czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział 4

Chyba oszalałem... 

Zadzwonił budzik. Adam wziął telefon do ręki i wyłączył denerwujący dźwięk. Zegarek wskazywał godzinę 6:30. Chłopak wstał powoli z łóżka i drapiąc się po karku, poszedł w stronę swojej łazienki. Wziął poranny, zimny prysznic, po czym ubrał czarną koszulkę, brązowe spodnie oraz swoją bordową bluzę. Przemył twarz i spojrzał w lustro.
Dlaczego mam takie chore sny? - pomyślał - Zadzwonię do Franka.
Tymczasem przyjaciel Adama słodko sobie spał, razem ze swoim ciemnobrązowym misiem.
Zadzwonił do niego telefon.
- Ech.. Kto normalny dzwoni w wakacje o tej porze?! - powiedział Franek, przecierając oczy.
- Adam... No przecież moja noga żyje - rzekł sam do siebie, po czym odebrał.
- Haloo?
- Za halo... to znaczy.. Franek, o której ty wychodzisz z domu? - spytał Adam.
- A po co mam wychodzić z domu? Ja jeszcze spałem.
- Nie idziesz na matmę? - zadał kolejne pytanie.
Franek przez 10 sekund nic nie mówił, po czym rzekł:
- Jest 3 lipiec. Mamy wakacje. Adam, spałeś dobrze? - zapytał z zaniepokojeniem.
Ten stanął na środku swojej łazienki i charakterystycznie uderzył swoją ręką we własne czoło.
- Myślałem, że mamy maj.. nie ważne.
- Chyba zapomniałem nagrać Poniedziałkowego. Ciuraki będą złe.
Gdy Adam rozmawiał przez telefon w łazience, Dominika go usłyszała. Zrobiła nagły ruch i gwałtownie weszła do łazienki, nie myśląc, co brat robi teraz w środku.
- Geniuszu! Przecież nagrywałeś wczoraj Poniedziałkowego do 22:00! - zaśmiała się siostra.
Brunet pożegnał się szybko z Frankiem i włożył telefon do kieszeni.
- Dominika! Kto ci pozwolił wejść bez pukania?! A gdybym nie był ubrany?
- Taa.. i rozmawiałbyś na środku łazienki bez ubrań. Nie rozśmieszaj mnie - zakpiła siostra.
- Skąd wie... nie ważne. Poważnie? Nagrałem ten odcinek? Czyli, że.. to nie był sen?
- Nie - odparła Dominika.
- Matko i córko! Franek żyje?!
- Tak. Człowieku, co ci się śniło? - spytała.
- Nic. Czy Kornelia istnieje?! - zapytał z ogromnym lękiem w głosie, przełykając ślinę.
- To twoja nowa przyjaciółka, prawda? - uśmiechnęła się Dominika, lecz Adamowi wcale nie było do śmiechu.
- O nie.. Czyli istnieje? Zaraz pewnie będzie przed naszą klatką. Na pewno już ma mój numer telefonu. Zaraz zadzwoni. Będzie się dopytywać co robię. Będzie mnie podglądać, gdy będę w łazience. Zwariuję przez nią. Czuję się obserwowany! - Adam w tym momencie był tak roztrzęsiony, że myślał tylko o tym, co Kornelia może mu jeszcze zrobić.
- Uspokój się. Przecież ja mogę ci pomóc, Franek też.. Mama także! A jeśli ta dziewczyna będzie ciebie naprawdę prześladować, to można zadzwonić na policję, także spokojnie, Adam - uspokoiła go Dominika. Rzadko zachowywała się tak miło wobec brata.
- Dziękuję. A może ona wczoraj nie wiedziała co robi? Może rzeczywiście była pod wpływem narkotyków czy czegoś innego. Ech... Idę się przejść po Elblągu. Zrobię sobie spacerek i odpocznę. Jeden taki dziwny dzień, a czuję się, jakbym nie spał dwie noce - oznajmił brunet.
- Rozumiem, dobrze. - powiedziała siostra i poszła do swojego pokoju.
