sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział 31

Wytłumaczmy sobie wszystko ostatni raz


Tosia szła uliczkami, szlochając. Robiła wszystko, aby nikt nie zauważył, że po jej policzkach spływają łzy. Wyciągnęła ze swojej białej torebki chusteczki higieniczne i przetarła oczy. Tuż za nią biegł zmachany Franek. Postanowił, że ruszy za nią i nie pozwoli, by pozostała sama.
- Tośka! Zatrzymaj się, proszę! - krzyczał.
Ta nie słuchała go. Nadal szła. Przyśpieszała kroku. Prawie biegła.
- Błagam, Tosiu! - wciąż krzyczał, również zaczął biec.
W końcu dziewczyna uznała, że nie może uciekać. Zatrzymała się, odwróciła. Franek również przystanął. Ujrzał zapłakaną twarzyczkę Tosi. Natychmiast do niej podbiegł. Złapał dziewczynę za nadgarstek.
- O co chodzi? - spytał spokojnie i spojrzał jej głęboko w oczy.
- O to, że Kornelia musi wszystko naprawić. Sama. Powiedziała mi wszystko - ocierała łzy chusteczką.
- Ale co ci powiedziała?
- Całą prawdę - w końcu się uśmiechnęła.
- P-prawdę? Jaką prawdę?
- Zobaczysz - posłała tajemniczy, ale słodki uśmiech.
Franek odwzajemnił gest. Po chwili, jak to na przyjaciół przystało, przytulili się.
- Hmm.. nie wiem, co o tym myśleć. Miejmy nadzieję, że będzie dobrze - powiedział szeptem Franek.
- Mam pomysł. Chodźmy do Adama, co? - zaproponowała.
- Z miłą chęcią. A u niego opatrzymy bardziej twoją ranę. Nie można tego tak zostawić. Może się wdać jakieś zakażenie czy coś w tym rodzaju - stanął dumnie.
- Oj już dobrze - zarumieniła się.
Skierowali się w stronę domu swojego przyjaciela.
Tymczasem Adam z Danielem kończyli nagrywać ,,Poniedziałkowego Naruciaka''. Wyszło im świetnie i bardzo pozytywnie. Tak jak powinno być. Postanowili odpocząć i usiedli na łóżku.
- Adam.. ty rzeczywiście masz tutaj straszny syf. Tak teraz zauważyłem - powiedział, śmiejąc się Daniel.
- Nie kazałem ci tutaj przychodzić - odparł z uśmiechem.
- Oj, już dobra. U mnie nie lepiej.
Do pokoju weszła Dominika.
- Skończyliście już? - spytała, poprawiając włosy. - Stwierdzam, że tak, bo skoro sobie tak leżycie... hmm... poróbmy coś! Nudzi mi się.
- Tobie to zawsze się nudzi. Zadzwoń po Gosię. Masz do niej numer? - spytał Adam.
- O, właśnie! Dzięki Adam! - krzyknęła z radości i pobiegła od razu w stronę wyjścia. Nie dzwoniła, ponieważ wiedziała, że Małgosia na pewno będzie mogła wyjść, zwłaszcza, że są wakacje. Szybko zeszła na dół po schodach i ubrała buty. Błyskawicznie znalazła się na zewnątrz. Dziewczynka w oknie swojego bloku zauważyła panią Grażynkę , która prawdopodobnie teraz oglądała telewizję. Gdy kobieta zajrzała na zewnątrz, Dominika pomachała do niej.
- Witam panią Piotrowską! - krzyknęła.
Pani Piotrkowska zerwała się ze swojego bujanego fotela, otworzyła okno i wychyliła się przez nie.
- Żeby tak machać ręką do starszej pani?! Co to za wychowanie! Trochę szacunku dla starszych osób, mały smarku! - wydarła się, ale tak, że było ją słychać na całym osiedlu.
- Przepraszam! - Dominika speszyła się lekko, szybko odwróciła wzrok  i pognała w stronę domu koleżanki.
W pewnym momencie zauważyła Franka z Tosią, idących w kierunku jej domu.
- Hejka! - krzyknęła z daleka.
Dziewczyna pomachała do niej i natychmiast na jej twarzy pojawił się szczery uśmiech.
- Cudna dziewczynka - rzekła do Franka.
- Masz rację - odparł i również pomachał do dziewczynki.
Dominika doszła do nich.
- Gdzie idziecie? - złączyła ręce i zaśmiała się.
- A do ciebie, a dokładniej, do Adama - odpowiedział Franek.
- Rozumiem. Ja lecę go Gośki. Adam spędza czas z Wezą, także tak trochę mi się nudzi - po tych słowach, dziewczynka podążyła dalej w swoją stronę, zostawiając Tosię z przyjacielem.
Natomiast oni poszli do Adama. Już po paru minutach byli u przyjaciela. Jego mama otworzyła im drzwi i weszli do środka. Usłyszeli Wezę, który coś wrzeszczał. Pewnie grał w jakąś grę. Franek z przyjaciółką wszedł po schodach na górę, aby dowiedzieć się, co robią chłopaki.
- Hej Adam - odezwał się damski głos.
