Adam uratowany! Tajemnica odkryta
Cała czwórka zaczęła się przygotowywać jak najszybciej tylko mogła. Dominika z Gosią musiały się streszczać, gdyż były jeszcze w piżamach, w ogóle nie przyszykowane.
- Szybko, szybko! - krzyczała mama.
Na podwórku z daleka było już słychać odgłos syren.
A może przesadziłam każąc dzwonić po karetkę? - myślała kobieta, ale po chwili otrząsnęła się i całkowicie zignorowała ten fakt.
- Wszyscy gotowi? - spytała. Na jej zapytanie wszyscy jednogłośnie odpowiedzieli ,,Tak''. Włącznie z Wezą.
Ona sama też ubrała buty. Pozostało tylko czekać na specjalistów. Dźwięk sygnału był coraz głośniejszy. W pewnej chwili ucichł, co wskazywało na to, iż karetka stanęła. W klatce schodowej już było słychać tupanie butami.
- Zaraz, zaraz... Gosia, ty u nas spałaś? - zdziwiła się kobieta.
Dominika walnęła ręką o czoło.
- Emm... - Gosia zaczęła coś mamrotać pod nosem, więc siostra Adama wytłumaczyła się za nią.
- Tak. Spała u mnie, bo.. bo jej pozwoliłam - uśmiechnęła się sztucznie.
- Ale ja nie pozwoliłam. Nawet się nie zapytałaś. Przecież wiesz, że na pewno bym się zgodziła, ale, jak już powiedziałam, w ogóle nawet nie wspomniałaś!
- Przepraszam mamo. Byłam wczoraj zdołowana i potrzebowałam towarzystwa - wzięła kosmyk swoich włosów i zaczęła go nawijać na palec.
- Był Adam.
- Adam, Adam... - burknęła.
- Przepraszam - wtrąciła się Małgosia.
- Nic nie szkodzi skarbie - kobieta pogłaskała ją po głowie. - Ale żeby mi to było ostatni raz!
- Obiecuję! - uśmiechnęła się Dominika.
Lekarze właśnie weszli do ich mieszkania. Od razu rzucił im się w oczy poszkodowany.
- Aa, to znów on! Co tym razem się stało? - uśmiechnął się lekko jeden z nich, ale nadal był poważny, bo wiedział, że to nie pora na żarty. Nie czekał na odpowiedź, tylko po prostu wziął razem ze współpracownikiem chłopaka na nosze. Wynieśli go powoli, tak, aby w klatce schodowej nie stało się nic dodatkowego. Po chwili byli już wszyscy na dole. W widocznym miejscu stała karetka. Cała szóstka, wraz z lekarzami i Adamem mieli zamiar wsiąść do pojazdu.
- Zaraz, stop. Do ambulansu może wejść tylko rodzina poszkodowanego - odezwał się jeden ze specjalistów.
- Ale przecież ostatnio ja mogłam wejść - wtrąciła się Tosia.
- Poważnie? To chyba mamy tutaj kogoś nieodpowiedzialnego. Przepraszam, ale musi wejść tylko i wyłącznie rodzina. - Tosi, Frankowi, Gosi i Wezie zrzedły miny.
- To my wejdziemy - odezwały się jednocześnie Dominika wraz z mamą.
No więc wszyscy weszli. Natychmiast ruszyli na sygnale w stronę szpitala. Siostra Adama obserwowała okolicę przez okno. Nagle ujrzała przechodzącą przez ulicę Kornelię. Ta ujrzała ambulans i jednocześnie patrzącą się Dominikę.
Czy to siostra tego idioty? - pomyślała. Co mu się znowu stało? - zaciekawiła się, toteż zmieniła swój kierunek i zaczęła iść w stronę szpitala.
- Mamo? Tam idzie Kornelia - szepnęła Dominika.
- Oo, to ta cudna dziewczyna, z którą rozmawiałam.
- Nie mamo! Ona nie jest cudna. Jest podła! - krzyknęła.
- Dlaczego tak sądzisz? - zdziwiła się kobieta.
- Nie mogę powiedzieć. Groziła mi, że jak komukolwiek powiem, to... - nie dokończyła.
W czasie rozmowy matki z córką Adam zaczął ruszać głową. Powoli otwierał oczy. Majaczył coś pod nosem, ale tak cicho, że nikt z siedzących w karetce nie słyszał.