Chłopak wyszedł w końcu z łazienki i zszedł po drewnianych schodach. Ubrał buty, włożył słuchawki do uszu i wyszedł. Puścił jakąś spokojną piosenkę i zaczął iść. Obserwował drzewa i ulice dookoła niego. Muzyka dodawała do wszystkiego uroku i piękna. Widział ludzi śpieszących się do pracy.
Żeby tak pracować w wakacje? Wyrazy współczucia. Hmm.. w sumie to normalne - pomyślał.
Nadal szedł. Myślał o różnych sprawach. O tym, że w kolejnym roku szkolnym musi się bardziej wziąć za naukę, że musi jeszcze zmontować nowy odcinek. Zastanawiał się, czy z nogą Franka jest lepiej. Adam lubił takie spacery. Były to chwile do przemyśleń w samotności. Zawsze sobie wszystko w głowie układał. A muzyka go dodatkowo uspokajała.
Postanowił wejść do sklepu, który przed momentem minął. Chciał sobie kupić coś do picia. Wszedł do środka. Zdjął słuchawki. W sklepie było prawie pusto. Zaszedł do segmentu z napojami. Ujrzał tam blondynkę, która właśnie szukała czegoś w swojej torebce. Z początku chłopak ją zignorował. Była to zwykła klientka, zapewne robiąca zakupy do domu. Adam zaczął rozglądać się po półce, aby znaleźć swoje ulubione picie. Przypatrywał się dokładnie, lecz za nic nie mógł ujrzeć tego napoju.
- Emm.. przepraszam? - odezwał się cieniutki głosik - Szuka pan czegoś?
Była to ta blondynka. W głosie słychać było nieśmiałość. Wyglądała na skrępowaną. Może dlatego, że Adam cały czas się kręcił dookoła niej, szukając picia.
- Tak, szukam Tymbarka. Rozglądam się po całej tej półce i albo jestem ślepy, albo nie ma tego napoju.
Dziewczyna się odsunęła i wskazała palcem na picie, którego szukał nieznajomy.
- Oo, dziękuję! Heh.. - speszył się Adam.
- Nie ma za co - uśmiechnęła się w jego stronę i kontynuowała szukanie czegoś w torebce.
Chłopak ujrzał przez tą chwilę jej jasnozielone oczy oraz piegi na policzkach. Była drobna, ubrana w jasnoniebieskie rurki i przewiewną białą koszulkę. Brunet wziął z półki Tymbarka i poszedł w stronę kasy. Kasjerka skasowała mu picie.
- Czy mogę być winna grosika? - zapytała pani, która stała przy kasie.
Po raz kolejny?! Kiedy mi w końcu odda te wszystkie grosiki? Jest mi już chyba winna 20 zł - pomyślał.
- Oczywiście - odpowiedział, z udawanym uśmiechem.
Zadowolony wyszedł ze sklepu i wziął pierwszy łyk picia. Gdy był już oddalony od sklepu około 10 metrów, usłyszał cichutkie wołanie.
- Przepraszam? Chyba upadły panu słuchawki! - odezwała się dziewczyna, która przed chwilą pomogła mu znaleźć Tymbarka.
- Oo, znów dziękuję - podziękował Adam, drapiąc się po karku, po czym wziął z rąk dziewczyny jego słuchawki.
- Mogę wiedzieć, jak się pani nazywa? - zapytał z ciekawości chłopak.
- Emm... Tosia.. i niech pan nie mówi do mnie ,,pani'', bo nawet jeszcze nie jestem dorosła - odpowiedziała z wielką nieśmiałością, po czym się uśmiechnęła.
- Bardzo ładne imię. Rzadko się z takim spotykam. Ja jestem Adam i też nie musisz do mnie mówić ,,pan'', bo również nie jestem pełnoletni.
- Hahah! Adam.. - z niewiadomych powodów zaśmiała się dziewczyna.
- Czemu to cię tak bawi? - zapytał chłopak.
- Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać. Chodziłam z takim Adamem do podstawówki i do tej pory pamiętam taką śmieszną rymowankę, którą mu śpiewaliśmy, tylko dlatego, że miał tak na imię.
- Chyba się domyślam, jak ona leciała. Jak byłem młodszy, to też śpiewali przy mnie tą rymowankę. Nie lubiłem jej. W sumie to nadal niektórzy ją śpiewają, gdy jestem obok.
