszam za niego panie doktorze. Tak bardzo mi za niego wstyd. Nie wiem co on teraz przeżywa, lecz wiem, że on cierpi. - powiedziała, patrząc się na lekarza zaszklonymi oczami.
- Pacjent też cierpi. Mogę pani powiedzieć tylko, że aktualnie Adam jest w śpiączce. Tyle na razie wiemy. Obandażowaliśmy mu głowę. Zrobimy dokładne badania i prawdopodobnie będziemy już wszystko wiedzieć. - odparł lekko zdenerwowany. - Czy chce pani go odwiedzić? Wie pani.. pani kolega, który wyszedł, raczej nie ma do niego już teraz dostępu.
- Z chęcią. - odrzekła.
Tosia razem z doktorem ruszyła w stronę sali, gdzie leżał Adam. Gdy dotarli, lekarz ją zostawił samą, a ta podeszła do łóżka bruneta. Wyglądał jakby spał. Słodki widok.
- Śpij spokojnie Adaś... - szepnęła dziewczyna, łapiąc go za rękę.

czwartek, 7 maja 2015

Rozdział 9

Znam to miejsce!  

Chłopcy grali na komputerze do późna. W końcu około trzeciej nad ranem głowa Franka spadła na biurko i blondyn zasnął, a Adam... Adam już leżał na podłodze i słodko spał chyba od godziny. Obudzili się po trzynastej. Brunet miał całą pogniecioną bluzkę, wiadomo z jakiego powodu. Jego przyjaciel powoli się podniósł. Ujrzał przed sobą komputer z włączoną grą GTA.
- Do której siedzieliśmy? - spytał zaspany Adam.
- A bo ja wiem... Noga mnie boli. - odparł.
- Aa.. Bo ty masz jeszcze złamaną, no tak, zapomniałem.
- Muszę się ogarnąć. Wyglądam jak siedem nieszczęść lub gorzej. - powiedział Franek.
- A ja znów spałem w tych samych ubraniach. Nie mam jak się przebrać. No cóż, zrobię to w domu.
- Wiesz.. wyszedłbym na dwór. Duszno mi strasznie. Nie mam pojęcia dlaczego. - rzekł blondyn. - Ale najpierw chcę coś zjeść.
Po tych słowach Franek powoli wstał, wziął kule i wyszedł z pokoju. Adam był tuż za nim. Zeszli na dół po schodach do kuchni.
- Hmm.. masło orzechowe! - krzyknął niebieskooki.
- Co? - zapytał nadal zaspany siedemnastolatek.
- No zjadłbym kanapki z masłem orzechowym. - odpowiedział. - Chcesz też?
- Chętnie.
Franek podszedł do białej lodówki, po czym ją otworzył. W środku było pełno jedzenia, lecz na obecną chwilę widział tylko swoje wymarzone masło orzechowe. Wyciągnął je i wziął chleb ze stołu. Pokroił go i posmarował. Oczywiście poczęstował przyjaciela. Zjedli, byli najedzeni, więc szybko ubrali buty i wyszli z domu. Słońce jak zwykle grzało. Było ciepło i bezchmurnie, lecz nie upalnie. Chłopcy maszerowali jak zwykle w stronę parku. Rozmawiali na różne tematy. Wiał lekki, przyjemny wiaterek. W czasie wędrówki przypadkiem zauważyli Tosię. Prawdopodobnie również sobie spacerowała, bo nie wyglądała, jakby się gdzieś śpieszyła.
- Schowaj mnie! - szepnął Franek do Adama.
- Dlaczego? Wstydzisz się Tosi? Ty tchórzu! Podejdź do niej i się przywitaj. - odparł.
- No ale po co? Prawie w ogóle się nie znamy. O czym mam niby z nią rozmawiać?
- No zacznij na luzie, przykładowo: ,,Robisz dzisiaj coś ciekawego?''. - odpowiedział.
- No ale... no dobra. - oburzył się.
Chłopak powoli szedł w jej stronę, a Adam go obserwował. Gdy był już blisko niej, przywitał się i wykorzystał radę Adama.
- Cześć. Zauważyłem Cię, więc postanowiłem podejść.
- Hej - odpowiedziała nieśmiało i uśmiechnęła się.
- Robisz dzisiaj coś ciekawego? Idziesz teraz gdzieś? - spytał.
- W sumie to nie. Robię sobie spacer tak po prostu.
Adam doszedł do nich i również się przywitał.
- Cześć, my się znamy z Tosią, heh. - powiedział brunet.
- Hej - odpowiedziała ponownie.
- Może się gdzieś przejdziemy w trójkę? - zapytał niebieskooki.
- W sumie to możemy. - odpowiedziała.
Ruszyli w stronę parku. Szli betonową dróżką i rozmawiali.
- Nazywasz się Tosia? - spytał.
- Mhm.
- Bardzo ładne imię. Ja jestem Franek.
Z początku rozmowa się jakoś nie kleiła. Tosia była wstydliwa, a blondyn zadawał jej wciąż pytania. W końcu powiedział: ,,A grasz na jakimś instrumencie? Ja gram na saksofonie, ale tylko nieliczni o tym wiedzą.''
