Wytłumaczmy sobie wszystko ostatni raz
Tosia szła uliczkami, szlochając. Robiła wszystko, aby nikt nie zauważył, że po jej policzkach spływają łzy. Wyciągnęła ze swojej białej torebki chusteczki higieniczne i przetarła oczy. Tuż za nią biegł zmachany Franek. Postanowił, że ruszy za nią i nie pozwoli, by pozostała sama.
- Tośka! Zatrzymaj się, proszę! - krzyczał.
Ta nie słuchała go. Nadal szła. Przyśpieszała kroku. Prawie biegła.
- Błagam, Tosiu! - wciąż krzyczał, również zaczął biec.
W końcu dziewczyna uznała, że nie może uciekać. Zatrzymała się, odwróciła. Franek również przystanął. Ujrzał zapłakaną twarzyczkę Tosi. Natychmiast do niej podbiegł. Złapał dziewczynę za nadgarstek.
- O co chodzi? - spytał spokojnie i spojrzał jej głęboko w oczy.
- O to, że Kornelia musi wszystko naprawić. Sama. Powiedziała mi wszystko - ocierała łzy chusteczką.
- Ale co ci powiedziała?
- Całą prawdę - w końcu się uśmiechnęła.
- P-prawdę? Jaką prawdę?
- Zobaczysz - posłała tajemniczy, ale słodki uśmiech.
Franek odwzajemnił gest. Po chwili, jak to na przyjaciół przystało, przytulili się.
- Hmm.. nie wiem, co o tym myśleć. Miejmy nadzieję, że będzie dobrze - powiedział szeptem Franek.
- Mam pomysł. Chodźmy do Adama, co? - zaproponowała.
- Z miłą chęcią. A u niego opatrzymy bardziej twoją ranę. Nie można tego tak zostawić. Może się wdać jakieś zakażenie czy coś w tym rodzaju - stanął dumnie.
- Oj już dobrze - zarumieniła się.
Skierowali się w stronę domu swojego przyjaciela.
Tymczasem Adam z Danielem kończyli nagrywać ,,Poniedziałkowego Naruciaka''. Wyszło im świetnie i bardzo pozytywnie. Tak jak powinno być. Postanowili odpocząć i usiedli na łóżku.
- Adam.. ty rzeczywiście masz tutaj straszny syf. Tak teraz zauważyłem - powiedział, śmiejąc się Daniel.
- Nie kazałem ci tutaj przychodzić - odparł z uśmiechem.
- Oj, już dobra. U mnie nie lepiej.
Do pokoju weszła Dominika.
- Skończyliście już? - spytała, poprawiając włosy. - Stwierdzam, że tak, bo skoro sobie tak leżycie... hmm... poróbmy coś! Nudzi mi się.
- Tobie to zawsze się nudzi. Zadzwoń po Gosię. Masz do niej numer? - spytał Adam.
- O, właśnie! Dzięki Adam! - krzyknęła z radości i pobiegła od razu w stronę wyjścia. Nie dzwoniła, ponieważ wiedziała, że Małgosia na pewno będzie mogła wyjść, zwłaszcza, że są wakacje. Szybko zeszła na dół po schodach i ubrała buty. Błyskawicznie znalazła się na zewnątrz. Dziewczynka w oknie swojego bloku zauważyła panią Grażynkę , która prawdopodobnie teraz oglądała telewizję. Gdy kobieta zajrzała na zewnątrz, Dominika pomachała do niej.
- Witam panią Piotrowską! - krzyknęła.
Pani Piotrkowska zerwała się ze swojego bujanego fotela, otworzyła okno i wychyliła się przez nie.
- Żeby tak machać ręką do starszej pani?! Co to za wychowanie! Trochę szacunku dla starszych osób, mały smarku! - wydarła się, ale tak, że było ją słychać na całym osiedlu.
- Przepraszam! - Dominika speszyła się lekko, szybko odwróciła wzrok i pognała w stronę domu koleżanki.
W pewnym momencie zauważyła Franka z Tosią, idących w kierunku jej domu.
- Hejka! - krzyknęła z daleka.
Dziewczyna pomachała do niej i natychmiast na jej twarzy pojawił się szczery uśmiech.
- Cudna dziewczynka - rzekła do Franka.
- Masz rację - odparł i również pomachał do dziewczynki.
Dominika doszła do nich.
- Gdzie idziecie? - złączyła ręce i zaśmiała się.
- A do ciebie, a dokładniej, do Adama - odpowiedział Franek.
- Rozumiem. Ja lecę go Gośki. Adam spędza czas z Wezą, także tak trochę mi się nudzi - po tych słowach, dziewczynka podążyła dalej w swoją stronę, zostawiając Tosię z przyjacielem.
Natomiast oni poszli do Adama. Już po paru minutach byli u przyjaciela. Jego mama otworzyła im drzwi i weszli do środka. Usłyszeli Wezę, który coś wrzeszczał. Pewnie grał w jakąś grę. Franek z przyjaciółką wszedł po schodach na górę, aby dowiedzieć się, co robią chłopaki.
- Hej Adam - odezwał się damski głos.