Wtem zadzwonił do dziewczyny telefon. Rozmawiała przez kilka minut, a chłopak nie wiedział, czy czekać aż skończy, czy iść. Postanowił jednak poczekać. Dziewczyna skończyła rozmawiać.
- Przepraszam cię bardzo, ale muszę już iść - rzekła.
- Dobrze.. - odpowiedział.
Tosia odwróciła się i zaczęła iść.
- Aa, możesz jeszcze na chwilę się zatrzymać? - zatrzymał ją Adam.
- Czegoś znów zapomniałeś? - zapytała.
- Czy... dałabyś mi swój numer telefonu...? - zapytał na luzie brunet, nie bojąc się odmowy.


środa, 29 kwietnia 2015

Rozdział 3

Prześladuje mnie? 

Nie trudno było zgadnąć, kogo to był głos. Już po paru sekundach Kornelia znalazła się tuż za Adamem.
- Czego chcesz, kobieto!? - powiedział ze zdenerwowaniem Adam, powoli odwracając się z jej stronę.
- No.. chcę się z tobą zaprzyjaźnić! Będziemy się razem świetnie bawić, chodzić na basen, jeździć na rowerach! Będzie super! - oznajmiła dziewczyna i uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Ej, ej, ej! Powoli, bo nie nadążam. Nie znamy się nawet jeden dzień, a ty mi już proponujesz wielką przyjaźń? O co ci chodzi? Najpierw zachowujesz się wobec mnie chamsko, a teraz nagle kolegów szukasz? - wydusił z siebie.
W tej samej chwili sąsiadka Adama, pani Piotrkowska, która stała na balkonie, znów się zbulwersowała.
- Co to za krzyki pod moim domem!? Już nie można spokojnie prania porozwieszać? - krzyknęła kobieta.
- Niech pani lepiej nic nie mówi. Tylko się ciśnienie podnosi. My tutaj tylko rozmawiamy. - powiedziała Kornelia zarozumiałym głosem.
- Pff! Co za wychowanie! Zaraz zadzwonię na milicję! - zdenerwowała się.
Nie wytrzymam. Tylko ja mogę tłumaczyć się mojej sąsiadce! - pomyślał Adam.
- Bardzo panią przepraszam, pani Grażynko (bo tak miała na imię sąsiadka), ale ta tutaj dziewczyna nie zna dobrych manier - wytłumaczył się brunet wskazując na Kornelię.
- Nie obchodzi mnie to, smarku! Jutro do mnie przyjeżdżają dzieci razem z moimi wnukami i ma być tutaj cicho jak makiem zasiał! - powiedziała pani Piotrkowska, wymachując swoją jasnoniebieską bluzką, którą miała wywiesić, aby się wysuszyła. Następnie weszła do domu zatrzaskując drzwi od balkonu.
- Słuchaj, nie wiem czy jesteś pod wpływem alkoholu, czy narkotyków, czy po prostu jesteś taka z natury, ale nie chcę się z tobą przyjaźnić. Przepraszam, śpieszę się. - powiedział Adam, po czym szybko wszedł do swojej klatki schodowej.
Kornelia zrobiła się smutna i odeszła w stronę swojego domu, zakładając swoje wielkie czarne słuchawki nauszne i puszczając jakiś rap. Adam wszedł do domu. Zdjął kurtkę, buty i poszedł do swojej kuchni, aby coś zjeść. W lodówce nie znalazł nic, co mogło by mu przypaść do gustu, więc zrobił sobie po prostu kanapki z dżemem truskawkowym i poszedł ze swoim posiłkiem do pokoju. Gdy doszedł, ujrzał Dominikę przy jego komputerze.
- Dominika? Co ty robisz na moim sprzęcie? - zapytał spokojnie Adam.
- Gram sobie w GTA5. Ale jeśli Ci to przeszkadza, to mogę pójść - odpowiedziała siostra.
- Ech.. dobra siedź już. Myślałem, że nie lubisz GTA. Ja pooglądam sobie ,,The Walking Dead''.