- Naprawdę grasz na saksofonie!? - jej reakcja była niespodziewanie pozytywna. - Uwielbiam dźwięk saksofonu! Ja gram na skrzypcach. W sumie to się dopiero uczę, ale podstawy już umiem.
Widocznie znaleźli wspólny język. Ich wspólną pasją okazała się muzyka. Adam uśmiechał się dumnie.
- Chwila... - powiedział cicho brunet.
- Co się stało? - spytał Franek, przerywając na moment rozmowę z Tosią.
- Znam skądś to miejsce. - odparł.
- No bo to Elbląg. Mieszkasz tu. To chyba normalne, że kojarzysz, gdzie jesteś.
- No ale... Byliśmy tutaj może kiedyś w tym samym składzie co teraz? W sensie.. Ja, Ty, Tosia?
- Nie. - odrzekł Franek, nie rozumiejąc przyjaciela.
- Ehh.. Nie ważne. Rozmawiajcie dalej.
Skąd ja znam to miejsce?! Kiedyś tutaj byłem, chyba razem z jakąś jasnowłosą dziewczyną. To była na pewno Tosia. Rozmawiałem z nią... - pomyślał Adam.
Brunet szedł tuż za przyjacielem i koleżanką, patrząc się w ziemię i przypominając sobie, o co chodzi z tym miejscem.
Chwila.. ulica? Zaraz, zaraz.. To był mój sen! Śniło mi się to! To ta ulica! Tir! Tam był tir! - przypomniał sobie w myśli.
Byli przed przejściem dla pieszych. Adam rozglądnął się dokładnie, szukając wielkich samochodów. Nie pamiętał, co się działo po tym, gdy ujrzał tira we śnie, więc chciał się po prostu upewnić. Na szczęście żadnego auta nie było. Ulica była pusta.
Zastanawiam się, o co chodziło w tym śnie... Tir? Może o to, że wpadnę na jakiś naprawdę genialny pomysł na film? Tiry są wielkie, pomysły też mogą być wielkie.. Nie rozumiem. - pomyślał.
Cała trójka miała przechodzić przez ulicę. Adam szedł wciąż za Frankiem i Tosią. Bardzo się rozgadali. Chłopak był dumny z przyjaciela. Ruszyli na ulicę. Wtem oczom Adama ukazał się ogromny czarny tir. Wiózł chyba jakieś meble, zresztą, nie ważne. Brunet był bezpieczny. Dopiero po dwóch sekundach zorientował się, że pojazd jedzie prosto na jego przyjaciela i koleżankę. Od nich i tira dzieliło kilkanaście metrów, lecz nie zauważyli tego. Chłopak nie miał pojęcia co zrobić. Za nic w świecie nie chciał stracić Franka i Tosi. Zbladł, nogi mu się trzęsły, był przerażony.
Adam, do cholery jasnej, myśl! - pomyślał.
Chłopak ruszył się niespodziewanie z miejsca. Pół świadomie wiedział, co robi, lecz z drugiej strony - nie. Obleciał go ogromny strach. Chciał ich jakoś ostrzec.
- Franek! Za Tobą! - krzyknął Adam. - Słyszysz mnie?!
On nic. Nadal rozmawiał z dziewczyną. Tir był coraz bliżej.
- DO CHOLERY JASNEJ, FRANEK! - tym razem zdzierał gardło jak tylko mógł.
Chłopak za nic nie chciał dopuścić do wypadku. Serce waliło mu jak młotem! To, co zrobił Adam, przebiło największe oczekiwania! Chłopak skoczył na dwójkę przyjaciół, aby ich odepchnąć! Ci upadli na chodnik. Nagle całe życie bruneta przeleciało mu przed oczami.  Zobaczył swoją mamę, ojczyma, siostrę uśmiechających się do niego. Widział babcię z jego psem - Figusiem. Ujrzał wszystkie wspomnienia. Widział swoich widzów, całą karierę YouTube'a, wszystkie spotkania z ciurakami, Gdynię - swoje kochane miasto, gdzie mieszkał w dzieciństwie. Przypomniał sobie Karolka - to on pomógł mu z YouTube, oraz wielu innych przyjaciół. Zobaczył też siebie, jak windsurfing'uje, jak gra w tenisa, czy inne sporty, które uprawiał. Jednym określeniem - całe swoje życie. Nagle usłyszał dźwięk klaksonu. Wtem poczuł przeogromny ból. Tir z całej siły wjechał wprost na Adama. Nie było to zwykłe przejechanie, lecz dosłowne wjechanie w chłopaka. Ostatnią rzecz, którą brunet usłyszał był głośny pisk w uchu. Kierowca tira, dopiero po czasie zorientował się, co się stało. Był przerażony tym, co zrobił. Wycofał samochodem i wysiadł z niego. Ludzie powychodzili z domów. Zrobiło się strasznie głośno. Zaczęło padać. Adam leżał nieprzytomny na środku ulicy.