Daniel zauważył, że Tosia stoi przy drzwiach i patrzy, jak Adam siedzi, gapiąc się w komputer.
- Ekhem! - chrząknęła.
Chłopak odwrócił się natychmiast od ekranu komputerowego i grzecznie się przywitał.
- Hej, hej. Grałem sobie w CS'a, sorry.
- Widzę przecież. Przyszłam z Frankiem cię odwiedzić. Na dworze robi się pochmurno, więc czemu mielibyśmy nie wpaść?
- Pewnie, zapraszam - uśmiechnął się. - Ale..
- Hm?
- Mam straszny bałagan w pokoju - złapał się za kark.
- Zauważyłam - roześmiała się.
- To może ja to wszystko ogarnę, co? - zawstydził się.
Nie usłyszał odpowiedzi, bo w pewnym momencie wszyscy usłyszeli dzwonek do drzwi.
- Dominika już wróciła? - spytał Adam. - Poczekajcie tu, idę otworzyć.
Chłopak wyszedł szybko z pokoju i zszedł po schodach, aby otworzyć drzwi wejściowe. Złapał za klamkę i nacisnął ją. Widok Kornelii zupełnie go przeraził.
- Co ty tu robisz?! - spytał zdenerwowany.
- Ja.. jest ktoś u ciebie? - nie odpowiedziała na poprzednie pytanie, lecz zadała kolejne. Cała się trzęsła z przerażenia.
- Są wszyscy... prawie... Nie odpowiedziałaś na moje pytanie - skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Chcę wam wszystkim coś powiedzieć - rzekła cicho.
Na górze, przy schodach stanęła Tosia, gdyż rozpoznała głos Kornelii. W głębi serca ogromnie się cieszyła, że postanowiła się wszystkim wytłumaczyć, ale z drugiej strony bała się, że nikt jej nie uwierzy. Obawiała się jednak, że ona może jednak coś knuć.
A co, jeśli to wszystko, co kolejny podstęp? - myślała.
- Nam? - spytał Adam.
- Tak. Wam. A dokładnie tobie, Frankowi, Tosi, Dominice, Gosi, twojej mamie... - wymieniała Kornelia. Nadal bała się reakcji.
- Dominiki i Gosi nie ma.
- T-to ja mogę zadzwonić po Dominikę! - odezwała się nagle z góry Tosia.
Nie czekając na odpowiedź, wyciągnęła telefon z kieszeni swoich spodni i wybrała numer do Dominiki.
Zadzwoniła do niej. Już po paru sekundach było wiadomo, że razem z Gosią zaraz będą u Adama.
Chłopak wpuścił niepewnie Kornelię do swojego mieszkania. Dziewczyna czuła się nieswojo. Miała wejść na górę, do jego pokoju, więc weszła. Doszła do pokoju. Jej uwagę najbardziej przyciągnął widok kamery, lamp i zielonego tła. Nie mogła również nie zauważyć ogromnego bałaganu. Już miała się zaśmiać, lecz przypomniała sobie, że sytuacja jest zbyt poważna na zabawę. Usiadła niepewnie na łóżku i zaczęła obserwować. Franek przypatrywał się jej z wielką nienawiścią. Nic dziwnego. Usłyszał, że ta skrzywdziła jego przyjaciółkę Tosię. Już po chwili również Tosia z Adamem weszli do pomieszczenia. Nastała długa, niezręczna, grobowa cisza. Wszyscy patrzyli na Kornelię, jak na morderczynię. Czekali, aż Dominika z Małgosią wrócą z podwórka. Weza bawił się swoją czapką, Adam sprawdzał coś w telefonie, podobnie, jak Tosia, a Franek nadal przypatrywał się Kornelii. Dziewczyna myślała, że zaraz zemdleje. Nigdy nie czuła się tak okropnie. Wydawało się jej, że znajdowała się na sali rozpraw i że zaraz ''sędzia'' wygłosi wyrok. Okropną ciszę przerwał dzwonek.
- Otworzę! - krzyknął Adam i natychmiast pobiegł do drzwi.
W pokoju nadal trwała ta okropna cisza. Tosia uśmiechnęła się lekko, nie wiadomo z jakiego powodu, lecz po chwili znów spoważniała. Niebawem przyszli Gosia, Dominika i jej brat. Do nich postanowiła wstąpić również mama rodzeństwa. Teraz było już przerażająco. W pokoju znajdowało się 7 osób. Dodatkowo walały się wszędzie jakieś śmieci, co powodowało jeszcze większy zaduch w pomieszczeniu.
- No więc... - zaczął Franek. - O co chodzi? - zapytał groźnie, przymrużając oczy.
Kornelia chciała zachować jak największy spokój, ale bała się, że nie wytrzyma i po prostu się rozklei. Zaczęła na spokojnie.
- Chciałabym wytłumaczyć moje okropne zachowanie. Tosi już o tym mówiłam. Później wytłumaczę tą ranę na jej głowie.
- No to słuchamy - rzekł Adam.