Po pół godzinie oglądania swojego ulubionego serialu, chłopak przypomniał sobie, jak się rano zachowywał.
- Emm.. Dominika?
- Tak, bracie?
- Chciałem cię przeprosić za moje zachowanie, które miało miejsce rano... - powiedział Adam, przeżuwając końcówkę kanapki, którą jadł.
- Zachowałem się jak totalny idiota, zamiast na spokojnie do tego wszystkiego podejść. Nie wiedziałem co zrobić - kontynuował, ale już bez kanapki w ustach.
- Ojej, nic się nie stało. To ja powinnam cię przeprosić. Nie powinnam cię śledzić. Byłam po prostu ciekawa - odpowiedziała, odsuwając się od monitora.
- No to jesteśmy kwita. Ale i tak cię nie lubię. - zaśmiał się.
- Ej! Bo rozkażę ci nagrać ,,Five Night's at Freddy's 3''! - pogroziła Dominika, również się śmiejąc.
- Hah, bardzo śmieszne. - zaśmiał się sztucznie.
- A jak tam z twoim przyjacielem?
- Złamał dwie kości, ale nic mu nie będzie. Silny chłopak. Wygląda jak zdrowy, tylko, że ma gips i tyle - powiedział, jak gdyby nigdy nic.
- Rozumiem, to dobrze. A mogę zadać jeszcze jedno pytanie?
- Już się boję. No pytaj - odpowiedział.
- Kim jest ta dziewczyna w ciemnobrązowych włosach i czarnych kozakach? - zapytała. Słychać było wyraźne zaciekawienie w jej głosie.
Chłopak zignorował pytanie, bo miał ważniejszą rzecz do zrobienia.
- Zupełnie zapomniałem nagrać Poniedziałkowego! Nie może go zabraknąć! Coś musi sprawić, aby na ustach ciuraków pojawił się uśmiech!
- Czyli, że muszę wyjść z pokoju? - zapytała siostra.
- Tak. Wynocha! - krzyknął z uśmiechem Adam i natychmiast sięgnął po swoją kamerę.
Ustawił statyw oraz tło, włączył lampy i zaczął ,,mówić do aparatu'' tak, aby wyszło jak najbardziej pozytywnie. Sprawiało mu to wielką radość. Nic by nie zastąpiło jego pasji. Skończył nagrywanie około godziny 22:00.
Zmontuję to w poniedziałek po szkole - pomyślał, po czym wszedł na swojego FanPage'a i zaczął odpisywać widzom. Miał bardzo dużo wiadomości, tak jak zwykle zresztą. Następnie zalogował się na swojego prywatnego facebook'a. Również miał mnóstwo wiadomości oraz zaproszeń do znajomych. Największą uwagę zwrócił na zaproszenie od niejakiej Kornelii Zanikowskiej. Na zdjęciu profilowym widniało zdjęcie tej dziewczyny.
- To na pewno ona. Skąd zna moje nazwisko? Przecież jest takie niemieckie... - powiedział Adam, śmiejąc się przez moment, a następnie zrzedła mu mina.
Wylogował się ze wszystkich portali społecznościowych, po czym wyłączył komputer. Zaczął się zastanawiać. Krążył po swoim pokoju. Nie dość, że był zmęczony przeżytym dniem, to jeszcze ta dziwna dziewczyna nie wiadomo jak, znalazła jego nazwisko.
Nienormalny dzień... - pomyślał - Lepiej pójdę spać. Jutro się będę zastanawiać. 
Zrobił sobie jeszcze przed spaniem zdjęcie i skoczył pod kołdrę. W mgnieniu oka zasnął.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział 2

Kim ona jest?

Franek leżał bez ruchu obok krawężnika, a rower nadal przygniatał jego ciało. Adam ochłonął i szybko zdjął pojazd z kolegi. Nie zastanawiając się, zadzwonił po karetkę.
- Dlaczego on się nie rusza? - spytała roztrzęsiona Dominika.
Ciśnienie chłopaka znów wzrosło.
- A ty dlaczego nas śledzisz? Nie mogę się spotykać z przyjacielem? Chciałem z nim nagrać Poniedziałkowego Naruciaka w lesie.