środa, 6 maja 2015

Rozdział 8

Czas poznać prawdę

Adam stał na chodniku, blisko elbląskiej starówki. Obok niego znajdowała się jasnowłosa dziewczyna. Uśmiechała się, a ten rozmawiał z nią. Był już wieczór, słońce zachodziło, a mewy latały im nad głowami. Zaczęli iść dróżką, wzdłuż której ciągnęły się drzewa. Światło przebijało się przez nie. Okolica z pozoru wyglądała bezpiecznie, lecz to właśnie pozory mylą. Mieli przechodzić przez ulicę. W pewnej chwili niespodziewanie oczom siedemnastolatka ukazał się tir... W tym momencie Adam się obudził. Był lekko roztrzęsiony, ale wyspany.
Dziwny sen... - pomyślał.
- W końcu czuję, że żyję! Byłem taki przymulony. - powiedział chłopak, drapiąc się po głowie i sprawdzając, która godzina.
Była 15:00. Widocznie spał ponad 24 godziny. Musiał być bardzo zmęczony. Miał na sobie ubranie z wczoraj, bo nie był w stanie się przebrać. Rozglądnął się po pokoju i przestraszył się własnego bałaganu.
- Matko i córko! Musze tu w końcu posprzątać. - powiedział. - Gdzie mój telefon?! - zaczął przeszukiwać swoje łóżko. - Jest, mam!
Odłożył swój IPhone na biurko, po czym wyciągnął czyste ubrania z szafy i ruszył jak zwykle w stronę łazienki. Wziął prysznic. Była to pierwsza czynność, którą zawsze robił po przebudzeniu się. Po umyciu ubrał czarną bluzkę i jeansy. Wtem zadzwonił do niego telefon. Adam odebrał.
- Tak, słucham? - odezwał się brunet pogodnym głosem.
- Cześć Adam! Jak się czujesz? - spytał Franek.
- W końcu się wyspałem, jest fajnie. Chcesz może wyjść? Pójdziemy na kebaba, pogadamy. Czuję się o wiele lepiej.
- Pewnie! Muszę Ci coś powiedzieć. Może przyjdziesz do mnie, hm?
- Oo, dobry pomysł. Do zobaczenia.
Rozłączył się, po czym wyszedł z łazienki i zszedł po schodach. Zajrzał do kuchni, żeby zjeść cokolwiek, bo od kilkunastu godzin nic nie spożywał. Po posiłku ubrał buty i wybrał się do Franka. Jak zwykle założył słuchawki i zaczął rozmyślać. Po paru minutach był już na miejscu. Blondyn miał piękny dom z ogródkiem. Na jego podwórku rosły przeróżne rodzaje kwiatów, m. in. tulipany, chryzantemy, róże. Trawa była równo skoszona i zawsze zielona. Gdzieś obok znajdowało się małe jeziorko z fontanną, gdzie pływały złote rybki. Za domem stała studzienka, w której aktualnie nie było wody. Miejscami rosły drzewa i krzaczki. Sam budynek był koloru jasnożółtego z czarnym dachem. Widoczne były dwa balkony oraz drewniane okna. Dom miał 2 piętra. Do jego wejścia prowadziła dróżka z marmuru. Adam podszedł do drewnianych drzwi i zapukał.. Po chwili konstrukcję otworzył Franek.
- Hej - przywitał się blond włosy, po czym charakterystycznym ruchem ręki, zaprosił przyjaciela do środka.
- Cześć - odpowiedział brunet i zdjął buty. - Może wejdziemy na górę? - zapytał z uśmiechem.
- Najpierw zrobię nam może coś do jedzenia? Jakąś zapiekankę, czy coś? - zapytał. - Przyznam, że jestem trochę głodny.
- No spoko, to ja pójdę na górę i mi opowiesz to, co chciałeś powiedzieć. - powiedział siedemnastolatek, po czym wszedł po drewnianych schodach.