Daniel zauważył, że Tosia stoi przy drzwiach i patrzy, jak Adam siedzi, gapiąc się w komputer.
- Ekhem! - chrząknęła.
Chłopak odwrócił się natychmiast od ekranu komputerowego i grzecznie się przywitał.
- Hej, hej. Grałem sobie w CS'a, sorry.
- Widzę przecież. Przyszłam z Frankiem cię odwiedzić. Na dworze robi się pochmurno, więc czemu mielibyśmy nie wpaść?
- Pewnie, zapraszam - uśmiechnął się. - Ale..
- Hm?
- Mam straszny bałagan w pokoju - złapał się za kark.
- Zauważyłam - roześmiała się.
- To może ja to wszystko ogarnę, co? - zawstydził się.
Nie usłyszał odpowiedzi, bo w pewnym momencie wszyscy usłyszeli dzwonek do drzwi.
- Dominika już wróciła? - spytał Adam. - Poczekajcie tu, idę otworzyć.
Chłopak wyszedł szybko z pokoju i zszedł po schodach, aby otworzyć drzwi wejściowe. Złapał za klamkę i nacisnął ją. Widok Kornelii zupełnie go przeraził.
- Co ty tu robisz?! - spytał zdenerwowany.
- Ja.. jest ktoś u ciebie? - nie odpowiedziała na poprzednie pytanie, lecz zadała kolejne. Cała się trzęsła z przerażenia.
- Są wszyscy... prawie... Nie odpowiedziałaś na moje pytanie - skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Chcę wam wszystkim coś powiedzieć - rzekła cicho.
Na górze, przy schodach stanęła Tosia, gdyż rozpoznała głos Kornelii. W głębi serca ogromnie się cieszyła, że postanowiła się wszystkim wytłumaczyć, ale z drugiej strony bała się, że nikt jej nie uwierzy. Obawiała się jednak, że ona może jednak coś knuć.
A co, jeśli to wszystko, co kolejny podstęp? - myślała.
- Nam? - spytał Adam.
- Tak. Wam. A dokładnie tobie, Frankowi, Tosi, Dominice, Gosi, twojej mamie... - wymieniała Kornelia. Nadal bała się reakcji.
- Dominiki i Gosi nie ma.
- T-to ja mogę zadzwonić po Dominikę! - odezwała się nagle z góry Tosia.
Nie czekając na odpowiedź, wyciągnęła telefon z kieszeni swoich spodni i wybrała numer do Dominiki.
Zadzwoniła do niej. Już po paru sekundach było wiadomo, że razem z Gosią zaraz będą u Adama.
Chłopak wpuścił niepewnie Kornelię do swojego mieszkania. Dziewczyna czuła się nieswojo. Miała wejść na górę, do jego pokoju, więc weszła. Doszła do pokoju. Jej uwagę najbardziej przyciągnął widok kamery, lamp i zielonego tła. Nie mogła również nie zauważyć ogromnego bałaganu. Już miała się zaśmiać, lecz przypomniała sobie, że sytuacja jest zbyt poważna na zabawę. Usiadła niepewnie na łóżku i zaczęła obserwować. Franek przypatrywał się jej z wielką nienawiścią. Nic dziwnego. Usłyszał, że ta skrzywdziła jego przyjaciółkę Tosię. Już po chwili również Tosia z Adamem weszli do pomieszczenia. Nastała długa, niezręczna, grobowa cisza. Wszyscy patrzyli na Kornelię, jak na morderczynię. Czekali, aż Dominika z Małgosią wrócą z podwórka. Weza bawił się swoją czapką, Adam sprawdzał coś w telefonie, podobnie, jak Tosia, a Franek nadal przypatrywał się Kornelii. Dziewczyna myślała, że zaraz zemdleje. Nigdy nie czuła się tak okropnie. Wydawało się jej, że znajdowała się na sali rozpraw i że zaraz ''sędzia'' wygłosi wyrok. Okropną ciszę przerwał dzwonek.
- Otworzę! - krzyknął Adam i natychmiast pobiegł do drzwi.
W pokoju nadal trwała ta okropna cisza. Tosia uśmiechnęła się lekko, nie wiadomo z jakiego powodu, lecz po chwili znów spoważniała. Niebawem przyszli Gosia, Dominika i jej brat. Do nich postanowiła wstąpić również mama rodzeństwa. Teraz było już przerażająco. W pokoju znajdowało się 7 osób. Dodatkowo walały się wszędzie jakieś śmieci, co powodowało jeszcze większy zaduch w pomieszczeniu.
- No więc... - zaczął Franek. - O co chodzi? - zapytał groźnie, przymrużając oczy.
Kornelia chciała zachować jak największy spokój, ale bała się, że nie wytrzyma i po prostu się rozklei. Zaczęła na spokojnie.
- Chciałabym wytłumaczyć moje okropne zachowanie. Tosi już o tym mówiłam. Później wytłumaczę tą ranę na jej głowie.
- No to słuchamy - rzekł Adam.