- Przepraszam... - odpowiedziała dziewczynka i ruszyła rowerem w stronę domu.
-Stój! - krzyknął Adam. - Pamiętaj, nie mów niczego mamie. Niczego nie widziałaś, jasne? Poradzę sobie sam.
- No dobrze, dobrze.. - powiedziała zasmucona Dominika i odjechała.
Wyglądało na to, że Franek był nieprzytomny. W oddali słychać było syrenę karetki. Adam wstał i zaczął machać, aby lekarze zauważyli zemdlałego blondyna. Gdy auto już dojechało, specjaliści podbiegli do chłopaka i sprawdzili, co się mniej więcej stało.
Wygląda to na złamanie, ale nie jestem pewny. - powiedział jeden z lekarzy.
- A dlaczego zemdlał?
- Jego ciało nie wytrzymało bólu. Podczas, gdy jest nieprzytomny, przynajmniej nic nie czuje.
Specjaliści zabrali Franka na noszach do karetki, a za nimi wsiadł Adam. Po dziesięciu minutach byli już w szpitalu. Blondyn został szybko zaniesiony na rentgen, a chłopak został w poczekalni. Na korytarzu było pełno krzeseł, więc usiadł na jedno z nich, założył słuchawki i puścił jedną z piosenek Dawida Podsiadło. W tejże chwili do tego pomieszczenia weszła dziewczyna. Miała na sobie długie czarne kozaki, czerwoną spódniczkę oraz czarną bluzkę na ramiączkach. Jej włosy były ciemnobrązowe, a oczy szare. Żuła gumę. Nie wyglądała na dziewczynę z klasą. Szła korytarzem, gdy nagle zauważyła wolne miejsce obok Adama.
- Mogę się dosiąść? - zapytała dziewczyna, ale nie usłyszała odpowiedzi.
- Halo! Czy mogę się dosiąść?! - spytała ponownie.
- Ekhem! - szturchnęła Adama tak, że jedna z słuchawek wypadła mu z ucha.
- Ej! Co ty robisz? - spytał lekko zdenerwowany.
- No sorry, ale nie odpowiedziałeś na moje pytanie dwa razy, to musiałam to zrobić.
- Przepraszam, miałem słuchawki w uszach. - wytłumaczył się.
- Więc.. o co pytałaś?
- Czy mogę się dosiąść?! - zapytała, po raz ostatni, zażenowana dziewczyna.
- No tak. Przecież jest wolne - opowiedział.
- Jak masz na imię? Ja Kornelia.
Najpierw robi aferę na pół korytarza, a teraz, jak gdyby nigdy nic, pyta mnie jak mam na imię? - pomyślał.
- Ja Adam... Miło mi...
Na szczęście, tę dziwną sytuację, przerwał lekarz, który podszedł do Adama w sprawie Franka.
Wyglądał na bardzo spokojnego, ale lekarze zawsze tak robią, aby nie niepokoić ludzi.
- Tak jak sądziłem. Jest to złamanie. Kość piszczelowa oraz udowa. - rzekł doktor.
- Aż dwie kości?! A ja narzekam, że często uderzam się w piszczel.. Ale nic mu nie będzie? - spytał zaniepokojony chłopak.
- Poza tymi złamaniami wszystko jest w porządku. Założymy gips i będzie mógł wrócić do domu. Przez długi czas nie będzie mógł nadwyrężać nogi, ale pan chyba o tym wie?
- No pewnie! - uśmiechał się Adam i wstał z krzesła.
Już miał iść w stronę sali, gdzie leżał Franek, lecz Kornelia mu przerwała.
- Kim jest Franek?
- Ehh.. to mój przyjaciel. Dlaczego ciebie to tak interesuje?
- No bo.. spodobała mi się twoja bluza i w ogóle wydajesz się na sympatycznego i chcę jakoś zagadać.
Chłopak przyłożył z całej siły ręką w swoje własne czoło. Nie wiedział co powiedzieć.
To pewnie jakaś samotna dziewczyna, która szuka na siłę przyjaciół.. Szkoda jej - pomyślał.
- Przepraszam, ale teraz się śpieszę. Muszę sprawdzić jak się miewa Franek. Może potem pogadamy - powiedział Adam, z nadzieją, że Kornelia da mu już spokój z bezsensownymi pytaniami.