Gdy był już na górze, podszedł do ciemnobrązowych drzwi i je uchylił. Za nimi był pokój z granatowymi ścianami. Na nich były powieszone przeróżne plakaty ulubionych wykonawców Franka oraz płyty winylowe. Miał meble z ciemnego drewna. Biurko ustawione było pod oknem. Najważniejszym przedmiotem w jego pokoju był ewidentnie saksofon. Uwielbiał na nim grać. To było jego hobby. Nielicznym mówił o swoim talencie. Chodził kiedyś do szkoły muzycznej, ale nauczył się już tak wielu piosenek, tylu nut, że nie potrzebował już nauczyciela. Adam usiadł na brązowej kanapie i czekał. Po kilku chwilach brunet ujrzał w drzwiach swojego przyjaciela. Trzymał w rękach talerz z zapiekankami. Położył go na drewnianym stoliku przed kanapą, po czym usiadł obok siedemnastolatka.
- To co chciałeś mi powiedzieć? - klasnął w ręce Adam, wziął zapiekankę i zaczął ją jeść.
- Pamiętasz wczorajszy dzień? - zapytał Franek.
- No tak, niestety. - odparł.
- Wtedy w parku... gdy poszedłeś do domu, spotkałem Kornelię i Tosię.
Adam zadławił się zapiekanką.
- Nie chcę o nich słyszeć! - powiedział Adam, jednocześnie kaszląc.
- Ale posłuchaj, chociaż przez moment. - uspokoił go niebieskooki.
- Dobrze, tylko przez chwilę, bo nie wytrzymam dłużej.
- Chodzi bardziej o Kornelię.
- O Boże.. To jeszcze gorzej. - zażenował się brunet.
- No posłuchaj mnie! Nic nie mów, proszę.
- Wiem dlaczego ona się tak zachowuje. Tylko na początek mała prośba. Nie mów o tym nikomu. - poprosił.
- Rozumiem, dobrze. - przyrzekł.
- Gdy spotkałeś ją w szpitalu, ona była w wielkim szoku, bo dowiedziała się, że jej ukochany kuzyn zmarł.
Adam zrobił wielkie oczy. Znów prawie udławił się zapiekanką.
- Jak to? - nie dowierzał Adam.
- No tak to. Jest cały ogarnia ją rozpacz. Miałem okazję być świadkiem kłótni dziewczyn. Ale... Wydaje mi się, że Kornelia nie tylko po śmierci kuzyna taka jest. Jakoś... Nie ufam jej. Gdybyś Ty widział, jak zachowała się wobec Tosi. - opowiedział Franek.
- Jak? - zaciekawił się zielonooki.
- Chodzi o ich przyjaźń. Chodziło właśnie o tego jej kuzyna. Nie do końca zrozumiałem o co chodziło, ale po tym wszystkich widziałem, jak Tosia płacze.
- To czemu jej nie pocieszyłeś? - zapytał brunet.
- Pocieszyłem! I... nie ważne. Poczułem się wtedy dziwnie. Ona się na mnie tak popatrzyła.. Tak jakoś.. inaczej.
- Ktoś tu się chyba zauroczył! - Adam szturchnął Franka, uśmiechał się.
- Zamknij się. Wcale nie. Miłość jest dziwna i chora. Zakochałem się kiedyś. I żałuję. - odparł.
- Ojj... Pamiętam tamtą dziewczynę. Uprzedzałem Cię wtedy, że ona nie jest dla Ciebie, ale ty byłeś nią zaślepiony, haha! - zakpił brunet.
- Wiem, byłem głupi, więc nie popełnię drugi raz tego samego błędu. - uśmiechnął się Franek patrząc gdzieś w przestrzeń.
- No cóż, zdarza się. - również się uśmiechnął, kończąc jeść resztę zapiekanki. - więc co z tą Kornelią? - zapytał.
- No oburzyła się i poszła. Tyle, koniec opowieści. - odparł.
- Ahh, rozumiem. Tak czy tak, Kornelia jest... no powiem szczerze - dziwna.
- Racja... Ej może pogramy w coś? - zapytał blondyn.
- Dawaj GTA 5, haha, uwielbiam to. - zaśmiał się Adam.
- Dobrze! - zgodził się Franek, kończąc jeść kanapkę, po czym podszedł do biurka, aby włączyć komputer.
Grali sobie do późna. Bawili się jak dziesięcioletni chłopcy. Wyzywali się wzajemnie, ale dla zabawy. Nic, tylko zazdrościć takiej przyjaźni.


poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział 7

Jaka naprawdę jest Kornelia? 

Dziewczęta patrzyły się na Franka, a on na nie przez około 5 minut. Chłopak myślał jak wyjść z tej niezręcznej sytuacji. Dodatkowo całe ciało go swędziało z powodu bąbli po pokrzywach.
Może ta cała Kornelia mnie nie rozpozna i po prostu wyjdę na pedofila ukrywającego się w krzakach. Wolałbym to, niż żeby ona mnie skojarzyła. - zastanawiał się.
Nastolatek się w końcu ruszył. Zaczął kroczyć w stronę wyjścia z parku. Wyglądało na to, że dziewczyna go nie pamiętała, aż do momentu, gdy ta ujrzała jego gips na nodze.
- Zaraz! Stój! - krzyknęła ciemnowłosa patrząc na jego nogę. - Ja cię skądś znam...
Chłopak się zatrzymał. Ułożył sobie inaczej, niż zwykle miał, swój kontrolowany nieład na głowie, aby ona go nie poznała. Zrobił sobie grzywkę na prawą stronę. Wyglądał jeszcze bardziej komicznie niż po tym, jak wyszedł z krzaków. Następnie obrócił się w jej stronę.
- Ja pani nie kojarzę - powiedział przestraszony nastolatek.
- Wiem kim jesteś! To ty! Kolega Adama! Franek! Kazałeś mi się odczepić.. czy coś w tym rodzaju. To nie było miłe - rzekła.
- No dobrze.. to ja - odpowiedział zażenowany. - Ale czy nie uważasz, że twoje zachowanie w szpitalu było dziwne?
- No właśnie... ja bym chciała porozmawiać o tym z Adamem.
- Nie. Przez ciebie Adam czuje się teraz nieco źle. Musi się wyspać. Coraz później chodzi spać, a ty go jeszcze stresujesz. Ma na głowie szkołę i naukę oraz musi montować filmy dla widzów, których bardzo lubi i nie chce ich zawieść - powiedział blondyn ze skrzyżowanymi rękami na piersiach.
- Jakie filmy? Jacy widzowie? O co chodzi? - Kornela bardzo się tym zainteresowała.
Franek poczuł się bezradnie i głupio.
Jestem idiotą. Adam mnie zabije. Nie no.. Za mało powiedziane. Zadźga mnie nożem, potem spali, weźmie moje prochy i wrzuci do wulkanu - przez jego głowę przechodziły najgorsze myśli. Wymyślił coś mało wiarygodnego na poczekaniu.
- No... widzowie! Jest taka strona internetowa, na której tworzy się śmieszne filmiki animowane. To jest po prostu gra. Adam jest na czwartym miejscu w Polsce. Nie jest to zbyt popularne, lecz można się nieźle uśmiać. Ja też w to gram. Idzie mi o wiele gorzej od niego, ale jakoś sobie radzę.  A widzowie, o których mowa to...
- Zaraz, zaraz, zaraz... gra internetowa? - przerwała Kornelia. -  Poważnie? On jest przez nią zmęczony i nie ma czasu na naukę? Haha, chłopcy są dziwni - zakpiła.
Nie mogę uwierzyć, że uwierzyła w taki kit - W głębi duszy Franek się cieszył jak dziecko. Dziewczyna naprawdę zaufała chłopakowi. Myślała, że to prawda. Nastolatek był ciekaw, jakie kłamstwa mógłby jej jeszcze wcisnąć.
Ech nie.. Kłamstwo nie popłaca. To było moje ostatnie - pomyślał.
- I kto tutaj jest psychiczny? Na pewno nie ja! - jej zachowanie wróciło do stanu... dziwnego. Wydawała się znowu chamska i wredna. Jaka naprawdę była dziewczyna? Miała huśtawki nastrojów. Nigdy nie wiadomo, kiedy jej się coś odmieni.
- Kornela!! - krzyknęła Tosia, która podczas tej całej rozmowy stała z tyłu.
Dziewczyna i Franek natychmiast na nią spojrzeli.