- Nie wierzę. Kornelia nie może być aż taka zła. Rozmawiałam z nią i uwierz mi, że jest bardzo sympatyczna - uśmiechnęła się kobieta, wzięła córkę za brodę i podniosła ją. - Uśmiechnij się - rzekła cicho.
- Nie, zostaw mnie - zbuntowała się i odwróciła się w drugą stronę.
- Co się stało z Tosią i Frankiem!? - zerwał się nagle Adam. Ambulans szybko się zatrzymał. Nastała chwilowa cisza. Wszyscy byli w szoku. - Przeżyli?! Przejechał ich ten tir?! - zapytał z przerażeniem.
- Adam? - odezwała się Dominika. Serce waliło jej jak młotem. - Adam! To ty! - Popłakała się ze szczęścia i natychmiast rzuciła się na brata w celu przytulenia go.
- Mogę wiedzieć o co chodzi? - spytał się chłopak. - Głowa mnie strasznie boli.
- Adam! To ty uratowałeś Tosię i Franka przed przejechaniem przez tira! A może nawet przed śmiercią! Chociaż.. To chyba jedno i to samo - zaśmiała się.
- Co?! Ja?! Pamiętam tylko, że przechodziliśmy przez pasy. Ostatnie co zobaczyłem, to światła tira, a potem czułem już tylko ogromny ból. Na końcu ujrzałem ciemność. Myślałem, że po prostu śni mi się koszmar!
- Poświęciłeś się dla Franka i Tosi! Taka była historia.
Mama rodzeństwa stała nieruchomo. Jakby nie patrzeć, szok jej nie opuszczał. W końcu, podobnie jak Dominika, łzy szczęścia spłynęły jej po policzkach i uściskała syna.
- Adaś! Jak ja tęskniłam! Mimo, że to trwało tylko...zaraz... cztery dni?! - bardzo się zdziwiła. Myślała, że trwało to o wiele dłużej.
- Tak, cztery dni - roześmiała się Dominika, przecierając rękawem łzy.
- Co trwało cztery dni? Nie rozumiem - Adam był zmieszany.
- Słuchaj, straciłeś pamieć przez to, że skoczyłeś pod tira, ratując dzięki temu przyjaciół! Tak w skrócie.
- Skoczyłem pod tira?! Ale jestem tępy - zaśmiał się głośno. - Ale.. ale cieszę się, że nic nikomu nie jest. Bo nie jest, prawda? - zapytał.
- Wszyscy są cali i zdrowi... oprócz twojej głowy - zaśmiała się dziewczynka.
Adam dotknął ręką swojej głowy. Poczuł bandaż oraz straszny ból.
- Ała! Roztrzaskałem sobie głowę? Tylko?
- Chyba raczej aż! To miało wielki wpływ na twój mózg.. czy coś w tym rodzaju. Nie znam się, to się wypowiem - roześmiała się.
- Ej, kochani. Wyjdźmy z tej karetki. Adaś, poradzisz sobie? - zaproponowała mama.
- Tak, tak. Nie jestem dzieckiem - uśmiechnął się szczerze.
W czasie, gdy rodzina wysiadała z pojazdu, Kornelia akurat przechodziła.
- O nie - szepnęła do siebie, po czym schowała się za jakieś drzewo. Obserwowała. Zauważyła ich mamę. Przecież nie mogła zachowywać się wrednie przy niej. To by zniszczyło opinię kobiety na temat Kornelii. Postanowiła siedzieć w ukryciu, aż cała trójka zniknie z jej pola widzenia. Karetka już odjechała, a szczęśliwa rodzina ruszyła w stronę domu. Wyglądali na bardzo szczęśliwych i tacy byli. Jeśli chodziło o sprawę wypadku Adama, wszystko wróciło do normy. Pamiętał, że jest youtuberem. Miał świadomość, że widzowie się martwią i wiedział, że trzeba ich jak najszybciej powiadomić, iż wszystko jest dobrze. No właśnie. Ale czy wszystko wróciło na swoje miejsce? Kornelii nagle zadzwonił telefon.
- Maks?! - zdziwiła się. - Czemu dzwoni? Przecież jest w szpitalu.
Odebrała.
- Tak, słucham? - powiedziała z przerażeniem.