- No dobrze. To ja tutaj będę czekać.
Chłopak był nieco przerażony postawą tej dziewczyny. Miał przed oczami jej straszne, szare oczy, które patrzyły się prosto w niego. Szybkim krokiem wszedł do sali, gdzie leżał jego przyjaciel.
Od razu go ujrzał. Franek powoli otworzył oczy i pojawił się na jego ustach uśmiech. Był radosnym chłopakiem.
- Jak się czujesz? - spytał z uśmiechem Adam.
- Nie narzekam. Bywało gorzej - odpowiedział radośnie.
- To dobrze..
- Co ty taki roztrzęsiony? Coś się stało? - spytał zaniepokojony.
- A nic..
- No dobrze. Jak tam chcesz. Ale pamiętaj, ja zawsze mogę ci pomóc, kumplu - uśmiechnął się.
Adam znów ujrzał tego samego lekarza, który idzie w stronę Franka.
- Musimy panu założyć ten gips. Nie wyjdzie pan z nieusztywnioną nogą - rzedł doktor.
Przenieśli Franka, aby założyć mu bandaż. Adam znów musiał czekać. Bał się wyjść z sali ze względu na tą dziwną dziewczynę. Przerażała go.
- Nie idzie pan? - zapytał Adama lekarz.
- Ja.. ja tutaj poczekam.
Po kilkunastu minutach chłopak zobaczył Franka idącego o kulach. Wyglądał na zdrowego, gdyby nie ten gips.
- Możemy iść do domu! - ucieszył się poszkodowany.
Adam przytaknął. Nadal się bał, że Kornelia czeka na korytarzu. Na szczęście, gdy wyszedł, nie było jej widać. Na jego twarzy od razu pojawił się uśmiech. Szedł z Frankiem, prawie pustym korytarzem, w stronę wyjścia. Byli już na zewnątrz. Rozmawiali o tym, gdzie nagrać Poniedziałkowego.
- Wiesz.. Chyba nagram go po prostu w domu. Lepiej, żebyś nie nadwyrężał tej nogi. - powiedział Adam.
- Hej! Cześć!
Chłopak usłyszał znajomy głos. Bardzo się zmartwił.
- Adam! Adam! Hej!
Tak, to była Kornelia. Trzymała w ręku telefon. Widocznie przed chwilą z kimś rozmawiała, dlatego nie było jej na korytarzu. Franek dziwnie się na nią popatrzył, a następnie na swojego kumpla i tak kilka razy.
- Znacie się? - zapytał ze zdziwieniem Franek.
- Nie. Zaczepiła mnie na korytarzu, gdy miałeś robiony rentgen. Najpierw zachowała się niezbyt kulturalnie, a potem zaczęła udawać wielce miłą dziewczynę. Ona mnie trochę przeraża.
- To może jej po prostu powiedz, żeby się odwaliła i po sprawie - zaproponował.
Adam nic nie odpowiedział, bo Kornelia była już przy nim. Patrzyła się z takim psychicznym uśmiechem. Tak, zdecydowanie szukała przyjaciół na siłę.
- Możesz się ode mnie odwalić? - zapytał lekko zbulwersowany chłopak.
Ona zignorowała pytanie.
- A więc to jest Franek!
- Mówiłeś jej o mnie? - zapytał przyjaciel Adama.
- Tak, bo lekarz do mnie podszedł i zaczął opowiadać o twoich złamaniach.
- Słuchaj.. yy.. dziewczyno. Nie ważne jak masz na imię... - zaczął nagle.
- Kornelia - przerwała.
- No to słuchaj, Kornelio. Adam nie ma teraz czasu, żeby z Tobą rozmawiać. Idź do domu.
Nie podobam mu się, czy co? Czy jestem jakaś odrażająca? - pomyślała dziewczyna.
- Pff! No dobrze. Niech wam będzie. Idę sobie - zażenowana zaistniałą sytuacją, zrobiła tak, jak rzekła.