- Przestań być taka dla innych! Cały czas byś tylko krytykowała i znęcała się nad innymi. Twoja sytuacja jest nie lepsza. Też bym mogła tak po prostu sobie zacząć opowiadać o tym, jak z tobą jest. Fajnie by było, prawda? - zbuntowała się blondynka.
Franek uśmiechnął się do niej, a ta to zauważyła i natychmiast się zarumieniła, po czym odwróciła wzrok.
- Pff! Wszyscy się nagle mnie odrzucają! Maks odszedł, to ty też sobie możesz odejść, prawda? Od początku wiedziałam, że on ci się podoba! Chciałaś mi go odebrać. - zbulwersowała się ciemnowłosa. Była czerwona jak burak, ale jednocześnie wyglądała, jakby zaraz miała się rozpłakać.
Tosia wpadła w ogromne zakłopotanie.
- Co ty wygadujesz? Nigdy mi się nie podobał ten Twój cały Maks. W sumie to nawet do dokładnie nie znałam! Cały czas spędzałaś z nim czas. Kilkadziesiąt lat temu to my byłyśmy najlepszymi kumpelami, ale nagle zauważyłaś go w swojej rodzinie i nasza przyjaźń zaczęła się rozpadać! - Dziewczyna miała już łzy w oczach, ale starała się tego nie ukazywać.
Kłótnie dziewczyn... Chyba nie powinienem się wtrącać... - pomyślał Franek, spoglądając raz na Tosię, raz na Kornelię.
- Wiesz co? Nie będę z tobą gadać. Idę do domu. Przemyśl, co właśnie powiedziałaś - odeszła zdenerwowana dziewczyna w stronę wyjścia z lasu.
Tosia stanęła z opuszczonymi rękami. Była bardzo wrażliwa, toteż jej oczy łzawiły, ale nie chciała, żeby ktokolwiek to ujrzał. Jak można było się domyślić, chłopak, który usłyszał całą tą aferę, zauważył to.
- Ejj.. nie płacz. - odezwał się męski głos.
Franek podszedł do dziewczyny, ale nie za bardzo wiedział co zrobić. Nawet nie znał jej imienia.
- Mogę wiedzieć, jak się nazywasz? - uśmiechnął się.
- T.. Tosia - odpowiedziała, szybko przecierając łzy swoim rękawem. - Przepraszam, że musiał pan słuchać tej kłótni. To jest nie ważne. Ona ostatnio często ma takie humory.. Jej kuzyn.. - dziewczyna powstrzymała się od wyjawieniu sekretu, choć w sumie Franek dowiedział się już o nim, podczas ich sprzeczki.
- Nie szkodzi. I proszę, nie mów na mnie ,,pan''. Nie lubię, jak się na mnie tak mówi, heh. - znów się uśmiechnął, a ta spojrzała na Franka swoimi jasnozielonymi oczami. Chłopak poczuł coś dziwnego... jakby ciepło... - To ja.. Ja już muszę iść. Przepraszam. Bardzo chciałbym zostać, ale.. no śpieszę się. - po raz ostatni się uśmiechnął i szybkim ruchem zwrócił się w stronę dróżki, którą szedł przedtem.
Co to było? Dawno nie było mi tak ciepło. Nie ważne - pomyślał.
Tosia została jeszcze w parku. Była jakby weselsza.
W tym samym czasie Adam właśnie wchodził do swojego ukochanego pokoju. Podszedł do łóżka i dosłownie rzucił się na nie. Nie zauważył Dominiki, która znów grała w GTA, na jego komputerze. Wziął w ramiona swojego dużego jasnobrązowego misia i momentalnie zasnął. Wyglądał jak dwuletni chłopczyk, po wypiciu mleka.
A jemu co znowu? - pomyślała siostra, obracając się w stronę Adama.
Nagle wtargnęła do pokoju mama rodzeństwa.
- Może chcesz coś zjeść? - spytała kobieta.
- Cśś.. mamo, bo go obudzisz. - szepnęła, wskazując palcem na brata.
- A co mu się stało? Przecież on nigdy nie śpi w ciągu dnia. - szeptała mama.
- A bo ja wiem? Nie chcę nic do jedzenia.
Kobieta, nie odzywając się wyszła z pokoju, a Dominika z powrotem obróciła się w stronę monitora.