- Cześć kuzynko droga! Wyszedłem wczoraj ze szpitala! Lekarze powiedzieli, że mogę już normalnie funkcjonować! - odezwał się męski głos Maksa Zanikowskiego.
- Maksiu! - do oczu Kornelii zapłynęły łzy szczęścia. Nie zapominajmy, że dziewczyna cały czas stała za tym drzewem.
- Wiem, wiem. Też się cieszę! Co ty na to, abyśmy się gdzieś spotkali?
- Pewnie! Możemy nawet teraz! Zaraz! - fascynowała się. Nie mogła uwierzyć, że z nim rozmawia. - Zapraszam cię do siebie! Pamiętasz, gdzie mieszkam, prawda?
- Oczywiście, że tak! Zaraz u ciebie będę!
Rozłączył się. Kornelia szybko wyszła zza drzewa i szybkim krokiem pognała z stronę swojego domu. Dziewczyna mieszkała w ślicznej kamienicy za parkiem, w której chodnikami zawsze biegały wesołe dzieci. Grały w piłkę, w klasy, skakały na skakankach. Ogólnie mówiąc - radosne miejsce. Po paru minutach Kornelia była już w domu. Weszła do niego. Przywitała się ze swoimi rodzicami, którzy siedzieli na brązowej skórzanej kanapie w salonie. Jej rodzina nie była bogata. Ani mama, ani tata nie zarabiali zbyt dużo. Mieli jednopiętrowe mieszkanie. Dziewczyna zaszła więc do swojego pokoju. Było to chyba najładniejsze pomieszczenie w jej domu. Miała bordowo-białe ściany, na której gdzieniegdzie wisiały obrazy z malunkami kwiatów oraz białą puszystą wykładzinę. Naprzeciwko jej pokoju stało jasnobrązowe biurko z komputerem. Obok biurka, po prawej stronie stała biała, miękka kanapa, na której Kornelia spała. Nad łóżkiem znajdowało się okno. Zaś po lewej stronie od biurka stała biała szafa. Dziewczyna włączyła komputer i zaczęła poszukiwania jakichś ciekawych filmów na youtubie. Po chwili do jej pokoju zapukał Maks. Widocznie rodzice Korneli go wpuścili. W końcu to siostrzeniec mamy dziewczyny.
- Wejdź! - poprosiła kuzyna Kornelia.
Maks był blondynem. Jego włosy były lekko przyklapnięte, podobnie jak u Daniela. Miał szare oczy. Po Kornelii. Ona była od niego o rok starsza, czyli, że miał 16 lat - tak jak Tosia. Usiadł na kanapie, a po chwili rzekł.
- Skoro już przeglądasz tak jego youtube'a to pokażę ci genialnego youtubera.
- No to dawaj - uśmiechnęła się.
Maks wstał z kanapy i poprosił, aby Kornela zwolniła mu miejsce przy biurku. Chłopak zaczął wpisywać hasło w wyszukiwarce.
- ,,Naruciak'' - mówił do siebie, jednocześnie wpisując.
Gdzieś słyszałam to słowo - myślała dziewczyna.
Maks wybrał jeden z odcinków z serii ,,Poniedziałkowy Naruciak'' i zaczął oglądać. Kornelia, gdy to ujrzała, to nie mogła uwierzyć.
- To przecież Adam!! - krzyknęła. - Jak to możliwe?!
______________________________________________________________
W końcu Adam odzyskał pamięć! Niby to trwało kilka dni, a wydawać by się mogło, że trwało miesiąc :P Pamiętacie Maksa? Musicie go pamiętać! Dzięki Maksiowi Kornelia coś odkryje i już pewnie wiecie, co, bo to się rozumie samo przez się :D
KOMENTUJCIE, bo dzięki temu, wiem, co się podoba, a co nie :3
Dobreeee xDDDD Adaś wrócił ♡♡♡ YAY XD świetny rozdział, jak zawsze, i (jak zawsze xd) czekam na kolejne :))
OdpowiedzUsuńWreszcie odzyskał pamięć !!! :D Kłamstwa Korneli zaczną wychodzić na jaw przez Maksa. Rozdział super. Pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuńhttp://tylkonienawisc.blogspot.com/
Świetny rozdział! Mam nadzieję ,że mama Adama też się dowie ,że Kornelia to zołza. Czekam na następny 8)
OdpowiedzUsuń