Rzeczywiście. Mogło by się wydawać, że idzie w przeciwną stronę. Chłopcy także ruszyli do domu. Wszystko z pozoru wyglądało normalnie. Ptaki śpiewały, słońce przygrzewało. Było już popołudnie, więc pogoda była wręcz idealna. Przyjaciele gadali o jakichś nieistotnych pierdołach.
W końcu się rozeszli. Adam poszedł w stronę swojego bloku, a Franek, o kulach, w stronę mieszkania. Gdy Adaś był już przed swoją klatką, znów usłyszał irytujący, znajomy głos.



niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 1

Pechowa wycieczka do lasu

Był to piękny letni poranek. Promienie słońca przebijały się przez zielone korony drzew. Słychać było tylko... muzykę włączoną na cały regulator przy starówce? Mieszkańcy tej okolicy natychmiast się zbulwersowali.
- Jak można puszczać taką okropną muzykę o 7:00 rano?! - krzyknęła zdenerwowana pani Piotrkowska, która była największą jędzą na tym osiedlu.
Okazało się, że muzyka dochodziła z domu Adama. Chłopak był zwykłym nastolatkiem, który uwielbiał tworzyć filmy na YouTube. Niedawno skończył 17 lat. Mierzył około 190 cm, więc trzeba przyznać, że był wysoki. Zielonooki brunet, z uczesaniem na bok, po krzyknięciu sąsiadki natychmiast otworzył okno i zaczął się tłumaczyć.
- Bardzo przepraszam, ale mam nowe głośniki, których dopiero się uczę używać i niechcący za bardzo je pogłośniłem - powiedział Adam, z lekkim lękiem w głosie.
- Phi! Żeby mi to było ostatni raz, smarku! - wrzasnęła z gniewem pani Piotrowska i szybkim ruchem zatrzasnęła swoje okno.
Nie wytrzymam z tą sąsiadką.. Przeszkadza jej dosłownie wszystko! Boję się nawet śpiewać pod prysznicem, bo wydaje mi się, że ta jędza mnie słyszy - pomyślał chłopak, zamykając okno.
Nagle zadzwonił telefon.
- Kto normalny dzwoni o 7:00 rano? - spytał ze zdziwieniem samego siebie Adam.
- Franek?! - oczy chłopaka wyszły na wierzch.
- Czego on chce akurat o tej godzinie?
Odebrał ze spokojem telefon. Ze słuchawki wydobył się krzyk.
- Adam! Weź otwórz drzwi, bo zimno tu jak w chłodni!
- Co? Gdzie? Gdzie ty jesteś?!
- Jestem pod twoim domem! Wpuść mnie, albo stracisz najlepszego kumpla! - powiedział, śmiejąc się, Franek.
No dobrze, dobrze.. - po tych słowach Adam się rozłączył.
Chłopak szedł na dół po swoich drewnianych schodach, gdy nagle ujrzał swoją siostrę, Dominikę.
- A gdzie ty idziesz tak wcześnie, hm? - zaczęła się dopytywać dziewczyna.
- Noo.. Kolega do mnie przed chwilą zadzwonił z prośbą o to, żebym mu otworzył drzwi, bo stoi pod naszym domem i marznie. Nie wiem co on tam robi, naprawdę. A co ty taka ciekawska? Ja się dziwię, dlaczego ty już nie śpisz? Zwykle wstajesz później.
- Umówiłam się - odpowiedziała i szybko odwróciła wzrok.
- Rozumiem. To ja już o nic więcej nie pytam. Tylko nie szalej tam - powiedział z uśmiechem Adam i kontynuował schodzenie po schodach.
Doszedł do swoich drzwi i je otworzył. Na zewnątrz nikogo nie było. Pewnie Franek był całkiem na zewnątrz.
Domofonu nie umie używać, czy jak? - pomyślał.
Chłopak szybko ubrał buty i zszedł klatką schodową na sam dół. Otworzył drzwi i ujrzał trząsącego się z zimna Franka.
Franek był strasznym zmarzluchem. Nawet gdy na dworze było 20 stopni, on musiał mieć ubraną kurtkę. Uwielbiał też jeść. Miał blond włosy z kontrolowanym nieładem oraz niebieskie oczy. Był niższy od Adama.