sobota, 2 maja 2015

Rozdział 6

Wszystko ze mną w porządku... chyba

- Dominika! - krzyknął z przerażeniem Adam, wchodząc po schodach.
Siostra miała w uszach czarne słuchawki. Leżała na swoim łóżku z jasnoniebieskim kocem i nie słyszała, co się dzieje dookoła niej. Ten stanął naprzeciw niej, a ona nie zauważyła nic nadzwyczajnego. W końcu dziewczyna obróciła się w jego stronę.
- Aaa!! - krzyknęła.
- Co się stało? - zapytał chłopak.
- Nie strasz mnie, idioto!
- Ej, nie wyzywaj, nie wyzywaj!
- No dobra. Będziesz mi płacił za psychologa - zakpiła.
- Co tak tutaj stanąłeś? - spytała.
- To ja prędzej potrzebuję lekarza - odparł.
- Co się stało?
- Kornelia.
Dominika od razu domyśliła się, o co chodzi. Wstała z łóżka, podeszła do okna, zasłoniła swoje białe zasłony i wróciła do Adama.
- To jest już nienormalne - powiedziała. - Adam, nie przesadzasz trochę?
- No nie! Ja ją widzę wszędzie. Ona mnie prześladuje. I jeszcze do tego, dzisiaj rano, gdy byłem w sklepie, spotkałem taką blondynkę. Wyszedłem ze sklepu i poszedłem do parku, a tam Kornelia właśnie z tą blondynką!
- Ej, ej, ej! Spokojnie, Adam! Bo widzę, że już nie wytrzymujesz. Może zadzwoń do Franka? Spotkaj się z nim - zaproponowała Dominika.
- Masz rację. Dzięki, siostra. Nie wiedziałem, że potrafisz być taka miła - uśmiechnął się przyjaźnie, po czym przytulił się do niej.
Wtem do pokoju weszła mama Dominiki i Adama. Chciała przynieść córce śniadanie. Kobieta, gdy tylko zauważyła swoje pociechy, natychmiast cofnęła się w stronę przedpokoju. Na jej twarzy pojawił się uśmiech.
Moje kochane dzieci... - pomyślała.
Dominice zrobiło się miło. Brat nigdy dla niej nie był taki uprzejmy. Zastanawiała się, czy wszystko z nim w porządku.
Adam odszedł od niej, po czym wyciągnął swój telefon z kieszeni i wybrał numer Franka.
- Halo? - odezwał się męski głos.
- Słuchaj, robisz coś dzisiaj? - zapytał Adam. 
- Raczej nie, a czemu pytasz? 
- Chciałbym się z tobą spotkać, pogadać, wyluzować się. Tak po prostu - odparł. 
- No dobrze, z miłą chęcią. Spotkajmy się tam, gdzie zawsze. 
Rozłączył się. Adam znów podziękował siostrze, wyszedł z jej pokoju i zszedł po schodach. Wstąpił do kuchni, żeby coś przekąsić. Wziął jakiegoś batonika ze stolika i ruszył w stronę przedpokoju. Schylił się, żeby ubrać buty, po czym wyszedł z domu. Schodził powoli klatką schodową, zakładając, jak zwykle zresztą, słuchawki i włączając muzykę. Znalazł się już na samym dole i zaczął iść w miejsce spotkania. Była to ta sama droga, którą szedł przedtem. Słońce było już prawie całkiem w górze. Mijał sklep, w którym przedtem był. Doszedł do parku. To miejsce wyglądało tak pięknie, jak kilka godzin temu. Muzyka w uszach Adama po raz kolejny wszystko kolorowała i upiększała. Z Frankiem miał spotkać się nad jeziorkiem. Było to dosyć tajemnicze miejsce, gdyż położone w samym środku parku. Woda błyszczała, pływały kaczki, dookoła rosły drzewa i krzewy. Chłopak znalazł się w końcu na miejscu. Jego kolega już tam był. Adam usiadł na kamieniu, który stał przy wodzie i zaczął obserwować ptaki. 
- Co się stało? - zapytał ze spokojem Franek. 
- Pamiętasz tę dziewczynę ze szpitala? - spytał jego przyjaciel.
- Poważnie? Ona? Co ci zrobiła? 
- Jeszcze nic - odparł. 
- Co to znaczy, że jeszcze nic? - Franek nie do końca zrozumiał, o co mu chodziło. Słowa Adama zabrzmiały jak wyrok. 
- No prześladuje mnie. 
- Stary, weź nie przesadzaj. To, że widujesz ją często już przez dwa dni, nie znaczy, że cię prześladuje - lekko się zdenerwował. 
- Kurde. Chyba masz rację. Ostatnio jakoś mniej śpię i wszystko wyolbrzymiam. Ale... - zatrzymał się. 
- Co znowu? Jakie ale? 
- Widziałem dzisiaj rano taką blondynkę w sklepie, gdy kupowałem picie. 
- Uuu! - uśmiechnął się i potarł Adama po plecach. 
- O co ci chodzi? Nie! Żadne ,,Uuu''. Ona się przyjaźni z tą całą Kornelią. 
- No nie. Człowieku, proszę, prześpij się. Zasnąłeś pewnie po 2:00 w nocy, a wstałeś przed 7:00. Mówię to dla twojego dobra, stary, błagam, przesadzasz. 
- No dobrze. Postaram się - odparł Adam. 
- Nie ma ,,postaram się'', tylko masz mnie posłuchać. 
- Okej, masz rację. 
Franek się uśmiechnął. 
- Ała! O Jezu.. - poczuł nagle ból w swojej złamanej nodze. 
- Co się stało, ej? - przestraszył się Adam. 
- Nie no spoko, poczułem tylko jakiś skurcz w nodze. Nic wielkiego - odparł. 
- Możesz normalnie iść?
- Tak, tak, spokojnie, nie przejmuj się moją nogą. Przecież sobie poradzę. 
- No dobrze. To może ja pójdę już do domu? Rzeczywiście czuję się zmęczony. 
- No! W końcu skumałeś. Idź. Ja tu zostanę jeszcze chwilę. Lubię to miejsce. 
- Rozumiem. To ja lecę, pa - Adam poszedł w stronę domu. 
Franek stał jeszcze nad jeziorkiem, bo nie potrafił usiąść na kamieniu, z powodu tego przeszkadzającego we wszystkim gipsu. Oglądał pływające kaczki. Nagle usłyszał rozmowę. Były to ewidentnie głosy dwóch dziewczyn. 
- No więc muszę tego chłopaka jakoś przeprosić. Zachowywałam się przy nim jak jakaś psychiczna. Ech.. - rzekła jedna z nich.
Zaraz... Czy to nie ta dziewczyna ze szpitala? - pomyślał Franek. Nasłuchiwał nadal rozmowę dziewcząt. Schował się za jakimiś krzakami, żeby one go nie zauważyły. 
- No dobrze, jak uważasz. Mówiłaś, że wiesz, gdzie mieszka ten cały Adam, prawda? - spytała jedna z dziewczyn. 
- No tak. 
One mówią o moim przyjacielu! - pomyślał znów Franek - Hmm.. Udam, że byłem na grzybach i po prostu wyjdę z tych drapiących krzaków. Zaraz.. To są pokrzywy! 
- Ałaa!! Swędzi, piecze! - krzyknął, zapominając o tym, że miał wyglądać jak zwykły grzybiarz... w bandażu... 
Dziewczyny natychmiast odwróciły wzrok w kierunku, z którego usłyszały ten wrzask. Ujrzały Franka, który się drapał. Wyglądał komicznie. 
No brawo Franek... I co teraz? – pomyślał zmieszany.

piątek, 1 maja 2015

Rozdział 5

Też go spotkałaś?

Tosia się lekko zarumieniła. W ogóle nie znała Adama, a ten już poprosił ją o numer telefonu. Owszem, wydawał jej się bardzo sympatyczny, ale bała się. Postanowiła, że poda mu zły.
- Dzięki wielkie - uśmiechnął się chłopak.
- No to.. Ja będę szła - pożegnała się blondynka i ruszyła w swoją stronę.
Adam zrobił to samo. Znów włożył słuchawki do uszu i zaczął słuchać ulubionej piosenki.
Może to w końcu jakaś normalna dziewczyna, z którą spokojnie można się przyjaźnić. Hmm.. - pomyślał.
Znów szedł tą samą drogą, co przedtem. Spacerował chodnikiem, obok ulicy. Dookoła niego rosły drzewa, ustawione były domy różnej kolorystyki. Słońce powoli wschodziło. Była już 7:50. A może raczej dopiero? W każdym razie kroczył powoli w rytm muzyki. Ptaki latały i słychać było ich śpiew. Chłopak postanowił pójść w stronę parku. Wiatr wiał, przez co jego uczesane włosy, co chwilę inaczej były uformowane. Mijał kolejno kolorowe budynki ze ślicznymi ogródkami. Psy szczekały, gdy Adam obok nich przechodził. Patrząc na nie, przypomniał sobie o swoim psie - Figusiu, który był u babci. Doszedł do parku. Korony drzew robiły śliczny dach nad jego głową. Szedł betonową dróżką. Wzdłuż niej od czasu do czasu pojawiały się drewniane, brązowe ławki. Przez gałęzie drzew przebijały się promienie słoneczne. Ten piękny moment przerwał widok... Tosi z Kornelią!?
Co do cholery jasnej ta Kornelia tutaj robi? I.. Tosia?! - pomyślał rozproszony Adam. Był zafascynowany naturą i w mgnieniu oka wszystko zniszczyła jedna dziewczyna.
Muzyka się nagle wyłączyła.
- O co chodzi? - mruknął do siebie.
Zaczął się cofać.
- Posłuchaj.. - zaczęła Kornelia do Tosi, podczas, gdy Adam szedł w drugą stronę.
Dziewczyny nie zauważyły chłopaka.
- Mówiłam ci o moim kuzynie, prawda? - zapytała.
- Tak, co z nim? Wszystko w porządku?
- Otóż.. nie. On... - w jej oczach pojawiły się łzy.
- Co on?! Wyduś to z siebie! - rozkazała zaniepokojona Tosia.
- On.. Operacja się nie udała... - powiedziała załamanym głosem i od razu wpadła w ramiona dziewczyny.
- Był dla mnie jedynym szczęściem! Zawsze mogłam na nim polegać! Był członkiem rodziny, ale też przyjacielem! Jedynym przyjacielem! Dlaczego ja?! Dlaczego akurat mnie to spotyka? Dlaczego zawsze mam takiego pecha?! - łkała. Łzy spływały jej po policzkach. Nie mogła wytrzymać straty najlepszego przyjaciela. Było to uczucie, jakby ktoś wbijał jej nóż w plecy. Tęskniła za Maksem - tak miał na imię.
Tosia głaskała ją po ramieniu, żeby ją chociaż trochę pocieszyć, ale to nic nie dawało. Nic nie mówiła. Po prostu ją przytuliła. Wiedziała, że w takich sytuacjach nie ma sensu na jakiekolwiek słowa.
- Tosia.. - załamywał się głos Korneli.
- Tak?
- No i.. jak już wyszłam z gabinetu pana doktora z tą informacją, to nie wiedziałam co ze sobą zrobić, więc zaczęłam sobie po prostu chodzić po całym szpitalu.. - nadal łkała.
- Mhm... I?
- No i tak tak sobie szłam korytarzem i... i usiadłam na krześle w poczekalni obok takiego chłopaka. Słuchał sobie muzyki. Wyglądał na przejętego. Chciałam zapomnieć o tej złej rzeczywistości, więc do niego zagadałam.. - wciąż kontynuowała.
- Nie pamiętam, co dokładnie do niego mówiłam. Byłam strasznie roztrzęsiona. Pamiętam, że potem podszedł do niego lekarz i mówił o jakimś Franku, o jakichś złamanych nogach.. ech.. Po co ja ci to mówię?
- Nie no, mów. Wygadaj się. Teraz tego potrzebujesz - uśmiechnęła się Tosia.
- Dziękuję.. Chwilka.. Jak ten chłopak się nazywał.. coś na literę ,,A'' chyba.. Adrian? Arek? - zastanawiała się dziewczyna.
- No kurczę.. O! Już pamiętam! Adam!
Tosia zrobiła wielkie oczy. Zaczęła się dopytywać.
- Jak on dokładnie wyglądał?
- Noo.. ciemnobrązowe włosy miał, bordową bluzę.. ech.. Nie pamiętam dokładnie.. Chyba zielone oczy.
- Miał białe słuchawki? - zadała następne pytanie.
- Emm.. Tak! Skąd wiesz? - zdziwiła się Kornelia.
- Z twojego opisu wynika, że widziałam dokładnie takiego samego chłopaka dzisiaj w sklepie. Kupował Tymbarka. Gdy wychodził ze sklepu, wypadły mu białe słuchawki douszne, więc je podniosłam i oddałam. Przy okazji dowiedziałam się, że ma na imię Adam. Boję się rozmawiać z chłopakami... nie wiem czemu... - opowiedziała swoją historię.
- Naprawdę? Co za zbieg okoliczności. Nie no w sumie spoko chłopak, tylko, że chyba uważa mnie za psychiczną dziewczynę, która szuka przyjaciół na siłę. Ja chciałam z kimś tylko pogadać, ale za bardzo się nakręciłam i od razu chciałam zrobić z tego wielką przyjaźń. Ii.. No przestraszył się chyba, bo zaczęłam za nim iść. Wiem, gdzie mieszka. Gdy podeszłam pod jego klatkę, a on mnie zobaczył, kazał mi iść do domu... i nie chciał żadnej przyjaźni. - w oczach Kornelii znów pojawiły się łzy.
- Tęsknie za Maksiem - jej oczy błyszczały.
Tosia otarła jej łzy i znów ją przytuliła.
- Nie przejmuj się tym chłopakiem. Najważniejsze, żebyś ty uspokoiła się psychicznie. Zawsze jest ciężko po odejściu kogoś bliskiego. Musisz odpocząć. Chodź, przejdziemy się po parku. Co ty na to? - zaproponowała.
- Mhm... chętnie...
Adam był już prawie w domu. Szedł szybkim krokiem. Wyglądał jakby zobaczył ducha.
Widocznie ta cała Tośka się z nią przyjaźni - pomyślał.
Doszedł w końcu do domu. Ledwo co oddychał. Czuł się rozczarowany. Zdjął buty i pobiegł do siostry.