- Postaram się to powiedzieć podobnie, jak Tośce. O co w ogóle chodzi? - w jej głosie już było słychać rozklejenie. - Cz-czuję się samotna. Po prostu samotna. Z Tosią przyjaźniłam się... chyba od urodzenia. Tak, od urodzenia. Byłyśmy najlepszymi kumpelkami. Mówiłyśmy sobie wszystko. Mam też kuzyna. Nazywa się Maks. Z nim również przyjaźniłam się od zawsze, lecz nigdy tak bliżej nie zapoznałam go z Tosią. Zresztą, nie ważne. Około miesiąc temu dowiedziałam się, że Maks jest ciężko chory i grozi mu nawet śmierć - w tym momencie dziewczynie poleciała pierwsza łza. Zatrzymała się na chwilę.
Błagam, nie rycz - myślała Kornelia. Po chwili kontynuowała.
- No i.. i trafił do tego cholernego szpitala. Odwiedzałam go niemal codziennie. Codziennie z nim rozmawiałam, przynosiłam mu najróżniejsze smakołyki. Z dnia na dzień coraz trudniej było mu się wysłowić, a ja czułam, że dzieje się ze mną coś dziwnego. Nie mogłam żyć ze świadomością, że mogę stracić najlepszego przyjaciela - lały się kolejne łzy. Niestety, to było nieuniknione. - Było mi okropnie źle. Byłam zła na siebie, bo nie mogłam nic z tym zrobić. A Tosia? Tośka nie zauważyła żadnej zmiany we mnie, mimo tego, że moim zdaniem, zachowywałam się inaczej. Ogólnie, zaczęła ze mną mniej rozmawiać - łkała.
- Co? J-ja wtedy myślałam, że to właśnie ty nie chcesz ze mną rozmawiać i masz mnie dość! Myślałam, że coś ci zrobiłam i nie chcesz mnie znać... - wtrąciła się Tosia.
- Rozumiem... ale daj mi skończyć, zanim... zanim się całkiem rozkleję - mówiła. - Odwiedzałam tego Maksa, jak już mówiłam, coraz gorzej się z nim rozmawiało. On nie miał siły. Ja również nie miałam siły. Po dwóch tygodniach, gdy kolejny dzień z rzędu chciałam go odwiedzić, spotkałam na korytarzu chłopaka. Brunet, bordowa bluza, słuchał muzyki na słuchawkach. Zamknął się w sobie. Wydawał się taki przyjazny i spokojny. To był właśnie Adam - lekko się uśmiechnęła, a Adam bardzo się zaciekawił. - Pewnie to pamiętasz, Adam. Chciałam pogadać z kimkolwiek, więc przyczepiłam się do niego, ale źle zaczęłam rozmowę i uznał mnie za wariatkę. Też bym uznała siebie za wariatkę. Następnego dnia spotkałam się z Tośką. Okazało się, że również ciebie spotkała, Adam. Zaczęła o tobie opowiadać, a ja jeszcze bardziej się zmartwiłam, że już całkiem stracę przyjaciółkę, że zakocha się w tobie - w tym momencie Tosia wlepiła na moment wzrok w podłogę, lecz po chwili kontynuowała słuchanie. - Potem poznała też Franka. Wydawało się, że go bardzo, bardzo polubiła. I w końcu stał się ten wypadek. Adam stracił pamięć. Chyba byłam na granicy swojej psychiki. Postanowiłam, że omamię Adama. Udało mi się z nim umówić. Wyglądało na to, że mu się podobam. Byłam głupia. Jak mogłam zrobić takie głupstwo? - złapała się za głowę. - I ten cały czas wszyscy skupiali uwagę na nim. Cały czas liczył się tylko Adam i Adam. Nie wiedziałam wtedy, że jestem okropnie zazdrosna i robiłam wszystko, co było najgorsze. Cholera. Gdybym tylko mogła cofnąć ten pieprzony czas - rozpłakała się.
- Spokojnie, Kornela.. mów dalej... - powiedziała mama Adama.


____________________________________________________________________-
Muszę zakończyć rozdział na tym momencie, bo boję się, że będzie za długi, a Kornelia ma jeszcze mnóstwo do powiedzenia :)) Jak myślicie, uwierzą Kornelii? Wybaczą jej? Czy wy byście jej wybaczyli? Co sądzicie o jej sytuacji? Czekam na wasze KOMENTARZE pod rozdziałem :)



3 komentarze:

  1. Coraz bardziej jej wspolczuje ale i tak jej nie lubie. Mogą jej wybaczyć ale przyjaźni z tego nie będzie xd. Ps. Zdarzały ci się literowki ale to nic wielkiego i rozdzial świetny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię jej wybaczyć mogą ale nie żeby od razu wielka przyjaźń xDD rozdział mega

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział!!! Umiesz trzymać w napięciu XD No cóż jestem bardzo łatwowierna, więc pewnie bym jej wybaczyła, ale nadal byłabym czujna wobec niej... W sumie mogą jej uwierzyć, ale tak jak mówiła koleżanka żeby nie była to od razu taka wielka przyjaźń...Czekam na next'a !!!

    OdpowiedzUsuń