- Postaram się to powiedzieć podobnie, jak Tośce. O co w ogóle chodzi? - w jej głosie już było słychać rozklejenie. - Cz-czuję się samotna. Po prostu samotna. Z Tosią przyjaźniłam się... chyba od urodzenia. Tak, od urodzenia. Byłyśmy najlepszymi kumpelkami. Mówiłyśmy sobie wszystko. Mam też kuzyna. Nazywa się Maks. Z nim również przyjaźniłam się od zawsze, lecz nigdy tak bliżej nie zapoznałam go z Tosią. Zresztą, nie ważne. Około miesiąc temu dowiedziałam się, że Maks jest ciężko chory i grozi mu nawet śmierć - w tym momencie dziewczynie poleciała pierwsza łza. Zatrzymała się na chwilę.
Błagam, nie rycz - myślała Kornelia. Po chwili kontynuowała.
- No i.. i trafił do tego cholernego szpitala. Odwiedzałam go niemal codziennie. Codziennie z nim rozmawiałam, przynosiłam mu najróżniejsze smakołyki. Z dnia na dzień coraz trudniej było mu się wysłowić, a ja czułam, że dzieje się ze mną coś dziwnego. Nie mogłam żyć ze świadomością, że mogę stracić najlepszego przyjaciela - lały się kolejne łzy. Niestety, to było nieuniknione. - Było mi okropnie źle. Byłam zła na siebie, bo nie mogłam nic z tym zrobić. A Tosia? Tośka nie zauważyła żadnej zmiany we mnie, mimo tego, że moim zdaniem, zachowywałam się inaczej. Ogólnie, zaczęła ze mną mniej rozmawiać - łkała.
- Co? J-ja wtedy myślałam, że to właśnie ty nie chcesz ze mną rozmawiać i masz mnie dość! Myślałam, że coś ci zrobiłam i nie chcesz mnie znać... - wtrąciła się Tosia.
- Rozumiem... ale daj mi skończyć, zanim... zanim się całkiem rozkleję - mówiła. - Odwiedzałam tego Maksa, jak już mówiłam, coraz gorzej się z nim rozmawiało. On nie miał siły. Ja również nie miałam siły. Po dwóch tygodniach, gdy kolejny dzień z rzędu chciałam go odwiedzić, spotkałam na korytarzu chłopaka. Brunet, bordowa bluza, słuchał muzyki na słuchawkach. Zamknął się w sobie. Wydawał się taki przyjazny i spokojny. To był właśnie Adam - lekko się uśmiechnęła, a Adam bardzo się zaciekawił. - Pewnie to pamiętasz, Adam. Chciałam pogadać z kimkolwiek, więc przyczepiłam się do niego, ale źle zaczęłam rozmowę i uznał mnie za wariatkę. Też bym uznała siebie za wariatkę. Następnego dnia spotkałam się z Tośką. Okazało się, że również ciebie spotkała, Adam. Zaczęła o tobie opowiadać, a ja jeszcze bardziej się zmartwiłam, że już całkiem stracę przyjaciółkę, że zakocha się w tobie - w tym momencie Tosia wlepiła na moment wzrok w podłogę, lecz po chwili kontynuowała słuchanie. - Potem poznała też Franka. Wydawało się, że go bardzo, bardzo polubiła. I w końcu stał się ten wypadek. Adam stracił pamięć. Chyba byłam na granicy swojej psychiki. Postanowiłam, że omamię Adama. Udało mi się z nim umówić. Wyglądało na to, że mu się podobam. Byłam głupia. Jak mogłam zrobić takie głupstwo? - złapała się za głowę. - I ten cały czas wszyscy skupiali uwagę na nim. Cały czas liczył się tylko Adam i Adam. Nie wiedziałam wtedy, że jestem okropnie zazdrosna i robiłam wszystko, co było najgorsze. Cholera. Gdybym tylko mogła cofnąć ten pieprzony czas - rozpłakała się.
- Spokojnie, Kornela.. mów dalej... - powiedziała mama Adama.
____________________________________________________________________-
Muszę zakończyć rozdział na tym momencie, bo boję się, że będzie za długi, a Kornelia ma jeszcze mnóstwo do powiedzenia :)) Jak myślicie, uwierzą Kornelii? Wybaczą jej? Czy wy byście jej wybaczyli? Co sądzicie o jej sytuacji? Czekam na wasze KOMENTARZE pod rozdziałem :)
Coraz bardziej jej wspolczuje ale i tak jej nie lubie. Mogą jej wybaczyć ale przyjaźni z tego nie będzie xd. Ps. Zdarzały ci się literowki ale to nic wielkiego i rozdzial świetny.
OdpowiedzUsuńNie lubię jej wybaczyć mogą ale nie żeby od razu wielka przyjaźń xDD rozdział mega
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział!!! Umiesz trzymać w napięciu XD No cóż jestem bardzo łatwowierna, więc pewnie bym jej wybaczyła, ale nadal byłabym czujna wobec niej... W sumie mogą jej uwierzyć, ale tak jak mówiła koleżanka żeby nie była to od razu taka wielka przyjaźń...Czekam na next'a !!!
OdpowiedzUsuń