Kim ona jest?
Franek leżał bez ruchu obok krawężnika, a rower nadal przygniatał jego ciało. Adam ochłonął i szybko zdjął pojazd z kolegi. Nie zastanawiając się, zadzwonił po karetkę.
- Dlaczego on się nie rusza? - spytała roztrzęsiona Dominika.
Ciśnienie chłopaka znów wzrosło.
- A ty dlaczego nas śledzisz? Nie mogę się spotykać z przyjacielem? Chciałem z nim nagrać Poniedziałkowego Naruciaka w lesie.
- Przepraszam... - odpowiedziała dziewczynka i ruszyła rowerem w stronę domu.
-Stój! - krzyknął Adam. - Pamiętaj, nie mów niczego mamie. Niczego nie widziałaś, jasne? Poradzę sobie sam.
- No dobrze, dobrze.. - powiedziała zasmucona Dominika i odjechała.
Wyglądało na to, że Franek był nieprzytomny. W oddali słychać było syrenę karetki. Adam wstał i zaczął machać, aby lekarze zauważyli zemdlałego blondyna. Gdy auto już dojechało, specjaliści podbiegli do chłopaka i sprawdzili, co się mniej więcej stało.
Wygląda to na złamanie, ale nie jestem pewny. - powiedział jeden z lekarzy.
- A dlaczego zemdlał?
- Jego ciało nie wytrzymało bólu. Podczas, gdy jest nieprzytomny, przynajmniej nic nie czuje.
Specjaliści zabrali Franka na noszach do karetki, a za nimi wsiadł Adam. Po dziesięciu minutach byli już w szpitalu. Blondyn został szybko zaniesiony na rentgen, a chłopak został w poczekalni. Na korytarzu było pełno krzeseł, więc usiadł na jedno z nich, założył słuchawki i puścił jedną z piosenek Dawida Podsiadło. W tejże chwili do tego pomieszczenia weszła dziewczyna. Miała na sobie długie czarne kozaki, czerwoną spódniczkę oraz czarną bluzkę na ramiączkach. Jej włosy były ciemnobrązowe, a oczy szare. Żuła gumę. Nie wyglądała na dziewczynę z klasą. Szła korytarzem, gdy nagle zauważyła wolne miejsce obok Adama.
- Mogę się dosiąść? - zapytała dziewczyna, ale nie usłyszała odpowiedzi.
- Halo! Czy mogę się dosiąść?! - spytała ponownie.
- Ekhem! - szturchnęła Adama tak, że jedna z słuchawek wypadła mu z ucha.
- Ej! Co ty robisz? - spytał lekko zdenerwowany.
- No sorry, ale nie odpowiedziałeś na moje pytanie dwa razy, to musiałam to zrobić.
- Przepraszam, miałem słuchawki w uszach. - wytłumaczył się.
- Więc.. o co pytałaś?
- Czy mogę się dosiąść?! - zapytała, po raz ostatni, zażenowana dziewczyna.
- No tak. Przecież jest wolne - opowiedział.
- Jak masz na imię? Ja Kornelia.
Najpierw robi aferę na pół korytarza, a teraz, jak gdyby nigdy nic, pyta mnie jak mam na imię? - pomyślał.
- Ja Adam... Miło mi...
Na szczęście, tę dziwną sytuację, przerwał lekarz, który podszedł do Adama w sprawie Franka.
Wyglądał na bardzo spokojnego, ale lekarze zawsze tak robią, aby nie niepokoić ludzi.
- Tak jak sądziłem. Jest to złamanie. Kość piszczelowa oraz udowa. - rzekł doktor.
- Aż dwie kości?! A ja narzekam, że często uderzam się w piszczel.. Ale nic mu nie będzie? - spytał zaniepokojony chłopak.
- Poza tymi złamaniami wszystko jest w porządku. Założymy gips i będzie mógł wrócić do domu. Przez długi czas nie będzie mógł nadwyrężać nogi, ale pan chyba o tym wie?
- No pewnie! - uśmiechał się Adam i wstał z krzesła.
Już miał iść w stronę sali, gdzie leżał Franek, lecz Kornelia mu przerwała.
- Kim jest Franek?
- Ehh.. to mój przyjaciel. Dlaczego ciebie to tak interesuje?
- No bo.. spodobała mi się twoja bluza i w ogóle wydajesz się na sympatycznego i chcę jakoś zagadać.
Chłopak przyłożył z całej siły ręką w swoje własne czoło. Nie wiedział co powiedzieć.
To pewnie jakaś samotna dziewczyna, która szuka na siłę przyjaciół.. Szkoda jej - pomyślał.
- Przepraszam, ale teraz się śpieszę. Muszę sprawdzić jak się miewa Franek. Może potem pogadamy - powiedział Adam, z nadzieją, że Kornelia da mu już spokój z bezsensownymi pytaniami.
- No dobrze. To ja tutaj będę czekać.
Chłopak był nieco przerażony postawą tej dziewczyny. Miał przed oczami jej straszne, szare oczy, które patrzyły się prosto w niego. Szybkim krokiem wszedł do sali, gdzie leżał jego przyjaciel.