- Znowu zapomniałeś ubrać kurtki - powiedział, z nutką gniewu, Adam.
- No przepraszam, ale śpieszyłem się - wyjaśnił blondyn.
- Widać, ale o co chodzi? Dlaczego tak szybko do mnie przyszedłeś? - spytał.
- Adam! Geniuszu! Przecież się umówiliśmy, że pójdziemy do lasu!
Adam stał przez 10 sekund, jakby był z kamienia. Zupełnie zapomniał o tym spotkaniu, ale nie chciał wyjść na zapominalskiego. Musiał szybko coś wymyślić.
- No wiem! Ale miałeś być o 7:20 a nie o 7:10! - sztucznie się wytłumaczył.
- Bez różnicy. Masz może jakąś kurtkę? - spytał Franek, nie mając żadnych podejrzeń.
- Ehh, no mam. Wejdź na moment.
Franek uśmiechnął się i wszedł. Usiał na krześle w kuchni. Zaczął wyjadać jakieś ciasteczka z poprzedniego dnia. Wspominałam, że ten chłopak lubił jeść? No właśnie.
- Franek! Zostaw! To ciastka mojej siostry! - krzyknął Adam.
- A zresztą.. Jedz już je sobie. - odpuścił, podając Frankowi swoją starą zieloną kurtkę, której nie nosił już chyba dwa lata.
Adam spakował jeszcze szybko swoją kamerę i obaj wyszli. Okazało się, że siostra chłopaka wcale nie była z nikim umówiona. Gdy tylko jej brat z kolegą wyszli, ona zaczęła podążać za nimi. Chciała się dowiedzieć, co Adam robi z kolegami. Szła tuż za nimi klatką schodową, ale tak, aby brat jej nie zauważył. Adam poszedł do piwnicy, aby wyciągnąć swój rower, bo przecież nie będą szli taki kawał do lasu. Mieli do niego ok. 2km. Franek, jeszcze przed wejściem do Adama, zostawił swój rower przed jego klatką. Na szczęście nikt go nie ukradł przez ten krótki czas. Gdy obaj już byli na dworze, wsiedli na rowery i zaczęli jechać. Dominika, tak szybko jak tylko mogła, pobiegła do piwnicy, aby również wyciągnąć rower. Niestety, niechcący, wyciągając go, stłukła słoik z konfiturą, który stał na półce w piwnicy. Dziewczynka to zignorowała i czym prędzej wyszła z rowerem na dwór. Chłopcy byli już dosyć daleko, ale nadal w polu widzenia.
- Gdzie oni jadą? - spytała się samej siebie Dominika.
Tymczasem Franek z Adamem rozmawiali o tym, co mogliby ciekawego nagrać w lesie.
- Może jakiś krótki horror, gdzie się gubimy i...
- Niee.. - przerwał koledze Adam.
- Dlaczego? - spytał oburzony Franek.
- Przecież wiesz, że boję się horrorów.
- A, no tak. - zaśmiał się jego przyjaciel. - No ale robienie horrorów jest o wiele weselsze i śmieszniejsze niż ich oglądanie! A poza tym... Aaaałaa!!
W tym momencie Franek zahaczył o krawężnik i upadł prosto na beton, uderzając się mocno w nogę i dodatkowo spadł na niego jego własny rower.
Dominika zapatrzyła się w ten wypadek, całkowicie zapomniała o tym, że musi zahamować i Adam nie może jej zobaczyć. Niestety, już po paru sekundach znalazła się obok upadłego Franka. Nie wiedziała co zrobić.
- Adam szybko się zawrócił swoim rowerem. Był jednocześnie przestraszony, zdziwiony i wściekły.
- Ej!! Franek! Nic Ci nie jest? - spytał, krzycząc, Adam.
- Dominka! Co ty tutaj do cholery jasnej robisz?! - znów zapytał, jeszcze bardziej krzycząc.
Jego siostra zaczęła płakać. Nie lubiła, gdy brat na nią krzyczał. A Franek leżał z okropnym bólem nogi.
- Franek! Odpowiesz mi w końcu, czy tylko udajesz, że coś Ci jest?! - po raz kolejny spytał Adam. Miał już bardzo podniesione ciśnienie.