Od razu go ujrzał. Franek powoli otworzył oczy i pojawił się na jego ustach uśmiech. Był radosnym chłopakiem.
- Jak się czujesz? - spytał z uśmiechem Adam.
- Nie narzekam. Bywało gorzej - odpowiedział radośnie.
- To dobrze..
- Co ty taki roztrzęsiony? Coś się stało? - spytał zaniepokojony.
- A nic..
- No dobrze. Jak tam chcesz. Ale pamiętaj, ja zawsze mogę ci pomóc, kumplu - uśmiechnął się.
Adam znów ujrzał tego samego lekarza, który idzie w stronę Franka.
- Musimy panu założyć ten gips. Nie wyjdzie pan z nieusztywnioną nogą - rzedł doktor.
Przenieśli Franka, aby założyć mu bandaż. Adam znów musiał czekać. Bał się wyjść z sali ze względu na tą dziwną dziewczynę. Przerażała go.
- Nie idzie pan? - zapytał Adama lekarz.
- Ja.. ja tutaj poczekam.
Po kilkunastu minutach chłopak zobaczył Franka idącego o kulach. Wyglądał na zdrowego, gdyby nie ten gips.
- Możemy iść do domu! - ucieszył się poszkodowany.
Adam przytaknął. Nadal się bał, że Kornelia czeka na korytarzu. Na szczęście, gdy wyszedł, nie było jej widać. Na jego twarzy od razu pojawił się uśmiech. Szedł z Frankiem, prawie pustym korytarzem, w stronę wyjścia. Byli już na zewnątrz. Rozmawiali o tym, gdzie nagrać Poniedziałkowego.
- Wiesz.. Chyba nagram go po prostu w domu. Lepiej, żebyś nie nadwyrężał tej nogi. - powiedział Adam.
- Hej! Cześć!
Chłopak usłyszał znajomy głos. Bardzo się zmartwił.
- Adam! Adam! Hej!
Tak, to była Kornelia. Trzymała w ręku telefon. Widocznie przed chwilą z kimś rozmawiała, dlatego nie było jej na korytarzu. Franek dziwnie się na nią popatrzył, a następnie na swojego kumpla i tak kilka razy.
- Znacie się? - zapytał ze zdziwieniem Franek.
- Nie. Zaczepiła mnie na korytarzu, gdy miałeś robiony rentgen. Najpierw zachowała się niezbyt kulturalnie, a potem zaczęła udawać wielce miłą dziewczynę. Ona mnie trochę przeraża.
- To może jej po prostu powiedz, żeby się odwaliła i po sprawie - zaproponował.
Adam nic nie odpowiedział, bo Kornelia była już przy nim. Patrzyła się z takim psychicznym uśmiechem. Tak, zdecydowanie szukała przyjaciół na siłę.
- Możesz się ode mnie odwalić? - zapytał lekko zbulwersowany chłopak.
Ona zignorowała pytanie.
- A więc to jest Franek!
- Mówiłeś jej o mnie? - zapytał przyjaciel Adama.
- Tak, bo lekarz do mnie podszedł i zaczął opowiadać o twoich złamaniach.
- Słuchaj.. yy.. dziewczyno. Nie ważne jak masz na imię... - zaczął nagle.
- Kornelia - przerwała.
- No to słuchaj, Kornelio. Adam nie ma teraz czasu, żeby z Tobą rozmawiać. Idź do domu.
Nie podobam mu się, czy co? Czy jestem jakaś odrażająca? - pomyślała dziewczyna.
- Pff! No dobrze. Niech wam będzie. Idę sobie - zażenowana zaistniałą sytuacją, zrobiła tak, jak rzekła.
Rzeczywiście. Mogło by się wydawać, że idzie w przeciwną stronę. Chłopcy także ruszyli do domu. Wszystko z pozoru wyglądało normalnie. Ptaki śpiewały, słońce przygrzewało. Było już popołudnie, więc pogoda była wręcz idealna. Przyjaciele gadali o jakichś nieistotnych pierdołach.
W końcu się rozeszli. Adam poszedł w stronę swojego bloku, a Franek, o kulach, w stronę mieszkania. Gdy Adaś był już przed swoją klatką, znów usłyszał irytujący, znajomy głos.
Super. Błędów nie zauważyłam :) albo je olałam bo chciałam jak najszybciej przeczytac. Dodaj postać Dominiki koleżanki Korneli, ktora bedzie z Adamem (mały fangirling ;) ) Żart xD Jak piszesz czyjeś myśli to pisz to np w cudzysłowie, ponieważ miesza sie. Ale rozdział świetny. :D
OdpowiedzUsuńOk, dziękuję za rady :D Rzeczywiście z tymi myślami, to nie wiedziałam jak to zrobić, żeby się nie mieszało z wypowiedziami.. Będę dawać w cudzysłowie lub będę do tego używać innej czcionki :) I dziękuję, że Ci się podoba :P
UsuńKolejne WOO.
OdpowiedzUsuńJestem bardzo ciekawa co będzie dalej.
Chciałam coś tam podpowiedzieć na temat myśli, ale widzę, że problem rozwiązany.
Pozostało mi tylko czekanie do następnego rozdziału.
Powodzenia w pisaniu. C: